02 lipca 2014


No siemka. Spontan, jedno ujecie, dlugi monolog, slabe swiatlo, kiepska dykcja. Tylko kot ratuje ten filmik. 
+ pod tym katem wygladam, jakbym nie miala dolnego zeba. Jakos w lustrze wydaje sie byc duzo mniej wycofany. 
Oh well..

Enjoy. 
Biegne do pracy. 
Kaju. 

PS. Nagroda dla tego, ktory jako pierwszy policzy, ile razy w filmiku powiem "no niewazne" tuz przed zmiana tematu. Pelen profesjonalizm. 

{8}

12 lipca 2014

Kawa z mlekiem owsianym. Ktos za oknem slucha tak idealnej playlisty, ze wydaje sie moja wlasna. Kot na dziendobry wskoczyl na lozko i ugryzl mnie w nos, wszystko po staremu.

Wakacje coraz blizej, a ja wciaz nie wiem, czy bardziej sie na nie ciesze, czy ich boje.
Bo wiem, ze bedzie za malo czasu na wszystko. Znowu pojdzie za duzo pieniedzy, a tak naprawde nic nie zalatwie (staniki, dentysta, endokrynolog). Przez piewsze trzy dni nie bede potrafila sie odnalezc, nie bede wiedziala, jak ze wszystkimi rozmawiac, jak sie zachowywac, jak sie wpasowac. Zdziwie sie, ze znowu cos nowego, przejade sie trolejbusem na pierogi z jagodami. 
Ale bedzie tez piwo z Pi x Drzwi (wciaz dziala?). Beda szoty w Tancereczce. Bedzie wino prosto z butelki na Odeonsplatz. 

17 dni. O ILE W OGOLE ZARAZ NIE OKAZE SIE, ZE TO NIE BEDA WAKACJE, TYLKO KONIEC PRZYGODY W RIU. Wtedy zostane miesiac. Kot moze nie umrze z tesknoty. A co! 

3 weeks left! 

{7}

17 lipca 2014

Tak sobie dzisiaj przejrzalam bloga Uli Celebrytki.. i ogarnela mnie zlosc. Zaczelam przegladac wlasne zdjecia z ostatnich tygodni.. i pomyslalam, kurcze, tyle sie u mnie dzieje. Nie jest tak ze tylko pracuje. Sa VIP imprezy na plazy, sa wyjazdy na polnoc, sa wypadki samochodowe (yolo), sa wulkany, sa nocne kapiele w basenie albo sangria pita nad oceanem.. a ja mimo to wciaz wybieram prywate. Jak juz pisze, to o swoich lekach, tesknotach albo innych nudnych skokach mojego serca. Taka szkoda. 
Dlatego chociaz raz spróbuje to zmienic i wrzucic Wam zdjecia z pobytu Artura (plus kilka z pobytu Mamy, o ktorym - o zgrozo - tez nawet nie wspomnialam. A tyle sie dzialo!). 


Cortado leche leche & bon bon. 




Cafe solo u Rafy, czekajac na autobus.


Bocadillo (czyli tak naprawde kanapki) to chyba najbardziej popularna przekaska tutaj. I najtansza. W kazdym barze do wyboru sa albo zwykle, male sandwiche, albo wlasnie bocadillo. Te kosztowaly 2.50€ i byly z piersia kurczaka, bekonem, sadzonym jajem i warzywami. Alan zamówil hamburgera (4€). Jasne, sa bary w których mozna kupic tapas, czy paelle.. ale tak naprawde i tak wszyscy leca na bocadillos. 


Musialam to wrzucic - zdjecie robione z Sedesu. Bruszkin kocha mnie tak mocno, ze lazi za mna nawet do kibla. Siada na mojej stopie i mruczy :D 


Las Vistas.


Moje dietetyczne batoniki muesli, ktore (jak zwykle) smakowaly tylko mi. 






Los Gigantes i wycieczka pirackim statkiem. Generalnie nie lubie takich kupczych wycieczek, ale poniewaz bylismy skacowani, bylo nam wszystko jedno. 20€, 2.5h, jedzenie i picie gratis. Do tego plywanie z delfinami i ogladanie wielorybów.



