09 czerwca 2012

Moze to straszne, ale wczorajszy dzien spedzilismy z Doroslymi. Najpierw sushi z moja Mama (all you can eat - jestem pelna az do teraz i chyba przez tydzien nie bede w stanie niczego w siebie wcisnac!), a pozniej mecz w towarzystwie ludzi w wieku 40-50lat. W sumie bylo smiesznie. Troche sie polalo wódeczki (i to nie takiej taniej Kaliskaya, czy Gorbatschow, ktora pijemy MY - mlodzi, tylko na bogato - doroslego Absoluta :D), troche bylo dobrego jedzonka (i to nie czipsow, czy orzeszkow, ale skrzydelek z kurczaka i kartofelsalat).. I ogolnie atmosfera na plus.
O dziwo nawet wciagnelam sie troche w mecz i krzyczalam razem ze wszystkimi. Mialam tez okazje nalozyc koszulke "Polska", ktora znalazlam 3 lata temu w szafie i do wczoraj uzylam jej tylko raz - wysylajac zdjecie do Ellen Degeneres (zaraz po tym, jak dostalam od niej prywatna wiadomosc i follow'a na Twitterze :D [this story never gets old]).
Dzisiaj chyba idziemy do Botanikum*, ogladac mecz Niemcy - Portugalia. W sumie sama nie wiem, za kim jestem. Niby Niemcy to moj drugi dom, ale z drugiej.. Portugalia.. romanistyka.. TIAGO :D Oh well.

* kto mnie juz troche mnie zna i WIE co to jest Botanikum.. z kim mi sie ono kojarzy i co tam kilka lat temu robilam, moze sie domyslac, jak dziwnie bedzie tam siedziec ze Stodulakiem :P I z nim tam pic. Oh well.



Dorosli walcza z lampionami przyniesionymi przez Gumbasa.





(Tak, Artur ma na glowie klosz od lampy. Nie, nie wiem dlaczego :D)





Jaskiniowiec.



Tak wygladalam 10 lat temu, zanim jeszcze bylam ruda. No i nie mialam cyckow.



Ja i Gumbas, czyli 50 latek, ktory nie mogl nie skorzystac z okazji i nie zlapac mnie za cyca. *zgorszenie*



Ja i Przemas <3

Prosze zwrocic uwage na fakt (zwlaszcza Piekarz), jak Stodulak dobrze sie bawi :D Normalnie stroni od jakichkolwiek kontaktow miedzyludzkich, a tu nawet kiedy pytalam ok. 22 czy chce sie juz zbierac, prosil, zebysmy zostali dluzej!
Tak jak sobie popatrze na zdjecia, to do pewnego momentu calkiem mi sie podoba, jak bawia sie dorosli. W sumie jest glosniej, a po kilku godzinach zarty robia sie sprosniejsze, tematy bardziej randomowe a ciotki napalone (i glaszczace Artura po kolanach):
- Jestes fajny taki, mlody, przystojny chlopak! - ciocia 1.
- Artur, ale wiesz, ze Kaja Cie kocha. KOCHASZ KAJE? JAKIE MASZ CO DO NIEJ PLANY?!
- ciocia 2.
- Sluchaj, fajny jestes koles, ale wez uciekaj od Kajki. Kocham ja, bo to moja siostrzenica, ale spierdalaj od niej. Wredne to i samolubne, ciezko ci z nia bedzie.. aj, aj, czemu bijesz wujka?
- wujek Przemo :D

Mimo wszystko jestem zadowolona z wczorajszej nocy i juz sie ciesze na dzisiejsza.
Pozdrawiam i caluje,
Wasza Kesza.

{4}

26 maja 2012

Wiekszosc ludzi z biblioteki wypozycza ksiazki. Ja wypozyczylam Tomb Raider :D. Caly weekend zamierzam spedzic na graniu. No, moze nie caly, bo dzis do 16 sprzatalismy ze Stodulakiem mieszkanie, robilismy zakupy i jedlismy kanapki z pomidorkiem i szczypiorkiem.. ale od tego momentu, jak tylko skoncze pisac notke - zmieniam sie w Lare Croft!
Tak sobie trzeba radzic psychicznie zeby nie zwariowac, jesli ma sie chlopaka uzaleznionego od Diablo3. Od 15 maja Stodulak jest moim facetem tylko na pol etatu. Wiecej milosci i uwagi poswieca magom, szamanom i innym smokom niz mnie. Na szczescie mam Aske, ktorej Adi rowniez pochloniety jest gra na komputerze (a jesli nie na komputerze, no na NajeBanjo). To jeszcze bardziej scementowalo nasza przyjazn :D Ot, takie szczescie w nieszczesciu.

