02 września 2010

Prawda jest taka, ze jest zajebiscie. Najbardziej po poludniami. Bo rano zawsze jest kryzys, bo budzik, bo skreslanie dni na namalowanym nasciennym kalendarzu, bo nudny stretching, bo to, bo tamto. Pozniej, po Aqua Gym zawsze jest lepiej. Okolo 14 znowu slabo, bo proby, sprzatania, nadprogramowe zajecia (aczkolwiek ten tydzien jest muy tranquill, bo mamy dwie godzinny przerwy dziennie - az nie wiadomo co ze soba zrobic!).
Najlepsze sa wieczory. Po show, kiedy czuje, ze moge wszystko bo klienci, bo aplauzo, bo clubdance, bo smiech, bo radosc.

Zostalo mi 17 dni roboczych (liczylam). 24 ogolem. Za 4 przyjezdza mama. W przyszly piatek wyjezdza Leti, my room mate (zgineu bez niej!). W sobote urodziny Lucy. Pozniej, w srode 15.09 bye bye Roberto. 21 - Tomas. No i 26 Kaja. Jeszcze nie wiem jak poradze sobie z bagazem i bankiem (jak tu zrobic przelew z hiszpanskiego konta na niemieckie bez uzycia internetu, bo cos mi haslo nie dziala).. ale to nic, mamy czas, damy rade, no pasa nada.

Ah, czas




Waka waka, eh eh!



Party party!


{0}

04 września 2010

02:16 03.09.2010

Niby dyskoteka + meski striptiz z laskami, ale jednak City Bar z Tomkiem (ucieklismy). Rozmowy o zyciu i smierci, postawilam mu piwo i zaczelam sie uzalac, tesknie.
Wszyscy chcemy do domu, wszyscy NIE chcemy do domu. Co robic? Jak przeczekac, jak WYKORZYSTAC te ostatnie dni tu? Czy powinnam wziac ostatnie 2 dni wolne, czy jednak pracowac do konca (zeby nie miec czasu na myslenie) i jechac do domu ze zmeczeniem, swiezoscia po ostatnim skeczu?

Spryszczylo mnie.

02:04 04.09.2010

"Boze, jestem smiertelnie zakochana"

W Ingrid. I missed her. I still miss her. Ale naprawde, nie mam czasu, zeby siedziec w necie i szukac jej nowych albo "nowych" piosenek, coverow, wersji koncertowych. Ale dzis znalazlam (dziekowac kolezance z facebooka). Mi madre, ona jest taka niesamowita. Dzieki niej czuje sie jak w domu. Czuje jesien, siedze przy rozowym biurku w zimnym, niebieskim pokoju, kaloryfery nie grzeja, albo grzeja za slabo.. A ja slucham i probuje rozszyfrowac ukulelowe chwyty.

Ale na razie jestem tutaj. Siedze w barze "City", Lucy zamowila sobie druga porcje kanapek, a ja drugi Ron Miel. Dwie godziny temu skonczylismy trzeci Fire Show (za tydzien ostatni, za tydzien mama), jestesmy zmeczeni i szczesliwi; jestesmy teamem.
I mimo tego, ze wiekszosc czasu ostatnio bardzo mnie denerwuja - lubie to, lubie tu, lubie tak. Jest okej. Enjoy it.

{0}

06 września 2010

20:18 05.09.2010

Pamietam jak dwa lata temu o tej porze bylam w identycznej sytuacji; co ciekawe, dzis rano, zupelnie bez przyczyny sobie o niej przypomnialam. I wlasnie jestem jej swiadkiem, widze to samo, widze siebie wtulona w swojego chlopaka, nie mogaca przestac plakac i myslec o nieuniknionym rozstaniu.

Na lozku obok, w naszym malym, 2x5m pokoju lezy Leti. Obok niej lezy Sergio. Sa praktycznie jedna osoba. Czuje, ze przeszkadzam, ale tez nie mam gdzie pojsc, to w koncu moj pokoj. Chce mi sie plakac, czuje ich bol, czuje, bo znam, przechodzilam przez to samo. Maja za soba najcudniejsze wakacje zycia, czekali na siebie kilka lat, mijali sie. Az w koncu udalo im sie polaczyc. Miala zostac tu na studia, mieszkac z nim, czy kolo niego. Mieli byc razem. Ale takie a nie inne okolicznosci zaszly, zaszlo zycie. I Leti musi wracac, juz za tydzien jej tu nie bedzie. A ten Sergio fajny, mily chlopak. Chociaz nie mowi po angielsku.

Tworze im nastroj, wlaczylam Ingrid Michaelson, w pokoju panuje (juz) polmrok. Slysze tlumione szlochy Leticji i szepty Sergia. Staram sie nie patrzec.
Nie wiem jak im pomoc, nie wiem jak nie przeszkadzac. Chyba pojde na kolacje.
Trzymaj sie, Leti.


+ 3tyg left.

{0}

06 września 2010















I tak sie toczy zycie, dej baj dej. Plus maly gratisik na humoru poprawe :D

Dzis przyjezdza Evinha wiec nie bede pisac za duzo, nie ma czasu! Ajjjjjj i dupa, 20 dni minie jak z bicza trzaslo. Eh.

