10 października 2015

Jeszcze nigdy nie wracałam samotnie, pijacko do(!) domu z Fasanerii. Księżyc swieci i przypomina mi o tych dniach kiedy jeździliśmy rowerami nad Isara, śpiewając świąteczne piosenki i hymny, śmiejąc sie z niczego. 

Messenger nie cichnie, zamykam drzwi za kotem i Agnieszką, udaję ze nic sie nie dzieje. 

Pierwszy Grudnia przyszedl w tym roku znacznie wczesniej, niz powinien. Wyprowadzka na wariackich papierach, w ciagu dwóch dni. Milion rzeczy ktrore musze ogarnąć, papierów ktore musze odwołać. Nic sie nie stało, zycie.  Simon obiecuje ze wszystko bedzie dobrze, a ja wzruszam ramionami i mysle sobie jedynie, always look at the bright sight of life - znowu. Przeciez zle nie bedzie. Nie moze byc. 

Nie wiem tylko, czy prosić o pomoc Ciebie (razem z Twoim groszkowym sercem), czy R., ktory jako pierwszy facet w zyciu daje mi do zrozumienia ze można na nim polegać. Ze przywiezie, odwiezie, pomoże.. I nic nie bedzie chciał w zamian. 
A ja nie lubie prosić o pomoc. Gdybym mogła, zrobiłabym to wszystko sama. 

To pisałam ja.
Kajuwiecznienawalizkach. 

(jakbym miała policzyć wszystkie swoje "domy" to wyszłoby mi spokojnie coś koło piętnastu.)


{0}

10 lipca 2015

20:00 
Tracę nad sobą kontrolę w najgorszym tego słowa znaczeniu. Wróć juz tam, gdzie Twoje miejsce. Robisz mi z mózgu mielonkę, a z serca jesień (zimę, wiosnę, lato) średniowiecza. Potop (nie) szwedzki. Tornado. Apokalipsę, razem z tymi wszystkimi ognistymi pojazdami spływającymi z nieba. 
Przez dwa tygodnie byłam normalnym człowiekiem. Spierdalaj. 

// koniec części pierwszej. 

23:08

Wracam do domu i cała pachnę psem. I nie to, ze to jakas przenośnia. Najzwyczajniej w swiecie pachnę mokrym kundlem. Mało tego, strasznie mi sie to podoba. 
- How was your date, Kaju?
- Good. Honest. Revealing. Sentimental.
 Rozmawialiśmy duzo o Tobie. Troche mu w żartach dziękowałam, ze nas do siebie zbliżył. 
Dobry człowiek, in the end. Nawet jesli w 2011 złamał mi trzy czwarte serca. 

// koniec czesci drugiej. 

0:30

Watch closer online state of mind. Po tylu latach czas powrócic do filmu, ktory (widze to dopiero teraz, przy kazdej scenie) troche mnie uksztaltowal i na pewno zmienil poglady na milosc i zwiazki.  Patrzac na to, jak z biegiem czasu zmienia sie Alice uswiadamiam sobie, ze to troche tak jakbym ogladala sama siebie (z ta roznica ze ja nigdy nie zostalam striptizerka ;D). Dlatego nigdy nie moglam zrozumiec, dlaczego Art. (K. zreszta tez) zaraz po rozstaniu ze mna mówili o koniecznosci predkiego odnalezienia (kolejnej) drugiej polowki. Bo milosc taka fajna, bo trzeba sie ustatkowac, bo (zapewne to tez, ale tego juz nie mowili na glos) klin klinem. Ja (i Alice) po zarówno pierwszym i jak i drugim nieudanym zwiazku potrzebowalam czasu na lizanie ran i do dzis jeszcze nie moge powiedziec z reka na sercu ze jestem gotowa na cokolwiek nowego (i biore pod uwage tez taka opcje, ze juz nigdy nie bede). 
Alice staje sie zimna i obojetna, jednoczesnie kiedy lepiej sie przyjrzymy, widac ze ten caly jej smutek i samotnosc sa zbyt duze, zeby schowac je pod rózowa peruka i wytanczyc na rurze. Widze to samo po sobie, jej scena z Clive Owenem przypomina mi kazda moja mesko-damska relacje. Kpiacy usmiech i martwe spojrzenie. Troche przerazajace. Ale jest w tym tez jakies piekno. Chociaz niewykluczone ze w jej wypadku to piekno polega tylko i wylacznie na tym, ze Alice gra Natalie Portman. 
Mnie w takim filmie gralaby najpredzej Nicky Blonsky.

