09 maja 2015

Urodziny jak to urodziny. Kilka dni depresji i wielkiego freak.outu, bo przecez starosc, brakzmian jako stan rzeczy, samotnosc miliard i do tego jeszcze pierwsze zmarszczki i wciaz ten sam cellulit. Impreza zapowiedziana byla na wtorek (bo show, bo dias libre moich ex-co-workerów, bo przypadek, bo tak), wiec od rana pieklam muffiny i przygotowywalam sie na najgorsze (4/20 osob potwierdzilo przybycie + wielkie chmury na niebie). Jak zwykle wszystko okazalo sie o wiele lepsze niz sie nastawialam (ale w koncu lepiej rozczarowac sie pozytywnie. czy nie?). Byl nawet David (milosc), byl Tomas, byli wszyscy. Krótko po polnocy w swoje urodziny wracalam pijaniutka na rowerze (15 min ciagle pod górke) do domu, czujac jednoczesnie smutek, przerazenie, mdlosci, spelnienie, satysfakcje. Dziwna mieszanka. 
Sam dzien urodzin przeminal dosc nijako. Do 13 lezakowanie, pozniej kawa z Petya, lody z Kristel.. a wieczorem Avengers (nigdy w zyciu nie przypuszczalabym ze dobrowolnie pojde na cos takiego do kina.. i ze jeszcze mi sie spodoba ;]) z pi razy drzwi 15 osobami z RIU (zajelismy caly rzad!). Okolo polnocy (ostatnie minuty swietowania) wystrzelilam wielka tube z konfetti, ktora kilka miesiecy temu dostalam od Erika, ale nie bylo nigdy okazji, zeby pobawic sie w Petyon. Wrocilam do domu, ucieszylam sie, ze urodziny wreszcie sie skonczyly i ze do 6 maja przyszlego roku moge znowu niczym sie nie przejmowac. 


Tarzan w polowie imprezy podszedl do mnie i zapytal: Kaju! Do you want to do something crazy? Jak sie okazalo mial na mysli skok do oceanu. I wszystko byloby fajnie, gdyby nie to, ze w trakcie plywania (zgodzilam sie, a jakze!) zgubil zeba :D Wprawdzie byl to tylko implant, zab tymczasowy dopoki nie wstawia mu nowego.. but still. Impreza do zapamietania! 



Pierwsze selfie z dzieckiem Valentiny ;)


Yorch, David, Anzar y Kalo.





Tarzan & Adry (w tle ja rozmawiajaca z Davidem o swojej przyszlosci)

Wzrusz, placz, usciski, calusy, wiecej usciskow.. i juz mniej wiecej wiem, na czym stoje. 


Scena z serialu.. czy nie?

Pozniej wyladowalam w domu Klo i Mary Anne.. i kiedy wybila polnoc zaskoczyli mnie tortem urodzinowym. Na szczescie nie musialam sie nim dzielic ;3 

Avengers w 3D! 
 
Generalnie znowu mam mega milosc. Ciesze sie z wyjazdu i wiem, ze teraz wlasnie jest dobry czas na separacje z Teneryfa.. ale takie chwie jak ta przypominaja mi, ze tutaj tez mam Dom i przyjaciol na ktorych moge liczyc. I slonce. I ocean. I góry. I czesc mnie zawsze bedzie juz polaczona z tym miejscem. 

A teraz posluchajcie sobie tej piosenki i posmiejcie ze mnie, ktora wydala 70€ na fryzjera, liczac na un cambio total a wyszla z ta sama fryzura, ktora miala. Na koniec zapraszam do przeczytania tej notki u Hani.es (hasztag: sugestia). I pozdrawiam Was ciule misiaczki. 
K.

