02 września 2013

Kolejne "nowe" mieszkanie. 

Sama w koncu nie wiem, ile z Was wie, ze od maja jestem bezdomna i razem z Mama zyje na walizkach. Gdyby ktos jeszcze o tym nie slyszal - informuje: od maja jestem bezdomna i razem z Mama zyje na walizkach.
Wczoraj oddalysmy klucze do mieszkania nr 3, a zawitalysmy w mieszkaniu nr 4 (jakby liczyc jeszcze moje pomieszkowanie u Cioć to byloby to chyba 5te albo i 6te z kolei). Mamy to szczescie w nieszczesciu, ze ciagle znajdujemy pokoje w centrum (szczescie, bo wszedzie blisko i mozna wracac do domu w srodku nocy po pijaku, nieszczescie dlatego, ze ceny sa z kosmosu [1 pokoj 800€ danke schööööön!]).

I tak zyjemy sobie w tych ladnie urzadzonych miejscach, wyobrazamy (a przynajmniej ja) jakby to bylo pracowac w wolnym zawodzie, miec kase na urzadzenie mieszkania meblami nie tylko z Ikei albo pchlego targu.. moc codziennie wstawac rano i pic sobie kawe bez stresu, pospiechu i wyrzutow sumienia. Dlaczego akurat wyrzutow sumienia - spytacie? Bo ja mam szczerze mowiac wyrzuty sumienia z powodu wszystkiego. Odkrylam to niedawno. Wszystko robie w pospiechu; jesli jedna czynnosc zajmuje mi wiecej, niz, powiedzmy, 10 minut - zaczynam sie stresowac. Dlatego tez porzucilam ogladanie filmow i (wiekszosci) seriali (chociaz za tym stoi takze brak mieszkania z WiFi od 5 miesiecy). Wszystko trwa za dlugo! I nawet jesli jest niedziela, a ja nie mam nic, kompletnie NIC do roboty - i tak sie stresuje. Ze nie zdaze. 
Nie pytajcie o co chodzi, bo sama do konca nie rozumiem jak to dziala. Ale pewne jest to, ze zyje w stresie, chociaz sama sie do tego nie przyznaje. 

Zastanawialiscie sie kiedys, dlaczego wszyscy tak chetnie cytuja sceny z filmow, seriali, piosenek? Posluchajcie sobie kiedys jakiegos dialogu Brooke i Peyton, czy tam nie wiem, Meredith z Derekiem. Oni tam z taka latwoscia mowia o swoich uczuciach. "Jestem samotny!", "boje sie smierci", albo nie wiem, "kocham Cie, McDreamy!". 
NIKT tak naprawde ze soba nie rozmawia! Ostatnio po obejrzeniu Grey's Anatomy zaszalalam i powiedzialam do Artura:
Lubie trzymac Cie za reke. Jest taka ciepla!
Co mi sie za to dostalo? 
Eee.. okej? 
No Artur, powiedz mi tez cos milego! Co Ty lubisz!
Lubieee.. majonez..


Lublin za 7! Widzimy sie!

{5}

05 września 2013

Huhu wrzucilam stream'a z Instagrama! Arturo mial mi zrobic sweetasny
szablon, ale oczywiscie nic z tego nie wyszlo.. wycentrowal mi tylko
teskt, ja sobie dorzucilam pokaz slajdow.. i jest!
Jesli macie jeszcze jakies pomysly, jak moznaby ulepszyc blogaska -
dajcie znac.
Od dzisiaj bede miec duzo czasu na kombinowanie.. wiec moze
i myspace na tym skorzysta :)



Pozdrawiam (po raz ostatni) z LifeStyle Ladies, Baubergerstr. 5

Ja Kaja. Animatorka, trenerka, dietetyczka (dzisiaj 1.5 gadalam o
odchudzaniu i nie sprzedalam ani pol Eiweiß-shake. Jestem bez watpienia
pracownikiem roku...), pisarka, bezrobotna, bez wyksztalcenia. Szczesliwa.
Lublin za 3 dni!



