Skoro juz mowa o szczesciu, to mnie ostatnio ono bardzo dopisuje. Gdyz poniewaz, Mama z Januschem pojechali na 12dni do Turcji. I mimo tego, ze pewnie oni maja tam wiecej radosci niz ja, prazac sie w sloncu i pijac drinki z palemka.. ja tez nie narzekam. Bawimy sie z Arturem w dom, nie zmywamy naczyn, odkurzamy raz w tygodniu, nie prasujemy, nie nastawiamy prania.. Zyc nie umierac! Ja czasem pojde do pracy (kocham Klocka), on czasem wyrzuci smieci.. ja pomaluje paznokcie, on przejdzie 51 level w Diablo.
I tak oto, w tej sielance minelo nam juz 8 dni. Troche mnie to przeraza, ze juz niedlugo wszystko wroci do normy i znowu panem domu bedzie Janusch, a nie JA.

Tydzien temu w sobote grillowalismy z okazji moich urodzin (i meczu Bajern-Czelsi). Moze nie byla to impreza stulecia, ale jestem bardzo z jej przebiegu zadowolona.



Flo i Dima rozkrecaja grilla :P



Iina aka HB8.5 + Tiago :serce:



Niektorzy nawet wskoczyli do wody :D



Chlopcy dobrze sie bawia! Tiago, Sergio(?), Arek i Dima. I kawalek Marcina.



Rozpakowywanie prezentow - rozowa smyralka. (dont ask)



Kolejny praktyczny prezent - pejcz.



Patrycja i Anita



Przygotowuje sie do Romanistyki - czytam portugalska poezje :D



{4}

02 maja 2012

No i mamy maj. Miesiac zapierdolingu, urodzin, grillowania i pierwszych, cieplych nocy. W zeszla niedziele byla u nas rodzina Januscha, poznalalam kolejny odlam szalonych Zielonoswiatkowcow spod Monachium. Mysleli, ze mam 16 lat (podobnie jak pani fryzjerka, kiedy poszlam dowiedziec sie ile kosztuje pofarbowanie moich wlosow na blond, a ona spytala czy moja Mamusia mi pozwala farbowac wlosy?!).
Praca w Biergartenie prawdopodobnie poszla sie jebac; co ciekawe, dopiero PO podpisaniu przeze mnie wszystkich papierow ORAZ wydaniu 20€ na jakies glupie Gesundheitsbelehrung, czyli ze pouczeniu, ze jak masz sraczke albo zatniesz sie w palec, to nie mozesz pracowac na kuchni. AWESOME.
Zeby nie bylo zbyt nudno, prawdopodobnie przechwyce 2 dzieciakow po Cm, ktora (O MOJ BOZE!) juz za 6 dni wylatuje na rok do Texasu. Ojciec czorny jak cegla, matka Polka 100% (wyciagniete dresy i rozpacz na twarzy). Dzieci - dwie mulatki 3 i 1,5 z rozwichrzonym afro i zbyt duza iloscia energii. Jutro ide tam po raz drugi, jesli sie uda to mooooze podpiszemy jakas umowe. Kij wam w oko, ludzie z Biergartenu!

Dzisiaj popelnilam blad zycia i kupilam sobie Bubble Tea. Wyrazilam juz swoje obrzydzenie na Facebooku, ale wciaz czuje ze to za malo, wiec wyraze je i tu. NIE KUPUJCIE NIGDY TEGO GOWNA! Smakuje jak pomyje z herbaty do ktorych ktos wpuscil jakies czarne smarki. Fujcia.

No i ostatnie ogloszenie. Kupuje skuter. Czy ktos moze ma jakies zlote, skuterowe rady? Jakie marki dobre? Czy lepiej przez internet czy w sklepie? Uzywane, czy nowe? Niebieski, czy czarny? :D

Pozdrawiam, caluje i ide ogladac koncowke 2 sezonu Pretty Little Liars. Mozecie sie smiac, ale ten serial naprawde wciaga!
Wasza (jeszcze 22letnia!)
Kesza.

Ps. Och! Jeszcze jedna updata. Nigdy nie jedzcie "magicznych" ciasteczek. Chyba, ze chcecie walczyc ze smokami, wzywac winde wlacznikiem do swiatla, albo zezrec pol garnka kaszy gryczanej na sucho, bo nadchodzi apokalipsa i trzeba sie nawpieprzac, zeby przezyc. Masakra.