{1}

08 września 2010

Jestem zazdrosnikiem i mam najebane. Siedzimy w City barze z Leti i Roberto, wiem ze sa hiszpanska dywizja, wiem ze polaczyla ich platoniczna milosc od pierwszego wejrzenia i niestety nikt ich nie zmusi do czucia tej wiezi tez ze mna - ja mam lepsze kontakty z dywizja polsko-bulgarka, aczkolweik jednak dziwnie sie czuje, kiedy pisza do siebie mejle, ze sie kochaja i beda tesknic za soba; bo Leti wyjezdza a tak sie uwielbiaja i jak bez siebie wytrzymaja. A ja? Jak wytrzymaja beze mnie? Wiadomo - nijak - wyjezdzam jako jedna z ostatnich, kiedy ich juz tu od dawna nie bedzie.


Przyjechala mama. O dziwo, nie jest dziwnie. Jest dobrze, dajemy rade; jutro Dia Libre, wiec jedziemy na poludnie. Isla Bonita, Csaba i te sprawy. Bedzie wysmienicie.

To ja juz pojde.

Ukulele! Juz za dni 17! Ajjjjj. Radosc?

{1}

12 września 2010

19:45 09.09.2010

Ingrid Michaelson jest lekiem na wszystko. Te wakacje sa wakacjami spelnionych marzen. Mimo tego, ze umieram i plakac mi sie chce ze zmeczenia, mimo tego ze pase sie codziennie w AI restauracji, ze pije na umor i ciagle pale. Poznalam przyjaciol, rodzine. Petya ciagle powtarza "We are a little, hippie family" i to prawda. Kochamy sie i zremy o byle co - ale nikt sie nie obraza, nie obrabia dupy, w razie czego stajemy w swojej obronie, a juz na pewno jesli trzeba zbuntowac sie przeciwko szefowi. Kocham ich.

Leti wyjezdza za jakies 28godzin, jutro zaraz po ostatnim Fire Show. Bede miec pusty pokoj. Po raz pierwszy od trzech miesiecy. To taki przedsmak powrotu do domu. Roberto wyjezdza w srode (mozliwe ze dostaniemy kogos nowego pod koniec przyszlego tygodnia oO). Nie moge sie doczekac spotkania z moja ukulela, tak sie za nia stesknilam. Moje malenkie malenstwo.

BEDZIE DZIWNIEEEEEEE, no puedo vivir sin mi muher. No puedo vivir sin mi Leticia. No puedo vivir sin mi ekipo.

{1}

12 września 2010

13:41 12.09.2010

Noz w plecy. A wlasciwie to w serce, od przodu. Patrzac mi w oczy zblizala sie coraz bardziej do mmz i tylko raz spytala, czy mi to przeszkadza, bo jesli tak to ok, moze przestac. Ale no kurcze, nie bede robila scen. "It's ok" i wszystko przepadlo. Zaczeli sie przy mnie slimaczyc.
A zbieralam sie z 1,5miesiaca, zeby do niego zagadac. Pol dnia obmyslalam plan, jak zaprosic go na impreze urodzinowa Lucy. Pozniej obgadywalysmy wspolnie strategie, jak go wyrwac. Pamietam, ze kiedy po raz pierwszy go zobaczylam, zagapilam sie i wpadlam na plecy Lucy, na stolowce. Nioslam pelny talerz jedzenia, wiec troche sie zrobilo zamieszania, ale przynajmniej bylo smiesznie.

Jest mi strasznie przykro. Kocham ja, bo jest w koncu czescia naszej malej, hipisowskiej rodziny. Ale nie mam ochoty nawet na nia patrzec, nie mam sily. Noz kurwa. Wiem, w sumie on nie byl jedyna mmz tu, ale jednak byl najwieksza i wszyscy o tym wiedzieli. Ona szczegolnie. I nigdy wczesniej sie jej nie podobal. Dopiero nagle, wczoraj, kiedy okazalo sie, ze on jest zainteresowany nie mna, a nia. Nagle wtedy cos w niej drgnelo i przesiadla sie, zmienila miejsce. Juz nie bylo jej miedzy mna a Lucy - solenizantka. Nie. Byla dokladnie na przeciwko mnie - szepczac w ucho slodkie gowna mmz. Pozniej jeszcze, kiedy nasz wzrok sie spotkal, a i kilka osob powiedzialo jej co o tym mysli - zrobila cos jeszcze gorszego. Dobrze wiem, czemu tak, sama uzywam tego samego tekstu, po to, zeby doszczetnie znokautowac przeciwnika. Powiedziala "Nie moge z Toba rozmawiac, moja kolezanka na ciebie leci." i spojrzala przeciagle w moim kierunku. Po pieciu minutach ona poszla do WC, a on po raz pierwszy tego wieczora zwrocil sie do mnie - "Co slychac" i "Jak Ci sie wyspa podoba?". Bla bla bla, bla bla bla z litosci. Koszmar.

Dzisiaj kac (skutek 5 czy 6 vodka lemon) i zwiedzanie (?) z Mama. Zdycham, psychicznie i fizycznie. Dwa tygodnie do konca.

21:18 12.09.2010

Nie jest zle, utopilam smutki w karcie kredytowej (I <3 Stradivariuss) i plastikowej szklance czerwonego wina. Mama jedzie jutro rano, ja za 13 dni. Roboczych zostalo mi 10. Druga polowa sciany mojego pokoju jest pusta, lozko Leti sluzy mi za szafe. Masaaakra. Cico wyjezdza jutro, Roberto (kocham tego czlowieka. Jest aniolem. Aniolem-gejem. A, jak wiadomo, gej najlepszym przyjacielem kazdej kobiety jest. No to jest. KOCHAM go. Wszyscy go kochaja. A on jedzie, psia mac!) we wtorek. Ehhh..