Selfie w szybie (tej samej w ktorej strzelilam selfie z Tomaszem, a pozniej z CM) i moja super dresiarka stylowa. 




Puerto de la Cruz.



Ci, ktorzy sledza blozka juz troche dluzej moga rozpoznac to zdjecie. TO moje ulubione miejsce na ziemi. W 2010, kiedy pracowalam w Puerto, uwielbialam tu przychodzic. Pamietam, ze zrobilam tu tez zdjecie z kapslem tymbark "Magia istnieje" w przeddzien mojego wyjazdu cztery lata temu. Pozniej, w 2012 kiedy wrocilam tam na wakacje. A teraz znowu tu jestem. Puerto to zdecydowanie moj (kolejny) dom. Kocham to miejsce!



W drodze powrotnej postanowilam nie jechac autostrada, tylko przez Park Narodowy i Teide, zeby pokazac Arturowi te nieziemskie widoki. Wprawdzie po drodze mielismy wypadek, bo jestem glupia, ale dzieki Bogu nikomu nic sie nie stalo i po 1.5h wypelniania papierów, moglismy jechac dalej. 


Zdjecia z samochodu. Jechalismy tuz nad wielkim morzem chmur. Na horyzoncie widac zarys La Gomery (sasiedniej wyspy). Troche sie obsralam, ze wpadniemy w przepasc i wpadniemy do morza.. ale na szczescie moje samochodowe skillsy doprowadzily nas calo do domu :D 



Po lewej - las i wiecej gór. Po prawej - chmury i przepasc.


Zeby nie bylo tak górnolotnie, zakoncze zdjeciem Sangrii za 1€ z Mercadony. 


A DUPA ROSNIE!!!

Dzis jade do Las Americas spotkac sie z Marysia, ktora znam od zarania dziejów ale nigdy nie bylo nam dane tak naprawde sie zakolezankowac, bo dzieli nas prawie 10 lat róznicy. W dziecinstwie jakos bardziej to przeszkadzalo. Teraz obie mieszkamy na Tene, wiec czas to zmienic. Bedziemy gotowac pyszne rzeczy, pic wino i rozmawiac o zyciu. 

Wczoraj bylam w kinie (sroda - dzien tanich filmow. Ja, Kristel i wiadro popkornu) na filmie o Szwedzkim dziadku, ktory skoczyl z okna i uciekl w swiat. Ta Szwecja naprawde ostatnio jest przewszedzie. To chyba znak.

Do wakacji zostalo 13 dni. Skacze w miejscu ze szczescia. Ide robic brzuszki, zebyscie mi nie powiedzieli, ze przytylam (przytylam). Lublin zawsze obdziera mnie z godnosci i poczucia pewnosci siebie.
DO ZOBACZENIA JUZ NIEDLUGO PYSIACZKI. 
Kachu.


{9}

21 lipca 2014

O tym gdzie jestem, przypominam sobie kiedy przyjdzie mi wybierac, pisac,  wysylac pocztówki. Ogladam zdjecia ze stojaka i mysle - Tu bylam, To znam, Tu zawsze chcialam pojechac ale (..). Wtedy uderza mnie fakt, ze mieszkam w swoim marzeniu, zyje sama, z daleka od wszystkiego i wszystkich. Na WYSPIE. Prawie w Afryce. 
Uwielbiam to, jak bardzo wystawilam sama siebie na probe i jak zdaje wszystkie egzaminy z zycia. Przez 7 miesiecy mialam tylko dwie zalamki, dwa dni placzu, dwie chwile zwatpienia. 
Kiedy Artur przyjechal w odwiedziny, podczas jednej z pierwszodniowych sprzeczek uswiadomilam sobie, ze to pierwszy raz od pol roku, kiedy jestem ZLA. Siedem miesiecy usmiechu, wyobraz to sobie. 
Za 10 dni wakacje, troche sie ich boje, bo nie wiem jak to bedzie. A co, jesli powroci emoKaja? Co jesli jadac 158 przez Raclawickie nagle poczuje smutek, albo zlosc na smierdzacego bezdomnego chuchajacego mi prosto w plecy? Boje sie, ze to moje nowoodkryte ZEN zostanie bardzo latwo zaburzone.. Ale z drugiej strony ciesze sie okrutnie na pierogi z truskawkami i dlugie spacery po LSM.

