04 sierpnia 2010

notka pisana na klaptoku 30.07.2010

I want something SWEEEEEEET!!!!!!!

These moments, these days. I mean, I'm so fucking tired and energetic at the same time. Wczorajszy wieczor/noc na tarasie (siodme pietro, dach Interpalace), widok na wszystko i czern nocy, tylko te swiatla, "choinka", czerwone wino, oswietlone baseny, glowy ludzi i cisza. Boskosc. To bedzie moje ulubione miejsce ever, bede tam chodzic co noc, wyciszyc sie i uszczesliwisc. A potem te kilka piosenek, Time of My Life, ukulelowe What a Wonderful World, a potem Eyes on Fire i umarlam, ach ta muzyka, coz ona robi z ludzmi.
Leze na plecach, z nogami w gorze, drzwi otwarte na osciez, slucham przypadkowego Let me Fall, oh Haley, oh OTH, oh lato 2007, jestem dzis taka szczesliwa. Wino przed recepcja z 37letnia Niemka, Rosjanka z pochodzenia. Ajjjj, me like it. Czuje sie pelna, tylko frytki i salata na lunch, nie bylo nic innego. Hey Brooke, I like your dress, is it new? Ahhhh!

Tesknie za domem niemilosiernie, i za odrobina cienia, deszczu, spokoju, mojego lozka. Ale nie chce wracac. To znaczy chce, i to chce coraz bardziej kazdego dnia, ale nie dlatego ze nie daje tu rady, tylko bo tesknie. No i musze zdjac tego Jorisa ze sciany, no me gusta any more.


{0}

04 sierpnia 2010

19:17 03.08.2010

Oh what a day is today, nothing can stand in my way.

DESZCZOWA TENERYFA. Rano myslalam ze padne ze smiechu. Zima, mokro, jednoczesnie bardzo parno i pusto nad basenem. Aczkolwiek, o dziwo - na streczingu mielismy z Tomasem 3 osoby! A na Aqua Gym cala jedna ^^ It was fun, though, skakalam sobie i plywalam z Niemka, ktora pokazywala mi cwiczenia, ktore moge wprowadzic w swoj (marny, ubogi) program. Danke schööön!
Pozniej lunch i po raz pierwszy od 2tygodni CALE 2H PRZERWY DLA SIEBIE; spalam. Jak milo. Po poludniu, lodowate Water Polo z grupa Anglikow, ktorzy smieja sie ze mnie i nie lubia podawac mi pilki (w sumie nie dziwota, skoro odbieram ja - jak Paull - twarza oO). Ale przeciez tu chodzi o zabawe, animator wcale nie musi byc obeznany ze sportem, zeby go prowadzic. Tak? No tak, skoro ja moge, a nawet musze. Po pilce wodnej zajelismy sie z Tomasem (ktory mnie strasznie dzis wnerwial, ale wybaczymy mu gdyz jest przezebiony i ten teges, hot) gra w Tenisa. Mnostwo ludzi, mnostwo. Wreszcie jakis sport, ktory moga wykonywac przy tej pogodzie. Zamiast 1 godziny rozgrywki trwaly 1,45min. Ale NO PASA NADA. Nic sie nie stalo. Z Claudiem szefem mialam tez spotkanie w 4 oczy (wlasciwie to 6, bo nosi okulary) - wypelnialismy oboje ankiete z Acttiv, ktora kazdy animator robi raz w miesiacu - kilka pytan jak oceniamy swoja prace. O dziwo moje odpowiedzi o mnie byly o wiele gorsze niz jego (o mnie). Czyli albo chcial byc mily, albo dobrze sie maskuje ze swoja niechecia do niego (chwilami), czy do ludzi mnie otaczajacych. Oh well.
Za chwile kolacja (aaaaa!), pozniej blablabla, czyli mini disco i professional show (flamenco dzis), podczas ktorego stoimy pod sciana, klaszczemy i robimy dobre wrazenie.

