02 lipca 2011

Oto nadszedl dzien, kiedy to doczekaliscie sie normalnej, nieimprezowej notki z dnia codziennego. Taki miszmasz, notka *njus*. Znacie juz takie notki i wiecie, ze trudno jest sie w nich polapac, bo kazdy akapit dotyczy innego njusa, ale wiadomo - takie tez czasem sa potrzebne.

Njus Pierwszy.
W dniu wczorajszym do Monachium zawital Tata Szoszon (lub Tata Tomasz), razem z Wujkiem Be. Wujek Be zostanie z nami do niedzieli, czyli do jutra, natomiast Tata Szoszon - kilka miesiecy/lat (?!). Nasza Polska gospodarka, polityka, sratata, doprowadzily do tego, ze skonczyl, tam gdzie zaczal - czyli Powrot do Monachium po latach (moj Tata razem z Mama zaczeli tu pracowac chyba z 15lat temu. Tomaszowy patriotyzm kazal jednak wracac mu na Lubelszczyzne.. I po WUJ? Jest najlepszym przykladem na to, ze w Polsce wschodniej nie ma przyszlosci. To nie jest kraj dla starych ludzi, chcialoby sie powiedziec. 
Cieszymy sie i machamy do Pana Tomasza rencamy. WITAMY PANIE TOMKU! 

Njus Drugi.
Moja wspolpraca z Klockiem jest z kazdym dniem coraz milsza i slodsza. Ludzie na ulicy mysla, ze jestem jej mamusia i usmiechaja sie do nas, kiedy spoczywamy na bialej lawce w parku, wozek zaparkowawszy obok, Klocek na mych kolanach, wpiernicza loda, ktory scieka jej po buzi i rozowej koszuleczce. Widok to zaprawde rozkoszny. Uwielbiam to malenkie malenstwo. 


Plus nasz park :


I Klocek z torebka.


Trzeci Njus.
Taki bardziej on bedzie kosmetyczno-ciekawostkowy. Mianowicie kupilam sobie ostatnio miliard lakierow do paznokci i jako dodatek, skusilam sie tez na "nowosc" z Essence, za jakies niecale 2€ : Matt coat do paznokci. 


Gdyby ktos sie zastanawial czy kupic - nie kupic. Moze i efekt matowego paznokcia jest modny i fajny, ale akurat ten lakier jest dosc slaby. Po pierwsze dlugo schnie, po drugie ma jakis dziwny pedzelek, ktory tworzy "rysy" na paznokciu, po trzecie - strasznie skraca trwalosc lakieru; pomalowalam swoim mietowym P2 wczoraj i normalnie utrzymalby sie kilka dni, ale poniewaz pociagnelam tym czyms -  dzis juz polowa paznokci jest poodpryskiwana. FUJCIA. (Alez Wy macie ze mna mieszanke wedlowska - troche o sobie, troche o imprezach, a troche o kosmetycznych nowosciach!)

Njus Czwarty.
Poniewaz JEDNAK znalazlo sie kilka osob, ktore sie o filmiki z Amerykanskiej Imprezy upominalo - postanowilam je wstawic :P




Osobiscie uwielbiam trzeci. Chyba jest najsmieszniejszy. 

Njus Piaty i ostatni.
W poniedzialek mam termin u Pani Doktor, ktora powie mi dlaczego jestem tlusta. Mam nadzieje ze cos z tej mojej krwi wyczytali, bo CZTERY pobrania w ciagu JEDNEGO dnia (ba! Dwoch godzin!) kurczeblade. Mialam posiniaczone rece i wygladalam jak narkoman. Cholibka. 

No, to tyle. Caluje, pozdrawiam. 
Wasz (na nowo rudy) Kaj.



{12}

04 lipca 2011

Oh Corinne, I've got a pain in my heart. I think it's because of you. Moj Boze, ta piosenka jest genialna. Ohrwurm, ohrwurm sto procent! 

Nie lubie tego w lecie, ze kiedy nosze krotkie spodenki, badz spodnice, badz cokolwiek co odslania nogi - przyklejaja sie one do kazdego tworzywa skorzanego/skoropodobnego. WNERWIA mnie to niesamowicie. 
Siedzenia w autobusach, kanapy, fotele. No nie moge! Siedze na swoim slicznym, bialym krzeselku z Ikei i tylek mi sie do niego klei! A nawet nie jest tak goraco. 