A nie wiem czy mowilam, ze Eliego, ratownika mojego mi przeniesli? Nie mowilam. No tak, wiem, jest stary i gruby i dalam mu kosza, ale jednak byl jedna z najwazniejszych osob dla mnie TU. Jedna z wielu, to prawda, ale nie znaczy to wcale, ze w mniejszym stopniu.

{0}

14 września 2010

09:56 14.09.2010

Wciaz poczatek konca. Nie mialam sily na fochy Petjowo - Alfonsowe; on wyjechal na trzytygodniowe wakacje, a ona jest dla mnie zbyt wazna, zeby marnowac czas na zlosci i msty.
Zeby zadoscuczynic, od kilku dni usilnie swata mnie z RADO - kolega z Bulgarii, ktory mieszka tu od 5 lat i poznalam go w piatek na imprezie pozegnalnej Leti. Jest supercute, superslodki, do tego (tak mi sie wydaje) superniesmialy :/ no i super, ze tez na mnie leci. Jest serio hot. Roberto (dzis jego ostatni dzien tu) powiedzial, ze z tych wszystkich facetow tu (ktorzy z reszta podobali sie i jemu, i mi) ten podoba mu sie najbardziej. I, ze szkoda, ze nie jest gejem (nie pytajcie mnie skad wiem, ja pierdziele, ci geje maja gejoradary i to niezawodne! Tlumaczyli mi to wczoraj (turysci - 3 gejow z PL i Rob) i zgodnie stwierdzili, ze to zasada trzech spojrzen. Jesli facet spojrzy na faceta trzy razy, to znaczy ze jest homo. Niestety to dziala tylko w swiecie gejow. W swiecie kobiet, facet moze patrzec sie na ciebie codziennie na stolowce, a potem leciec na twoja kolezanke (Alf). ALBO moze odwracac sie za toba na ulicy i mowic ci "Hola KAJA!" every day, a potem jednak okazuje sie, ze mial dziewczyne (Jose). ALBO lazic za Toba, poprawiac lezak, gadac o pogodzie, kiedy probujesz sie zdrzemnac, prosic o fejsa i msn kilkanascie razy w tygodniu, a potem przyjsc na Show.. z (przepiekna!) osoba towarzyszaca (Airam, ratownik z Semiramis).
Ciekawam, jaki numer wiwinie piekny Rado(m).

Joder, Kaja. 12 days left!

// dopisane o 14:17

Zaczely sie leniwe dni, dzis padal DESZCZ. Malo ludzi dokola basenu, zmieniamy program na posezonowy - streczing i aqua co drugi dzien, przeplatane z waterpolo. Czuc, jak wszystko zwalnia.

{0}

14 września 2010





hahahaha leze :D sorry, musialam to umiescic nawet tu. kocham ja :D

{0}

15 września 2010



Zabijanie materacem part 2 (patrz part 1)

PLUS kilka innych zdjeciow od Leticii.









:)

{0}

18 września 2010

Czesc Pierwsza :

14:24 17.09.2010

@ Dido - See you when you're 40.

Jeszcze znajde swojego Kutnika. I wiem, ze to tylko pierdolenie, ale jedyne czego potrzebowalam, to odrobina wsparcia. Dlaczego, kiedy Petya udaje ze jej milosc zycia to Niemiec po drugiej stronie Facebooka, ze to nigdy nie przeminie, ze beda sie odwiedzac i wszystko przetrwa, nikt nic nie mowi? Dlaczego, kiedy Lucy zostaje w chujowym hotelu miesiac dluzej tylko dla Socorristy, ktory tak naprawde dupczy na prawo i lewo, a mi mowi, ze jestem ladniejsza od niej, ale cicho - dlaczego wtedy nikt sie nie smieje? A dlaczego, kiedy ja placze, bo wyjechal NAPRAWDE FAJNY CHLOPAK i naprawde mnie lubil (- A dlaczego tak myslisz? - Bo dal mi kwiatka, a dzis slodycze. Bo calowal mnie w dlonie i oba policzki na pozegnanie. Bo, kiedy bus juz zabieral sie do odjazdu na lotnisko, on wybiegl, zeby ostatni raz mnie przytulic. - Kurwa, Kaja. Z ktorej planety pochodzisz? "Why didn't you fuck?!"), patrza na mnie jakbym byla cichociemna. WHY DIDN'T YOU FUCK HIM. Bo ma dziewczyne, to chyba dobrze, ze jej nie zdradzil? "To sa wlasnie faceci z PL, duzo mowia, malo robia" - Tomas.
I na nic moje tlumaczenie, ze jak dla mnie to, ze nie zaszlo nic poza tym co juz wymienilam, to nie jest problem. Grunt ze nie wybzykalam, to sprowadza moje uczucie do poziomu zero, dla nich.
A ja chlopaka naprawde polubilam. I niech mowia ze to nie jest milosc mysla co chca - on tez mnie lubil. I bede za nim tesknic.
BO nic nie zaszlo.