.
.

Weekend sie zaczyna, siema Polsko, widzimy sie jutro!


{0}

07 lipca 2015

Ostatnie dni sa najlepsze. Wracam ze spotkania z Mary Anne i jej paryskim Tata (ktory przywital mnie okrzykiem: "Saluuuut, Bla-bla!") z ktorym nie widzialam sie od wrzesnia zeszlego roku. Przypuszczam ze do dzis nie zna mojego imienia, bo od pierwszego dnia on nazywal mnie Bla-bla, a ja jego Papi. I mimo ogromnej bariery jezykowej (no sorry, francuskiego jeszcze jakos sie nie nauczylam, chociaz nie powiem zebym nie probowala) - lubimy sie i chetnie spotykamy za kazdym razem jak odwiedza M-Anne :). 

A dlaczego jest najlepiej? 
Bo wyjechal N. i nareszcie odzylam. Odbilam sie od dna i zapomnialam juz, dlaczego tak lubilam tam byc (zobaczymy na jak dlugo). Bo trzy randeczki, z czego dwie bardzo udane. Bo w tym tygodniu przyjezdza Simon-lamacz-serc (zapraszam do noteczek z 2011) i bardzo chce sie spotkac, a ja o dziwo czuje sie na tyle silna i zdystansowana do wszystkiego, ze chetnie sie na to zgodzilam. Bo coraz wiecej nowych pomyslow. Bo coraz mniejsza dupa. Bo jeszcze nie przymieram glodem (I love paro, za trzy dni ostatni zastrzyk. Potem bieda!). Bo od dwóch tygodniu juz calkiem sobie Ciebie zapomnialam, stales sie Emanuelem Swirczem z trzeciej klatki, ktory w wieku 13 lat po kilku dniach "chodzenia" ze mna powiedzial mi, ze sorry ale to nie wypali. Plakalam tydzien (jak przystalo na nastolatke ze zlamanym sercem), a pozniej zamknelam go sobie w pudelku pod lozkiem i juz nigdy(!!!) wiecej o nim nie myslalam. 

Przez ostatni weekend po raz kolejny uswiadomilam sobie, ze radosc i szczescie to wybór. To, czy rano wstaniesz z bananem na ryju, czy muchami w nosie to tylko i wylacznie kwestia Twojego nastawienia i podejscia. Mozna pietnascie minut stac restauracji i kurwiac na sniadaniowy bufet (za drogo, chujowy wybór, ja pierdole, nic tu nie ma, w dupie to mam, i do tego jak drogo, ja jebie mam to w dupie, wychodze stad, ale masakra, ja nie bede tego gówna jesc! [True Story]), albo mozesz sobie pomyslec O, SWIEZE BULKI! szalu nie ma ale przeciez swieci slonce, kawa smaczna, zjedzmy i pozniej porobmy cos fajnego, w koncu mamy tylko dwa dni!. Twoj wybór, jak zareagujesz na wszystko. 

Bo moj kot nauczyl sie pic wode z kranu, a nie kibla. Bo dostalam kolejna oferte pracy (ktora odrzucilam). Bo Polska juz za tak niedlugo. Bo Marcin taki fajny. Bo Bcm przestal byc dziwny. Bo (mimo calej mojej milosci do niej) Agg wyjechala i moge zrobic sobie detoks. Bo zycie jest pelne mozliwosci. Bo czemu nie?! 

