11 maja 2011

Wyjezdzajac z Polszy skupialam cala swoja uwage na tym, co za oknem i probowalam wylaczyc mozg (nie bylo to trudne, bo i tak rzadko go wlaczam). To bylo jeszcze ZANIM kierowca probowal zgwalcic moje kolano swoja reka (seriously? Jak on w ogole byl w stanie prowadzic i tak ja mocno wykrecic, ze az dotknal mojej, siedzacej za nim, nogi?). Probowalam zdefiniowac uczucie, do tego co bylo za oknem.

 Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych, 
szeroko nad błękitnym Niemnem Wisla? rozciągnionych;
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy swiezop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dziecielina pała,
A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą
Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą.

I  pomyslalam sobie, ze nie moge nazwac tego SMUTKIEM, ze wyjezdzam. Nawet nie jestem pewna, czy tesknota. Zeby nie bylo - radoscia rowniez nie. To bylo takie dziwne. Patrzylam sobie na te polskie, zielone krajobrazy (co fakt to fakt, im dalej na Zachod tym wiecej autostrad i mniej polnych drog, lasow i pól) i myslalam, ze sa piekne. Ze nigdzie indziej takiej zieleni nie ma i, ze ludzie przyjezdzajacy do Polski nie powinni zachwycac sie Warszawa, czy Krakowem, a wlasnie ta nasza wsia i przyroda (i sarnami, stojacymi na srodku drogi, kiedy jedzie sie do Parczewa, zeby odebrac Antka ze szpitala. Good times!). 

Tak czy siak. 

Polsza byla fajna, chociaz bez szalu. Za kazdym razem, kiedy przyjezdzam, mam mniej znajomych do "obskoczenia", a wiecej czasu spedzam z Tata Szoszonem (do tego stopnia, ze upijamy sie razem, PALIMY szlugensa na balkonie, ja pokazuje mu zdjecia z 2006, 2007, 2008 (kiedy to bedac mlodym jeszcze pisklakiem upijalam sie ukrainskim, kolorowym alkoholem, a moi koledzy pokazywali sobie penisy), a on krzyczy w nieboglosy, DZIECKO JA CIE W OGOLE NIE ZNALEM!). Moze to i dobrze. Pamietam te pierwsze wizyty w domu (zaraz po wyjezdzie), kiedy to grafik byl napiety jak penis (dobre mam dzis porownania, mamusiu kochana) i nie mialam na nic czasu. A tak elegancko, spanie do poludnia, czasem jakis obiadek u babci, wieczorem browarek na laweczce i wsio. Tylko Simon powiedzial "Jak tam Polska? Czesto bylas online na facebooku, nie wychodzilas w ogole z domu?"

A teraz powrot do zycia. Wczorajsze superduper wtorkowe karaoke, przytulance, dobrodziejstwa, komplementy, Tiago i Sara (ktora wyjezdza za 6tygodni i bede go miala tylko dla siebie, haha, woot woot!). W poniedzialek warsztaty, poznanie MILOSCI MOJEGO ZYCIA, ktora (no pasa nada) jest kobieta, ale to najpiekniejsza jaka kiedykolwiek widzieliscie. Bede sobie ja kochac platonicznie i podziwiac z oddali. Ewentualnie miec z nia dziecko (jak bozia da) (CO?!). Dzisiaj babysitting z Noah (rzyg), a wieczorem nadrabianie nieogladanych od 3 tygodni seriali (Plotkara, Glee, Wampiry, Chirurdzy.. yay!)

Wstalam o 9.30, zeby W KONCU zaczac biegac (Tiago biega, Sara biega, Ana biega. Chce i ja!). Zrobilam sobie kawe i znalazlam na stole w kuchni reszte mojego CZEKOLADOWEGO URODZINOWEGO TORTU.
 Woda strasznie dlugo sie gotowala......