Przypomniala mi sie akcja ze Szczerbatym :
1:15 Siedzimy obok siebie, on dopala. Mama stoi dalej, powiedziala ze chce sie chwile uspokoic (stres i za duzo wina), chociaz tak naprawde daje nam swobode. To moze porobmy sobie zdjecia, raz dwa, znowu mnie objal, znowu te stykajace sie kolana. Mama znowu poszla zapalic, wzial moj aparat i zaczal robic nam zdjecia sam. Slychac szum silnika. Pomogl nam wlozyc walizki do busa. Przytulil moja mame, przytulil mnie. Odprowadzil do drzwi. Mama wsiadla. Odciagnal mnie na bok i znowu przytulil. Pocalowal w policzek. Przytulil. "Mam jeszcze dla Ciebie niespodzianke"- wyjal z rekawa kwiatka, ktorego najpewniej zawinal z jakiegos stolika. "Masz moje namiary w kieszonce marynarki". Uwazaj na siebie, Ty tez, to pa, to pa.

Loty w srodku nocy nie sa mile. Puste lotniko i tylko tlum ludzi ktorzy moga leciec do Salzburga, chociaz wcale im to nie na reke. Zimno, goraco, na zmiane. Moja totalnie zepsuta mama i ja, ktora chce sie rozplakac, ale nie umiem. Pali mnie w gardle. Z boku wygladam smiesznie, trzymajac zwiedlego kwiata w rece; jak Julia ktorej bezzebny Romeo zostal w swiecie Kebabow.


Bylo podobnie, bo nie zaszlo nic. A jednak sie pamieta.

**

Zostal mi tydzien (+ 2 dni). Slucham muzyki z Amelii i wspominam Dziobakowa gre na pianinie. Czas (kurwa) leci. Na tapecie (zmieniam co kilka dni) mam zdjecie z warszawskiej wycieczki z Gwiazducha, jeden z najlepszych dni mojego zycia. Rok temu.
Boze moj, co ja zrobie w domu?!

Michal (mmz) jest z Warszawki. Tak jak 99% gosci tutaj zreszta. Mam juz tysiac zaproszen, sto opcji noclegu. I do Krakowa. Kto wie, moze kiedys, moze jednak.
Ach, ja i ta moja wyobraznia. Przepraszam. To ja moze pomaluje paznokcie.

{0}

18 września 2010

Czesc Druga :

Napisal mi na dyplomie "Kaja to dobra DZIEWYNA jest", a dzis powtorzyl to jeszcze kilka razy przed wsiasciem do busa. Nie byl jakis niezwykly, zdaje sobie sprawe z tego, ze pojutrze zapomne o tym, ze w ogole tu byl. Ale przez te kilka dni zartow i wakacji, przypomnial mi, ze istnieje na swiecie cos takiego jak czulosc. Obudzil we mnie chec "mania" chlopaka. Bo nosil za mna materialy (kije do mini golfa, bramki z water polo, sporych rozmiarow segregator do "spanish lessons"). Bo dal mi kwiatka (zerwanego z krzaka rosnacego przy polu do mini golfa, aktualnie zasusza sie miedzy ksiazkami pozyczonymi od Peti). Bo mowil do mnie "Kajusia" i to ciagle. Bo kiedy jego kolega Mateusz spytal mnie "Kaja, chcesz cos do picia?", "Kawe poproszeu", "Ok, jaka?" - on powiedzial "Cafe Cortado, ale nie z tego pierwszego automatu, tylko drugiego; w plastikowym kubku zeby szybciej wystyglo, do tego pol torebki cukru", chociaz sam robil mi taka kawe tylko raz, dzien wczesniej. I do tego przyniosl jeszcze lody. Bo kiedy rozlalam drinka na lezak i siebie, po czym ucieklam do lazienki, zeby zaprac sukienke, kiedy wrocilam, czekal na mnie juz nowy i suchy (zamienil, chociaz nikt go o to nie prosil). BO NIE ZDRADZIL SWOJEJ DZIEWCZYNY.
Bo mial niebieskie oczy i wciaz na mnie nimi patrzyl, kurwa. Bo nie byl ladny, byl przecietny, chudy i ciamajdowaty. Bo byl maskotka calego hotelu, wszyscy smiali sie z jego wyglupow (Krzysiek.). Bo po pozegnaniu, kiedy myslalam ze juz poszedl, on kupowal dla mnie zelki. Bo wybiegl z autokaru (wiem, juz mowilam) i ucalowal mnie w oba policzki jeszcze raz.
Bo stal kurwa z tymi walizkami na srodku recepcji, uniemozliwiajac innym przejscie i patrzyl prosto na mnie.

Wiem ze przez 99% czasu byl pijany, ale to co.

Tesknie za czyms takim. Tesknie za byciem czyjac, tesknie za "maniem" (co za slowo, kurwa!) kogos, kto by o mnie dbal. I zeby byl moj, a nie tylko pozyczonym turysta z jednego turnusu. I nawet jesli to slodkie, ze tak stanowczo powiedzial "Ok. Do zobaczenia w niedziele! Wroce!", wiem ze to nie to samo co bycie czyjas tak na powaznie, na caly etat.

Chce.

// (przed)ostatni skecz show, a ja wcale nie w nastroju.


{0}

21 września 2010

18:26 20.09.2010

"Yesterday I woke up with your head on my arm
You rolled onto my open arm, I became your pillow
You let me smooth your hair. "

Przez ostatnie 42minuty, bardzo brakowalo mi mozliwosci pisania do Gwiazdy. Ogladalam nowe OTH i nie mialam komu komentowac kazdej sceny. Troche przeslodzone. Chociaz wurwa, od poczatku wiedzialam, ze Clayowi sie sni. No i Brooke ladnie wyglada. A Hayley nawet smieszna byla jak bebnila na perkusji. Parampam-pshhh!