Kamil: I co, jakie masz plany? 
Ja: Aj, nie wiem. Chcialabym zostac tu i znalezc jakas fajna, dobrze platna robote, zeby moc wyprowadzic sie z domu, bo po dwóch latach samotnosci, bycie z kims w mieszkaniu doprowadza mnie do szalu. Ale tez korci mnie, zeby znowu gdzies wyjechac. Moze jako animator. A moze do Szwecji. A moze tutaj, zostane Stewardessa.
Kamil: No niby fajnie, ale wiesz ze z takimi planami / z taka praca to nigdy meza nie znajdziesz.

No cóz..




{0}

20 czerwca 2015

Jestem w jakiejś dziwnej fazie, na godzenie sie. 
Godzę sie na Sbahn przyjeżdżający 15min za późno. Godzę sie na codzienne wstawianie o 8 rano. Godzę sie na jeżdżenie po całym miescie z Kalo i Mary Anne, chociaz wcale nie musze (znaleźliśmy mieszkanie!). Godzę sie na to, ze akceptujesz tylko swoja wersje prawdy. I wreszcie godzę sie na kolejne ostre, bardzo niemile słowa Szczepana. 

Od tygodnia znowu mam tutaj ze soba cząstkę swojej Teneryfy. Dwójkę ludzi, ktorzy nie oceniają, wszedzie starają sie dopatrywać POZYTYWÓW, nigdy nigdzie sie nie spiesza, wszystko zawsze jest dobrze. Jest uśmiech, jest przytul, jest ciepłe słowo. Kaju to stan umysłu. Teraz sobie o tym przypomniałam. 

** za każdym razem, kiedy słyszę wiadomości o jakims pijanym, zgubionym człowieku ktory wpadł pod pociąg, ukradł samochod, spał na ulicy, umarł na marskość wątroby, błądził po Haubtbahnhofie bez celu - mysle o Tobie. Nikt (poza A.) nie wie co sie przez tych kilka dni (2013) działo. Nawet Mama. Nikt nie wie jak to było jechac na koniec swiata i sprzątać puste butelki z Twojego barku. Nikt nie wie jak to było odwiedzać Cie w szpitalu i słuchać o "zyciu w trzeźwości". Nikt nie wie jak to było, chować ostatnia butelkę białego wina do kosza pełnego brudnej bielizny, kiedy gotowaliśmy dla Ciebie obiad, zeby Cie tylko nie kusilo. 
I na koniec, nikt nie wie jakie to uczucie kiedy przy każdym telefonie do Polski dostaje opierdol, ze jestem najgorszym człowiekiem swiata. 
A kiedy pisze do Ciebie smsa (klnąc przy tym jak szewc, ze przeciez tak mi sie nie chce), proponując spotkanie i czekając na odpowiedz ktora nigdy ma nie nadejść.. nagle przypadkiem dowiaduje sie ze w te wlasnie dni wolałes pic wodke z Gumbasem. 
Nie mów potem, ze jestem bez serca, ze niczym sie nie przejmuje. Ze boje sie odrzucenia i wole nie okazywać emocji. 
Ty sam mnie tego nauczyłeś. 

Nagle, w pocie czoła i pachy musze wcisnąć stop na Hauptbahnhofowej bieżni tylko dla kobiet. Podchodze do okna, jestem przekonana ze wlasnie widziałam Cie na przystanku, pijaniutkiego i nie wiedzącego gdzie jest prawo a gdzie lewo. A nie, jednak to nie Ty. Łzy w oczach, wdech i wydech, wszystko mi jedno. 

// potem pytaja mnie, dlaczego nigdy nie chce miec dzieci.

Wychodzę z urodzinowego baru tuż przed 23:00. Nie mam ochoty na ludzi, dzisiaj stawiam na samotność. Gdybym tylko miała z kim - ucieklabym na bezludna wyspę. Zeby pobyć troche samej. Z kimś. 

Kuchenne rozmowy z Kalo, M-Anne i dwoma kotami:
Plasterki przychodzą i odchodzą. Pustka w głowie zostaje. Wbrew pozorom po swiecie nie chodzi aż tak wiele dziwactw. Powoli godzę sie z myślą, ze juz nigdy nie bedzie nikogo. No, chyba ze znowu pobawię sie troche w udawane. 

** 

- Siema Szczepan, co tam? ;)
- A, jestes. Miał byc Artur, a nie Ty. 