{0}

13 maja 2011

Kilka miesiecy temu zalozylam konto na Google Analytics. Dzis z ciekawosci (czyt. nudów) sprawdzilam z jakich adresow, krajow, IP mialam najwiecej wejsc. Oto hasla wpisywane w google, ktore kierowaly na moja witryne :

. barcelo la galea 2011 picasa
. jak stroić guitalele  
. krolowamelanzu  
. la galea opinie o kelnerach
. original tort szwardzwaldzki  
. tunezja opalanie topless sandra club

I mean, seriously? Na razie nie ma tego zbyt duzo, ale i tak kilka mnie rozbawilo. Szczegolnie "krolowa melanzu". Nawet nie dlatego, ze to moje calkowite przeciwienstwo, ale bardziej KTO W OGOLE WPISUJE W GOOGLE TAKIE HASLA? No i opalanie topless w Tunezji. Yay me! 

Wczoraj spedzilam caly dzien w domu (nie liczac 9.30-10.30 terminu w Arbeitamcie u Frau Studia (czytac tylko trzeci akapit pod filmem Gracjana). Powoli dochodzimy do porozumienia. W takim sensie, ze juz nie sugeruje mi prostytucji czy sprzatania ulic, ale mowi "Ok, mozesz isc na studia. FAKTYCZNIE zdalas mature *gleboki szok*" Z tym ze, nie dostane sie na zadne dopoki nie powroce do punktu z zeszlegorokuotejporze i nie zdam testu DaF (ktory zdac mialam, ale wezwal mnie zew hiszpanskiej natury i Acttiv). Oh well, zobaczymy. Moze i w tym roku mnie wezwie. Jesli nie, to wezme sie za nauke, napierdole salto i dostane na wszystkie kierunki studiów, jakie sa.

Dostalam urodzinowo od Januscha BlackBerry (ktora juz raz dostalam 2mies. temu ale powiedzialam, ze jej nie chce i grzecznie oddalam. Jednak BB, jak karma - zawsze wraca) i od wczoraj mecze sie jak nie wiem, zeby ja ogarnac. Te nowe Smart Phony sa bardziej smart ode mnie. Joder. 

Stracilam wczoraj dziewictwo i po wielu miesiacach odmawiania, (tym razem za namowa Art) kliknelam PLAY button i wysluchalam od poczatku piosenki Rebecci Black "Friday". Dzis natomiast, trace cnote z "How I met your mother". Good times.

Jesli cos jeszcze zapowiada sie na stracenie, to moj stan cywilny, ale o tym pozniej, bo nie chce zapeszac, meczyc palcow, a potem i tak nic z tego nie wyjdzie. Jedno wielkie WHATEVER & we'll see. 

Tymczasem pozdrawiam wszystkich ciule i reklamuje swoja lekko sfalszowana, ale od serca, deszczowa piosenke. 


You are all my sunshine(s) too! 



{4}

15 maja 2011

Mowilam dzis do Mamy o tym, jak niesamowite jest moje samopoczucie po kilku dniach tu, a jak po kilku dniach w Lbn. I nie chodzi mi o to, ze sie zniemczylam i popisuje sie to tym jaka to jestem swiatowa, tylko sama nie umiem tego zrozumiec. Tu jakos wszyscy sa dla siebie mili. Nikt nie narzeka. Nikt nie obgaduje. Nie wiem. 
Anyway. 

Po wczorajszych (troche mizernych, przyznaje) obchodach przeprowadzki Córki Masazystow, obudzilam sie rano z megakacem. W planach mialam totalne NIC, ale jednak po poludniu dalam sie wyciagnac na tlusta, lepka kawe. 
Literki nie ukladaja mi sie w wyrazy, padaja ze zmeczenia pod natlokiem myslil, zastanowien, piosenek, Artura i Facebooka. Uracze was zdjeciami (przestawiajace w wiekszosci abstrakcje niz cos interesujacego, noale).






(Kilka metrow dalej spotkalam Tiago i jego Portugalskich znajomych, ktorych oprowadzal o miescie. Szybkie blablabla, ale jedyne co mialam w glowie to KURWA jaki on jest piekny. [Chociaz zaznaczam, ze czasy mojej fascynacji nim minely])


Zawsze zastanawia mnie, JAK do cholery oni transportuja codziennie (co weekend?) FORTEPIAN do samego centrum? Pozniej graja przez kilka godzin i wracaja do domów. Monachijscy Grajkowie. Zadziwiaja mnie kazdego dnia. 


