03 czerwca 2012

Ha! Niedziela, urwanie nieba za oknem, ja pije pierwsza kawe od chyba 2 miesiecy. I tak sobie pomyslalam, ze czas na update'y.

W czwartek wybralam sie do fryzjera. Byla to jedna z opcji mojego uro prezentu od Mamy (dostalam 6 malych "kuponow" na kazdym napisala 100€ na .. i byly rozne opcje - fryzjer, sportowe buty (ktore wybralam, a potem nigdzie nie moglam znalezc), tatuaz (no comment :D) itd). Przez telefon umawialam sie na blondierung, w sensie ze chce byc blondynko. Gabi Fryzjerka juz costam krecila nosem, ale mowi ze zobaczymy zobaczymy, najwyzej beda pasemka. Ja sobie mysle kurde, pasemek nie chce. Ale stwierdzilam ze nie bede sie stresowac, przekonam ja na zywo.
A co sie stalo na zywo? Gabi fryzjerka zobaczyla moje wlosy i mowi, ze mi blondu nie zrobi bo sie nie da, farbowane wlosy na jasniejsze zafarbowac to w ogole niemozliwe, a pasemka to za duzo roboty + nie wiadomo co wyjdzie.
Wiec co wyszlo? 75€ wydane na praktycznie ten sam kolor, ktory mialam i jedno pasemko "dla przetestowania", na czubku glowy, platynowy blond. Wygladam jak kupa. Chociaz nie, wlasciwie to po prostu wygladam tak samo jak zawsze. I tyle by bylo jesli chodzi o moj extreme makeover na ktory czekalam miesiac (i wydalam kupe kasy).

Z innych ciekawostek, ostatnio wybralismy sie na urodzinowa impreze Tiago. Dawno go nie widzialam i chyba troche zapomnialam jak go strasznie lubie. Oj, generalnie love 100%.

Do Londynu nie wiem czy mowilam juz, ze nie jedziemy. Ingrid odwolala koncert, a ja(my) i tak nie mamy kasy. Chcialam w zamian poleciec do Polszy, w sumie pasowaloby bo Goska Jarmon bierze slub i chciala, zebysmy z dziewczynami zaspiewaly.. ale samoloty drozyzna, a ja nie chce znowu do Lublina bez Stodulaka, bo i tak mam juz wrazenie ze nikt ze znajomych mi nie wierzy, ze mam chlopaka. Wszyscy mysla, ze go wymyslilam.

Ej, chyba bede pracowac w Sport Klubie. Nie chce sie za bardzo napalac, bo znowu nie wyjdzie, jak z Biergartenem.. ale juz mialam jedna rozmowe i mowili ze spoko, nie musze miec Sportowego wyksztalcenia, tylko Gute Ausstrahlung, czyli spoko podejscie, usmiech i charyzme. NO CZYLI OPIS KAI STO PRO. Moze sie uda. Jesli nie, to sprobuje sie wkrecic do Hofbreuhaus, czyli najwiekszej, najstarszej knajpy w München, w ktorej przemawial Hitler i w ktorej od kilku dni pracuje Aska. Tez spoko. A jesli i TO sie nie uda, to pierdole, wyjezdzam do Hiszpanii. Chociaz Wam powiem (szczerze, jak nigdy w zyciu), tak sobie ostatnio pomyslalam, ze nie chce. Wtedy, w 2010 mialam za duzo do stracenia.. A teraz, mimo tego ze wiem, ze pewnie znowu byloby zajebiscie.. jakos sie boje. Bo teraz mam w Monachium Aske, przyjezdza Freda, od pazdziernika niby studia.. a jak bede przez 3miechy wakacji prowadzic hulaszcze zycie to juz widze, jak mi sie bedzie chcialo isc na Uni. No i naturalnie dochodzi do tego Stodulak i nasza wielka milosc (ha, ha) ktora - obawiam sie - moze nie przetrwac rozlaki. Hiszpanscy ratownicy itd, wiadomka!

Oprocz tego ostatnio warzylam sie i mierzylam u Mamy w Mrs. Sporty i chyba jednak hormony na tarczyce dzialaja bo schudlam 7cm. Jaram sie, bo to jak dla mnie calkiem duzo. Pol przecietnego penisa! :D















Pozdro!