{8}

30 listopada 2011

Trzy sprawy. 

Po pierwsze: nowa piosenka Ingrid Michaelson. Katuje ja od rana do nocy (na zmiane z Gotya) i zdecydowanie jest moim przebojem listopada. Polecam, chociaz jest troche(?) inna niz wiekszosc jej poprzednich utworow. Ale kto sie Ingrid interesuje (czyli JA), wie ze lubi eksperymentowac z muzyka. Jaram sie anyway. 


Po drugie: gdyby komus przyszlo do glowy zerknac sobie na trzecia czesc Zmierzchu (Breaking Dawn) - zdecydowanie odradzam wycieczki do kina. Szkoda kasy. Ja nie zamierzalam ogladac w ogole, ale wczoraj umierajac na nude zobaczylam, ze leci online na j.tv i sie skusilam. Polecam scene slubu, seksu i ostatnie 5minut. Reszta to jakas pomylka. 

Po trzecie: moje Thanksgiving. 
Jak wiadomo, Swieto Dziekczynienia w USA wypada w czwarty czwartek listopada, a w Kanadzie w drugi poniedzialek pazdziernika. Poniewaz sa to dni robocze, a moi znajomi sa mieszancami - zostalo ono (to swieto) oficjalnie przelozone na 27.11 (tj. ostatnia niedziele). Dla mnie i wiekszosci zaproszonych bylo to pierwsze Swieto Dziekczynienia EVER, wiec jaralam sie tym niesamowicie, naladowalam aparatowe baterie, nie ruszylam sniadania (co by w brzuchu zrobic miejsce na indyka), wystroilam sie w czerwony leggins, chwycilam Art'a za jedna reke, Tiago za druga i razem z nimi wyruszylam do miejsca, gdzie owy Thanksgiving Dinner sie odbywal. 
Oprocz jedzenia jaralam sie tez ludzmi, ktorych tam zobaczylam. Ostatnio naprawde rzadko wychodze z domu, a juz na pewno super rzadko spotykam sie z ludzmi z ToyTown. Nacykalismy sobie zdjec, wypilismy miliard litrow wina. Bylo cacy. 


Zgodnie z zasada "Jak nie przejesc sie podczas Wigilii", nie latalam z micha co chwila, zeby sprobowac czegos nowego, tylko nalozylam wszystkiego po trochu tak, zeby zmiescilo sie na talerzu. Zaluje troche, ze zarlo nie bylo podpisane, bo wlasciwie nawet nie wiem, co jadlam. To, co pamietam to (od lewej): szpinak, indor, marchewka. Gdzies tam jeszcze jakis makaron, stuffing do turkeja i resztki cranberry sosu. Om nom nom nom nom. 


Moj czerwony leggins i chude odnóza Tiago.



"Oj nie, nie. Za ciasto dziekuje!




Plus, na deser, pionowe Tiagove Love. 


Za chwile wiekszosc zdjec z niedzieli i tak bedzie dostepna na fejsie.. Chcialam tylko pochwalic sie nimi na blozku, zanim zobaczy je caly swiat.
Tymczasem oddalam sie do kuchni smazyc cukinie i kurzecego cycka, bo chyba juz czas na obiad i Kajowy brzuszek domaga sie czegos cieplego. Dzis caly poranek przesiedzialam u Klocka, jutro ide (znowu) do Murzynow. Dzis na 21, tradycyjnie juz wpada do nas Stodulak, na MODELKI. Siadamy sobie we 3 przed telewizorem (Stodulak, mama Ewcia i jo). Zremy salate i smiejemy z Ani Balon. Good times, good times. 

Podrawiam, 
wasza Kesza. 

{4}

20 sierpnia 2011

Powiem Wam, ze jest zajebiscie. Zycie jakos strasznie szybko plynie, ja nie robie tego, co sobie zaplanowalam, tylko ciagle zbijam baki (w mysl zasady, piosenki, tekstu Ingrid Michaelson I want to change the world, instead I sleep). Dawno nie mialam chwili dla siebie, bo ciagle cos sie dzialo, co chwile jakies odwiedziny, jakies wyjazdy, jakies nauki. W przyszlym tygodniu koncze kurs i (wreszcie) zdaje prawo jazdy. A dzis chcialam sie z Wami podzielic kilkoma przemysleniami z dzisiejszej nocy (wracalam do domu po 3am i mialam jakis nagly, poalkoholowy natlok mysli, az nie moglam ich ogarnac. Sprobuje je sobie teraz wszystkie przypomniec).