Jest ok, mam dobry dzien i okres, co jest plusem. Niestety wciaz jeszcze (juz?) pierwsza moja mysla po przebudzeniu jest "Chce do domuuuu!", ale to nic, bo tak naprawde, to nie chce. To znaczy chce. Ale gdybym chciala to bym mogla. A skoro nie moge, to nie chce. Oj, no.
Wlasnie to jest najtrudniejsze w tym open kontrakcie, ze to JA decyduje, kiedy jade (chyba ze mnie zwolniO). Jak mam zdecydowac KIEDY? I jeszcze te 14dni wypowiedzenia, co jesli je wypowiem, a pozniej po tygodniu do hotelu przyjedzie MMZ? Albo nagle zacznie mi sie podobac? Tzn nie nagle -podoba mi sie juz. Ale oj no teges, wiadomo o ce be.
Chyba jednak musze wstac z kibelka (tak tak) i zaczac sie ubierac, bo Peti zapuka po mnie za 10 min i idziemy JEEEEEESC!

W swoich postanowieniach na nast. miesiac w kwestionariuszu napisalam.
1. Byc bardziej pewna siebie podczac Activities i Public Relations.
2. Byc bardziej pozytywna i energetyczna (Claudio : ojej, to teraz jestes za malo?)
3. Podszkolic swoj hiszpanski, ktorego NIE MA.
4. MNIEJ JESC :D
(jesli Fabio koordynator bedzie chcial zobaczyc moja ankiete, przypuszczam ze bedzie mial sporo ciechu). Oh well.
Smacznego! Bis Später!

link do albumu ze zdj. mojego teamu

{0}

07 sierpnia 2010

21:20 06.08.2010

No to ladnie, jeszcze tylko 3h i bede miec weekend, taki prawdziwy, najprawdziwszy w zyciu! Wolna sobota i wolna niedziela. Aczkolwiek nie powiem, zebym skakala z tegoz powodu z radosci; dwa dni nudy pod rzad zniechecaja mnie do pracy w poniedzialek rano. Z drugiej strony nie robilam streczingu juz chyba 4dni (Aqua gym tylko 1) i nie powiem - troche mnie nosi. Boje sie, ze Leyre (ta "nowa" co jest tu juz chyba tydzien) zabierze mi wszystkie aktivitäty i zostane z gownem - czyt. ping pongiem albo lotkami co dzien. NIE MA WUJA WE WSI, nie dam sie lachudrze. To ze jest sliczniutka i przemadrzala i bardzo ja lubie, naprawde ale mam ochote piergolnac jej glowa o sciane, nie znaczy jeszcze ze jest ode mnie lepsza!

Ozeszwmorde, musze leciec. Show w Interpalace po drugiej stronie ulicy, zapomialabym.

21:58 07.08.2010
Dia Libre! Spedzony caly w pokoju, nie liczac wyprawy do supermarketu. W cudzyslowie raczej, "SUPERMARKETU". Za pol godziny moj team ma skecz show, chyba sie wybiore w publike, posmiac albo porobic zdjec. Haaaha.
Generalnie to sporo sie dzieje, na przyklad zaczyna mi sie tu coraz bardziej podobac; jednoczesnie czuje sie chwilami strasznie zmeczona ludzmi z Druzyny Pierscienia. Ale polubilam moje Activities (teraz, kiedy Leyre moze przejac) i po 2 dniach NIE robienia ich (wczoraj 5 ***** Semiramis na zastepstwie za polamana Lucy) zaczynam czuc sie nieswojo! Apropo Semiramis, to wymienilam sie MSN z brzydkim ratownikiem (a moze z 19 lat ma) i czekam az zaprosi mnie na piwo czy cos (szkolimy hiszpanski, nej?), za to kocham miloscia platoniczna Elliego, ratownika II (z Interpalace, gdzie zazwyczaj pracuje [ma chyba z 40 lat, wyglada jak niedzwiedz i pochodzi z Kuby. No to co, uwielbiam go. Z tym ze on chyba mysli ze ja tak powaznie i katuje mnie ciagle o randkeu, hiehie. Dzis stal pod moim oknem :D]). No i moja najnowsza MMZ jest kucharz (na ktorego sie zapatrzylam mowiac "Hola" i wpadlam z talerzem pelnym jedzenia na plecy i wlosy Lucy, ktora szla przede mna. Oh well).