Poprosze Kalosze! (CCC)


Zaczynamy nowy tydzien. Chyba czas odezwac sie do szkoly jazdy, zaliczyc te glupie egzaminy i zaczac sie wozic! 

{2}

19 maja 2011

Well, that's what I do. I stalk people on facebook and then email them, telling about how great and amazing they are. 

Jesli mialabym, szczerze mowiac, policzyc osoby, ktorym wysylalam Z DUPY wiadomosci z wyrazami szacunku, czy podziwu - chyba nie dalabym rady. Na chwile obecna przychodza mi do glowy tylko Allie Moss (wiadomo), Martyna Sojka (corka Staszka Sojki), Grzegorz Turnau, ten Michal ktory tanczy w YCD (zaraz po pierwszym odcinku znalazlam go w internetowej sieci [co nie bylo latwe, bo nie moglam nigdzie znalec jego nazwiska, a na stronie YCD jeszcze o nim nie wspominali, bo to byl odcinek o miliardzie ludzi i castingach), czy chlopak, ktory robil muzyke do dzisiejszego przedstawienia w teatrze, do ktorego sie wybralam. 
To tylko garstka ludzi, ale kazdy z nich odpowiedzial. Do tego dochodzi oczywiscie jakies drugie tyle osob, ktore moje komplementy i slowa uznania olaly (Alisan Porter, Ingrid [of kors]), muzyk-skrzypek z ulicznego monachijskiego zespolu, czy [10 lat temu, zaznaczam!!!] Ala Janosz). 
Nie wiem czemu, ale niewiarygodna przyjemnosc sprawia mi pisanie ludziom milych rzeczy. I nie dlatego, ze licze na odpowiedz z jeszcze wieksza wazelina (Och, Kaju, kochamy Cie bo masz duze cycki i rude wlosy), tylko po prostu. Wychodze z zalozenia, ze ludzie mowia sobie za malo komplementow. A jesli juz to zrobia, to glupio sie z tym czuja. 

Wezmy na przyklad takiego Artura. Wczoraj o 6am zostal zbombardowany wiadomosciami na GG (kategoria emo), poszedl do pracy, wrocil, a kiedy dowiedzial sie, ze wciaz leze w lozku i nie zmienilam pozycji ani o pol milimetra, zaproponowal spontaniczne spotkanie i, ze przyniesie truskawki. Zaowocowalo to slodka przyjemnoscia dla brzuszka, ale i tez gorzkimi slowami dla duszy, bo oto Art stwierdzil, ze chyba jednak byl dla mnie zbyt mily i zaczal po mnie jezdzic. 
Truskawka - Jestes tlusta, bez kitu Kaja, zrob cos z tym. - Truskawka - Ej wez, nie wiesz gdzie sa Wyspy Owcze? Jaka Ty jestes TEPA! - Truskawka - Wrzuce Cie do rzeki, zobaczymy czy pojdziesz na dno! - Truskawka - Weeee, Ty wielorybie, zajmujesz pol chodnika! 

Oh well. Przynajmniej sie najadlam. 

Mialam, generalnie o czyms innym, mianowicie moim nowym girl-crush. Ale padam na twarz + czekaja mnie jeszcze 2 odcinki HIMYM / Greys Anatomy, wiec.. Do juterka!


{5}

21 maja 2011

Jesli mialabym strescic jakos ostatnich kilka dni, to mimo tego ze pierwszym slowem byloby INTENSYWNE, to zaraz za tym szly by IMPREZA i RADOSC. Plus LATO, bo w czwartek (znowu) opalalam sie z Mama na basenie.  