20:48 (2h pozniej)

Leze na swoim lozku(tak, wlasnie ze MOIM lozku. TO jest moje lozko, ta klitka to moj pokoj, a hotel to moj dom. I wcale nie chce wracac do niebieskiego krolestwa pachnacym Pronto do mebli, wole ten syf i smrod. Bo jest moj, symbolizuje mnie, moja niezaleznosc i mlode, dorosle zycie. ), patrze (jak zawsze od 2,5miesiaca) na moja sliczniustka sciane, slucham (jak zawsze od 2 lat?) Ingrid i, jak zawsze mam jakies glupie, melodramatyczno-depresyjne mysli. Nie wiem co sie dzieje, nie ogarniam tej czesci otaczajacej mnie rzeczywistosci. Nie lubie, kiedy cos, czego tak naprawde nie ma, udaje ze jednak jest, wyskakuje znienacka i rzuca sie na mnie, ogluszajac i otepiajac. Czuje sie jakbym jednoczesnie latala i spadala (wiec tak jakby stoje w miejscu, z tego wynika. Ale jednak nie, stanie w miejscu nie jest takie ekscytujace; jest nudne i do niczego nie prowadzi. To pewnie tez nie prowadzi, ale przynajmniej stwarza takie pozory. Nie mam pojecia co robic!, rozumiecie cos z tego?) .

Bethany Joy spiewa do mnie "If you're missing come on home"
don't you feel lonely out there, little darling
come on home
i'll be here with open arms to hold you
when you arrive


No szkoda, bo na mnie nikt nie bedzie czekal z open arms, when I arrive. Oh well. Zycie, tak? (Actually YES, I feel lonely like hell, but stil I don't want to go home. Because I know it's not going to change any thing. A z dwojga zlego juz wole czuc sie samotnie tutaj, niz tam)

Czuje sie, jakbym miala 13 lat (to i tak rok wiecej, niz daja mi Tomek i Artur, kiedy mi wrzucaja ze mna rozmawiaja). Aaaa, Czaqqq, piosenka moja i mojej jesieni 2007. To byly dobre czasy. Najpiekniejsze. To chyba one najbardziej mnie zniszczyly; po tych czasach nigdy nic nie bylo juz takie samo i nie jestem pewna, czy jeszcze bedzie. Moge tak sobie latac i spadac, ale i tak juz nigdy nie polece tak wysoko jak wtedy. Ale tez i nie spadne. Nigdy wiecej nie chce juz tak spadac. Tak bolesnie, tak nisko (na fragment podlogi miedzy moim lozkiem a biurkiem, trzesac sie ze strachu i szoku, jaki wywolal u mnie bol).

Znow pomacham Ci w bezruchu i zanuce cos milego,
wiem, ze znowu mnie odnajdziesz, nie uwierze w nic innego(..)
Juz nie jedno przejsc musialem, a to tak proste sie wydaje,
wiec dlaczego musze usiasc, gdy zadaje to pytanie : Kiedy znow Cie zobacze, kiedy swiat sie rozplacze?


Oh, Boze. Kiedy slucham takich piosenek, zaczynam sie zastanawiac, zaczynam sobie przypominac. To byl przeciez JEDNAK kawal mojego zycia. Chujowy, bo chujowy, ale jednak kawal. I czasem jeszcze za nim tesknie. Rzadziej, bo przezywam teraz znacznie piekniejsze rzeczy, spotykam cudownych ludzi, poznaje nowe miejsca. I nawet nie brakuje mi tego, co bylo.
Brakuje mi tylko takich uczuc. Generalnie. GENERALNIE. Bez komentarza; nie chce nawet o tym myslec.

I chyba schowam telefon pod poduszke.

Hey, what's up men, I can't explain
you give no call, you give no sign
oh why don't want you understand,
let me believe that it's so fine

first time we met seems like we can
but once again it was a lie
and Charming Prince is gone again
Soppy princess just wanna die


5!

PS. (dopisany 01:39) : Jestem glupia.

{0}

22 września 2010

Mamy dwojke nowoprzybylych. Ovi z Rumunii (on) i Ania z Polski (ona). Sa co najmniej dziwni, tacy przymuleni. Coz, moze to magia pierwszego dnia, polaczona ze zmeczeniem pokursowym (przyjechali prosto z Isla Bonita, co ciekawe nie sa tak podjarani kursem, jak ja. Dziwadlo!). W piatek jeszcze ma przyjechac nowa dziewczyna.
W ogole musialam ich dzis oprowadzac, pokazywac rzeczy, tlumaczyc.. Ja i Claudio. Smiesznie; czulam sie jakbym udawala kogos, kim nie jestem - jakbym wszystko wiedziala i byla upowazniona do dawania rad. A przeciez sama jestem takim samym zoltodziobem jak oni. Tylko oni udaja, ze nie sa. Zero w nich pokory. Czy ja tez bylam taka zaraz po kursie?