{4}

19 kwietnia 2015

Szwedzi, Szwedzi i po Szwedach. Zostala tylko Jasmine z Finlandii, ktora wylatuje we wtorek (ale ja jutro wieczorem plyne na La Palme, wiec latwiej mi bedzie przezyc to rozstanie). Nie mam pojecia kiedy minelo te 6 miesiecy. Pamietam jakby to bylo wczoraj kiedy jakos w pazdzierniku siedzialam na balkonie i uslyszalam pierwsze nordyckie slowa, wysiadajace z taksówki i taszczace walizki po schodach na gore. Wiedzialam, ze sie z nimi zaprzyjaznie, bo Skandynawowie to wbrew pozorom fajni i ciepli ludzie sa. 
Zaczelo sie od podgladania Mlecznego Szweda przez okna Mini Clubu. Pozniej pierwsze papierosy z Jasmine i Maiken. Pozniej jakies wyjscia do Horseshoe, i ta pamietna domówka u Douglasa i Olivii. A pozniej juz byl grudzien, i zima, i Erik ktory zaczal zbijac mnie z tropu - jak to, to Ty jednak nie jestes gejem? 
Pewnie gdyby okolicznosci byly inne, albo ja troche mlodsza i naiwniejsza, dalabym sie poniesc temu romansu (romansowi, wiem). W koncu kto nie lubi dostawac kwiatków bez okazji, swiezej dostawy szpinakowego ciasta co kilka dni, ogladac gwiazd pod golym niebem, albo piknikowac w wiosennym sloncu? Ale jednak nie, jednak chlopiec ktory jest bardziej kobiecy niz ja, mimo tych wszystkich cudownych cech, odpada. Co nie zmienia faktu, ze zycze mu wszystkiego dobrego, oby zaznal szczescia z jakims innym, Szwedzkim chlopcem. Bo jestem pewna, ze za dwa lata odkryje, ze jednak JEST gejem i bedzie "Dlaczego nikt mi o tym nie powiedzial?" A ja powiem, ze mu mowilam, tylko nie chcial mi wierzyc.

No ale. Nie o wychodzeniu z szafy i ludzkiej seksualnosci miala byc ta notka.
Miala byc o tym, ze dzisiaj rano wszystkie Szwedy wyjechaly.. i czuje sie tylko troche bardziej pusta w srodku. Rok temu, kiedy wyjechal Pajac, Linnea, Robin, Ludde, Viktor i reszta, wydawalo mi sie ze to koniec swiata. Plakalam przez trzy dni z rzedu i mialam wrazenie, ze juz nigdy nie poznam tak cudownych ludzi. A to byly tylko dwa miesiace spedzone z nimi. 
Z ta grupa spedzilam wiecej czasu, przezylam fajniejsze chwile i wypilam wiecej wina. A mimo wszystko boli mniej. 
Dlaczego?














Podobnie jak rok temu dostalam pierdyliard rzeczy do domu, jedzenia, swieczek, kubków, poduszek, poscieli, ozdób (choinkowych tez), szamponów, kosmetykow, srodków czystosci, alkoholi - wszystko, co oni przez ostatnie 6 miesiecy kupowali, a teraz nie chcieli zabierac do domu. I z jednej strony radosc w wuj, bo moje mieszkanko za chwile przejdzie kolejna metamorfoze (zawsze w kluczowych momentach zycia zabieram sie za przemeblowywanie), a z drugiej strony po co mi to, skoro i tak za chwile wyjezdzam.. 

Hejdå, mina vänner! 

{0}

10 marca 2015

Ten moment, kiedy po raz pierwszy od 2008 czujesz sie jak czesc 'siódemki'. Middle of nowhere, alkohol pity w sloncu, wino, ser, chleb, winogrona. Zdjecia, muzyka, cisza. Wszystko to jeden wielki fejk i/bo juz za kilka tygodni nie bedziemy o sobie pamietac, ale. 
Fajno.

Wiosna maci nam w glowach i moze nie ma tak naprawde czym sie przejmowac, ze wszystko przemija. Robimy sobie czerwone pasemka na wlosach i zagryzamy je czekolada. Wyglupy i kolorowe paznokcie. 
Znowu mam siedemnascie lat. 






Szwedzi i ja. München za mniej niz tydzien (siema spontan). Politolog vol. 4. Niemozliwe. 