Wurwa, siedze w barze i wypilam kawe i pol piwa a dzis na stolowce byl Mexican Day wiec tak jakby chce mi sie do ubikacji bardzo, a
a) nie mam czasu
b) nie zostawie klaptoka samego, nie?

Co jeszcze. No nie podoba mi sie Tomek juz ani troche, nawet kiedy probuje mnie po pijaku pocalowac, to ja sie nie nachylam tylko odchylam sie. Mimo tego ze ocieka seksem i chwilami zachowuje sie zupelnie jak K. i mimo tego ze nasze niektore konwersacje sa dziwnie podobne do tych, ktore z K prowadzilam (i nie chodzi mi tylko o te o penisach i seksie. Tylko ogolnie, takie przekomarzanie sie. Pamietam jak Petya 2tyg powiedziala "I think he likes you" a ja sie postukalam w czolo. Ciekawe co by bylo, gdybym sprobowala postukac jego, ciekawe co by z tego wyjszlo wtedy. Oh well.)

Aj Aj Aj, powinnam isc bo show za chwileuuuuu. W zlym momencie zamowilam piwo, mierda. Nie mam czasu.


Wlamalismy sie w nocy w stolowke i ukradlismy ser, salami, MEGAchleb i maslo. Ajjjj :D


Moja sciana. (I'm trying to get my room more cosy, hmm)

Co poza tym. No mamy troche przypalu (o dziwo nie za kradzieze jedzenia tylko np. za palenie nie w tym miejscu co trzeba, albo ja za skakanie przez okno). Albo turysci najpierw zamawiaja nam % a potem nakrecaja na komorki, zeby podpiergolic szefowi. Oh well. No nic to, chyba musze isc.
Nawiasem mowiac wwurwia mnie to, ze znowu nikomu sie nie chce czytac/komentowac moich sweetasnych noteczek, czuje sie taka seriously lekcewazona. Adieu!

**



{2}

08 sierpnia 2010





















Nasze "sekretne miejsce" do palenia, okolice hotelu, zachod slonca. No i gratis, moj narzeczony haha :



Nie chce mi sie, sorry.

{0}

15 sierpnia 2010

19:22 13.08.2010

Dzis Claudio poprosil nas, zebysmy (wszyscy) napisali prawdopodobna date wyjazdu.
Dziwnie. Coraz mniej chce do domu.
Dziwnie. Coraz bardziej chce do domu.
Kazdy podal (mas o meno) polowe wrzesnia. Tylko Petya ma juz bilet na 3.10.. Tomas 22.09. Ja napisalam, ze prawdopodobnie (jesli przyjedzie Evinha) bedzie to 13.09 (czyli rowny WURWA miesiac!).. jesli nie, to jestem sklonna zostac do konca wrzesnia. Leti i Roberto napisali to samo co ja (tzn. 13.09). Leyre nie pytalam.

Lucy zapalil sie miesien w stopie, wiec musze zastepowac ja nie tylko w Semiramisie, ale tez podczas Sketch Show. Dzis bede mowic po hiszpansku, wcielajac sie w role Zony. Haaa ha. Hola guapo, mi marido no esta en casa, venga para agui! xD

Omamoo jak mi goraco. No i mam kolejne dwie milosci platoniczne - kucharz z zeszlego tygodnia, plus NOWY kelner. No i wciaz jeszcze kocha mnie Eli 32 Ratownik. Najsmieszniejsze jest to, ze mi i Roberto podobaja sie zawsze ci sami mezczyzni, puszczamy oka w tych samych kierunkach i potem prowadzimy spekulacje, kto mialby u nich wieksze szanse.