{0}

03 czerwca 2015

Nikt (poza powietrzem na 175) nie pachnie juz czerwonym Dieslem. Te czasy minęły, mimo Bartosiewicz i RHCP na repeacie. 
Englischergarten mimo to (wszystko) dalej pachnie Tobą, Twoją koszulą i Twoim dotykiem tuż przed snem. 
Zostawiam A. całkiem samą (no chyba ze z Bcm, mimo jego brzydkich propozycji), i uciekam do domu nie na piechotę. Nigdy wiecej weißweinshorle, smutnych piosenek, SMSów z zaskoczenia i piwa na dobitkę na Feldmochingerstraße siedemdziesiąt pięć. Na mnie przecież czeka w domu stęskniony kot i wszystkie moje trzeźwe marzenia. 

Niedzielny speed dating, plus sobotnie swatanie Szczepana, nie nadążam z SMSami, a tak naprawdę to i tak wszystko mi jedno. 
Jedyny wybór, jaki musze podjąć to praca i telefon (wykonać, czy ne wykonać). 
Google po pijaku podsuwa mi najlepsze rozwiązania, co nie zmienia faktu, że to powietrze. No i że ta ziemia. Marcin mowi ze to tylko wiosna, a ja sobie mysle, ze to chyba bardziej ten wiek. 

Tatuaz sie goi, a ja i tak wiem co bedzie w sobote. Martwię sie tylko o tych kilka miesięcy w przód. 
Tesknie za. 

Droga do domu ciagle ta sama. 
Tak w 2007, jak i w 2011. 


{2}

30 maja 2015

Hauptbahnhof pachnie tobą. S4 zapowiada rozłąkę, chodź spac do mnie, udamy przed Januszem ze to ja tak chrapie i często chodze do toalety. 
Ludzie mowia, ze sie zmieniłam, i ja w sumie sama troche czuje te zmianę ale do końca nie jestem pewna w jaki sposob nastąpiła, na jakiej płaszczyźnie. Bo nagle lubie sie cieszyć drobnostkami? Bo juz sie nie czepiam i za każdym razem kiedy chce syknąc na Mamę, dwa razy zastanowię sie czy naprawdę warto?
 
Magda mowi, ze od listopada nie wychodziłes z domu. I ze to nawet nie o Plasterek (6.05.1989) chodzi. Ze dziwnie, ze moze ziolo, a moze masz wyjebane, a moze cos złego sie dzieje. I ja sie martwię, bo mi zależy, przecież zawsze mi zależało, you are my person, razem a jednak osobno, dlaczego wszystko to jest takie skomplikowane? 
Dlaczego sa G, S, P, E, dlaczego nic mi nie wystarczy i wszystkiego jest mi mało? Ty znasz (znałeś?) mnie jak mało kto i nigdy nie przestane płakać nad tym, czego juz nie ma. Ale nie umiem odmówić sobie tego wszystkiego, czego Ty nie potrzebujesz. 

Żałuje, ze nie pokazałam Ci tego, co przeżyłam w ciagu ostatniego 1.5 roku. Do dzis zdarza mi sie pomysleć (podczas fajnego wydarzenia, śmiesznego mema, miłej piosenki), ze fajnie byłoby, gdybys tez to widział. 

//

Wrocilam z Teneryfy. Ostatni tydzien był tan duro.. I jeszcze sie nie skończył. Kiedy Kalo zapytał mnie, jak sie czuje po powrocie, powiedzialam szczerze, ze nie wiem, bo jeszcze nie płakałam. A przecież u mnie płacz to oznaka wszystkiego. 
Najgorzej przeprowadzkę przeżył Kot. Serce krajało mi sie przez 10 bitych godzin. Zero sraki, zero wymiotów. Tylko przedzierające sie przez moje serce, kilkugodzinne miauczenie. 
Kocie, jestesmy w domu (?) ...Cokolwiek by to nie znaczylo.

Trzy.