1. Prawdopodobnie 365 dni temu o "tej" porze (czyli teraz juz TAMTEJ, bo to co teraz pisze, myslalam sobie jakies 12godzin temu) wracalam do domu w takim samym stanie. Najebundo 100% i Mini Disco songs in my head. TYLKO ZE, rok temu bylam otoczona miloscia do wszystkiego, i uczuciem nieograniczenia niczym. Bylam sobie sama sterem i nic nie moglo mnie zniszczyc. Wczoraj (12h temu) czulam sie troche inaczej. Pewka, tez wypelnia mnie wielka milosc i szczescie, bo Artur, bo Piekarz, bo Mama, bo niemiecki (test Daf coraz bilzej!), bo prawo jazdy, bo zycie (a tak naprawde to BO NAJEBUNDO, po alkoholu kazdy czuje sie Problem - Free). Ale jednak caly ten tydzien przebiegal pod znakiem EMO, mialam ochote napisac sobie na czole Jestem Gównem i kazda wolna chwile spedzalam na uzalaniu sie. Bo rok temu bylam zajebista pania Animacjon, wszyscy mnie lubili i chcieli ze mna rozmawiac. A jak wczoraj chodzilam po Odeonsplatz'u i mowilam do obcych ludzi "Holaaa!" to nikt nie odpowiadal. Fakt, moze to miec zwiazek z tym, ze bylam lekko podchmielona podwiniona ale noz kurwa! Dzis moze sprobuje tego samego, ale w koszulce Acttiv, moze ktos sie nabierze i zapyta gdzie sie odbywa water polo, albo jak dojsc do baru? Moze.

2. Na swiecie naprawde SA ladne lesbijki. Tak tylko mowie, bo niektorzy mysla, ze nie ma. 

3. Poznawanie nowych ludzi w Monachium jest superlatwe. Wystarczy isc ulica, napic sie piwa w plenerze i pod koniec dnia juz jestesmy bogatsi o nowych ziomkow (w wiekszosci to jakies leszcze, ktorych sie nigdy wiecej nie zobaczy.. ale zawsze cos!)

4. Jestem GRZYBEM, bo od kwietnia (tak!) jaralam sie tymi dozynkami w Dachau.. A dzis na nie nie pojechalam. Maß za 5€ noz kurwa mac (na Oktoberfescie kosztuje 10€). Ale niestety. Jestem grzybem, w dodatku grzybem na kacu.. to nie sprzyja wychodzeniu z lozka. 

5. Musze sie pochwalic troche swoja wymaiginowana zajebistoscia. Wczoraj bylam z Mama na basenie (po raz pierwszy od kwietnia, albo i maja) i moj ulubiony wielbiciel, Pan Ratownik bez jednego zeba i z dlugim, siwym wlosem zagadal do mnie, pytajac czemu mnie tak dlugo nie bylo i co slychac. Az mi sie zrobilo milo! 

6. Wciagnelam Mame w The Vampire Diaries i teraz codziennie ogladamy po kilka oddcinkow. Jestesmy Team Damon. 


Cycki CM w jej nowym miejscu pracy (dobra kawa i szampan za darmo, jesli szef ma dobry humor)


Moje tlusciutkie nozki i dlugie nozyny ODNÓŻA Cm.



CM w postaci modelki, butelka wina i Odeonsplatz.


Walka o iPhona Marcina.




{2}

08 lipca 2011

Jakas jestem zmeczona.

Wczoraj zostalam zaproszona na obiad do Masazystow. CM zrobila gyrosowe mieso, upiekla "fladenbrot" i kupila zaziki. Pysznosci i mniamniusnosci. Specjalnie wzielam aparat, zeby uwiecznic te uczte na zdjeciach, ale kiedy do nich dotarlam, bylam juz taka glodna, ze zajelam sie jedzeniem, a nie artyzmem. A szkoda. 

Po obiadku CM szperala w youtube i pokazywala mi jakies smieszne, niemieckie hip hop - przeboje, a ja rozwiazywalam testy. Pozniej pomalowalam jej paznokcie i poszlysmy z chlopakami do Englischer Garten.
Taki zwykly, chill-outowy dzien, ale jednak fajny. 

Jutro wybieram sie na Pride Parade w Monachium. Ostatnio pisala o niej Ula Celebrytka, pozniej Ruben z Teneryfy wrzucal na FB zdjecia z parady w Madrycie.. Teraz moja kolej. Woot, woot. 









