04 maja 2015

Kolejna noc z rzedu ide spac z buzia pelna kociej siersci. Odnajduje nowe playlisty na Spotify i zastanawiam sie nad zyciem.
 Two days left. 

30 June 2012 at 23:46 
Od kiedy pamietam, zawsze chcialam miec 25 lat (ewentualnie 26). Wlasnie teraz, wlasnie dzis, zdalam sobie sprawe, ze do mojego dream age'u zostaly mi dwa lata. Mam dwa lata, zeby cos osiagnac; zeby osiagnac wszystko (..). 

Minely trzy. I co? Wszystko ciagle tak samo. 

*

Dlaczego zakochani ludzie klamia? Tak sobie dzisiaj o tym myslalam w trakcie mycia zebow.. i doszlam do wniosku, ze nie przypominam sobie, zebym ja tez. Oni mowia kocham cie (1), i will always have like a eternal crush on you (2), rycerzyk zawsze bedzie (3) .. i tak dalej. A ja? Wzruszam sie, swieca mi sie oczy i drza nogi.. ale nic wiecej. Moze dlatego ze nigdy nie wierzylam w to cale "na zawsze"

Spotify robi mnie w chuja, ja mu zaplacilam, a on nic. 
Jutro moja urodzinowa "impreza", trzy osoby na krzyz i duzo muffinów. Od kilku dni potwornie boli mnie glowa, nie wiem, czy to od niepicia czy prze-myslenia. 
Wlacza mi sie hejt, niekontrolowany, skoncentrowany, trudny do ogarniecia. Chwilowo zawieszam swój ZEN, wolno mi raz do roku, nie dosc ze znowu mamy ten okrutny maj, to jeszcze tyle zmian i podgórków. OGOLNIE, z perspektywy, nadal jestem szczesliwa. Ale dajcie mi sie chwile poburmuszyc. Przejdzie mi juz w czwartek okolo poludnia, obiecuje. 

*




















Wszystko to, co ostatnio chodzi mi po glowie. (Plus paro, rachunki, papiery, sprzatanie, przeprowadzka)


{3}

09 maja 2015

Urodziny jak to urodziny. Kilka dni depresji i wielkiego freak.outu, bo przecez starosc, brakzmian jako stan rzeczy, samotnosc miliard i do tego jeszcze pierwsze zmarszczki i wciaz ten sam cellulit. Impreza zapowiedziana byla na wtorek (bo show, bo dias libre moich ex-co-workerów, bo przypadek, bo tak), wiec od rana pieklam muffiny i przygotowywalam sie na najgorsze (4/20 osob potwierdzilo przybycie + wielkie chmury na niebie). Jak zwykle wszystko okazalo sie o wiele lepsze niz sie nastawialam (ale w koncu lepiej rozczarowac sie pozytywnie. czy nie?). Byl nawet David (milosc), byl Tomas, byli wszyscy. Krótko po polnocy w swoje urodziny wracalam pijaniutka na rowerze (15 min ciagle pod górke) do domu, czujac jednoczesnie smutek, przerazenie, mdlosci, spelnienie, satysfakcje. Dziwna mieszanka. 
Sam dzien urodzin przeminal dosc nijako. Do 13 lezakowanie, pozniej kawa z Petya, lody z Kristel.. a wieczorem Avengers (nigdy w zyciu nie przypuszczalabym ze dobrowolnie pojde na cos takiego do kina.. i ze jeszcze mi sie spodoba ;]) z pi razy drzwi 15 osobami z RIU (zajelismy caly rzad!). Okolo polnocy (ostatnie minuty swietowania) wystrzelilam wielka tube z konfetti, ktora kilka miesiecy temu dostalam od Erika, ale nie bylo nigdy okazji, zeby pobawic sie w Petyon. Wrocilam do domu, ucieszylam sie, ze urodziny wreszcie sie skonczyly i ze do 6 maja przyszlego roku moge znowu niczym sie nie przejmowac. 


Tarzan w polowie imprezy podszedl do mnie i zapytal: Kaju! Do you want to do something crazy? Jak sie okazalo mial na mysli skok do oceanu. I wszystko byloby fajnie, gdyby nie to, ze w trakcie plywania (zgodzilam sie, a jakze!) zgubil zeba :D Wprawdzie byl to tylko implant, zab tymczasowy dopoki nie wstawia mu nowego.. but still. Impreza do zapamietania! 



Pierwsze selfie z dzieckiem Valentiny ;)


Yorch, David, Anzar y Kalo.





Tarzan & Adry (w tle ja rozmawiajaca z Davidem o swojej przyszlosci)

Wzrusz, placz, usciski, calusy, wiecej usciskow.. i juz mniej wiecej wiem, na czym stoje. 


Scena z serialu.. czy nie?