{0}

05 marca 2015

W 2014 na poczatku roku podjelam sie wyzwania 100 dni szczescia. Kazdego dnia przyklejalam na sciane mala notatke, papierek, rachunek, zdjecie - cos co sprawilo, ze sie usmiecham. Koniec koncow, wyzwanie przedluzylo sie o 265 dni, a wlasciwie to stalo lajfstajlem. Moze to teneryfskie slonce, a moze pozytywni ludzie ktorzy mnie otaczaja, ale z reka na sercu moge stwierdzic, ze nigdy nie bylam szczesliwsza niz przez ten ponadrok tutaj. 
Niedlugo bede zmieniac wystroj sypialni, ale najpierw chcialam podzielic sie ze Swiatem kilkunastoma wybranymi wspomnieniami.



Lato w Mini Clubie i wielka flaga Mongolii, ktora zrobilysmy z Kristel - wykonczone upalem, glupimi dziecmi, mongolskim szefem i ogolnie idiotyzmem ludzi. Przez 6 miesiecy flaga wisiala w RiuLandzie, az w koncu (calkiem niedawno) David (nasz szef) stwierdzil, ze to obrazliwe i kazal nam ja zdjac. Dostalam ja na odchodne w prezencie, teraz wisi u mnie na balkonie ;D 


Tarzan i wszystkie nasze przygody. Niektorzy ludzie pojawiaja sie w naszych zyciach nie przez przypadek. Tarzan jest jedna z takich osob. Jest 50% mojego dobrego humoru tutaj.


Sierpniowe wakacje w domu. Mama, Freda i ja. Jezioro gdzies w dupie Bayernu, letnie slonce, zimne piwo. Dobre wspomnienie.


Dagois. 


Marcowa wizyta CM, najlepsza kawa na swiecie i majowe próby do Plaza Central, najnowszego show RIU. 


Jeden z najlepszych dni tego roku - 14 maja, Mojito Party kolo przyczepy campingowej Tarzana, caly team, group selfies, a pozniej pijane Mini Disco z Yorx. 


TOMAS, czyli moj przyszly, terazniejszy, a jak znam zycie to i przyszly rommate. Plus moja RIP rybka Belvedere. 



Kristel i Dago, moje naj osoby. Plus kawalek jednej z pocztówek z Lublina, które przez pierwsza polowe roku konsekwentnie przysylal mi G. (kilka wisi na scianie, jedna kolo lozka, jedna chyba gdzies w Duzym Pokoju). To tez szczescie ;3


Znowu dzien, ktory bedziemy wszystkie pamietac do konca zycia. Marcowy Magic Miercoles z dziewczynami :)


Pajac. Najwiekszy roller-coaster roku 2014. 


*

Mowilam juz, ze lubie swoje zycie? 
Od wczoraj rozgladam sie (bardzo powoli, leniwie) za nowa praca. NIE na Teneryfie. NIC konkretnego. Tylko tak sobie patrze. Luz. Jesli cokolwiek sie zmieni, na pewno sie o tym dowiecie. A tymczasem spadam wyciagac muffiny z lodowki i zabieram sie za kolejny odcinek mojego nowego ulubionego serialu. Zycie jest dobre. 
Pozdrawiam!
K.

{0}

02 marca 2015

Od dwóch godzin probuje opisac wydarzenia ostatnich 3 dni. I nie umiem. Ciagle tylko ctrl+a, a pozniej skasuj wszystko. I od nowa. Jak nic sie nie dzieje, to nie dzieje sie nic. A jak cos zaczyna sie dziac, to dzieje sie WSZYSTKO.

Milosc do. 
Siebie, swiata, zycia, szwedzkich chlopców, bylych chlopakow, niedoszlych milostek, pocalunkow ktorych swiadkami sa tylko tanczace z ksiezycem Wenus i Mars, przyjaciol, wspolnych kolacji, gotowania (osiem godzin ruskich pierogów, nailed it!) i pieczenia (czekomuffiny z goracymi malinami & lodami waniliowymi na deser), pochwał (Kajuuuu, eres la mejor!). 
Nawet z hormonala burza i zatkanym nosem, wysokich rachunków i malych wyplat (paro jednak troche ssie). Milosc. 
Do indyjskiego jedzenia za 15€, do smazenia marmolady z Tarzanem, do karmelowej herbaty Oolung, malowania paznokci z Jasmine, randomowych wiadomosci od ludzi z RIU, z ktorymi wcale nic takiego mnie nie laczylo (We miss you!). 
Do wszy-stkie-go*.