{6}

09 czerwca 2012

Moze to straszne, ale wczorajszy dzien spedzilismy z Doroslymi. Najpierw sushi z moja Mama (all you can eat - jestem pelna az do teraz i chyba przez tydzien nie bede w stanie niczego w siebie wcisnac!), a pozniej mecz w towarzystwie ludzi w wieku 40-50lat. W sumie bylo smiesznie. Troche sie polalo wódeczki (i to nie takiej taniej Kaliskaya, czy Gorbatschow, ktora pijemy MY - mlodzi, tylko na bogato - doroslego Absoluta :D), troche bylo dobrego jedzonka (i to nie czipsow, czy orzeszkow, ale skrzydelek z kurczaka i kartofelsalat).. I ogolnie atmosfera na plus.
O dziwo nawet wciagnelam sie troche w mecz i krzyczalam razem ze wszystkimi. Mialam tez okazje nalozyc koszulke "Polska", ktora znalazlam 3 lata temu w szafie i do wczoraj uzylam jej tylko raz - wysylajac zdjecie do Ellen Degeneres (zaraz po tym, jak dostalam od niej prywatna wiadomosc i follow'a na Twitterze :D [this story never gets old]).
Dzisiaj chyba idziemy do Botanikum*, ogladac mecz Niemcy - Portugalia. W sumie sama nie wiem, za kim jestem. Niby Niemcy to moj drugi dom, ale z drugiej.. Portugalia.. romanistyka.. TIAGO :D Oh well.

* kto mnie juz troche mnie zna i WIE co to jest Botanikum.. z kim mi sie ono kojarzy i co tam kilka lat temu robilam, moze sie domyslac, jak dziwnie bedzie tam siedziec ze Stodulakiem :P I z nim tam pic. Oh well.



Dorosli walcza z lampionami przyniesionymi przez Gumbasa.





(Tak, Artur ma na glowie klosz od lampy. Nie, nie wiem dlaczego :D)





Jaskiniowiec.



Tak wygladalam 10 lat temu, zanim jeszcze bylam ruda. No i nie mialam cyckow.



Ja i Gumbas, czyli 50 latek, ktory nie mogl nie skorzystac z okazji i nie zlapac mnie za cyca. *zgorszenie*



Ja i Przemas <3

Prosze zwrocic uwage na fakt (zwlaszcza Piekarz), jak Stodulak dobrze sie bawi :D Normalnie stroni od jakichkolwiek kontaktow miedzyludzkich, a tu nawet kiedy pytalam ok. 22 czy chce sie juz zbierac, prosil, zebysmy zostali dluzej!
Tak jak sobie popatrze na zdjecia, to do pewnego momentu calkiem mi sie podoba, jak bawia sie dorosli. W sumie jest glosniej, a po kilku godzinach zarty robia sie sprosniejsze, tematy bardziej randomowe a ciotki napalone (i glaszczace Artura po kolanach):
- Jestes fajny taki, mlody, przystojny chlopak! - ciocia 1.
- Artur, ale wiesz, ze Kaja Cie kocha. KOCHASZ KAJE? JAKIE MASZ CO DO NIEJ PLANY?!
- ciocia 2.
- Sluchaj, fajny jestes koles, ale wez uciekaj od Kajki. Kocham ja, bo to moja siostrzenica, ale spierdalaj od niej. Wredne to i samolubne, ciezko ci z nia bedzie.. aj, aj, czemu bijesz wujka?
- wujek Przemo :D

Mimo wszystko jestem zadowolona z wczorajszej nocy i juz sie ciesze na dzisiejsza.
Pozdrawiam i caluje,
Wasza Kesza.

{4}

14 czerwca 2012

Jestem uzalezniona od meczy!
Nie wierzylam ze to sie kiedykolwiek stanie, zwlaszcza ze jeszcze kilka tygodni temu, kiedy razem z CM wybralysmy sie do Euros na mecz Bayern - Madryt, smialam sie z ludzi podnoszacych sie nerwowo z krzesel i krzyczacych do TV. A teraz stalam sie jedna z nich. Ogladalam na razie prawie kazdy mecz. Dzis tylko robie sobie przerwe, bo boli mnie juz od tego wszystkiego glowa, a poza tym jest koncert Al Oakmill, czyli Adiego. (Jak to sie dzieje, ze gdzie nie pojade, wszedzie mam znajomych - muzykow, na ktorych koncerty trzeba chodzic? Najpierw bylo Late Again, Potem Klucze.. teraz Adi i Soki Green..)