Przez caly dzien towarzyszyla nam MI nowa piosenka Late Again (w skladzie Hubi, Barty, Marian, Kurak) - o Lubelskich klubach. Disco polo na sto pro, a jednak wchodzi w ucho. 


Pozdrawiam! 


{9}

29 czerwca 2011

Postanowilam rozdzielic weekend na dwie imprezowe notki. Wiem, ze moze sie Wam wydawac ze moje zycie to jedna wielka biba (i w sumie czasami tak jest), ale to glownie dlatego ze ostatnie dwa tygodnie nie pracowalam, bo w Bawarii dzieciaki mialy 2tygodnie wakacji wiec wszystkie moje rodziny wyjechaly na urlop. Dzis dopiero ide do Klocka i juz nie moge sie doczekac ;) 

W sobote postanowilismy wbic na impreze do wspollokatora Justina (ten sam dom, gdzie byla impreza Born in (and going back to) the USA, tylko 7 dni pozniej a zupelnie inne klimaty). Sami Niemcy, duzo jedzenia, super-pop muzyka i generalne NUDY. Dopiero kiedy po 22 zjechali sie "moi" ludzie z TT, czyli anglojezyczni, zrobilo sie weselej. 
Tematem przewodnim imprezy byl "Magic Garten" wiec ludzie mieli poprzebierac sie ze wszystko co kojarzy sie z magia i ogrodem (krasnale, grzyby, kwiaty, drzewa, etc). Sam wspollokator Justina - Mathias tez calkiem niezle sie przebral - klik
My niestety nie wykazalismy sie taka kreatywnoscia, wiec wszyscy postanowilismy jedynie namalowac sobie czarne nosy i wasy, i przyjsc jako stado myszy. Niektorym nawet i TEGO nie chcialo sie robic, wiec kilka dziewczyn chodzilo po domu tylko z wasami ;).

Pauliina (tak, przez dwa ii), malujaca wasy (nowej) Sarze.

Od lewej: Iina (mmz, ktora zreszta juz dzis wyjechala), Laura, Fio i Pauliina.

Wszystkie zdjecia kradne z Facebooka, te niebieskie sa z albumu Sary. Nie wiem czemu tak wyszly.


My, czyli TT people, prowadzilismy sobie wlasna impreze w kuchni. Tych dwoch Szwabkow, ktorych widac w tle, przyszlo do nas i zaczeli zaczepiac Fio, a pozniej prowokowac ja zeby zbila butelke (WTF?). Niestety chyba jej nie docenili, bo po prostu wziela szklo i trzasnela o ziemie. Tyle dobrego, ze pozniej posprzatala.


2am i zgubna dla mnie, ostatnia "lampka" wina..


Nastepnego dnia (niedziela) rano, Fejsik poinformowal mnie, ze wszyscy gromadza sie w Englischer Garten, zeby poobgadywac wydarzenia minionej nocy (moje dziewczyny NIE zakonczyly imprezy w domu Justina, tylko wyruszyla w miasto, po drodze wdajac sie w 4 rozne bojki/klotnie. Stad tez tytul albumu Fio: "The night we fought the Germans". Podobno jacys kolesie ich zaczepiali, dziewczyny smialy sie z ich dorysowanych wasow, ktos inny zalozyl sie z kolega, ze nie podejdzie i nie rozciapcia czizburgera w twarz Fio (naturalnie to zrobil). Wiec zupelnie szalone, dziwne rzeczy sie dzialy. Pomyslalam, ze trudno - wygramole sie z lozka. Wypilam kawe z cytryna (tak, wiem - fujcia, ale internet powiedzial ze dziala i ja tez mowie, ze dziala. Jak sie poslodzi, to nie jest zla) i wyruszylam (o OSIEMNASTEJ :D) do miasta, po drodze spotykajac sie z Nowa Sara. 
Niestety zanim tam dotarlysmy, wszyscy zbierali sie juz do domow, po drodze jeszcze mieli zahaczyc o Subway albo Kebaba. Postanowilysmy sie do nich dolaczyc. 

Subway byl zamkniety, wiec w poszukiwania legendarnego Kebaba, do ktorego kierowal nas Alex, doszlismy az do Münchner Freiheit, czyli trzy stacje dalej. 



Mimo tego, ze teoretycznie wszystko bylo wylozone i kazdy mogl wybrac sobie skladniki, ja sie jednak nie skusilam. Brzydze sie kebabami, sorry. Raz tylko zamowilam KEBABA BEZ MIESA, smakowal jak nalesnik z surowa salata, bez sosu. Fujcia nad fujciami, ryli. 