(po napisaniu tego wyrazu, spedzilam 5 minut zastanawiajac sie czy prawidlowo podzielilam go na sylaby. zapytalam google. powiedzialo, ze nie. wszyst-kie-go wyglada jednak jeszcze dziwniej. nie wiem, co sie ze mna dzieje. polska mowa trudna mowa. mature kupilam na targu.)

*

W zeszlym tygodniu.
Lapanie slonca na basenach (moim, Petii, Adri, Kalo, Mary-Anne) i hipisowskiej plazy (koniec swiata na ktory zabrala mnie Kristel), ogladanie nocy na wzgórzu kolo dawnej plantacji bananów (trzy koce, dwa czlowieki, cztery godziny), duzo ludzi w moim domu i powrót Tomka (zatrzymuje sie u mnie dopóki nie znajdzie nic lepszego). Wszystko tak bardzo na plus. Mówilam juz, ze kocham swoje zycie?















Kilka dni temu zostalam zwolniona z obowiazku pamietania, kochania, pisania, tesknienia. Obowiazku, ktory nota bene narzucilam sobie sama, ze strachu przed nieznanym i sentymentu do tego, co cieple i moje. I poczulam sie lekka. Jak dobrze, ze sa na swiecie ludzie madrzejsi ode mnie. 

{0}

22 lutego 2015

Z wiekiem nabawilam sie dziwnej przypadlosci - boje sie czytac w autobusach. Zaczynam, a pozniej co kilkanasie linijek podnosze wzrok i patrze. Co sie dzieje w srodku i na zewnatrz. Boje sie, ze jesli "wylacze sie" na zbyt dlugo - moge cos przegapic. 
Mam to samo z filmami. Nie pamietam, kiedy ostatni raz obejrzalam cos w calosci. Kino oczywiscie, kino to co innego. Ale taka pizamowa randka z sama soba? Od dobrych kilku lat nie. Boje sie, ze przegapie dzien, ze strace czas. Co ciekawe, nie mam takich obaw przy ogladaniu seriali. A przeciez kilka odcinków Plotkary to jeden, dobry pelnometrazowy. Nie rozumiem siebie.

// Wczoraj noc, na ktora czekalam od roku. Drugi najwiekszy karnawal na swiecie (zaraz po Rio). W 2014 bylo tak spontanicznie, kolorowo i.. cieplo. A wczoraj, mimo dlugich przygotowan i lepszego kostiumu - deszcz, mniejsza grupa znajomych i jakies takie ogolne zniesmaczenie. I jak zwykle kiedy zasnelam tuz nad ranem, snila mi sie kontynuacja imprezy - w zwiazku z czym sama juz nie wiem co bylo naprawde, a co nie. 







*
*

Chlopak, z ktorym nic mnie nie laczy pisze "Don't end this, I could risk all for love!" a ja przecieram oczy ze zdumienia. Mama Ewa wysyla mi dlugonocne wiadomosci o dawaniu szansy, bo przeciez trudno bedzie znalezc prawdziwa milosc W MOIM WIEKU. A ja tak bardzo biore sobie to do serca, ze mowie mu, ze nie jestem zainteresowana, bo jest zbyt miekki i zbyt zakochany. Klasyk Kaja. A pozniej pije wino, przytula sie do kota i placze w poduszke.

{3}

06 lutego 2015

Kochany ten moj kot, co wszedzie za mna chodzi. Ja ide do kuchni, on drepce za mna. Siadam na toalecie, on zwija sie w klebek kolo mojej stopy. Wracam do lozka, on juz spi na mojej poduszce. Po co mi maz, skoro mam kota? 