Nawiasem mowiac, u nas leje. LEJE. Bez przerwy, zaczelo o 11 i trwa do teraz. I nasila sie z kazda godzina. Nie wiem jeszcze jak wroce do hotelu, bo kiedy wchodzilam do City, deszcz byl znosny.. ale teraz nie widze nawet samochodow stojacych po drugiej stronie ulicy - tak zacina.
Ale ALE - water polo jak najbardziej bylo. W deszczu. Powiedzialabym, ze najlepsze jak dotad, ale wiem, ze nie. Ale zdecydowanie miesci sie w pierwszej trojce. Moim faworytem bylo to sprzed tygodnia, z Michaszem, Mateuszem i Mackiem (trzech papiezy z PL). Na drugim prasuje sie (tak sie mowi? Joder, nie wiem, zawsze chcialam uzyc tego zwrotu. A moze sie "placuje"? Ok, whatever. Moj blog, moje zasady. To tak samo jak z animacjami - zmienam zasady w zaleznosci od humoru :D) water polo z Elliem (nawiasem mowiac, tesknie za nim. Odkad przeniesli go do Botanico Jardin, nie mam pojecia co z nim. A taka byla niby wielka milosc, haha ). Zawsze byla kupa smiechu, duzo chlapania i duzo ludzi tambien. Szczyt sezonu, radosc wielka, slonce. No i to dzisiejsze, prawdopodobnie moje ostatnie (chociaz kto wie, z tym wieczniezmieniajacymsie programem), waterpolo w deszczu i panem Zbyszkiem :D. W sumie fajne tez bylo moje pierwsze waterpolo ever, z Claudiem szefem i wielka, gruba lessbijka z Barcelony. To byl dopiero taran. Oddawalam pilke zanim sie jeszcze do mnie zblizyla, bo nie bylam pewna do czego jest zdolna sie posunac, zeby mi ja odebrac.

Eh, nie wierze ze zaraz mnie tu nie bedzie. Wczorajsze snucie planow przy prezentowanej (od Polaczkow) wodce z (kradzionym z Baru Mocambo) sokiem ananasowy, pite na dachu Interpalace. Tomas Ej, bo wiecie co. Ja po prostu czuje, ze tak jakby tu NALEZE. Nigdy tak nie mialem z zadnym miejscem. Serio, widze sie tu za dziesiec lat z zona i gromada dzieci. Lucy przytaknela, Petya powiedziala tylko cicho, ze nie chce wracac do Bulgarii.

A ja nie wiem. Jestem smiertelnie zakochana w tym miejscu. Kocham Puerto. Ale na swiecie jest tyle innych miast.. czy nie byloby strata czasu wracac dokladnie TU? Czy nie lepiej poludnie, albo moze inna wyspa. Albo moze przeprowadze sie do .. (xyz, nie mam pojecia GDZIE wlasciwie moglabym i chciala sie przeprowadzic) i zaczne zupelnie nowe zycie?

Tak czy siak, Barbara juz mnie nie chce. Hallo Herr Röhr no more. (to znaczy podobno chca mnie, ale tylko w piatki.. wiec generalnie to NIE i walcie sie na szwabskie ryje i teges. Ciao ciao, bye bye). (Nawiasem mowiac, to podobno nie jest takie proste i nie to ze mnie nie chca, tylko zaczal sie rok szkolny i musieli kogos zatrudnic.. a teraz nie maja serca jej zwalniac). No dobrze. To znak, ze rzeczywiscie CZAS ZACZAC. NOWE. ZYCIE.

Znowuuuuu?

{0}

24 września 2010

17:22 24.09.2010

Jestem pojebana. W przedostatni dzien pracy musialam naruchac sobie przypalu. Noz kurwa!

Poszlam imprezowac z AI Polakami (moj fav. team od waterpolo).. gralismy w kalambury, bylo troche glosno. Kiedy stwierdzilam ze na mnie czas (kobieca intuicja), zaczelam sie zbierac. Niestety, w polowie drogi spotkalam sie z recepcjonista i wkuwionym, niemieckim gosciem. Dzis od rana dzwonil telefon z reklamacjami i skargami, ze ANIMACJA nie daje im spac. Noz wurwa.
Mam zakaz przebywania na terenie hotelu od teraz. W sensie moge jesc i spac, ale nie moge sie pokazywac ani krecic. Joder. A szkoda, bo zamierzalam jeszcze z nimi pogadac, czy dzis czy jutro przy kawie. Ehhh..

W ogole to jest dziwnie. Nie czuje jakos tego, ze zaraz wracam. Ze dzis ostatni show, ze od pojutra bede zamarzac w Monachium. Do teraz myslalam jeszcze, ze tu wroce ale po tej akcji nie wiem czy Claudio jeszcze mnie lubi. Jestem na siebie wsciekla. Na dodatek dobrze wiem, ze Claudio ma racje. Moja wina, mea culpa. Ehh, Kaj.

Ps. mam nowa wspollokatorke. Jest b mila, ale jakas taka cicha. Stresuje mnie. To nie to, co Leti.. <3

{0}

25 września 2010

Przede mna dwa najciezsze dni mojego zycia ostatnich miesiecy. Bedzie trudno, ale dam rade. Chcialabym tylko miec to juz za soba - pozegnania, placze, usciski, podroz, przestrajanie. Jak to bedzie?

Dzis ostatni dzien, duzo chodzenia, zmeczenia, zalatwiania, kupowania pamiatek. Jutro milion godzin na lotnisku, kupilam az ksiazke, zeby sie tam jakos zdekoncentrowac; nie chce spedzic 5h na patrzeniu w sciane, sluchaniu waka waka i plakaniu.