Pozniej wyladowalam w domu Klo i Mary Anne.. i kiedy wybila polnoc zaskoczyli mnie tortem urodzinowym. Na szczescie nie musialam sie nim dzielic ;3 

Avengers w 3D! 
 
Generalnie znowu mam mega milosc. Ciesze sie z wyjazdu i wiem, ze teraz wlasnie jest dobry czas na separacje z Teneryfa.. ale takie chwie jak ta przypominaja mi, ze tutaj tez mam Dom i przyjaciol na ktorych moge liczyc. I slonce. I ocean. I góry. I czesc mnie zawsze bedzie juz polaczona z tym miejscem. 

A teraz posluchajcie sobie tej piosenki i posmiejcie ze mnie, ktora wydala 70€ na fryzjera, liczac na un cambio total a wyszla z ta sama fryzura, ktora miala. Na koniec zapraszam do przeczytania tej notki u Hani.es (hasztag: sugestia). I pozdrawiam Was ciule misiaczki. 
K.

{4}

15 maja 2015

Zaczne od konca. Po kilku dniach umawiania sie z Kalo & Mary Anne (ostatnio w naszym trójkacie mielismy pewne fochy i problemy, wiec teraz robimy to, co wszyscy normalni ludzie w zwiazku - zaczynamy znowu randkowac i wspolnie spedzac czas) dzisiaj wreszcie skoczylismy do tego nowego miejsca z tanimi i dobrymi coctailami. I kiedy po 1.5h siedzenia, konczac swoj Purple Rain (zamowilam i pomyslalam o Luizie) powiedzialam, zebysmy moze sie zbierali bo nie podoba mi sie to miejsce, Kalo spytal: No dobra Kachu, a gdzie Ci sie podoba? Podaj chociaz jedno miejsce! .. i uswiadomilam sobie, ze w glowie mam totalna pustke. To bylo wielkie odkrycie. Ze po latach katowania ludzi, zeby gdzies, zeby cos, zeby do miasta i na drinki.. stwierdzilam, ze to jest jakas straszna lipa. Okej - szampan na plazy, albo wino w domu to co innego. Ale takie siedzenie w barze, patrzenie sie na innych ludzi i przekrzykiwanie jakiegos lamerskiego kanalu muzycznego (puszczonego naturalnie na caly regulator) - nie. Albo wyroslam, albo tak naprawde nigdy tego nie lubilam.
(Tu chcialabym zaznaczyc, ze spedzac czas z przyjaciolmi wciaz lubie i, ze ludzie sa mi do zycia potrzebni. Tylko moze bardziej w wolnym stylu.)

__

12 days left.
Moj czas na Teneryfie dobiega konca. 
W ostatnim tygodniu dwa razy wybralam sie na spotnaniczna wycieczke na polnoc wyspy z Tarzanem (nasza milosc kwitnie, mimo tego, ze on wciaz jest gejem). Pokazal mi swoje "magiczne" miejsca, a pozniej pojechalismy do jego domu (ktory wynajmuje turystom) i ogarnialismy jego sad. Smial sie ze mnie, ze teraz to juz jestem prawdziwa kanaryjka, bo tak sprawnie mi szlo podlewanie bananowców. 

Jestem bardzo, bardzo szczesliwa. Czuje milosc i te zapomniane, Krzyskowe robaczki szczescia (chociaz wydaje mi sie ze teraz ewoluowaly w motyle). Sa pod skóra, w moim brzuchu, w mojej klatce piersiowej i wszedzie dokola mnie. Zawsze bardzo sie balam wyjazdu z Teneryfy; ze ta super fajna i pozytywna Kaja zostanie tutaj (bo w koncu tutaj sie narodzila), ze ona istnieje tylko tu. Ale niedawno uswiadomilam sobie kilka rzeczy. 
Po pierwsze, ze szczescie to wybor. Po drugie, ze ja to ja - i to nie zalezy od tego gdzie jestem. A po trzecie, ze kazdy ma prawo do chwili smutku, albo nawet i zlosci. Dlatego jesli zdarzy mi sie taka chwila, kiedy poczuje ze mam ochote najzwyczajniej w swiecie tupnac noga, albo sie rozplakac  - mam do tego najswietsze prawo. Nie musze juz udawac ze jestem silna. Doskonale o tym wiem. Ale wyznacznikiem sily nie jest maskowanie swoich uczuc. 
Uczucia to sila. Zarówno te dobre, jak i te zle. I to one napedzaja swiat.
Dlatego teraz juz wiem, ze to jak mi pojdzie w przyszlosci zalezy tylko ode mnie. 
I choose happiness. 

