Dzis obudzilam sie w humorze : nie lubie juz Teneryfy, chce do Warszawy.
Cale szczescie, ze zostaly mi tylko 4 dni (o ironio, we wtorek od rana bede plakac). Dzisiaj nareszcie wolne, caly dzien spedzilam na jedzeniu, sprzataniu, lezeniu brzuchem do gory, ogladaniu Friends i martwieniu sie o to, czy pozwalanie Szwedowi na zakochanie sie we mnie bylo/jest dobrym pomyslem. Mam w planach umrzec solo i naprawde, NAPRAWDE pogodzilam sie z ta mysla. Wiec nie wiem, czemu daje sie wyciagac na te nocne spacery. 
Ale z drugiej strony. Po 25 latach znalazl sie ktos, kto piecze mi ciasta i smazy nalesniki. Puka do moich drzwi, kaze zamknac w sypialni i nie wychodzic, dopoki nie pozwoli. Prezenty bez okazji, herbata z cytryna i rozmowy do trzeciej rano, jak w gimnazjum, tylko bez gadu-gadu. Bez alkoholu i calowania sie w ciemnych katach, kiedy nikt nie patrzy. Oprocz niezdrowego jedzenia, to naprawde relacja calkowicie bezgrzeszna, az nudna. 

Jestem taka zmeczona. Wczoraj w Mini Klubie poszla mi krew z nosa. Nie wiem, kto byl bardziej przerazony - ja, czy dzieci. Dlaczego moja praca marzen musi byc taka nieoplacalna i wyczerpujaca? Wczoraj zastanawialismy sie z Tarzanem* za co tak bardzo kochamy pracowac w hotelu. Na pewno ze chodzi o kase. Nie o team, bo tak naprawde jestesmy wszyscy z innej bajki, za wyjatkiem kilku osob, ktore traktuje juz troche jak rodzine.

(notka znaleziona w "skrawkach", nigdy nie udostepniana, nigdy nie skonczona)


{0}

31 stycznia 2015

Wczoraj taki cudny day off. Rano kawa i polska telewizja online. Pozniej wpadl Erik ze sniadaniem (szpinakowa tarta z kozim serem droga do serca kazej kobiety, nawet takiej zimnej jak ja). Jako ze ze przylapal mnie akurat na przemeblowaniu i przedekorowywaniu duzego pokoju, skonczylismy oboje na podlodze ogladajac moje zdjecia i rozmawiajac o zyciu. 

Chwilami nie wierze, ze to tylko rok mnie nie ma. Mysle o tych wszystkich rzeczach, ktore sie zdarzyly, ludziach ktorych poznalam.. i nie umiem sobie wyobrazic, ze jak to? To kiedys mnie tutaj NIE bylo? Kiedys mialam normalna prace i Klocka, i zylam w miescie, i jezdzilam tramwajami, i zarabialam duzo pieniedzorów, i mialam duzo znajomych? Jak to tak? Naprawde? 
Pamietam, ze kiedy wyjezdzalam, obiecywalam (samej sobie i wszystkich wkolo) (prawdopodobnie dla otuchy), ze wroce juz za 6 miesiecy, GÓRA rok. A teraz? Rok minal trzy tygodnie temu, a mi ani w glowie powroty. Czasami troche sie boje, ze skoncze jak Kristel, obudze sie za siedem lat, ciagle w tym samym mieszakniu, pracy i z tym samym kotem. Ale tak nparawde.. Coraz mniej widze w tym zlego. Jesli juz musze gdzies utknac.. to czemu nie tu? 