{4}

10 września 2013

Musze o tym napisac. Tekst gotowal sie we mnie, bulgotal, juz od samego rana.
To dopiero drugi dzien w Lublinie, ja .. Jestem Szczesliwa. 
Ta cala Kaja, ktora pisze smutne blogi, pije czerwone wino i narzeka na swoje zycie - znikla. Dzisiaj podczas porannego spaceru do Bulki (na sniadanie, kawe, paznokcie, kontynuacje wczorajszych nocnych plot), uderzylo mnie to. TO NA TEN MOMENT CZEKALAM PRZEZ OSTATNIE TYGODNIE. I teraz, zamiast o 10:00 stac obok Power Plate'ow, powtarzac po raz kolejny te same teksty, juz automatycznie, bez myslenia (wyzej, nizej, wdech, wydech, brzuch, reka, przysiad), ja przechodzilam przez Wawoz, pozniej Osiedle przez ktore nie szlam od kilku dobrych lat (tak, bywalam w Polsce, ale nigdy nie mialam az tak duzo czasu, zeby sobie spacerowac. Albo przynajmniej jakos tak sie zlozylo). Weszlam do pokoju, w ktorym przesiadywalam prawie codziennie po Licealnych godzinach. Obejrzalam nowe meble, zdziwilam sie, ze zniknely wszystkie zdjecia poprzyklejane do scian.. Doroslysmy. 

Pozniej spotkalam sie z Dymitrem - chlopcem (juz mezczyzna!) o orzechowych oczach, w ktorych kochalam sie przez wszystkie trzy klasy gimnazjum, marzac o tym, zeby na mnie spojrzal. Czasem wciaz nie wierze, ze udalo mi sie tak mocno z nim zaprzyjaznic. Przegadalismy trzy godziny, popijajac zimna kawe, sluchajac siebie nawzajem i kiwajac ze zrozumieniem glowami. 

To dopiero(!) drugi dzien. Jesli zechce, moze byc ich nieskonczonosc. Wiadomo, kiedy opadnie poprzyjazdowa euforia, zacznie sie temat pracy, pieniedzy, przyszlosci.. ale tutaj, bedac otoczona ludzmi o tych samych problemach, ktorzy mnie sluchaja(!) i rozumieja - jest zupelnie inaczej. 
Fakt, siedze w zimnym i pustym mieszkaniu. Ale to MOJE mieszkanie. Moje lozko, moje meble, moje zasmierdniete dresy. (zasmierdniete, bo zamkniete na cztery spusty, nie dlatego ze jestem brudasem). Otwieram okna na osciez, wdycham ten naprawde charakterystyczny zapach POLSKIEJ jesieni. Jeszcze nie zlotej, ale juz za tydzien, dwa.. 
Przegladam sie w lustrze i nie wierze. Nagle, w ciagu tygodnia. Stalam sie zupelnie inna osoba. 

// Spodziewam sie tez napadu smutku, post-arturowej depresji, albo poalkoholowych lez i tesknot za K. Ale jest mi tutaj tak cudnie.. ze nawet smutek jest piekniejszy. Bo jestem otoczona moimi ludzmi, moja rodzina i moim miastem. (Tylko czekam, az jakis dresiarz napadnie mnie do domu i skroi iPhone'a, ciekawe czy wtedy tez tak sie bede cieszyc tym moim Lublinem ;)). 

Jesli ktos ma ochote na spotkanie - piszcie. Jestem teraz najlepsza wersja samej siebie. Polecam, nie pozalujecie ;)! 





Wasza Kesza.