10:02 14.08.2010

Uwielbiam Petye, nasze spontaniczne wyglupy na scenie, kiedy ludzie patrza i mysla "WTF" a my mamy to gdzies; moznaby z tego zrobic nowy skecz. Potem uwielbiam siasc z nia przy stoliku pelnym polskich ludzi, ktorzy zrobili nam drinki, pogadac o pracy, napic sie i odejsc, a w kuchni dla sluzby (czyli nas) spotkac 8 kelnerow (srednia wieku 50 lat), ktorzy przyniesli sobie zarlo z kuchni i browary z niewiadomo kad.. i siedziec z nimi przez godzine, i pic, i jesc i "ROZMAWIAC" i nawet piate przez dziesiate rozumiec. Uwielbiam to. I juz.

You see the light that I can't see
You see the light in me

Postanowilysmy z Peti, ze DLACZEGO NIE i moze jednak pomysle o tym na powaznie. Tzn. postanowilysmy o tym po pijaku, dzis musze spytac jej jeszcze raz na trzezwo, co ona o tym mysli, czy naprawde wydaje jej sie ze moglabym zaryzykowac. Ja tam nie wiem.

Wielki brzuch i jezyk hiszpanski VS Niebieskie oczy i "he is so sweet, Kaja!" i "I think he's a good person". Haha. Smieszne sa nasze rozmowy po alkoholu xD


{2}

17 sierpnia 2010

Po papierosie z Tomkiem i zalazku zaledwie powaznej rozmowy, spedzilam pol godziny patrzac w sufit, sluchajac piosenek z Metra i kontynuujac przerwany monolog. Naprawde nie wierze. No gdziez - zwiazki, milosc, prawda. Nie ma! Jest partnerstwo. Jest chuc. Jest macierzystwo. Ale sa zdrady, jest obojetnosc, jest plucie jadem i znudzenie soba nawzajem. Sa tez oczywiscie wyjatki. I przypadki.

Wydaje mi sie ze kazdemu w zyciu nalezy sie tylko jedna prawdziwa milosc, tylko jedna historia. Ja juz swoja mialam - nie byla idealna, ale chyba wykorzystala limit wszystkiego we mnie. Milosci, pasji, przygody. I checi tambien. Po co mi wiecej. Przezylam to co mialam, milosc juz niczym mnie nie zaskoczy.

Nie wierze, ze znajdzie sie (jeszcze?) kiedys ktos, kto pokocha moje humory, moje poczucie humoru, moja milosc do Ingrid Michaelson i to jak lubie spiewac na cale gardlo jadac samochodem, kto bedzie tolerowal to, ze lubie skakac z piosenki na piosenke, zmieniac stacje radiowe i piszcze na zakretach. Komu bedzie sie chcialo sluchac na zmiane "jestem glooodnaa!" z "Booooze ale sie nazarlam" i "siku mi sie chce", albo "boli mnie glowa!". Kto polubi moje rude wlosy i tluszcz. Kto bedzie lubil moje zyciowe madrosci i kto nie bedzie sie obrazal jesli powiem mu to, co naprawde mysle.
Ale jest ok. Wlasciwie to nawet tego nie potrzebuje. Dobrze jest, jak jest. A jest Kucharz, moja MMZ 9878574, jest Eli ratownik, ktory powiedzial, ze nauczy sie Polskiego (moglby jednak powiedziec "schudne 30kg.. ale NIE!). Jest Lucy, Petya i Tomek, jest Cico, ktorego uwielbiam. Sa turysci, ktorzy daja pozytywna energie i drinki.

Jest ok.


