12 lipca 2019

G R U M P Y 

I am: grumpy.
You are: grumpy.
He is: grumpy. 
She is: grumpy. 
It is: grumpy. 

We are: grumpy. 
They are: grumpy. 
You are: grumpy. 

{1}

22 lipca 2019

Kiedy nie moge spac, wracaja do mnie rzeczy, ktorych nie moge zmienic. 

Wyrzuty sumienia. 
Umarli ludzie. 
Obwód w talii. 
Zmiany klimatu. 
Wiecej umarlych ludzi. 
Wiecej wyrzutów sumienia. 
Przeszlosc. 

I tak sie przewracam, z boku na bok. 
Przeżuwam mysli, przegryzam tesknoty. 
Skrzypia mi zeby i kosci. 
Boli mnie glowa. 

Rzeczy, ktorych nie da sie zmienic. 
Fantastycznie. 

{0}

27 lipca 2019

Mialam ostatnio napad paniki na pelnym morzu.
Epizod taki. W pelnej krasie, z hiperwentylacja i przekonaniem ze moje zycie juz zaraz sie skonczy.
(co to jest niepelne morze?)

Czym byl on spowodowany, zapytacie.
Otoz byl on spowodowany zupelnie niczym. No, w moim oczuciu moooze jednak czyms, ale Cynthia mowi ze to bylo niedorzeczne.
No. I bylo.
Moznaby powiedziec, ze okolicznosci sprzyjaly strachowi, bo znajdowalam sie w wodzie (na pelnym morzu, przypominam), a lodka na ktorej przyplynelysmy, powoli od-dryfowywala sobie ode mnie.
Jednakze, zeby byc sprawiedliwa, trzeba tez przyznac, ze mialam na sobie pelnosprawny kapok, a lodka nie dryfowala "sobie" sama, tylko razem z C.
Dodam tez, ze od 12 roku mam karte plywacka i jestem w stanie przemierzyc wszelkie wody stojace kraulem, delfinem i zabka. Wody niestojace i nieslodkie, raczej tylko zabka i na grzbiecie, bo szybko sie mecze.

Jak widzicie, moj atak paniki nie ma zadnego wytlumaczenia.
Jest irracjonalny.
Niedorzeczny, jak mowi C.

A jednak sie wydarzyl.

Dryfowalam sobie obok mojej lodki, myslac ze oto, po 30 latach zycia wlasnie umieram.
Powoli tracilam zmysly, czujac jak mrowieja mi dlonie.
Umieram.
Bylam o tym przekonana tak gleboko, jak tego ze (tu wstaw cos, o czym jestes gleboko przekonana).

Kiedy juz wgramolilam sie na poklad (z pomoca Cyn I jej silnych dloni), zaczal sie proces hiperwentylacji I pustki w glowie.
Patrzylam sie na Cyn, a ona patrzyla sie na mnie.
I tak sobie siedzialysmy, w ciszy.


{0}

28 lipca 2019

Najbardziej nie lubie, kiedy ktos sie wpierdala.
Wpierdala w moje zycie, moja prace, moja wage i moj ubior.
(Nie zmienia to faktu, ze ja wpierdalam sie w zycia innych notorycznie. No ale tak to juz jest – to co najbardziej wkurza nas w innych, w rzeczywistosci wkurza nas w samych sobie).

Wiec tak sobie siedze w tej mojej pracy niemoich marzen. Udaje, ze mam do zrobienia wiele, chociaz tak naprawde czytam w internecie jak odratowac spalone wlosy i jaki lek jest nalepszy na depresje (podobno nie prozak).
I nagle wchodzi, z impetem. Ta niemoja i nieszefowa. I marudzi. Wymysla. Organizuje mi czas, kombinuje gdzie mnie poslac, co ze mna zrobic. A ja przeciez mam sie wysmienicie.

Patrze sobie na sciany.
I sufit.
Moje wydrukowane i zlaminowane okna.
Czasem zagladam do telefonu.
Czasem nie.

Skad ta presja na szukanie mi „czegos do roboty”?

PS: Notka napisana w okienku poczty „outlook”, jako udawany email do klienta.
To mowilam ja.
Miszcz w udawaniu ze ma sie cos do roboty.
Kurs online juz wkrótce.

{0}




wiecej
instagram