Wczorajsze mecze ogladalam na Uniwersytecie Fizyki, z Tiago i Andre. Otoczona grupa nerdow, bylam jedyna dziewczyna na sali. Piwo bylo za darmo, do tego pizza i wielki projektor na srodku. Musze powiedziec, ze calkiem niezle sie bawilam. Taki maly Ke$ha comeback.

Dzis rano dostalam zaproszenie do znajomych na Fejsie od... Mamy Klocka. Strasznie dlugo sie wahalam, czy przyjac. Balam sie, ze zobacza moje prawdziwe oblicze i przestana kochac. Ale jednak przyjelam i dzieki temu zyskalam dostep do sryliarda Klockowych zdjec na ich profilu. I z gory przepraszam, ale MUSZE je Wam pokazac. Wiekszosc jest z zeszlego roku. Takiego Klocka pamietam, malego i szalonego. Teraz jest tylko duzy i szalony.

2011:







2012:



A teraz totalny zwyciezca :



Umarlam :D

Pozdrawiam,
Wasz Kaj.

{3}

18 czerwca 2012

Mam rozterke.
Kawa jest wczorajsza, Klocek na 2tygodniowym Urlopie (podobnie jak Murzynskie dzieci), Polacy nie wyszli z grupy.. do tego jeszcze zacina mi sie spacja (co przy normalnym stanie rzeczy byloyby katastrofalne, ale moj laptop umarl wczoraj, a Art go uzdrowil, wiec nie moge narzekac. Zrzucam wszystko, co nowe na dysk przenosny i powoli przygotowuje sie do jego ponownego odejscia..).
Moja rozsterka polega na tym, ze nie wiem jakiej pracy szukac. Czekam, az LMU (ktoro NOTA BENE znalazlo sie na 46. miejscu 100 najlepszych Uniwersytetów na SWIECIE :D) wlaczy opcje meldowania sie na studia online.. Teoretycznie mam juz przeciez Klocka i Murzynki.. ale jakos czuje, ze moge wiecej. I tak zlozylam juz podanie do Sport Klubu, gdzie sa wibrujace platformy. Stalabym na recepcji, usmiechala sie, rozpisywala terminy i byla mila. I mialabym treningi za darmo! Miesiac, dwa i po tluszczu. Ale oczywiscie nie oddzwonili. Moja Mama urzeczona tym pomyslem, stwierdzila ze moze zalatwic mi prace w Mrs Sporty. Tam juz musialabym przejsc szkolenie i mialabym tez wiecej obowiazkow.. Ale czy JA chce byc TRENEREM? Sportowym? I czy wtedy moglabym zachowac Klocka i Murzynow? W sumie na Marianie i Antosi jeszcze mi tak bardzo nie zalezy, nie zzylam sie jeszcze z nimi..
Tak szukam na pale prac i ciagle czuje sie coraz bardziej rozterczona. Zrozterkowana.
Nie wiem co robic, caly czas tez WCALE nie jestem przekonana co do tych glupich studiow.. Na co mi wlasciwie Romanistyka? Naucze sie historii jezykow romanskich, pohablam troche po espanol.. i wyjade do Barcelony sprzedawac Dönery. Taka prawda.. ECH...

Niech ktos podejmie decyzje za mnie. Niech ktos szuka za mnie ogloszen, wysyla moje CV i powie mi na jakie isc studia.

Ze smutkiem i rozterka,
Wasza Kesza.

{3}

24 czerwca 2012

Notka o nowej pracy i swietlikach.