{0}

18 sierpnia 2010

Nie chce mi sie pisac, maniana dia libre, a wszyscy dzis probowali wejsc mi na odcisk. Jedyny plus dnia dzisiejszego, to to ze dowiedzialam ze jak ma na imie Kucharz - MMZ. Uwaga.. gotowi? Oh yeah, gwarantuje, ze przejdzie Wam uczucie, tak jak i mi (ale jestem powierzchowna, daje kosza Eli bo jest stary i gruby, a Kucharzowi za imie..).. ALFONSO.

NO SORRY.

Takze tyle, wszystko inne bylo dzis na minus. Wrzuce kilka fot i narazie.




Nasze pijackie zdjecia po pijaku (maslo maslane).

MOJ POKOJ:












Moja nowa bluzka.

Plus teraz widok z naszego tarasu na 7 pietrze Interpalace, gdzie czasem chodzimy na piwo czy kradzione drinki.. I to widac, ayyy...









Y Tomas i Lucija:



I tyle do wuja pana. Nie chce mi sie.

{0}

22 sierpnia 2010

13:41 22.08.2010

Wczoraj po pracy (jak zawsze na zaakcentowanie skonczonego tygodnia) wybralismy sie na dol, do miasta. Zaliczylismy 3 kluby w 30min, glownie dlatego, ze Tomka nie chcieli nigdzie wpuscic ;d To chyba ta polska twarz. Nastepnie troche sie rozlaczylismy - elita w postaci Peti, mnie, Tomasza i Lucy. Poszlismy na kolejne piwo, po drodze spotkalismy dwie hiszpanski ktore krzyczaly "Hola! Vodka?!" Na co my ze no jacha. I razem poszlismy na kebaba, gdzie tez poznalismy jakiegos kolesia ktory na poczatku wydal mi sie mily, ale teraz tak sobie mysle, ze go jednak nie lubie - pracowal 3lata z Acttivem i ich drogi rozeszly sie nie bardzo pomyslnie.. przez co obrabial (w dosc zabawny sposob, przyznaje) dupy Fabio, Janine.. no i naszemu Claudio szefowi, co akurat mi nie przeszkadzalo. Ale ja nie mam problemu z koordynatorami i nie podobalo mi sie to, co o nich mowil. Bla bla bla, bullshit.

Piatkowy Fire Show wypadl wysmienicie. Zjechaly sie szyszki z calej wyspy, bo to pierwszy raz, kiedy animatorzy z Acttiv robia Fire Show na Teneryfie. Myslalam ze sie posram podczas tanca z pochodniami, albo kiedy Fabio plul ogniem.. ale jednak sie nie posralam. Jak turysci/Acttiv wysla zdjecia to wkleje. Noc, my, pochodnie, taniec, basen, woda. Niebo <3
No i znowu widzialam Catie. A we wtorek przyjezdza Diana (mieszkalam z nia w jednym pokoju podczas szkolenia), na kilka godzin, bo pozniej leci juz do Estonii. I dupa, tyle ja widzieli. Jesli sie uda to kopsniemy sie na poludnie, zeby zobaczyc Csabe i reszte. Jannie (Niemiec, Dupa 3) jutro wraca do domu. Juz nigdy go nie zobacze! Jedyne co mi zostalo to jego zdjecie na scianie. Oh well.)

To takie niesamowite. I juz niedlugo do domu, patrzylam na bilety, strasznie drogie. Widze sie w glowie, jak taszcze walizke, czekam na odprawe. Wsiadam do samolotu, patrze na Teneryfe z lotu ptaka, slucham Waka Waka i placze. Natürlich. To bez watpienia najpiekniejsze miesiace mojego zycia byly, sa. Ale bedzie wiecej, soon. Tak mysle. Ciesze sie, ze wreszcie przezylam cos, co przebija morze.