{0}

22 grudnia 2010



zamoyyy 13:55:57
myslalem ze Cie widzialem w plazie
zamoyyy 13:56:05
jestes jak swiety mikolaj


Ano jestem! Jeszcze nie wiem dokladnie czemu, ale zawsze czulam jakas szczegolna wiez z Santa. We are both kinda magical, czyz nie?
Nie.
Wczoraj rozmawialam z Helena i kiedy nasza znajomosc zawisla na wlosku ja zaczelam sie powaznie martwic. Zdziwilo mnie to, myslalam ze skonczy sie na "whatever" i caly ten zwiazek sie rozpadnie. A jednak udalo nam sie przywrocic wszystko do ladu i porzadku (?). Dziwne. Moze jeszcze beda ze mnie ludzie. Nie do konca jeszcze stalam sie Ice Queen. (a gdzie gramatyka i skladnia w tym zdaniu? P. Swiatkowska bylaby niepocieszona!)

Tak wiec siedze i slucham podcastow z Ingrid na iTunes, zastanawiam sie CO MAM SPAKOWAC. Ciuchy lezom na podlodze a ja mam milion ciekawszych rzeczy do zrobienia. Na pewno wezme ze soba uke i bede podgrywac Bog Sie Rodzi pod choinka. I na pewno laptopa (joder, ledwo juz zipie biedaszczysko.. ale obiecalam!) coby podzielic sie ze swiatem swoja kolekcja seriali (lame).

Chcialam generalnie zyczyc wszystkim Wesolych Swiat. Nie mam pojecia, kim "wszyscy" sa, ale tak sie przeciez mowi. Jadac Sbahnem wyobrazalam sobie pisanie kilku grupowych wiadomosci, jednego do przyjaciol, innego do ludzi z Tene, innego do turystow (tak, tez!), a jeszcze innego do ludzi z Acttivu. Ale chyba jednak zwatpilam i postanowilam po prostu zyczyc "wszystkim". Wiec zycze.





{4}

21 grudnia 2010

Pomyslalam sobie dzis, ze powinni ustanowic nowe swieto. Cos pokrewnego do Swieta Dziekczynienia, ale w inny desen. Mianowicie Swieto Przepraszania. Mylam dzis naczynia i powrocilo kilka rzeczy, za ktore chcialabym przeprosic, bo dopoki zyje, bede sie za nie wstydzic, i nie wazne ile minie lat, to nigdy nie przejdzie.

Pierwsza osoba bylby Politolog. Za to, ze/jak sie zachowywalam. Robilam glupca z siebie, a z niego pedofila. W sumie nie jest to AZ TAKIE straszne, bo w koncu nie byl byle kim, a mmz.. niegdys. Wiec jest to usprawiedliwione - hormony, uczucia, alkohol. Ale jednak. Przepraszam, Politologu. Za te wszystkie zenujace momenty. Ugh!

Druga osoba (a wlasciwie po grubszym zastanowieniu [i przeliczeniu]) druga i trzecia bylby Krzysiek i Paull. I srebrny Golf.



11godzin drogi nad morze. Milion piosenek na iPodzie. A jeszcze ile bylo fochow kiedy probowal mojego iPoda podmienic na swoja (cywilizowana) mp3. Generalnie oczywiscie, zycze mu teraz jak najgorzej (ale i tez nie musze, biorac pod uwage fakt, ze juz za 9 miesiecy spadnie mu na glowe afganistanska bomba).. ale jednak wtedy NIE zyczylam. I jest mi kinda za siebie wstyd. Swoja droga nie wiem, czemu po prostu nie zakneblowali mnie skarpetka. Joder, to musialo byc straszne!

A skoro juz jestemy przy przepraszaniu, to chcialam tez przeprosic serwis You Tube, za zasmiecanie go moimi nagraniami. Juz od 2 tygodni. Bawie sie w covery, laurki, filmiki. Przykro mi, ze zmuszam moich przyjaciol do szczerej krytyki.. i przepraszam tez moja Mame, gdyz musi tego wszystkiego sluchac (sciany nie sa AZ TAKIE grube).

A juz jutro/pojutrze - wlasnie TUTAJ, specjalnie dla Was- laurka z kAjowym kajem na swieta. Stay Tuned.