Ostatnio wybralismy sie do Englischer Garten. Chcielismy wyprobowac moja nowa pilke do siatki (jedyne 10euro!) i wino (ktore pijemy zawsze, bo jest dobre i tanie, ale wiadomka - czasem trzeba sprawdzic, czy smak sie nie pogorszyl). Jedno i drugie spelnilo swoja funkcje i zaliczylo testy. Lekko rozweseleni, nagrzani sloncem (chociaz zapadal juz zmrok) postanowilismy ZASZALEC i nie konczyc jeszcze tej nocy (pomimo faktu, ze byla juz 22, a ja nastepnego dnia mialam job interview). Poszlismy do Biergartenu! To bylo naprawde dosc szalone, bo rzadko zdarza nam sie pic piwo drozsze niz 2euro.. siedziec przy stolikach, a nie na trawie z nogami w rzece.. Tak, jestesmy troche dzicy.
Pech chcial, ze w drodze do wyzej wymienionego miejsca, mi i Asi zachcialo sie siku. Niewiele myslac, wskoczylysmy w krzak (nie razem, osobno. Asia pierwej, ja nastepna). Btw, ostatnio dowiedzialam sie, ze w Niemczech sikanie w krzakach grozi grzywna do 45euro. A Asia ma juz swoje zadry z policja (za pisanie na znakach wjazdu "Fuck You!" czerwona pomadka). Cisnienie bylo jednak tak wielkie, ze postanowilysmy zaryzykowac.
Nagle z krzaka wydobywa sie krzyk Joanny "OKURDEKAJA! CHODZ ZOBACZ!!!". Mysle sobie "Nie, dziekuje...", ale jestem lekko zaintrykowana. Asia ponawia prosbe "No wez chodz cos zobaczyc!". Wzdechnelam i weszlam w busz.
I jakiez bylo moje zdumienie, kiedy oczom mym nie ukazala sie wypieta dupa Aski, tylko stado swietlikow!
Myslalysmy obie, ze one istnieja tylko w bajkach i legendach! Jak smoki, albo Gargamel! Zawolalysmy tez chlopakow, zeby dolaczyli do naszych krzakowo-przyrodniczych obserwacji. Adi (typowy Niemiec?) zachowal obojetnosc wobec latajacych swiatelek, ale Artur cieszyl sie jak dziecko. Pozniej lapalismy swietliki w rece (Asku nawet jednego usmiercila) i patrzylismy jak swieca, dopoki nie zgasly.

Musze przyznac, ze to nie bylo jedyne szalenstwo tej nocy, gdyz kiedy w koncu dotarlismy do Biergartenu, wypilismy po Maßie (czyli 1l piwie), Portugalia wygrala na wielkim telebimie z Czechami, w drodze do domu zaskoczyla nas taka burza, ze moje buty schly przez 2 dni. Troszki mialam strach, isc przez ciemny las/park/englischer garten otoczona piorunami i fioletowym niebem.
Do domu dotarlam o 2 w nocy, mokra jak kura (mowi sie tak? zmokla kura? czy zmokly pies?..)

Pospalam 4godziny i zaczelam zbierac sie na Job Interview. Brudna, skacowana, zapuchnieta. Good times, typisch Kaja.

Moj dzien probny trwal w sumie 10 godzin. Po 3 zostalam przyjeta, po 5 podpisalam umowe. W miedzyczasie szefowa zabrala mnie na lunch, pozniej kawe. Poznalam kilka dziewczyn z pracy, zaczynam  we wtorek, w przyszly piatek mamy szkolenie. Strasznie szybko i fajnie sie to wszystko rozwinelo, jestem megaszczesliwa. Po tych kilku godzinach mialam problemy z mysleniem i mowieniem po polsku, ale to chyba raczej dobry znak.

Jesli nie jestesmy przyjaciolmi na Facebooku, to pewnie w tym momencie zastanawiacie sie CO ZA PRACA.
Znajac sama siebie, pewnie juz nie raz o niej wspominalam (czasem jak tak sie cofne kilka notek do tylu, to zauwazam, ze ciagle pisze o tym samym!). Sportklub nazywa sie LifeStyle Ladies (co za szmirna nazwa!) i wlasciwie nie jest to typowy klub Fitness.. Oferujemy tylko cwiczenia na wielgasnych platformach wibrujacych. Caly trening trwa ok 20min. Jest fajnie, czuje sie troche jak w animacji, bo to JA stoje na srodku i pokazuje, co inni maja robic, to do MNIE wszyscy sie usmiechaja, wszyscy chca ze mna rozmawiac i ze mna robic terminy. Oprocz tego, na boku sprzedajemy odzywki do odchudzania i pakowania.
Jest to miejsce tylko dla kobiet, a i w moim teamie sa same babki. Z reguly nie lubie pracowac z babami, bo sa zawistne i wredne, ale jak na razie wszyscy (poza jedna cyganka) byli dla mnie bardzo mili. Zobaczymy co bedzie we wtorek.

Notka bez zdjec, bo tak.

Pozdrawiam i caluje,
Wasza robotna
Kesza.

{6}


wiecej








Tweets by @kadinaja