Czuje tez jesien. Nie wiem czy bardziej w mojej glowie, czy w supermarkecie (powystawiali zeszyty i piorniki i kolorowe dlugopisy.. a ja chciala tylko cos do picia kupic). Pogoda w tym tygodniu tez slaba. Ano, jeszcze w Zarze i Stradivariussie nueva kolekcja - wszystko na jesien, wszystko w brazach, wszystko taaaaakie tanie a ja i tak nie mam miejsca w walizce na zakupy (una mierda). W kazdym razie czuje jesien i troche tez sie ciesze na powrot do Hallo Herr Röhr 3 x a week, nie wiem co wiecej, Oktoberfest, Cm, moze Art tez. Ale nie na dlugo. Wracam tutaj. Pewnie spadnie snieg, ja odkryje ze moje buty wciaz przemakaja, a ja nie wiem co zrobic ze swoim zyciem.. i wroce.









oh lets get rich and buy our parents homes in the South of France
let's get rich and give everybody nice sweaters
and teach them how to dance
let's get rich and build our house on a mountain
making everybody look like ants
from way up there you and I, you and I, you and I


{3}

25 sierpnia 2010

Przyjechala w odwiedziny Diana. Pojutrze leci juz do Estonii. Troche na przypale z miejscem, ale damy rade, przespie sie u Petyi i Lucy. W ogole to jejku jejku, zabukowalam w koncu bilet i wiadoma data powrotu mego. Specjalnie wybralam niedziele, zeby zakonczyc tydzien dwoma Show i, zeby miec czas pozegnac sie z ludzmi. No i wiem, ze matula poniedzialki wolne ma od pracy, to poplaczemy razem - ona ze szczescia, ja z tesknoty.

NIE WYOBRAZAM SOBIE powrotu do domu. Kocham "tutaj", chociaz chwilami jest ciezko i to zajebiscie; chociaz moj pokoj smierdzi grzybem a podloga nie byla odkurzana chyba od 4miesiecy. Ale kocham turystow, kocham pracownikow (tak tak, od kilku tyg. konsekwentnie zaprzyjazniamy sie z kelnerami (srednia wieku 50, 60 - mowilam juz). Po pracy pijemy z nimi piwo, albo robia nam drinki ktore potajemnie w siebie wlewamy). Do tego mam przeciez kilka niespelnionych milosci, no i coraz bardziej lubie Elliego Ratownika. A co najwazniejsze - KOCHAM moj team. I kocham moja prace. Co ciekawe, mimo zmeczenia, wciaz czuje ze nie osiagnelam apogeum, wciaz jestem niezaspokojona i chce wiecej. Dlatego wroce.

Spedzilysmy dzis przemily girls day w miescie. Ja, Diana, Lucy i Peti. Kawa, piwo, jedzenie, chodzenie. Jutro znowu praca, ale poniewaz pogoda sie pierdaczy, bedzie raczej trankil. Ach. Tylko ze spac bym poszla, a nie mam gdzie (bo laski jeszcze siedza, a ja bym chciala do lozka, ale w swoim nie moge, bo bedzie w nim spac Diana.. blablabla, do dupy!).

Zdjecia:




















// dzien wolny (ciastka), dziewczyny, radosc.
// turysci, gry, zabawy, skecze, klubdance (waka waka!), ja w mojej (prawdziwej :D) pizamie.
// prezentacja jedzenia.

{0}

31 sierpnia 2010

No zerzygam sie! Ile moszna jesc? I to jeszcze, wiadomo - caly dzien nic, a potem szybko kolacja bo pospieszaja i na koniec browar, bo co innego moszna zamowic w barze, coli juz nie chce pic bo to sam cukier, a wode to mam swoja w torebce. Piwo tanie i dobre. No to sie pije. A ze w brzuchu miejsca nie ma to inna sprawa.

Uswiadomilam sobie dzis, ze nie bylo dla mnie ani jednego grillowania w tym roku. Przegapilam pore jezdzenia na rowerze i smazenia kielbasek, zalewanych piwem wlasnie, dla smaku. Albo koloru. Wlasciwie to nigdy nie wiedzialam po co kielbaski zalewa sie piwem. W kazdym razie zadnej w tym roku nie jadlam i niby nic sie nie stalo, bo kielbasek i tak nigdy nie jem, tylko to piwo mi na grillach wchodzi. Bo piwo jest smaczne, a kielbaski nie.