(joder, ide spac)

{0}

17 grudnia 2010

Oto przyklad tego jaka jestem szybka. Jakis rok temu spytalam fejsbukowe grono jaki polecaja serial na zabicie nudy. Godzine pozniej posypaly sie odpowiedzi, w tym jeden od Lu, ze powinnam dac szanse Glee- wydaje jej sie ze mi sie spodoba. Dwanascie miesiecy pozniej kacowalam w swoim lozku pewnego zimnego, snieznego piatku.. i przypomnial mi sie owy komentarz. I tak oto, odkrylam nowy serial. Jestem co prawda dopiero na drugim odcinku, ale juz mnie wciagnal. Czemu ze mnie taka dupa, ze dopiero po takim czasie go obejrzalam? (Wtedy zdaje sie padlo na Ally McBeal i Jezioro Marzen - zadnego jeszcze nie skonczylam. W obu przypadkach utknelam w 3 sezonie)

Moja mama powiedziala dzis dziwna rzecz. Mianowicie, ze gdyby mogla, to by nie jadla. Ze to cale gotowanie, gryzienie, polykanie (i wszystko inne co wiaze sie z czynnoscia JEDZENIA) jest dla niej glupie i zbedne. Ze papu mogloby byc podawane w postaci tabletek. Wiem, ze kiedys cos podobnego powiedzial mi Paull, ale pomyslalam ze jest dziwna. W momencie kiedy jednak takich opinii pojawia sie coraz wiecej, nasuwa mi sie pytanie - moze to ze mna jesc cos niehalo?

KOCHAM JESC. I nawet jesli wlasna matka smieje sie ze mnie, kiedy zamiast pojsc do lodowki i wsunac byleco, ja przegladam strony i blogi szukajac przepisu na "pyszne i dietetyczne sniadanie, dukan faza III" - nie zamierzam poprzestac. Tosty otrebowe z mozarella (nie)light byly pyszniutkie.

Adios!

PS. Nienawidzimy Tomasa, bo od 2 dni jest na Teneryfie. Tak jest. Okazalo sie, ze jego pukanie 28latki nie bylo oparte tylko na pukaniu. Olal rodzine, olal swieta i wyjechal do krolestwa Puerto. Spedzi Gwiazdke ze swoja muza i jej dzieckiem. Jodeeer, Tomas!

{3}

16 grudnia 2010

No i patrzcie, Panie i Panowie, tydzien bez notki, a potem dwie w cenie jednej! (apropo cen - wcionz nie mam prezentow dla NIKOGO, wurwa! Jesli ktokolwiek z wirtualnych czytelnikow pomysl ma co mozna kupic mamie/tacie/babci/babci/prababci/dziadkowi/fredzie - jestem bardziej niz otwarta na propozycje [apropo bycia otwarta - spedzilam dzis 2,5h z Kate White na Tollwoodzie, pijac grzance i rozmawiajac o seksie, ktorego zadna z nas nie ma w swoim zyciu. Joder, sie porobilo!])

Anyway!