Poza tym mam ostatnio bardzo szalone sny- meczace, chwilami przyjemne. Wciaz przesladuje mnie ten sam horror o suchym, luszczacym sie jezyku. Chyba skonsultuje to z jakims lekarzem. Co to znaczy, jesli ciagle sni mi sie francuski pocalunek (z roznymi osobami), ale zawsze partner(ka? :D) ma jakis dziwny, szorstki jezyk. Cos takiego jak jezyk kota, ale 7x wiekszy. I wez tu dzialaj, wez tu kontynuuj. Podoba mi sie osoba calujaca, ale pocalunek sam w sobie jest jedna, wielka masakra. Moze to jakies podpsychologiczne leki przedpocalunkowe ze mnie wychodza. Nie wiem.
Tak czy siak, snily mi sie pocalunki, Krzysiek na misji w Iraku, turysci z Interpalace. I duzo przytulania. Obudzilam sie z kacem i usmiechem na ustach.







Ostatni spacer po Puerto. I sesja (miedzy) hotelowa :


Welcome - 30 min kazdego tygodnia poswiecone na myslenie o zyciu (bo nudno).


Od samego poczatku mialam w planie ukrasc taka poduszke. Ale chyba jednak nie zmiesci mi sie w walizke :s


MOJE schody w Interpalace - z Office'u do basenu. Zawsze zabijalam sie o wlasne nogi, taszczac po nich bramki do water polo, albo nudle do Aqua Gym. Ahhh..


Queen of Interpalace - it's me!









Goodbye, Interpalace y Bonanza. Budu tesknic.


{0}

28 września 2010

Ogladam filmy dodane na facebooka przez Gosci. widze dziewczyne, grajaca w skeczach (diiing-doooong), tanczaca na scenie ("nie wiem co sie dzieje iii nie wiem co sie dzieje, am staying alive, staying alive"), albo biegajaca wzdluz basenu z ogniem na kiju. Nie wierze, ze to ja, ze tam bylam i to wszystko robilam. Teraz, czuje sie jakbym nigdy nie wyjechala z domu, a oni jedynie mi sie przysnili. Te wszystkie przygody. Tyle tylko, ze moj nascienny, przybiurkowy kalendarz wciaz wzakuje 12 czerwca. To delikatnie sugeruje mi, ze jednak te 106 dni mnie tu nie bylo.
Wiec moze jednak BYLAM i WCIAZ jestem tam? A ten caly powrot mi sie sni? Bo rzeczywiscie, jest dokladnie tak jak sobie wyobrazalam. Kiedy ten tydzien temu widzialam w glowie Kaja w samolocie, albo przy komputerze.. wlasnie tak teraz jest. Co do joty. I zamarzam tak samo jak sie spodziewalam (az mi glowa peka od kompa i kaloryfera).

Plan na kolejne dni - zero. Tzn jutro Art*, BCM i "polska telewizja" u Masazystow (ktorych nie ma, wiec Lukasz zapraszal mnie dzis "zebym wpadla to poogladamy"). A wieczorem Liz i Oktoberfest. Joder, Kazia. Jak my damy rade?

Art * - ODEBRAL mnie z lotniska. Nie rozumiem tego czlowieka, najpierw mowi mi, ze nie chce zebym wracala, bo dobrze mu bylo beze mnie.. a potem przyjezdza Sbahnem o dwunastej w nocy, kupuje mi czizburgera i siedzimy razem, palimy razem, jakby nigdy nic, jakbym nie wyjechala. (pozniej sie okazuje ze nie mam wiecej S1 do domu, wiec wsiadam w cos innego, jade do centrum liczac, ze jeszcze cos przyjedzie, ale niestety, wyswietlacz mowi "next S1 za 95minut". Wiec Kaja wyciaga fajke, wdaje sie w konwersacje z miejsca straza i czeka na ratunek mamy i Janusza, eh. W finale jest w domu o 4, przemarznieta i zla). Tak czy siak, 12h pozniej Art znowu jest dla mnie "mily" i mowi ze nigdy go nie pociagalam seksualnie, bo jestem ZA DUZA, a wielki cyc to nie wszystko. No i, ze zawsze bylam dla niego bardziej jak siostra. Oh well. Tak czy siak, przyjemnie mi, ze wczoraj sie zjawil i nie musialam byc sama.
Zobaczymy co bedzie jutro. I pojutrze. I w ogole.

Joder, perspektywa nastepnych tygodni mnie przeraza. ZERO planu. Zero budzika. Zero 10.30 Strecziiiiiing! 11.30 Aqua gyyyyym! 12.30 Coctail gaaaaameee! 15:00 WATERPOLOOOOOO! i 16:00 ???

Poza tym zajebiscie swedzi mnie skora glowy i nie wiem od czego to, bo bynajmniej nie od myslenia.







{4}

29 września 2010

Prawda jest taka, ze czuje sie jak Wendy, ktora powrocila z krainy Piotrusia Pana. Nie moze odnalezc sie w swoim miescie i nikt jej nie wierzy, ze Nibylandia istnieje. Sciskajac w reku kamyk zielony, zamyka oczy i probuje przekonac sama siebie ze to prawda, ze tam byla i ze to wszystko wcale jej sie nie przysnilo.