W kazdym razie, o czym to ja mialam.

Kolejny Dia Libre, zostalo mi jeszcze 7. Z czego dwa spedze z mama*, a w trzeci wyjezdzam. Takze w sumie niewiele. Dzisiejszy spedzilam na minus czternastym pietrze w basenie hotelu Semiramis (co oczywiscie jest niedozwolone, ale ratownik sie we mnie kocha (ale nie Eli, tylko inny, taki co ma na imie Maria od konca, czyli Airam, o ile sie nie myle, a chyba nie)). Bylo najs, niby basen ale jednak ocean, fal szum i slonce spalilo mi tylek. A jutra od nowa trabajo.

* tak, Mama Evinha w koncu sie zdecydowala odwiedzic dziecko swoje i przybedzie tu juz w przyszly poniedzialek. I zabawi 7 dni. Wezmie troche mojego nadbagazu i zobaczym sie 26 wrzesnia na lotnisku (AAAA NIE CHCEEEEE!).
Nadchodza piekne ale i tez trudne czasy bo oto juz za 11 dni wyjezdza Leticia, moja wspaniala room mate. Umre bez niej, bo jest aniolem. Umre tez bez Roberta geja, ktory wyjezdza kilka dni po niej (w sobote przed randko - impreza z Elim, pomogl mi sie ubrac, pomalowac, podniosl na duchu, a kiedy jeczalam ze "nie lubie na obcasach bo czuje sie jak whore" powiedzial "Jeeeezu, ilu masz przyjaciol - gei?"
"Ani jednego" - odpowiedzialam. "No. Widac. Przydalby ci sie jeden, bo gej, moja droga" - tu wzial mnie pod reke - "jest wazna persona w zyciu dziewczyny, bo w srodku sam jest kobieta i zawsze we wszystkim ci pomoze. Znajdz sobie przyjaciela geja!".
Ajj, Roberto :)

Z ciekawostek - mama dzis dzwonila i mowila, ze mamy nowe rybki w akwarium. Tym razem to rekiny.
Poza tym Eksio (to bardziej z plotek niz ciekawostek, bo niepotwierdzone) leci na misje do Iraku, czy costam. Niby nie moj problem juz, nawet jesli wybuchnie, ale jednak mnie troche poruszyla ta wiadomosc.
No i postanowilam ze kocham juz tylko jedna mmz, a mianowicie Jose w
pomaranczowych crocksach (ale te akurat nie sa jego, tylko ich sobowtorowie na ulicy). Dzis widzialam go jakies pol miliona raza, przy czym za ostatnim szedl ulica BEZ KOSZULKI (slina cieknie mi z brody na jego widok, ale wykrztuszam "¡Hola!" w odpowiedzi na jego "¡Hola Kaja!").. w momencie kiedy sie mijalismy, odkrecil glowe, a kiedy po 2 metrach odwrocilam sie (slabe, wiem ale nie moglam sie powstrzymac) .. i on toze patrzyl na mnie. Wybuchlimy smiechem a ja bylam uskrzydlona dzien caly, dopoki Roberto nie powiedzial mi, ze Leyre na niego poluje, a jak wiadomo mowi ode mnie troche lepiej po hiszpansku, biorac pod uwage fakt, ze jest z Madrytu. No i nie lubie sie dzielic. Ani walczyc. Zobaczymy co przyniesie dzien, eh. Chyba ide rano na sniadanie, moze poprawi mi sie humor (ktory i tak nie jest zly, nie powiem).

A, no i zlamalam serce ratownikowi 32 kubanczykowi. Coz, raz sie zyje, kozie smierc i tak dalej.

Ide ogladac Dawsons Creek i chyba nie odmowie sobie kolejnego piwa.

{1}


wiecej








Tweets by @kadinaja