04 sierpnia 2015

Snilo mi sie, ze jestesmy w ksiazce Karpowicza. On tak pieknie konstruuje zdania, ja w moim snie sama sobie bylam narratorem i nawet, chwilami, calkiem niezle mi to szlo. Kazdy byl kims innym, kazdy sie o kogos obijal, ja jak zwykle latalam za jakims chlopcem, byleby tylko zdazyc na szesnasta trzydziesci. Nie zdazylam, chlopiec zakochal sie w kims innym.

Jak zwykle w takim momencie zycia (zatrzymania, zagubienia, przerwy) jestem totalnie rozpierdolona w drobny mak. Wszakze to juz od 11 lutego nie robie NIC, poza pseudopodrozami i szarpania pieniedzy od hiszpanskiego rzadu (ostatni miesiac paro, hello-goodbye). Codziennie rano budze sie i zaluje, ze nie zaspalam. Ze po co w ogole otwierac oczy. Dzis jakas rozmowa o prace, jutro jakies piwo z Kalo i Mary Anne, za tydzien jacys goscie (jak my sie tu wszyscy pomiescimy to ja nie wiem, ale przeciez alkohol podpowie, doda plynnosci naszym ruchom i gestom). A ja wewnatrz krzycze, szamocze sie, telepie - bo znowu nie wiem. I tak kazdego dnia szarpie sie z myslami - GDZIE. Bo u mnie nigdy nie jest problemem CO. Tylko zawsze ten czynnik ruchu, przeprowadzki, checi czegos nowego. Nie oklamujmy sie - Monachium juz niczym mnie nie zaskoczy. Pomimo wielkiej milosci do Kalo i Mary Anne (i Alana, ktory tez do nas dolaczyl).. to miasto to juz nie jest to samo. 

Ale zimne fakty mowia same za siebie. Przekonuja niezliczonymi mozliwosciami i multikulturowoscia. Lublin jest cieply i dotyka jakiejs martwej czesci mnie, cos sie budzi do zycia kiedy tam jestem. Tylko ze z samych uczuc i poczucia bezpieczenstwa dzieci nie wykarmie (jakich dzieci!). Czynszu nie zaplace. Laptopa nie kupie. 
Teneryfa macha do mnie codziennie z Whatsuppa.. ale tam tez juz nie pozostalo mi nic, poza sloncem. Chce do Stanów, do Szwecji, do Twoich ramion. 


Skoro jest tak świetnie, dlaczego nie jest dobrze?
Ignacy Karpowicz


Jestem w studni bez dna, nie moge sie z niej wydostac.

{0}

08 sierpnia 2015

Dostalam prace. Szukam mieszkania. Chce uciec z samej siebie, stanac na ulicy i krzyczec.

To wszystko jest NIE TAK. Dziesiec krokow wstecz. Ja nie chce mieszkac w Niemczech. Na kiego grzyba, chuja mi ta praca. I to jeszcze dobrze platna, z milym szefem i na dobrych warunkach. 
A ja chce byc hipisem, ryzykantem. Chce do Szwecji albo Playa Paraiso, znalezc meza ktory bedzie mnie kochal i jeszcze jednego kota. 

Sobotni wieczor: butelka prosecco (nie pelna, przeciez nie jestem pijakiem) i jednoosobowe karaoke. 
Takie zycie. 

Pani Kaju rest in piece. 

{0}

12 sierpnia 2015





A moze pojdziemy na jakis uklad?


{0}

13 sierpnia 2015

1) tesknie za toba i brakuje mi ciebie. w chwilach nudy otwieram pamietnik i czytam o tym, jak bardzo marzylam o tym, zebysmy w koncu byli razem.
niedowierzam chwilami, ze to juz. chwilami boje sie tez, ze to za szybko, ze jeszcze nie doroslismy (albo ja nie doroslam) i, ze juz niedlugo wszystko sie popsuje,
czar prysnie i bajki nie da sie odbudowac. w innych chwilach dochodze do wniosku, ze to jednak stalo sie za pozno - teraz czekaja na nas same przeciwnosci (...)