{5}

18 września 2013

Codziennie budze sie o 8:00. Lykam
tabletke na tarczyce, odczekuje 30 min do sniadania. W tym czasie parze
kawe. Z mlekiem, bez cukru (Bzu sie krzywi, ale rankami nie da rady
inaczej. Po poludniu juz czarna.). Ogarniam Fejsa, albo - jesli jest
bardzo zimno - zostaje w lozku i ogladam polska TV (Dzien dobry TVN! Kawa czy Herbata! Yaaaay!). Po 30 minutach moge zabierac sie za moj ulubiony posilek dnia - sniadanko.
Racze sie lubelskim chlebem, z lubelska szynka, oblesnym serem z Tesco i
pysznymi pomidorkami. Albo (niemieckim, bo lepszym) müsli, z dodatkiem
polskich malin. No pyszka.
Po sniadanku kontynuuje "ogarnianie"
Fejsa, albo robie inne kreatywne rzeczy : ogladam seriale po hiszpansku.
Dziennie przynajmniej godzine. Z reguly wybieram Friends, albo Glee.
Ok
12/13 przychodzi czas na sport. Rzadko pada na Chodakowska, czesciej na
Jilian, albo Mel B. Dzisiaj pogodzilam sie z Zuzka i stwierdzam, ze od
dawna juz trening AZ TAK mnie nie wykonczyl jak jej Z WOW.
No a pozniej integracje, spotkanka, zakupy (wesele juz za 3 dni!), albo byczenie sie w domach moich girlfriends.
Wieczorami najczesciej grzejemy sie grzancami, albo lazimy po miescie i szukamy mi post-Arturowego Klina.
Zastanawiam
sie, czy nie zaczac troche ogarniac tego mieszkanka, w koncu nie
wiadomo, ile tu zostane. Tata mowi, zebym otwierala firme. Ja znalazlam
ogloszenie, ze szukaja chetnych do wprowadzania Mrs Sporty na polski
rynek. Chyba sie zglosze. Wklad wlasny jedyne 200 000zl, luzik.

Jakos
sobie radze z ta samotnoscia. O dziwo, podoba mi sie.
Wiadomo, nocami
lapie paranoje, ze mam w mieszkaniu duchy, albo w pokoju obok grasuje
jakis paskudny zloczynca, ktory chce poderznac mi gardlo. Wciagnelam sie
w fabule nowego serialu, Under the Dome, wiec nocami mam dziwne sny.
Ale jest dobrze.
Oczywiscie, nie zostane tu na zawsze, bo powrot do Lublina, to jak powrot do tego,
co bylo.. a to przeciez niemozliwe.
Traktuje te tygodnie, jak pobyt w
sanatorium. Medytuje, o wiele jasniej jest mi MYSLEC. Bo odrzucilam
wszystko to, co mnie pozeralo, co zajmowalo moja glowe w Monachium.
(szukanie mieszkania, praca, studyjny stres.. no i Artur)

Bedzie
dobrze! Skupiam sie tylko na sobie. Szukam faceta - zabawki. Slucham
straszne historie o wsponych kolezankach, ktore zachodza w ciaze,
rozwodza sie, albo zareczaja (niekoniecznie w tej kolejnosci).. i ciesze
ze swojego zycia. Bo jednak JEST proste.









Za niecale 2 miesiace TENERYFA! A moze juz tam zostane..? :-)
Pozdrawiam, caluje.
Wasza zakatarzona (jak zwykle w Lublinie) :
Kesza :)

{0}

27 września 2013

Mysle, ze powoli staje sie Ewa Chodakowska. Nie dlatego, ze ja lubie, tylko dlatego, ze od 3 tygodni (minus 2 dni) roznosi mnie energia. Mam wrazenie, ze moge wszystko, ze slonce sie do mnie usmiecha, ze nawet deszcz i OSIEM STOPNI CELCJUSZA NA TERMOMETRZE W PIERWSZEJ POLOWIE WRZESNIA to cos pozytywnego. Czyzby jednak endorfiny? Kostka obrazila sie na mnie i znowu codziennie puchnie, ale mam ja w dupie, nie bedzie mi jakas kostka, skrecona nota bede 2(!) miesiace temu, stawala na drodze do chudosci i szczescia! 