Serio, nie wiem od czego zaczac. Moze wiec od poczatku, czyli od poniedzialku dwa tygodnie temu.  
W poniedzialek dwa tygodnie temu, w tajemnicy przed calym swiatem wybralam sie na pierwsza czesc dwuczesciowych warsztatow teatralnych. Tam poznalam Marene (ktora warsztaty prowadzila, ale bedzie tez przez reszte notki przedstawiana jako MMZ i nie ma przebacz!), Kristera (ktorego potajemnie nazywam "17 letni prawiczek-gej", chociaz jest starszy ode mnie, na pewno nie jest gejem [..] i nie sadze, zeby byl prawiczkiem) i mase innych kolorowych superfajnych ludzi, ktorzy (mimo przeszczerej sympatii) nie beda wymienieni w notce, bo nie sa wazni. 

Azeby zachowac noteczke w trybie chronologicznym, na chwile porzuce ten temat i przejde do tego, co dzialo sie pomiedzy TAMTYM poniedzialkiem (9.05.) a dzis

W miedzyczasie dostalam list milosny od Dana Kanadyjczyka Serka Filadelfia (czy ktos go jeszcze pamieta?). Odpisalam natychmiast, ale wciaz nie po drodze mi na poczte. Czuje sie podle, bo pewnie codziennie sprawdza skrzynke.. a tam NIC. 

W srode poszlam siedziec z dzieckiem, w sensie babysitting z Lara (moj 10,5kg klocek, a wlasciwie to juz 12kg) i bylam PRZERAZONA tym, jak szybko takie Klocki rosna. Kiedy ja zostawialam, biegala zygzakiem, nie umiala sama wchodzic/zchodzic po schodach, mowila tylko alle i da zamiast ja. A teraz? Do mnie powiedziala Kaja, do mamy MAMA, oprocz tego jakies danke i bitte, no i sama chodzi po schodach no. Duma mnie rozparla, chociaz to nie moje dziecko przeciez.

Do tego wciaz rozkwita moja milosc do Sary, Tiago, Any, Heather i calej tej bandy. Do Artura i jego truskawek tez, ale to co innego, bo on nazywa mnie wielorybem, a oni cute pet.  Jest wiosna, duzo imprez, karaoków i burz. W zeszlym tygodniu snilo mi sie, ze Sara i Tiago W KONCU sie zeszli, w tajemnicy przede mna i wszystkimi. Opowiedzialam im ten sen moim najbardziej wyrzutnym tonem  (czyli tonem nasaczonym wyrzutami sumienia), a oni po pierwsze smiechem skomentowali pomysl jakoby kiedykolwiek mialo cos miedzy nimi byc, a po drugie jesli nawet bedzie, to dowiem sie pierwsza. 
Przedwczoraj oboje byli offline przez kilka wieczornych godzin, co bylo bardzo dziwne, bo oni zawsze sa online, a jesli sa offline, to dlatego ze sa ze mna. Kiedy spytalam Sary gdzie byla, powiedziala ze spala. Kiedy spytalam Tiago gdzie byl, powiedzial ze ogladal z Sara Glee. Poczulam won klamstwa i dzien pozniej (czyli wczoraj) spytalam Sary swoim najwyrzutniejszym tonem O CO CHODZI powiedziala          TIAGO AND I HOOKED UP.         
Zdanie mojego zycia, ktoro myslalam ze zwali mnie z nog, jesli kiedykolwiek je uslysze. Wlasciwie to zwalilo, ale zupelnie inaczej niz sie spodziewalam, po zaczelam skakac, przytulac, calowac, cieszyc sie i gratulowac. Moj sen sie sprawdzil ale inaczej. Jestem superszczesliwa dla nich. To beda moje nowe golabki. Tak jak Hubi i Magda.

(wiem, ze notka sie dluzy ale nie jestem nawet BLISKO konca, wiec idzcie zrobic siku, czy cos; przerwa dla oczu i zapraszam do ciagu dalszego! sobota jest w koncu!)

