08 lipca 2012

Dzis jest jeden z tych dni, kiedy trzy razy robie kawe i trzy razy ja wylewam, bo za kazdym razem smakuje dziwnie. Przestalam probowac przy czwartej, ale tez cos nie bardzo mi idzie. Zbudzil mnie wiatr i suchosc w ustach.
Freda nareszcie jest w Monachium, wczoraj witalysmy sie najpierw na rodzinnym pikniku nad jeziorem (duzo wina i plesniowego sera z bagietka), a pozniej w jakims latynoskim klubie, do ktorego zaprowadzil nas Emil. W ten weekend codziennie wracalam do domu o 4 rano, znowu staje sie mloda!
Mam juz dosc mojej pracy (20h tygodniowo), potrzebuje urlopu. Zdecydowanie nie jest to dla mnie, ta cala praca. Caly czas na mysl o studiach chce mi sie plakac, bo to serio juz czas.. trzeba sie decydowac, meldowac.. a ja nie wiem NA CO. I po co. Mam jakies takie dziwne przeczucie, ze nie pojde nigdzie, popracuje jeszcze z 6 miesiecy.. i gdzies wyjade. Troche mi krazy po glowie UK albo Kanada. Ze nie wspomne o swojej Hiszpanii.
Nie wiem, serio.
Oprocz tego wszystkiego, cos wciaz jest nie tak z moim ubezpieczeniem. Niby jestem ubezpieczona, mam to nawet na pismie.. a jednak pani recepcjonistka u lekarza oznajmila mi (na caly gabinet), ze MOJA KARTA AOK NIE DZIALA. I klops. Wstyd. Ciekawa jestem teraz bardzo, skad mam sobie wysrac recepty na hormony tarczycowe i na moje minette. Jak przestane je brac to przytyje 15kg w tydzien i juz nigdy nie pozbede sie tluszczu!

Marnosc nad marnosciami..

{1}

13 lipca 2012

Wlasnie zapisalam sie na studia i dopiero PO wszystkim Facebook uswiadomil mi, ze jest Piatek 13-tego. Ciekawa jestem, co z tego wyniknie.



{3}

18 lipca 2012

Wreszcie mam day off. Duzo czasu na zrobienie paznokci, pojscie z Aska na Tollwood, zjedzenie MAKARONU(!) i updaty na blozku(zkach), netkobietach, facebooku (sorry za spam -.-). Nie mam za to najmniejszej ochoty na pisanie. Zwlaszcza, ze widze jak bardzo blozek podupada na popularnosci i zainteresowaniu czytelnikow. Nie obwiniam, moje zycie stalo sie calkiem nudne. Gdziez te czasy animacji, imprez, prawa jazdy, milosci do Tiago. Przepadly. Teraz jest tylko milosc do Stodulaka, rozmowy o jakichs slubach, dzieciach (Kaja, zauwazylas ze strasznie czesto rozmawiamy o malzenstwie?). Teraz jest praca, Klocek tez sie juz jakos przejadl. Moze zmienie blozka tematycznie bardziej w strone kosmetyczna? Kaja i jej cotygodniowy manicure. To by mialo dopiero popularnosc!

Tymczasem zdejmuje haslo (tak, wiem. Mysle, ze szalona rodzina Stodulaka juz sie troche uspokoila i szybko tu nie wroci) i zarzucam Was foteczkami z niedzielnego, rodzinnego wypadu nad Chiemsee. Enjoy!



















{11}

22 lipca 2012





Wstalam rano i poczulam jesien 2007. Ja, moje male mieszkanie na Leonarda, rozpuszczalna Nescafe w .. no wlasnie. Nawet nie pamietam, jak wygladal moj ulubiony kubek 6 lat temu. Drugie pietro, moja laweczka pod blokiem.. Duzo wspomnien z ta laweczka, Maksio dajacy mi urodzinowy prezent, Kylo z Hubim po joggingu, Oleska robiaca ze mna wywiady. Teraz juz nie mam takiego "swojego" osiedlowego miejsca. W ogole nic juz nie jest tak, jak bylo.
Nie jestem pewna CO przywiodlo mi do mozgu te jesienne wspomnienia. Moze pogoda - jest 13°C! Moze rozpuszczalna kawa, ktora nie smakuje tak dobrze, jak kiedys. A moze to poczucie pustki w sercu, tak dobrze mi znane kilka lat temu. Emo Kaja powraca. Mam coraz dziwniejsze humory, placze bez powodu, denerwuje sie na Mame bo smazy watrobke na oleju, a nie masle.

Wczoraj mialam maczny dzien - na sniadanie Pancakes od Bzu, na kolacje Ciasto ze sliwkami od cioci Blizniewskiej. Dzisiaj sushi. Adieu!







Wasza Kesza.

{7}

30 lipca 2012

Wstaje o 9 rano, obudzona telefonem od Venis. Wstawaj Kaja, teraz wszystkie Plates sa wolne, mozesz trenowac! Wsiadam na rower, w 10min jestem na miejscu. Widze kilka znajomych twarzy, usmiecham sie, tlumacze, ze dzisiaj nie pracuje, przyszlam tylko na sport. Nie rozumieja; robie terminy, sprzedaje bazy mineralne, ustawiam Plates na dobra czestotliwosc wibracji. Patrze na mmz i probuje wyczytac w jej spojrzeniu wszystko to, nad czym sie od zeszlego czwartku zastanawialam. I dalej nie wiem. Wychodzi, zyczymy sobie milego dnia. Wsiadam na moj Power Plate i zaczynam 20min wibracyjnego chudniecia. Kocham moja prace.

Weekend byl dosc szalony. W piatek po pracy poszlam do konkurencji, tzn. Mrs Sporty. Sommerfest. Mama robila za barmanke. Upila mnie Tequilla Sunrise i upominala, zebym nie robila reklamy swojej firmie, tylko cieszyla sie, ze w ogole moge u nich goscic. Pozniej juz sama robilam ludziom drinki i uczylam tanca brzucha (w sensie nie ja ICH, tylko ja Z NIMI od jakiejs profesjonalnej tancerki. Stwierdzilysmy, ze trudne to to nie jest, ale jednak jak nic nie brzeczy kolo dupy to polowa zabawy odpada).
W sobote bawilam sie w profesjonalna babysitterke (dawno tego nie robilam). Piec godzin z 9 miesiecznym Olkiem. Na razie jest to moj rekord w malych dzieciach (Klocek mial na poczatku znajomosci 14). I musze z reka na sercu powiedziec, ze jestem do tego stworzona. Olek nie zaplakal ani przez chwile, zasnal jak aniolek i nie sprawial zadnych glebszych problemow. Lapal mnie za nos i patrzyl mi z zaciekawieniem na usta, kiedy spiewalam mu Boba Marley'a. CHCE MIEC DZIECKO!
W niedziele zegnalam moja sliczna siostre Frede i jadlam slodki popkorn w Botanikum.

Musze Wam powiedziec, ze chyba stalam sie pracoholiczka. Kazdy wolny dzien mnie przeraza, a kazdy poranek w ktory szykuje sie do pracy - cieszy. Bo bede miala co robic. Bo spotkam sie z Venis i moimi klientkami. Moze nawet z mmz.

Jest git. Kiedy nie czuje tej pustki i marnosci w sercu - jest git.

Zdjecia z zeszlego tygodnia, koncert Adiego i duzo darmowego alkoholu.























(wszystkie foty made by Arek Lemieszek, czyli Przystojniak z przedostatniego zdjecia ;))

Milego tygodnia!
Wasza Kejsza.

{6}


wiecej








Tweets by @kadinaja