Ostatnio - moze z powodu zblizajacych sie Swiat, a moze z powodu zlosliwosci losu - wszyscy chca sie ze mna spotykac. Akurat teraz, akurat na raz i akurat, kiedy mrozy sa takie, ze wolalabym jednak grzac dupe pod kocykiem i ogladac czwarty sezon Jeziora Marzen (Pacey & Joey RULEZ!). Ale, poniewaz jestem kolezenska i sympatyczna - na wszystko mowie TAK. I szwedam sie po miescie z Evinha, pomagajac jej szukac PIEKNEGO PLASZCZA Z ESPRITA KTOREGO ZARAZ PO KUPIENIU I PRZYTASZCZENIU DO DOMU POSTANAWIA ODDAC, LAMIAC MI TYM SERCE BO PRZECIEZ BYL TAKI LADNY!!!! / pije kawe z CM w Starbucksie, sluchajac o jej kolejnym potencjalnym mmz / pije randkowe Glühweiny z Mariuszem 36 lat Broda Wasy, ktory "wcale nie szuka dziewczyny, ale mialam takie fajne, sloneczne zdjecia na FB, ze musial mnie poznac!" / pomagam wyplakiwac sie Liz (aka niegdys "Amerykance Narkomance", bo rzucil ja chlopak / opijajac z Liz fakt, ze pogodzila sie z chlopakiem / pomagajac Liz oprowadzac po Monachium (i upijac sie) z jakas Ashley z Alabamy, ktora spala u niej 2 noce w ramach CouchSurfingu (glupia Ashley najpierw sie spila i krzyczala cos w kinie, potem spila sie jeszcze bardziej i w Irish Pub poszedla do Conora i zaczela pytac go czemu nie wezmie mnie ze soba do domu, bo seks wisi w powietrzu i co z tego ze ma dziewczyne! Plus tego jest taki, ze prawie zaspala na swoj samolot i w pospiechu zostawila u Liz 3 pary skarpet, sweter w balwanki i 2 naszyjniki, ktore Liz mi sprezentuje, bo "to nie jej styl") -- CZY JA NIE TWORZE PRZYPADKIEM ZA DLUGICH ZDAN?
Anywho. Duzo sie dzieje.
Na przyklad wczoraj spotkalam sie (po 6mies!) z Nadezda, zaciagnela mnie do stowarzyszenia INVIA, w ktorym rok temu poznalam Magde (Au Pair, obecnie od kilku mies. juz w Londynie), a wczoraj Kasie (o ktorej mam nadzieje jeszcze napisze :)). Pierwszy raz kiedy tam bylam lepilismy wietnamskie pierogi (yuk!), a wczoraj chlalysmy bezalkoholowego Glühweina, niektorzy jesli PYSZNIEWYGLADAJACECIASTKA i spiewalismy szwabskie koledy. Ja natomiast popijalam bezcukrowa herbate i serwetkami tlumilam slinotok. Jeszcze potem wurwa przyszedl Mikolaj i dal kazdemu paczuszke ze slodyczami. Podli ludzie!







Spotkanie bylo glownie dla Au Pair, ale wmieszalam sie w tlum i nikt nie wypytywal :P :D

Dzis natomiast odezwala sie Kate White i wyciagnela mnie na spacerunio po Tollwoodzie i (jak zwykle) Glühweina (tym razem z szusem amaretto. Lodzio miodzio panowie!). Siedzialysmy w namiocie, sluchaly muzyki, plotkowalysmy o facetach (standard), a pozniej jeszcze lazilysmy po straganach i szukaly prezentow dla bliskich (i siebie :D)











(kto pierwszy znajdzie sprzedawce, wygrywa talon na balon!)

Nawiasem mowiac, czy 17eu (spuszczone z 19) to duzo za obraczke? Postanowilam sie zaobraczkowac. Dlaczego? Na zlosc. Mianowicie KAZDY FACET ktory mi sie spodoba, nosi obraczke. I to nie dlatego, ze jest zajety, tylko bo mu sie tak wurwa podoba. Zeby skolowac chyba przeciwna plec. A jak juz JEST zajety to NIE NOSI. Na przyklad David. No wiec i ja sobie chce kupic obraczke i bede ja nosic jako znak milosci i wiernosci samej sobie. I zeby wszystkich skonfundowac, o! Takze pytam. Duzo, czy nieduzo?



Na deserek jeszcze Ja i Katjusza. Kajusza i Katjusza. Wbrew pozorom, Kate jest chyba jedna z NORMALNIEJSZYCH osob tu. Mimo tego, ze nikt z moich znajomch jej nie lubi. Jak tak sobie z nia posiedzialam przy tym Glühweinie tych Glühweinach.. to jest calkiem w cipke. Lubie ja. I Liz tez lubie, ale menda wyjezdza na stale do Chicago, bo jej sie studiow zachcialo (gupia). Wiec zostanie mi tylko Kate. I Nadezda. I CM. I Artur. I gromada internetowych zboczkow, ktorzy oswiadczaja mi sie na mypolacy.de. Cholera.

* Glühwein - grzane wino

{6}


wiecej
starsze wpisy







Tweets by @kadinaja