Moim kamieniem zielonym jest niebieski iPod. Chodze po ulicach Monachium, zamarzajac, czekajac na ostatni S-bahn. Standardowy spacer pomiedzy Marienplatz a Karlsplatz. Znajoma postac po lewej, trzyma gitare, chwiejnie przestepuje z nogi na noge. "Nic juz nie grasz?", "W tej chwili nie, ale dla Ciebie moge. Skad jestes?", "Cholera jasna, za kazdym razem kiedy tu jestem ta sama gadka. A i tak znamy sie juz chyba z rok. DALAM CI KIEDYS PIEC EURO :D (okej, dobra, tego nie powiedzialam :D) Zagraj cos smutnego". I tak, moja Monachijska rzeczywistosc mnie dogonila. Znowu pijana ja, pijany on, "Yesterday" Beatlesow. Historia moja i ulicznego Grajka lubi sie powtarzac.
(Ja i Grajek po raz pierwszy)

Wczorajszy wieczor spedzilam z Liz. Maja teraz nowe mieszkanie, sam na sam z Arna (jej szalony chlopak - taylor, ktory sam sobie szyje ubrania i moze i wszyscy go za to podziwiamy, bo to cos, czym sie raczej faceci nie zajmuja, ale prawda jest taka ze w rzeczach ktore sam sobie stwarza wyglada glupio. Sorry). Dobrze sie tam czulam, musze powiedziec. Bo na zewnatrz deszcz i wiatr, a oni dali mi cieplej kawy, masla orzechowego prosto z USA, a pozniej rekawiczki, zimne piwo i dawaj, na Oktoberfest.
Na Oktoberze nie wydalysmy ani grosza centa na alkohol, gdyz w pierwszym Zelcie do
rwal nas pijany Niemiec i postawil po Maßie (10e!), pozniej w drugim cencie pijany Anglik, i dostalysmy Maßa na pol. A pozniej byla juz jedenasta i wszystkich wypraszali (WTF?!). A, przepraszam. Wydalam 5e, na migdaly w karmelu/cukrze/joder, nie wiem w czym one sa, ale wiem ze wszyscy je lubia. Kojarza mi sie tylko z zima albo Oktoberfestem. Aaaaa, na 100g orzeszkow przypada 100g cukru, nawet nie chce wiedziec ile to kcal. Whatever. Biorac pod uwage fakt ze wczoraj zjadlam tylko jajecznice, banana i jablko - mysle ze dzienna dawka kcal i tak nie zostala wykorzystana. ANYWHO!

Plan na dzis? (dla odmiany) - ZERO. Joder, zaczyna mnie to juz denerwowac.

{1}

30 września 2010

I couldn't care less, could I? (actually it's not true, because I care. And - surprise surprise - I'm NOT drunk [yet])

Oktoberfestowe zycie z Liz daje mi popalic. O ile we wtorek bylo jeszcze w miare spokojnie, tak wczoraj Oktober troche nas zawiodl, i nogi zawiodly nas do jakiegos przedziwnego Pubu - ladies night, pierwszy coctail 3.50, kazdy nastepny 4. No i po tych przedziwnych mieszankach, wyladowalysmy jeszcze w Shamrocku, gdzie tez byl Conor (oooh, przytyl jeszcze bardziej i ma piersi. Zmienil tez kaszkiet na KAPELUSZ (to wiadomosc bardziej dla Agatisa, niz kogokolwiek innego..)).. Milion piw, znowu jakies dziwne mieszanki, no i Liz przegapila ostatni Ubahn, przez co musiala spac u nas. Mama zostawila nam na kuchennym stole SCHABOWEGO - miod na amerykanskie, spaczone fast foodami podniebienie Elizabeth.
A dzis?
Karaoke :). Nie wierze, ze it's been almost 4 months since I've been there. JODER. Dokladnie 16 tygodni, od kiedy nie widzialam Kate White i Paulla. A dzis znowu tam bede (z Liz, oczywiscie). Zaspiewam moje ulubione piosenki i NIE BEDE PIC PIWA.

Plus - jutro urodziny Artura. Musze zrobic cos slicznego, sweetasnego i szalonego. Myslalam o zaskoczeniu go tortem i szampanem o 15, kiedy bedzie wychodzil z pracy. ALBO kupieniu mu piesia :D (ok, wlasnie z nim o tym rozmawialam - pies odpada) :

kaj 19:20:33
ej
kaj 19:20:44
myslisz, ze twoja mama miala by cos przeciwko psu?
artur stodulski stochmalski i tak dalej 19:20:46
?
kaj 19:20:52
moze kupie ci na urodziny psa
kaj 19:20:59
i wsadze go w sweetasny koszyszek z kocem
kaj 19:21:04
i podstawie pod drzwi
kaj 19:21:07
zapukam i uciekne?
kaj 19:21:09
im serious
kaj 19:21:15
moze nie o tym pukaniu, ale o psie
artur stodulski stochmalski i tak dalej 19:21:16
haha
artur stodulski stochmalski i tak dalej 19:21:26
nie, pies odpada
kaj 19:21:30
na pewno?
artur stodulski stochmalski i tak dalej 19:21:30
moja mama ma silne uczulenie

Joder. No to nie wiem.

Nawiasem mowiac ta cala "czesc rzeczywistosi ktora mnie otacza i ktorej nie ogarniam" (dwa tygodnie temu - notka) zdecydowanie PRZESTALA mnie otaczac i sie zgrywac. Nie powiem, nie jestem zaskoczona, ze to sie skonczylo. Moze tylko troche zawiedziona, ze tak predko.

A, no i kabel od laptopa znowu sie psuje. Ehh, co za zycie. Pelne niespodzianek. Czy ponad 3 tygodnie w Polsce to za duzo?


{3}


wiecej








Tweets by @kadinaja