Takie krotkie info : Mieszkanie na Irydiona wynajete, u dziadkow Tata Szoszon, Stasia za daleko. Przez 9 dni bede mieszkala na Czubach, tuz obok gimnazjum. Wszystkich moich ziomeczkow z tamtych okolic pytam wiec, z duzym czasowyprzedzeniem - kto ma ochote na nocne spacery/bieganie/piwo w wawozie? 

Siedze na balkonie, ogladam zachod slonca, odganiam sie od komarow i slucham najnowszego albumu Coldplay. Wczoraj wieczorem wsiadlam w samochod z Kalo, jego dziewczyna i 3 butelkami Chardonnay. Do 4 nad ranem siedzielismy na plazy w Las Vistas, patrzac na fale, cwiczac stawanie na rekach i rozmawiajac o totalnych glupotach. Wracajac do domu otworzylismy okna samochodu. Rozpuscilam wlosy, wystawilam glowe najbardziej jak sie dalo i zalowalam, ze nie jedziemy cabrioletem. (Od rana oczywiscie boli mnie gardlo i lewe ucho, ale bylo warto.)

Dobrze mi. 


Wasza Kesza. 

{6}

25 lipca 2014


Filmik nagrany tydzien temu w piatek. Dia libre i tzw. pillow face czyli prawie no make up kaj i oczy zapuchniete jak u babci Bogusi. Oh well.
URLOP ZA SIEDEM DNI! 
Jaram sie. 

Dupy moze nie urywa, troche przynudzam, troche mam kiepskie zarty i plytkie przemyslenia.. ale i tak zapraszam ;3
Caluje w nosy.
Wasza Kaja.

{4}

29 lipca 2014

Od kiedy tu jestem (200 dni, dokladnosciowo), ciagle na cos czekam. 

Najpierw na prace. Pozniej, na podpisanie kontraktu. Na wizyte Szczepana i Kasi. Na wiadomosc od Pajaca. Na przyjazd Oli i CM. Na wyjazd Pajaca (smutek). Na wizyte Klocka. Na Mame. Na Artura. Na Marysie. Na przeduzenie kontraktu. Na urlop.

I zadna z tych w/w rzeczy nie dawala mi tyle radosci, owsikow w dupie, nieprzespanych nocy.. co ostatnia. Wymarzone wakacje. Jeszcze nigdy nie bylam az tak dlugo poza domem. Od kilku dni ciagle planuje, mysle, stresuje sie (wciaz jeszcze nie mam biletow!).. ale tez przede wszystkim ciesze. 18 dni luzu. 18 dni WAS. 65€ i 11kg prezentow. Zero planow. Tylko radosc i niecierpliwosc. 

Juz tesknie za kotem. Wiem, ze bedzie plakane.. ze szczescia a potem nieszczescia. Ale kurwa mac, pierogi u Babci. Wódka w Tancereczce (powtarzam sie). Lubeskie MPK. Kawa na wynos w U1 na OEZ. MOJA SIOSTRA FREDA W MONACHIUM. Ja pierdziu. 

Przypuszczam, ze niewiele popisze przez nastepne 3 tygodnie. Malo internetu, duzo spotkan. 
Wiedzcie tylko, ze jestem przeszczesliwa. 
Dzisiaj, robiac kopie (jakies 15 obrazkow, kazdy po 10 razy, 45min) do Mini Clubu, przylapalam sie na tym, ze usmiechalam sie do xera. Na Mini Disco wykrzyczalam sobie flaki. Jest idealnie. Jakis pan turysta, w wieku mojego Taty prawi mi moraly na temat studiow i przyszloci. A tomar por culo. Nie ma przyszlosci. Jest tu i teraz. Moja "przyszlosc" konczy sie 11 lutego 2015, kiedy koncze prace, a zaczynam paro. Wiecej planow brak.

Do zobaczenia za 4 dni. 
Wasza.
Szczesliwa.
Kaja. 

{0}


wiecej








Tweets by @kadinaja