Po poludniu maly maraton filmowo - plotkowy z Mary Anne. A kiedy zostalam sama, nie chcac wracac do leniwego lozka, wpadlam na (nieco ryzykowny) pomysl upieczenia muffinów dla Erika. W koncu on ciagle dla mnie gotuje, a ja tylko swiece oczami. Szybka wyprawa do HiperDino, przebiezka po moich wypiekach.. i padlo na Babeczki z dulce de leche. 
>> Teraz chwila szczerosci. Nie falszywa skromnosc, tylko szczera prawda. Jesli kiedykolwiek, cokolwiek dla Ciebie ugotuje/upieke - uciesz sie. Po pierwsze dlatego, ze dla mnie to duzy wyczyn, zlamanie lenistwa i babranie sie w mace. Po drugie, robie to z cala pewnoscia z jakichs silnych uczuc = musisz byc dla mnie specjalny/specjalna. BO JA NIE PIEKE. Przypominam notke o pączkach i pączkach). I teraz najwazniejsze. Nie oczekuj dobrego smaku. Ja doskonale wiem, ze w kuchni mam dwie lewe rece. Wiec nie spodziewam sie zachwytów. Zawsze, ale to zawsze kiedy zabieram sie do pieczenia - cos idzie nie tak. Na przyklad wczoraj. Skad do chuja pana mam wiedziec ile to jest SZCZYPTA soli? Albo SZCZYPTA sody oczyszczonej? Dalam na oko, co bylo bledem. 

Moim planem bylo zwabienie do domu Tarzana, zeby spróbowal Erikowych muffinów przed nim, a pozniej obiektywnie powiedzial mi, czy sie nadaja czy nie nadaja. Niestety caly misterny plan tez w pizdu, bo Erik przyszedl prosto z pracy i przylapal mnie na goracym uczynku, miedzy jedna blacha, a druga. No i biedny meczyl sie nad tymi babkami.. az do 23, kiedy przyszedl Tarzan i zaraz po ugryzieniu jednej, zrobil mine, wstal i z gracja udal sie nad smietnik, zeby reszte wypluc. Wszystko jasne. Licza sie intencje. 

Wieczór skonczylismy z (moja!) muzyka, farbami i winem. Siedzielismy wszyscy przy duzym stole, kazdy costam sobie tworzyl (ostatnio malowanie stalo sie moja nowa pasja, smiechem zartem, ale naprawde). Glownie tworze w samotnym Mini Klubie, kiedy nie ma dzieci.. ale zaczyna marzyc mi sie kupienie kilku pustych płótn (płócien? :D) (polska mowa trudna mowa) u Chinczka i rozpoczecie masowej produkcji.









Czy Wy tez (tak jak ja, nie jak oni) macie historie zwiazana z prawie kazda piosenka na swiecie? Wczoraj siedzac przy stole, mialam w glowie tysiace wspomnien i sytuacji praktycznie za kazdym razem, kiedy zmieniala sie muzyka. Czasami sama sie dziwie ile rzeczy sie w tej mojej pustej glowie miesci..

Ostatnie 5 dni w RIU! Czas - start.

{0}

20 stycznia 2015

Sen, ktory najczesciej sie powtarza, od kiedy jestem na Tene: zaczyna sie Show, a ja a) jestem nago, b) nie moge znalezc jakiejs czesci kostiumu (dzisiaj w nocy brakowalo mi peruki i wdzianka zakonnicy c) wychodze na scene i mam kompletny blackout d) ktos w ostatniej chwili zabrania mi wystapic, wiec ogladam wszystko z backstage'a. 
Od kiedy powiesilam nad lozkiem Dream Catcher'a od Mamy, zle sny, paradoksalnie, przychodza do mnie coraz czesciej. Jeden koszmar za drugim. Jak nie praca, to ciaza, jak nie ciaza to Adam Bratkowski, ktory wyprasza mnie ze swojej imprezy, albo Kristel ktora obrzuca mnie blotem (doslownie). Albo budze sie w srodku nocy, bo slysze donosne pukanie do drzwi. Do dzis nie wiem, czy to byla czesc snu, czy jednak juz jawa (creepy).

Tomasz Laton po raz kolejny przypomina sie i zapowiada swoj powrot. Wszyscy juz troche przestalismy mu wierzyc.. ale tym razem mowi, ze juz na powaznie. Czyzby Bic & Cyc vol.2?