Tata Tomasz juz jest w Monachium. Razem z wujciem Be zafundowali nam MEGA szalony, pijacki weekend. Nie wiem, czy to taka przypadlosc rasy ludzkiej w ogole, czy tylko naszego narodu - ze kiedy robi sie niezrecznie, trzeba te niezrecznosc zapic. No tosmy zapijali. 
Powiem Wam, ze zestaw Ex maz + Nowy maz + Zona + JA = duuuzo alkoholu. I jeszcze wiecej niezrecznosci. Bleh.

Z innych ciekawostek: dostalam wyniki lekarzowe. 
Otoz, okazuje sie ze moj wielorybizm i otlustoszenie nie jest NABYTE. Ja to wprawdzie wiedzialam juz dawno, bo kiedy czlowiek je tyle co kot naplakal i to wszystko BIO i swieze, zdrowe; zanim cokolwiek wsadzi do ust - czyta etykietki, sklad i kalorycznosc, i to od kilku lat juz chyba - a I TAK jest tlusty, no to sorry. Cos musi byc niehalo.
No i generalnie jest. Moze nie jakos tak bardzo niehalo, ale za bardzo halo tez nie.  
Bede zyc. Niezadlugo moze, ale jeszcze troche bede.
Ale moja przyszlosc jest tlusta, tak jak cala moja rodzina. Oh well.
Musze zaczac umawiac sie na randki i korzystac z urokow zycia, dopoki jeszcze mieszcze sie w drzwi i ktos przynajmniej rzuca we mnie okiem. 

Tomas sie odezwal, pracuje znowu z Acttivem na Tene. Ale tym razem przydzielili go do jakiegos dupnego, 5*** hotelu. Mowi, ze brak gosci, brak dup, brak imprez i brak alkoholu. Jest przerazony. 
Jakos mnie to cieszy ;). Mimo calej milosci do niego, jednak troche zazdroscilam mu, ze wraca do Raju (harowac po 15h dziennie, but still). A tu sie okazuje, ze jednak to, co bylo rok temu juz sie nie powtorzy. I dobrze.

Konczac notke malo optymistycznym akcentem, pozale sie, ze jestem splukana. Nie mam pojecia, jak mam nie dosc ze oddac Helenie pieniedzory za bilet do Londynu, to jeszcze jak mam w tym Londynie przez tydzien ZYC. 
Gdyby ktos chcial przysponsorowac mi wycieczke, chetnie podam numer konta.

A tymczasem chyba czas obejrzec "No strings attached". Jeszcze nie widzialam, a to przeciez film z Natalie Portman. To bedzie akurat taki mily odmozdzacz po dniiu/weekendzie jaki mialam. Zeby bylo Wam milo, dorzuce kilka zdjec z niedzielnej wycieczki do Botanikum (miejsce moich mlodzienczych grzechow, ach!), gdzie oprocz naszego Polaczkowego grilla, odbywaly sie jakies pokazy niezlej sztuki. Oto i ona :

Moj paznokiec, idealnie wpasowywujacy sie w mazidlo (za ponad 100€, cholibka!)


(Ryby w glowach)







Trzeba dac artystom wyrazy uznania! A co!



No, to Siemka!

{3}

08 lipca 2011

Jakas jestem zmeczona.

Wczoraj zostalam zaproszona na obiad do Masazystow. CM zrobila gyrosowe mieso, upiekla "fladenbrot" i kupila zaziki. Pysznosci i mniamniusnosci. Specjalnie wzielam aparat, zeby uwiecznic te uczte na zdjeciach, ale kiedy do nich dotarlam, bylam juz taka glodna, ze zajelam sie jedzeniem, a nie artyzmem. A szkoda. 

Po obiadku CM szperala w youtube i pokazywala mi jakies smieszne, niemieckie hip hop - przeboje, a ja rozwiazywalam testy. Pozniej pomalowalam jej paznokcie i poszlysmy z chlopakami do Englischer Garten.
Taki zwykly, chill-outowy dzien, ale jednak fajny. 

Jutro wybieram sie na Pride Parade w Monachium. Ostatnio pisala o niej Ula Celebrytka, pozniej Ruben z Teneryfy wrzucal na FB zdjecia z parady w Madrycie.. Teraz moja kolej. Woot, woot. 