Pauliina (nie wiem, czy wciaz pijana, czy przez kaca) nie mogla zapanowac nad swoim kebabem. Wszedzie dokola byly jego kawalki..

Poniewaz Kebab Place znajduje sie przerazajaco blisko wszystkich fajnych miejsc z tanimi Coctailami, a wlasnie trwala Happy Hour, ktos zaproponowal smiechemzartem, CHODZMY SIE NAPIC. 

5min pozniej siedzielismy w Peaches, korzystajac z tanich, pysznych drineczkow. Popcorn w Peaches zawsze dostaje sie za darmo, lubie to!

Okazalo sie, ze zeby zamowic nastepny Coctail (w cenie Happy Hour), szklanka po pierwszym musi byc pusta. Poniewaz do konca HH zostalo nam jakies (doslownie) 5min, kazdy musial wyzerowac mniej wiecej takiej wielkosci drinka. NIEKTORYM Z NAS taka ilosc alkoholu wystarczyla az do konca nocy. 
Tu: Mai Tai (ostatnio chyba moj ulubieniec)

Po jakims czasie, niewiadomojak znalezlismy sie (znowu) w parku, pijac wino z kartonu i grajac w Never Have I Ever, a pozniej Granola. Och, drinking games!


Iina dostala od swojej Host Rodziny jakis super zabytkowy telefon, ktory nie dosc ze mial antene, to jeszcze WBUDOWANY TELEWIZOR (niestety, nie odbieral). 

Sara, jak slicznie wyszlas na tym zdjeciu, hu hu huuu..

Alex - master of the second plan. 

I to by bylo na tyle. Ide do Klocka. 
Love!

PS. Specjalna dedykacja dla Agaty Piekarz, ktora moze po zobaczeniu jak imprezowe i wesole jest zycie w Monachium, JEDNAK zdecyduje sie na program Au Pair i dolaczy do moich pijackich szeregow!



{5}

27 czerwca 2011

Wszystko, zeby tylko sie nie uczyc. A tak naprawde to uczylam sie przez trzy godziny, a pozniej zrobilam MALA przerwe, ktora trwa juz chyba z poltorej. Ale obiecuje, napisze szybka notke i wracam do przepisow. Aj promis.

Na poczatek (aby utrzymac sie w klimacie poprzedniej notki), pochwale sie, ze oprocz Gagi, sciagnelam tez nowa plyte Metronomy. W zwiazku z czym, od tygodnia (DZIEN W DZIEN) przesladuje mnie TA piosenka. Jest idealna, zwlaszcza refren. No ale Gaga tez. Hanba mi. 

Mimo tego, ze moje dziewczyny mnie zostawily, o dziwo swiat sie nie zawalil, zabawa wciaz trwa, a wino sie leje. To Monachium ma jakis niezatrzymywalny przeplyw ludzi, co tydzien ktos nowy. Na pewno jest to smutne, ze wyjezdzaja, ale ci nowi tez okazuja sie calkiem spoko! NA PRZYKLAD, kolejna mmz w moim zyciu (aczkolwiek w srode wyjezdza): Iina z Finlandii. 

Nie bede zanudzac ani opowiadac, uracze was tylko kolejna porcja imprezowych zdjec i wracam do nauki. 

W piatek, Fio i Nathan zorganizowali Poker Night. Poker Night miala polegac na piciu Whisky, graniu w pokera i (ja) sluchaniu Poker Face Lady Gagi. Whisky wypite, Gaga odsluchana, a ja o pokerze dalej wiem tyle co nic. 


Od lewej: Ja, Nuno, Fio i Dieter (Justin Timberlake)

Justin wants a huuuuug!

To zdjecie doprowadzilo mnie do smiechu na glos, kiedy zobaczylam je w sobote rano (na Fejsie, a jakze).
Ostatnio ciagle sni mi sie, ze mam dziecko, wiec (najwyrazniej) chcialam sprawic, jak bede w roli przyszlej Mamy wygladac. 

No i na koniec, slawna (juz) koszulka, reklamujaca Blozka. Nie moge znalezc pliku z HTML z mojego pierwszego szablonu (zdjecie na srodku, jedna kolumna, na gorze linki + archiwum, pozniej notka i komentarze). Ma ktos moze jakis taki surowy kod, ktory moglabym jakos sobie przerobic? Pozdrawiam, caluje, wracam do nauki, 


Keno$ha.