Zeszly weekend byl jednych z lepszych tego roku. Road trip do Warszawki, reunion z Gwiadeczka, kawkowe spotkanie z Luiza, chlanie proseko w kielbasiarni, a pozniej wina w szarlotce z Bzu. Rozmowy o hejtach, milosc do Robert Downey Jr, nocna jazda tramwajem. A rano - jednowagonowy "pociag" do Siemiatycz. I wtedy wlasnie moje szczescie sieglo zenitu. Wysiadamy z tego autobusu na szynach na stacji w srodku niczego.. wszystko pachnie lasem, Pan Mlody zaprasza nas do samochodu, pokazuje nasz nocleg u zakonnic. Cztery dziewczyny, jedna lazienka, spozniamy sie na ceremonie, truchtajac w szpilkach przez cala wioske. Gwiazda placze, Ula trzyma mnie za reke, zaczyna sie wesele. Cudo. Nigdy jeszcze nie bylam na weselu, wiec jaram sie kazda drobnostka jak dziecko, krece nosem na tatara, zajadam sie pasztetem, wznosze toasty.
Zabawa trwa do 6 rano. Caly wieczor pije tylko wino i kloce sie z ludzmi, ktorzy wmawiaja mi, ze bede od tego miec mega kaca (mialam). 
Tuz przed pojsciem spac znajduje w swojej torebce wedrujacy boczek, ktory wsadzila do niej Ula Malik (wojna!). Usmiecham sie do zycia i padam. 
Po przebudzeniu nie moge ruszac glowa, ale i tak jaram sie poprzednia noca. Konrad daje nam 5min na ogarniecie sie i nagle ladujemy u nich w domu, na poprawinach. Nigdy w zyciu nie widzialam piekniejszego ogrodu, pijemy kawe, wracamy do zycia, powoli schodza sie Wszyscy. Zostaje mianowana "Przedluzeniem reki Zlatana", cokolwiek by to nie znaczylo. Wszyscy sa dla mnie tacy mili, usmiechaja sie do mnie i zaluja, ze rzucilam studia bo stracilismy 5 lat wspolnej zabawy. Co chwila ktos mowi cos zabawnego i wszyscy pekamy ze smiechu, mimo bolu glowy. Jedna, druga, trzecia cytrynowka, nagle jest 21, przenosimy sie do ogródka i pijemy dalej. Na spontanie decydujemy sie na kolejna noc na Podlasiu, Roxi pokazuje Smolensk, przegrywamy kalambury. 
Impreza trwa do 2 nad ranem, w naszym malutkim pokoiku przy zajezdni PKP. Ogladamy Homeland, rzucamy weselnymi cukierkami, peka kolejna butelka przepysznej cytrynówki. 
Uwienczeniem byla naprawde przepiekna pogoda dnia nastepnego, totalny brak kaca, 3h w samochodzie, zabawa w "Kim jestem?" i wlosy Stochmala. 

Codziennie cos sie dzieje, codziennie ktos jest dla mnie mily i okazuje mi milosc/sympatie, nawet jesli od 10dni bez przerwy znajdujemy okazje do swietowania, to jest to takie dobre pijanstwo; takie po ktorym nie ma wymiotów, czy kaca. Takie, po ktorym wstaje rano i chce mi sie pozmywac naczynia, zrobic przemeblowanie albo kolejny trening z Zuzka, czy Jilian. 

Dzisiaj znowu jade do Warszawy. Dlatego, ze moge. Moge robic wszystko, byc wszedzie, spotykac sie z kim chce i nie robic nic. Staram sie nie martwic tym, ze Magda wycofala sie z naszej wspolnie zabukowanej Teneryfy (czy moge teraz pojechac sama, skoro zamowienie bylo na 2 osoby?). Zostaje w Lublinie jeszcze miesiac. Mam skrzydla, latam tuz nad chodnikami i nie chce nawet slyszec o tym, ze to bez sensu :). 
Jest cudnie. 










Ps. Najmilsza sytuacja weselna miala jednak miejsce kilka dni po nim, kiedy to Panna Mloda (ktorej wczesniej nie znalam) napisala mi wiadomosc na Facebooku, mowiac ze jestem taka pozytywna i fajna, i mam swietne poczucie humoru (ktore naprawde rzadko kiedy ktos rozumie, wiec jaram sie jak pochodnia). Uczucie jest o tyle fajne, ze obustronne - ja totalnie zakochalam sie w Agnieszce, kiedy tylko podeszla do naszego stolika i poprosila o zaspiewanie "Kto w grudniu urodzony jest.." bo przegapila swoja kolejke, a wreszcie ma chwile na to, zeby sie napic. Cudowna osoba. Bede calowac Gwiazde do konca zycia po wytatuowanej stopie za to, ze pozwolila mi byc swoja osoba towarzyszaca na tym weselu. 

{3}


wiecej








Tweets by @kadinaja