Helena znowu pojechala do Londynu na koncert Allie Moss. Tym razem beze mnie, i tym razem bawila sie jeszcze lepiej niz ze mna. Dostawalam SMSy typu Jestem na zakupach z Allie. albo Wlasnie uciekl nam pociag bo Allie chciala kupic sobie kanapke. Albo Jedziemy pociagiem. Nie wiem do konca wciaz, jak to sie stalo ze Helenie bylo dane po prostu zabawiac sie z Allie, ktora przeciez jest musician, powinna zabawiac sie ze swoim menadzerem albo muzykiem albo kimkolwiek. A nie Helena, niemiecka fanka. Ale ciesze sie i dla niej tez (taka juz jestem pocieszna ostatnio, ciesze sie ludzkim szczesciem). I karma mi to wynagrodzila - wczoraj dostalam pocztowke ktora pisaly wlasnie w tym pociagu. PISALY. Allie Moss i Helena - moja kolezanka. Oh, zycie, jestes piekne.

Wczoraj odbyla sie kolejna superimpreza i jej dwa punkty glowne to Tiago i Sara jako para ORAZ 5l drink MEGAZOMBIE za 45euro. Masa zdjec Kai ciagnacej slomke - juz pod koniec notki. 

Przechodze do punktu kulminacyjnego. Jednak notka nie jest wcale tak chronologicznie jak sie spodziewalam, bo musze  na chwile znowu powrocic do warsztatow (9 i 16 maja) i przedprzedwczorajszej srody. Wybralam sie z Sara do teatru, zeby zobaczyc sztuke, w ktorej glowna role grala wlasnie Marene (czyli MMZ, przypominam) a Krister robil muzyke.  Byla niesamowita i przez prawie caly czas skupialam sie na jej twarzy. Prawie, bo w scenach kiedy glowny aktor byl nagi (!), patrzylam (sorry) na niego. Jedno wielkie mrau i brytyjski akcent miliard. Krister podgrywal na pianinie pod koniec kazdej sceny, a Marene usmiechnela sie do mnie kiedy na koniec wychodzili sie uklaniac. Moje serce polecialo pod sufit.  
Poniewaz, jak juz wspominalam w ostatniej notce, jestem MILA i mowie ludziom MILE rzeczy, jak tylko wrocilam do domu, napisalam do niej megamejla o swoim uwielbieniu do niej, a Kristera znalazlam na facebooku i pozachwycalam sie jego zdolnosciami muzycznymi. Marene odpisala, ze dziekuje, ze jestem supersweet, ze tez nigdy mnie nie zapomni i ze blablabla. Krister odpisal ze dzieki, pojdziesz ze mna na randke? Juz mialam odpowiedziec, ze SORRY, ale nie umawiam sie z 17letnimi gejami-prawiczkami, ale dodal ze moze chcialabym pojsc z nim na pozegnalna impreze dla aktorow, juz w ten weekend (zapomnialam dodac, ze wszyscy aktorzy sa z UK i w przyszlym tygodniu wracaja do domu, bo sezon tej wlasnie sztuki do ktorej zostali obsadzeni sie konczy). Pomyslalam wiec: Marene. Polnagi aktor. Mnostwo innych aktorow. No i brytyjski akcent MILIARD. I powiedzialam TAK. 
Jestem superexcited, przerazona troche tez, bo oto Marene juz drugi dzien NIE odpisuje na mojego maila (ktory byl odpowiedzia na jej maila), wiec nie chce zeby pomyslala ze jestem szalonym sledziem, ktory wszedzie za nia lazi. Zwlaszcza ze nie zamierzam dopuscic do sytuacji, zeby ta RANKDA rzeczywiscie stala sie RANDKA i zeby Gej-Prawiczek robil sobie nadzieje. Chce tylko zeby wkrecil mnie na party i zostawil w spokoju, zebym mogla przebywac z moja ukochana. Good Plan. 

Ok, mysle, ze skonczylam. Niechze zarzuce Was jeszcze zdjeciami. I tyle. 












Plus superspecjalne i megasweetasne pozdrowienia dla Agaty Piekarz ;) Siema strzala! 