{5}

23 czerwca 2011

Przede wszystkim, musze sie Wam do czegos przyznac. Sciagnelam nowy album Gagi. I jest idealny do joggingu. Wiesz mamo, biegalam wczoraj z Gaga. ALE NARZUCILA TEMPOOOO, az widzialam biale plamki przed oczami. No ale taka prawda. Marry the night, tak mysle. Chyba lubie najbardziej.

Zaktualizowalam notke o poznaniu mojej zydowki z internetu ;)). Zapraszam, polecam. 

*

Ostatni tydzien byl jednym z niezapomnianych, I'm sure. Impreza za impreza, duzo pozegnan, zdjec i wydawanych pieniedzy (za duzo). Niedzielna "impreza" z ziomami (kiedy mowie "ziomy", wiedzcie ze mam na mysli moich Polaczkow), po ktorej Artur musial u mnie spac (..). Tak to jest, jak mieszka sie w dupie swiata. We wtorek pozegnalne karaoke dla Sary i Heather. W czwartek pozgenalny obiad Catherine + wyjscie na meeting TT (w sobote ostatni Dim Sum z Catherine, too). W sobote wielka impreza w domu Justina Timberlake'a (Dietera), na ponad 40 osob, z motywem amerykanskim (tytul imprezy "Born in (and going back to) the USA") - pozegnanie Sary&Heather, urodziny Rachel. Wrocilam do domu w niedziele w samo poludnie (wciaz pijana, bo oczywiscie, staropolskim zwyczajem, zapijalam kaca piwem (ludzie nie wierzyli wlasnym oczom :P)), spalam 4godziny, a wieczorem znowu poszlismy do baru (ledwo zywi), bo to juz NAPRAWDE byl ostatni wieczor dla Sary i Hezzah. 
Co fakt to fakt, ten tydzien SSIE. Wszyscy gdzies powyjezdzali, jedni na zawsze, inni na wakacje. Od poniedzialku siedze w domu i kuje do prawa jazdy (tak, nie, jeszcze nie zdalam teorii, sratata, wiem!). 

Nie ma co opisywac imprez, wiadomo jak one zwykle przebiegaja. Kaja sie upija, wszyscy inni tez i jest wesolo. Ale uracze Was zdjeciami i swiezymi jak buleczki (czy cos) filmikami, ktorych jeszcze nikt, poza mna i moja niemamowa mama nie widzial. Z gory przepraszam za moj pijacki glos. Juz po ostatniej notce zauwazylam, ze nie jestescie jego fanami. 

(od lewej: Chris (aka Peter Pan, moj nowy adorator :D), Hezzah (moja zona), Dieter (Justin Timberlake), Janick i Nuno)

(tak, wiem. To Lady Gaga. Ale owa piosenka ma dla nas znaczenie sentymentalne, ot co!)

Jak widac, swietnie sie bawilysmy :D 

Ja i Sara. Moja chyba najlepsza kolezanka tutaj. And now, she's gone.

// To zdjecia z ostatniego Karaoke. Teraz uracze Was impreza. Tak, wiem - za duzo i za nudno. Ale badzmy szczerzy, co macie lepszego do roboty ;D? //

Tematem przewodnim imprezy, byla Ameryka. Kazdy mial sie ubrac w kolory flagi etc. Niestety nie kazdy przestrzegal dress-code'u. NA SZCZESCIE, niektorzy TAK. To moje paznokcie (bylam zbyt leniwa, zeby pomalowac wszystkie :P)

Nie wiedzialam CO amerykanskiego moge upichcic (niewiele wiem, jesli chodzi o ich kuchnie. Pomyslalam wiec, ze zrobie salatke. Alkoholowa. [Po lewej] Kupilam cztery pudelka po 10 sztuk schnappsow i wsadzilam do przezroczystej miski. Nie powiem, zrobila furrore :D! Po prawej, Jello Shots.)

Najlepsze ciasteczka na swiecie. Myslalam, ze domowej roboty, okazalo sie ze byly z.. Subwaya!

Niewiele osob przestrzegalo Dress Code. Od lewej: Anne, Simon, Ana i jo.

Ktos przyniosl 2 flagi: USA i Bawarii. Hezzah ubrala sie w ta bawarska, ja do konca imprezy obrana bylam w amerykanska (zrobilam sobie z niej peleryne)

.. Jak widac.

Ja i Brenna (Dzizas [tak, mamy kolezanke ktora nazywamy Jezus. So what?])