Przez caly dzien towarzyszyla nam MI nowa piosenka Late Again (w skladzie Hubi, Barty, Marian, Kurak) - o Lubelskich klubach. Disco polo na sto pro, a jednak wchodzi w ucho. 


Pozdrawiam! 


{9}

13 lipca 2011

Wiem, ze dawno (?) nie pisalam, prawda jest taka, ze jakos niby jest o czym, ale brakuje mi wyrazow. Stworzylam kilka wieczornych notek na Fejsie i wlasnie po nich widze, jak bardzo staje sie niepisalna. Cholercia. Tesknie za tymi czasami, kiedy blogi ktore "sie" pisalo nie byly w formie dupnego dziennika ("Dzis jadlam to i to, potem bylam na imprezie z tym i tamtym, aśnaebalam!") tylko poetycznych wylewow o obecnym stanie duszy i serca. Milosciach, facetach, niemoznosci odnalezienia sie i innych tesknotach. Och, slodka mlodosci.

W sobote wybralam sie na Pride Parade. Oczywiscie na sama parade nie zdazylam (zaczynala sie o 12, a dla mnie to srodek nocy). Ale imprezy, koncery, wystepy, konkursy trwaly do niedzieli wieczor, wiec siadlam sobie z Ana i Michalem w Biergardenie (rozstawionym na srodku Marienplatz) i podziwialam poprzebieranych za kobiety mezczyzn (swoja droga dlaczego geje lubia przebierac sie za kobiety, jakos nigdy nie widzialam lesbijki ktora ubralaby sie jak facet!).



Obok owej fontanny, wysypana byla gora piasku, DJ puszczal Summer Hits i wszyscy dookola
tanczyli jakies szalone tance. Czulam sie jak na wakacjach.




Michal zrobil sobie to zdjecie, bo stwierdzil ze bedzie smieszne (jest gejem). 

Ana kocha (?!) Monachium.


W sobote bylo chyba ponad 30°C. Siedzielismy w pelnym sloncu i myslalam, ze sie rozplyne.


// Z innej beczki - dostalam WCZORAJ odpowiedz z Acttivu (na CV&maila, ktorego wyslalam ponad miesiac temu). Znalezli mi prace w Mini Clubie (do wyboru Fuerteventura/Gran Canaria). Niestety musialam odmowic (co tez wywoalalo superdyskusje na Fejsie). Niestety. Raz na jakis czas trzeba byc odpowiedzialnym i konczyc to, co sie zaczelo. 


{3}

19 lipca 2011

Walcze z/nad nowym szablonem. W piatek mam egzamin (teoria). Zeszly tydzien - 5/7 dni bez alkoholu. 2/7 - zgon. Bawie sie z Freda, jestem okraglutka jak pyza, znowu jezdze autem i robie miliard sto tysiecy zdjec Klockowi. 
Yet, jakos wszystko mnie nudzi. 
Pozdrawiam, caluje. 

UPDATE:
Szablon, jak widac SIE zrobil. Wersja testowa. Macie wszystko ladnie na srodku, czy jest niehalo? 
Nic sie nie zlewa? Nic nie nachodzi? Mie sie podoba, bo jest TinkerWHALE. To ja. 

{18}

25 lipca 2011

To, co jest fajne w Monachium, moim zyciu i maniu przejezdnych znajomych, to to, ze sa przejezdni. Wiekszosc znajomosci trwa gora dwa lata, bo 90% dziewczyn, ktore poznaje to Au Pair. Ma to swoje plusy i minusy. Minusy sa logiczne, wiec nie bede sie nad nimi zbytnio rozpisywac: poznajesz kolezanke, zostajecie BFF's, dzielicie plotki i milosci, a pozniej nagle sru - znikaja z Twojego zycia i jedyne co po nich zostaje, to adres oraz (naturalnie!) zaproszenie do ich kraju (wpadaj, pewnie, jasne, moje drzwi stoja dla Ciebie otworem!).
Czasem, zostaje po nich cos jeszcze. 