Podpisalam juz swistek oznaczajacy koniec umowy. Juz tak bardzo niedlugo koniec wszystkiego. Ale zaczynam powoli widziec plusy. Po pierwsze KARNAWAL. W zeszlym roku pojechalam tylko raz i umieralam na kaca nie przez jeden, a kilka dni. Teraz bede wolnym czlowiekiem - wiec planuje wypad na karnawalowe szalenstwa z ludzmi z RIU, Szwedami, a potem Petya i reszta. I bede mogla bawic sie do rana. A pozniej odsypiac przez tydzien.
Po drugie slonce + basen = relaks. Zasluzony wypoczynek. Po trzecie odwiedziny wszystkich ludzi, ktorych nie moglam ugoscic wczesniej. Po czwarte GOSPEL W LUBLINIE w marcu. Zapowiadam male reunion. Kachu, Skibu, Figura i murzyny. I duuuzo spiewania. Gdyby nie paro, nie moglabym sobie na to pozwolic. 

Takze tak. Ze wszystkich sil staram sie byc tylko optymistycznie nastawiona. Ivana mowi, ze sila umyslu. I, ze zadziala.






Things are moving so fast
hold on tight and you will last
keep your self respect
your womanly pride
Get yourself in gear
keep your stride, 
never mind your fears
brighter days will soon be here
take it from me
someday we'll all be free.

*

Nawiasem mowiac, gej 2 okazal sie wcale nie byc gejem. Jednak nie jestem szalona. Jednak moj gejradar troszeczke dziala. Jednak dobrze mi sie wydawalo, ze jesli sa jakies niebieskie oczy, i rozmowy do trzeciej nad ranem, to nie dlatego, ze nuda. Fajnie, ze na swiecie sa jeszcze fajni ludzie. Dawno juz tak nie mialam. (Bez zbednych ekscytacji, czy N(!)adziei, bo przeciez. Ale jednak. Ale fajnie.)

K.

{0}

14 stycznia 2015

21:51, czekam na Kristel i wszystkich innych - az skoncza prace, wskocza w sukienki, podjada pod moj Dom i zabiora na urodzinowa impreze Ivany. Zawsze kiedy mam wolne, moja doba jest o wiele krótsza. Spie do 11, okolo 22 morzy mnie sen. A tu jakies wyjscia, tusz na rzesy, spodnie na dupe.. i w droge. 
2015 zaczal sie jakos magicznie - nagle, znienacka. W ciagu kilku sekund, jakby za dotknieciem magicznej rozdzki, w momencie kiedy skonczyl sie 2014 i moje postanowienie ZERO SAMCÓW pryslo - pojawilo sie jakies nowe, niepisane, jeszcze niewypowiedziane. Kochaj mnie. I tak oto - wszystkie molowe piosenki, nastoletnie piosenki, niepokojace sny. Welcome back.

Na dodatek stalo sie cos, co nie stalo sie jeszcze NIGDY wczesniej : dwa razy zostalam zauroczona przez geja. Dotychczas przechwalalam sie wybitnym gej-radarem. Przyjaznie sie z gejami. Chodze z nimi za reke, ustawiam profilowe zdjecia na Facebooku i podsmiechuje, kiedy ktos pyta czy ten Murzynek ze zdjecia to moj nowy facet?. NIE, nigdy w zyciu, przeciez on woli penisy. 
Az tu nagle, w przeciagu kilku tygodni pojawilo sie dwóch, jeden po drugim. I tak samo jak Anzar, czy Dago, trzymaja mnie za reke, przytulaja, poprawiaja makijaz (true story), albo caluja w czolo. I chyba wlasnie przez ten 2015, to nowe pragnienie, ktoro pojawilo sie w moim srodku zupelnie Z DUPY, oslabilo troche dzialanie mojego mozgu. 
Zaznaczam, ze nie chodzi mi o sytuacje, w ktorej WIEM, ze chlopiec jest homoseksualny, a ja wdziecznie preze piers i czekam na odczarowanie zlego uroku. Nie, chodzi o moment w ktorym REALNIE wydaje mi sie, ze cos miedzy nami iskrzy, a tu nagle on mowi : Poznaj mojego chlopaka, Alvaro. 
Zbieram szczeke z podlogi, smiejac sie sama z siebie w srodku, w Czesiu. 
Tydzien pozniej taka sama historia, tylko Alvaro zmenia sie w Giuseppe. 
Do trzech razy sztuka. Czy nie ?



{0}


wiecej
starsze wpisy







Tweets by @kadinaja