Ke$ha, ubrana w USA flage, pijaca z czerwonych kubeczkow. Tiago, take a picture of me! I am SOOOO american right now! 

Ja i moj niedoszly, przyszly, eks chlopak przez jeden dzien - Kudlaty. Od niego wszystko sie zaczelo ;)

Moja mina pt. "People always leave."

Mielismy tez swoj pijacki, placzliwy moment. Ja, Sara, Tiago i portugalska Ana. 

No i oczywiscie, zeby nie bylo - na koniec JA i sliczny, pijany Tiago. Lofciam to zdjecie, janiemoge. 

Hmm, zeby zmotywowac Was do jakiegos feedback'u, pozostawie notke otwarta. Nie wrzuce filmikow. Po pierwsze dlatego, ze nie wiem (serio) czy w ogole kogokolwiek one interesuja, po drugie, sa troche zawstydzajace. Moze to slabe, ale dziwi mnie to, ze od kilku tygodni, dzienna ilosc wejsc na blozka wzrosla z 20 na 40 (dla mnie to naprawde sporo), w dodatku coraz wiecej klikniec jest NIE z Lublina. aA mimo wszystko ilosc komentarzy jest zerowa. Rosnie tylko wtedy, jak ktos chce sie ze mna o cos poklocic. 


{10}

25 maja 2011

Well, po pierwsze powiem, ze ta piosenka jest naprawde zajebista (tak, zajebista). I w oryginale, i w coverach. Po drugie powiem, ze uwielbiam biegac; bieganie jest super. I plywanie tez, ale nie mozesz plywac jak masz okres, a biegac tak. Po trzecie powiem, ze dzis po raz pierwszy po DWOCH MIESIACACH zostalam na 13minut sama z Klockiem. Nareszcie. Nie plakala ani troche. Ogladalysmy ptaszki (that's what she said) i gralysmy na grzechotce. Po czwarte powiem ze jestem TROCHE ten tego, wstawiona. A po piate, ze dzis wreszcie po DWOCH MIESIACACH zostalam pocalowana przez kogos, kto skradal sie do tego od konca marca. Woot woot, yay us. Awkward people.

Wracajac do przeszlosci; przezylam jeden z najlepszych weekendow swojego zycia. Impreza z aktorami sie udala i byla dla mnie SUPERwazna z wielu(!) powodow. Nie tylko bliskosci i obecnosci mojej zenskiej MMZ (chociaz tez). Od dzis rana mam w znajomych na Facebooku cala obsade przedstawienia, wiec czuje sie (jednoczesnie) super fajna i super slaaaba. Mam w znajomych Toma, ktory gral dziennikarza, a w rzeczywistym zyciu poderwal dwie Monachijki i obie byly na pozegnalnym przyjeciu i bylo niezrecznie (Marene mi powiedziala). Mam w znajomych Marcela, ktory gral geja&meza Sylvii, i ktory w rzeczywistym zyciu JEST gejem, a jego narzeczony to Polak, Ryszard z Hrubieszowa. Mam w znajomych Grahama, ktory gral geja ktory krecil z mezem Sylviii, a w rzeczywistym zyciu chyba jednak kreci z MMZ, ale jestem w stanie to przezyc; jest taki sliczny. No i mam w znajomych MMZ, ktora grala Sylvie, ma na imie Marene i jest najpiekniejsza istota jaka znam; zaraz po Natalie Portman (ktorej nie znam).

Zycie jest piekne, impreza byla udana (nie opowiem), a w niedziele wszyscy wybralismy sie do miasta Bamberg, polozonnego w dupie swiata. Moze jeszcze o nim napisze; jak na razie zapraszam do mojego fb albumu "Ding dong, Bamberg, whaat?" i prosze o cierpliwosc. Uracze Was teraz zdjeciami z IMZ (imprezy mojego zycia) i ide spac, bo jutro dlugi przede mna dzien. Oh dzieci, Oh babysitting. Oh, nic nie moze zmienic mojej milosci do terazniejszosci (Ding dong, rymy, whaat?)


Od lewej : Graham, Tom, Marcel


Od lewej: Graham, Tom, Marcel, Marene.


Tom i Marcel :)


MMZ + ja. 

Koncze i zarazem oglaszam konkurs (nagroda jak zawsze jest talon na balon): 
Zgadnijcie, ile lat ma Marene (MMZ). Strzelac smialo. 
Pozdrawiam, 
Pisicielka. (WTF? AUTORKA, znaczy)

{10}


wiecej
starsze wpisy







Tweets by @kadinaja