OPCJA 1. 
Zostaja po nich ICH przyjaciele. 
Grupa z kazdym dniem sie rozrasta, a ja juz dawno przestalam byc "nowa". Au Pair, studenci Erazmusa i inni praktykanci wbijaja sie na miejsce tych, ktorzy wyjezdzaja. Kazdy zaprasza swoich znajomych i co tydzien musze uczyc sie nowych imion. 
Dla takich jak ja (Ana, Kudlaty, czy Tiago) to podwojny plus, bo MY zostajemy tu na dobre. I z mila checia bierzemy pod swoje tubylcze skrzydla nowe osoby. 
To, co jest przykre, to te placze i obietnice - Nie wyjezdzaj! Co ja bez Ciebie zrobie? Wrocisz do domu, ja tu zostane i nie bede miec nikogo! - DUPA, nie prawda. Okres zaloby po odjezdzajacych trwa gora kilka dni. W takiej duzej grupie, tak naprawde, nie da sie tesknic. Sad, but true. I tylko czasem ktos przypomni sobie, ze Aaah, faktycznie! Pamietacie Heather? Szkoda, ze juz jej z nami nie ma.. 
I tyle. Facebook, czasami Skype. Zdjecia i wspomnienia. 


OPCJA 2. 
Zostaje po nich chlopak.
Sara wyjechala juz ponad miesiac temu i chociaz uwielbiam/lam ja i bardzo mi jej brakuje, to zostal mi po niej Tiago. 
Jak wiadomo, Tiago byl mmz juz od pierwszej sekundy (kiedy to oczy moje spoczely na jego slicznej buzi, podczas pamietnej, marcowej nocy w Irish Pubie). Jak wiadomo, od kiedy Sara zaczela z nim krecic, ja (wtedy krecaca z S., anyway) wyzbylam sie jakichkolwiek emocji i pozadan, a zastapilam je radoscia z powodu moich dwoch przyjaciol, zyjacych w szczesliwym zwiazku. Jak wiadomo, HOES OVER BROES i nie tyka sie chlopcow, dotknietych przez nasze kolezanki. WIADOMO. 
Aczkolwiek, Tiago wciaz jest sliczny, a od kiedy wyszedl spod pantofla Sary, stal sie jakis taki bardziej wychodzacy, radosny, pijacy piwo i bawiacy sie. Ze mna. Lubimy go, cieszymy i ignorujemy (cztery juz!) przypadkowe osoby pytajace Czy cos miedzy nami jest?. (Bardziej hardkorowa wersja: Ke$ha, why won't you just sleep with him?!)

OPCJA 3. (i najlepsza)
Zostaja po nich ciuchy. 
Tyczy sie to bardziej dziewczyn, niz facetow. Chwala liniom lotniczym, za ograniczenia wagowe i horrendalne ceny za nadbagaz. Teraz akurat konczy sie najwiecej umow i mnostwo Au Pair wraca do domow.. nie majac co zrobic z miliardem rzeczy i szmat, ktore kupily TU podczas ostatniego roku, dwoch. Co kilka dni widze na fb, albo roznych forach internetowych ogloszenia typu "Wyjezdzam, mam za duzo ubran, wszystko do rozdania, kto pierwszy ten lepszy!". 
W tym tygodniu zegnamy sie z Piia, Sonja i Pauliina (niektorzy z Was moga pamietac ja ze zdjec z rozplywajacym sie kebabem na bluzce ;)). To wszytko rowna sie duzemu smutkowi (w moim przypadku tylko z powodu Pauliiny, z reszta dziewczyn nie znalam sie zbyt dobrze), ale tez DUZEJ dawce nowych rzeczy, ubran, ksiazek. 
Dziewczyny rozdawaly swoj crap przez caly weekend, a ja (najwiekszy len swiata) dotarlam tam dopiero wczoraj wieczorem i zgarnelam "resztki". W drzwiach minelam sie z Jenny (nie lubie!) ktora miala przerzucone przez ramie TRZY torby ciuchow. 

Tak czy siak, udalo mi sie zdobyc dwie pary spodni, kilka swetrow, marynarke, jesienne kozaki, ksiazki i lekko naduzyta, ale i tak w dobrym stanie, palete z cieniami. 





Niedziele uwazam za udana. 

Dzis zaczelam nowy kurs niemieckiego, dostalam goraczki i grypy (caly dom choruje. BA, cale Monachium. Pogoda 10°C w LIPCU daje sie wszystkim we znaki), a w czwartek lece na tydzien do Londynu. Sprobuje jeszcze sie przed wyjazdem odezwac, ale nic nie obiecuje. 
Wasza (zasmarkana) Ke$ha (Chin, Ginger, Chardonney, Mrs Fukushima i Wonda).

{8}


wiecej








Tweets by @kadinaja