{18}

25 maja 2011

Well, po pierwsze powiem, ze ta piosenka jest naprawde zajebista (tak, zajebista). I w oryginale, i w coverach. Po drugie powiem, ze uwielbiam biegac; bieganie jest super. I plywanie tez, ale nie mozesz plywac jak masz okres, a biegac tak. Po trzecie powiem, ze dzis po raz pierwszy po DWOCH MIESIACACH zostalam na 13minut sama z Klockiem. Nareszcie. Nie plakala ani troche. Ogladalysmy ptaszki (that's what she said) i gralysmy na grzechotce. Po czwarte powiem ze jestem TROCHE ten tego, wstawiona. A po piate, ze dzis wreszcie po DWOCH MIESIACACH zostalam pocalowana przez kogos, kto skradal sie do tego od konca marca. Woot woot, yay us. Awkward people.

Wracajac do przeszlosci; przezylam jeden z najlepszych weekendow swojego zycia. Impreza z aktorami sie udala i byla dla mnie SUPERwazna z wielu(!) powodow. Nie tylko bliskosci i obecnosci mojej zenskiej MMZ (chociaz tez). Od dzis rana mam w znajomych na Facebooku cala obsade przedstawienia, wiec czuje sie (jednoczesnie) super fajna i super slaaaba. Mam w znajomych Toma, ktory gral dziennikarza, a w rzeczywistym zyciu poderwal dwie Monachijki i obie byly na pozegnalnym przyjeciu i bylo niezrecznie (Marene mi powiedziala). Mam w znajomych Marcela, ktory gral geja&meza Sylvii, i ktory w rzeczywistym zyciu JEST gejem, a jego narzeczony to Polak, Ryszard z Hrubieszowa. Mam w znajomych Grahama, ktory gral geja ktory krecil z mezem Sylviii, a w rzeczywistym zyciu chyba jednak kreci z MMZ, ale jestem w stanie to przezyc; jest taki sliczny. No i mam w znajomych MMZ, ktora grala Sylvie, ma na imie Marene i jest najpiekniejsza istota jaka znam; zaraz po Natalie Portman (ktorej nie znam).

Zycie jest piekne, impreza byla udana (nie opowiem), a w niedziele wszyscy wybralismy sie do miasta Bamberg, polozonnego w dupie swiata. Moze jeszcze o nim napisze; jak na razie zapraszam do mojego fb albumu "Ding dong, Bamberg, whaat?" i prosze o cierpliwosc. Uracze Was teraz zdjeciami z IMZ (imprezy mojego zycia) i ide spac, bo jutro dlugi przede mna dzien. Oh dzieci, Oh babysitting. Oh, nic nie moze zmienic mojej milosci do terazniejszosci (Ding dong, rymy, whaat?)


Od lewej : Graham, Tom, Marcel


Od lewej: Graham, Tom, Marcel, Marene.


Tom i Marcel :)


MMZ + ja. 

Koncze i zarazem oglaszam konkurs (nagroda jak zawsze jest talon na balon): 
Zgadnijcie, ile lat ma Marene (MMZ). Strzelac smialo. 
Pozdrawiam, 
Pisicielka. (WTF? AUTORKA, znaczy)

{10}

26 maja 2011

Ide na randke, moi mili. I chociaz chodze na randki srednio raz na dwa tygodnie, to tym razem poczulam potrzebe ogloszenia tego TUTAJ. Ide na randke. 

(o ile nie umre na zawal po drodze)

Konkurs na zgadniecie wieku MMZ Marene (post ponizej) nadal trwa. No, dalej! Nikt nie chce talona na balona?