2) taka jedna mala rzecz moze zmienic tak wiele w zyciu czlowieka. kazda nasza decyzja wbrew pozorom niesie za soba
ogrom konsekwencji, chociaz nie zawsze widocznych na poczatku. strasznie jestem ciekawa naszej przyszlosci. mojej, twojej. naszych przyjaciol. strasznie.
 

3) smutno mi, ze
sie starzeje, co chwila widze cien mlodszej o kilka lat siebie (...)


Jesli czytasz te slowa i wydaje Ci sie, ze sa skierowane do Ciebie, to znak ze nic a nic sie nie zmienilam i od (ponad!) 10 lat mam wciaz te same jazdy.

//

3 dni do zmiany wszystkiego, przyjazdu Bu, wizyty Czarka, Asi i Glaskacza; 14 dni (miejmy nadzieje) do przeprowadzki, 18 dni do nowej pracy (kiedys marzen, teraz rzygu i strachu). wszystko uklada sie tak, jakbym (kiedys) tego chciala, a mimo to jedyne na co mam ochote do dwie butelki szampana, brzeg morza i tsunami. 
rozmowy na whatsuppie z kristel nie sa w polowie tak wspaniale jak te na zywo, ale i tak zastepuja nam codziennosc. "everything is pointless", wiec wzruszmy tylko ramionami, zamowmy take-out z Bombay'u i napijmy sie taniej Sangrii.

Artur, miales racje; 
co ja tutaj robie?!

{2}

27 sierpnia 2015

W dzien, w ktorym dowiedzialam sie ze dostalam mieszkanie (przeprowadzka w niedziele) odprowadzilam Bulke na busa o 17:00 ("na zawsze" skonczylo sie po tygodniu, but I don't blame her), poprzeczalam z Kalo i Mary-Anne, a pozniej skoczylam na przedostatnie letnie piwo z chlopakami na Odeons. O 20:30 odebralam Mame z Mrs Sporty i spacerkiem wrócilysmy do domu. 

O dwunastej w nocy ocknelam sie na podlodze w lazience. Chyba nigdy w zyciu jeszcze tak sie nie przestraszylam. Janusch mowil, ze ok 23.30 wstalam na siku (to jeszcze pamietam). Jakos po 45min poszedl obudzic Mame, bo "zaczal sie martwic" (albo chcialo mu sie kupe, a ja zajmowalam kibel swoja bezwladna osoba). 
Akcja ratunkowa w postaci siedzenia nade mna i patrzenia jak (i czy) spie trwala do 5 rano. W miedzyczasie zemdlalam jeszcze dwa razy, a spacerów do ubikacji bylo bez liku. 
To takie male przypomnienie, ze nie jestesmy niezniszczalni. Nie wiem co to bylo, ale wiecej nie chce. Jesli zdarzy sie to po przyszlym tygodniu, umre w samotnosci na podlodze, a kot zje mnie na drugie sniadanie.


Pierwszego wrzesnia zaczynam prace na zadupiu zwanym Berg am Laim. Zycie zatacza kregi, kiedys jezdzilam tam na wakacje. Teraz bede usmiechac sie do ludzi w rozowej koszlce polo i liczyc minuty do 14:30 (albo 23:00, hejoooo!). Nie chce mi sie nie dalego ze omojboze to PRACA!, a Kaja przeciez taki leniwa.. bardziej dlatego, ze z kazdym dniem w tym przeczystym Monachium czuje sie coraz gorzej, pusciej, smutniej, samotniej, inaczej. 
Dwudziestego pierwszego wrzesnia biore fake-chorobowe z nowej pracy i jade do Frankfurtu na najwazniejsza rozmowe kwalifikacyjna mojego zycia. Ze wszystkich sil probuje dodac mojemu zyciu wiecej kolorów i sensu. Jest ciezko, jest pod górke.

Jakie podobienstwa? 

{6}


wiecej








Tweets by @kadinaja