Do tego byla mi potrzebna ta cala Teneryfa. 
Nie dla pracy marzen, zarobku, czy nauki jezyka (chociaz wiadomo, ze TEZ). Ale w 99% po to, zeby poznac sama siebie. Zdecydowac kim jestem. Skupic sie na tym, co jest i zapomniec o tym co bylo. I zakochac sie w samej sobie. Bo "kochanie" swiata i innych (zwlaszcza nieznajomych) zawsze przychodzilo mi z latwoscia. 
Wiem, ze pisze jak jakas nawiedzona buddystka, albo swiadek jehowy. To wszystko to banaly i sama pewnie bym sie na siebie wyrzygala po przeczytaniu takiej notki. A zaznaczam, ze nie jestem pijana. (Trudno w to uwierzyc, wiem ;). Ale czasem zdarza mi sie byc trzezwa!) Zycie jest, kurcze, takie fajne. Tylko trzeba nauczyc sie to dostrzegac.

{7}

21 maja 2015



Zaczynam sie czuc tak, jak w tej piosence. Wszystkie slowa, plus pierdyliard milion wiecej. Ostatnie szesc dni, zataczam póltoraroczne kolo. I wbrew pozorom jestem szczesliwa. Boli mnie to pod mostkiem okrutnie, co kilka minut wzruszam sie i pierwszymlepszym jedzeniem zagryzam lzy. Polykam. Za tydzien w samolocie bedzie jeszcze gorzej. Za tydzien wieczorem, o tej porze, bede pic z Agnieszka i pukac sie w czolo, co ja najlepszego zrobilam.

Piec tygodni od 14 kwietnia, a wydaje sie jakby przynajmniej lat kilka.

No i do tego jak sobie tylko pomysle o kazdej minucie spedzonej tu. Kazdym sniadaniu, kazdej NL, kazdym wyjsciu do kina, czy przegranym bilardzie w Horseshoe.. to nic, tylko wzdychac i plakac. 
Bo przeciez Hot Camarero. Bo przeciez Tomek (teraz sie do mnie nie odzywa). Bo przeciez od 5 lat Petya. Bo przeciez Tarzan (czlowiek mojego zycia), zaskakujaca wszystkim Kristel, bo przeciez Kalo (aka moj [ex] pracowy maz) i Mary Anne. Bo przeciez David, Pajac, Erik, Pirania. Bo przeciez to wszystko. "(..) Co piekne jest - przemija."

Ide spac, na podsumowania przyjdzie jeszcze czas. Na razie pierwszy wieczor Mamy i Januscha tu. Szesc dni left. 
Wszystkie emocje na raz.
K.

{2}

30 maja 2015

Hauptbahnhof pachnie tobą. S4 zapowiada rozłąkę, chodź spac do mnie, udamy przed Januszem ze to ja tak chrapie i często chodze do toalety. 
Ludzie mowia, ze sie zmieniłam, i ja w sumie sama troche czuje te zmianę ale do końca nie jestem pewna w jaki sposob nastąpiła, na jakiej płaszczyźnie. Bo nagle lubie sie cieszyć drobnostkami? Bo juz sie nie czepiam i za każdym razem kiedy chce syknąc na Mamę, dwa razy zastanowię sie czy naprawdę warto?
 
Magda mowi, ze od listopada nie wychodziłes z domu. I ze to nawet nie o Plasterek (6.05.1989) chodzi. Ze dziwnie, ze moze ziolo, a moze masz wyjebane, a moze cos złego sie dzieje. I ja sie martwię, bo mi zależy, przecież zawsze mi zależało, you are my person, razem a jednak osobno, dlaczego wszystko to jest takie skomplikowane? 
Dlaczego sa G, S, P, E, dlaczego nic mi nie wystarczy i wszystkiego jest mi mało? Ty znasz (znałeś?) mnie jak mało kto i nigdy nie przestane płakać nad tym, czego juz nie ma. Ale nie umiem odmówić sobie tego wszystkiego, czego Ty nie potrzebujesz. 

Żałuje, ze nie pokazałam Ci tego, co przeżyłam w ciagu ostatniego 1.5 roku. Do dzis zdarza mi sie pomysleć (podczas fajnego wydarzenia, śmiesznego mema, miłej piosenki), ze fajnie byłoby, gdybys tez to widział. 

//

Wrocilam z Teneryfy. Ostatni tydzien był tan duro.. I jeszcze sie nie skończył. Kiedy Kalo zapytał mnie, jak sie czuje po powrocie, powiedzialam szczerze, ze nie wiem, bo jeszcze nie płakałam. A przecież u mnie płacz to oznaka wszystkiego. 
Najgorzej przeprowadzkę przeżył Kot. Serce krajało mi sie przez 10 bitych godzin. Zero sraki, zero wymiotów. Tylko przedzierające sie przez moje serce, kilkugodzinne miauczenie. 
Kocie, jestesmy w domu (?) ...Cokolwiek by to nie znaczylo.

Trzy.

{0}


wiecej








Tweets by @kadinaja