{5}

28 maja 2011

Jak to zgrabnie zauwazyla Bzu - ludzie pod spodem piekni, faktycznie. Jestem taka dumna, ze ich "znam" (czyli widzialam kilka razy w zyciu i pewnie juz nigdy wiecej nie spotkam, ale DODALI MNIE DO ZNAJOMYCH NA FEJSBUKU WIEC JESTESMY PRZYJACIOLMI NA SMIERC I ZYCIE). Sliczni, mlodzi, utalentowani. A piszac mlodzi..
Nikt nie wygral konkursu, wiec talon na balon zostaje ze mna. Najblizej poprawnej odpowiedzi byly Sunshine i Kozi, strzelajac ze Marene ma okolo 25 lat. Prawidlowa odpowiedz jednakze zwali Was z nog. Gdyz oto MMZ, kobieta z ktora chce miec dziecko i zaprosic na obiad do rodziny (ktora umarlaby na sam jej widok, albo dlatego ze jest kobieta, albo z powodu jej urody), Marene Van Holk ma dwadziescia trzy lata
Wy widzieliscie ja tylko na zdjeciach i obstawialiscie (wiekszosc) ze ma 30. Na zywo wydaje sie jeszcze starsza (ale tez jeszcze piekniejsza). LOVE, generalnie. 


Moja czwartkowa randka byla najlepsza pierwsza randka, na jakiej bylam. Ale nie chce sie o niej rozpisywac, bo to bez sensu i jeszcze nic powaznego. Naciesze sie, posram z ekscytacji i pozniej sie okaze ze dupa blada i wszyscy mi beda tutaj ironicznie brzeczec nad uszami ze "A nie mowilam!". Wiec nie, cisza i uzbrojcie sie w cierpliwosc. Razem ze mna. 
Jedyne co moge wam powiedziec, to ze pocalunki w deszczu sa jednoczesnie przereklamowane i bardzo, bardzo fajne. Wsio. 

Mam jeszcze jedna historie do opowiedzenia, ale za bardzo wciagnelo mnie Notting Hill i zupa ogorkowa mojej mamy. Bye bye my babiesssss.


{10}

31 maja 2011

O losie. O ironio. O przyslowiu "Raz na wozie raz pod wozem". 
Wrocilam wlasnie z NAJGORSZEJ PIERWSZEJ RANDKI NA SWIECIE EVER I AMEN. Widze miliard niepodobienstw do mojej czwartkowej Najlepszej pierwszej (..) i az nie moge uwierzyc w to co sie dzisiaj dzialo. Well, porownajmy sobie. 
Na najlepszej randce swiata, S. kupil mi piwo, rozmawialismy na "Tematy ktorych normalni ludzie nie poruszaja przynajmniej do trzeciej randki" - czyli seks, eks, depresje, zyciowe porazki, psy i koty, najlepsze i najgorsze pocalunki, a takze postanowilismy, ze jesli nie bedziemy czegos pewni, po prostu powiemy to sobie wprost. Na przyklad sposob, w jaki bedziemy sie przy sobie zachowywac/witac sie/zegnac przy ludziach, naszych wspolnych znajomych. Swoje podejscie do publicznych pocalunkow i trzymania za rece. Duzo sie smialismy, a pozniej calowalismy w deszczu. 
Najgorsza randka swiata zaczela sie od slow K. "Czesc! Sorry za spoznienie. Jestes pijana?!" co wlasciwie jest dosc ciekawe, bo OWSZEM, przed randka wypilam piwo z CM, chill out'ujac sie nad slonecznym jeziorem, wiec moje koniczyny byly lekko rozluznione, a oczy przypuszczam rozmarzone i zamglone tudziez. Ale NIKT NORMALNY po pierwsze nie jest PIJANY po jednym piwie, a zreszta nawet gdyby byl to CO ZA FACET PYTA O TO W 10SEK PO PRZYWITANIU? Pozniej bylo juz tylko lepiej. Rozmowa pt. "A jak czesto pijesz w tygodniu? Masz psa? Brata? Siostre? NIE? Jezu, to o czym mozemy porozmawiac? Ej, a masz rower? Ja mam. Masz rolki? Ja nie mam. O, patrz, Biergarten!". Tu pojawia sie pytanie, czy chce cos do picia; ja zaczepnie odpowiadam "Tak, ale juz na pewno nie zamowie piwa, bo bedziesz mnie ocenial" plus wybucham nerwowym smiechem, za to moj wspolrandkowicz obrzuca mnie zimnym spojrzeniem i zamawia SOBIE duza cole. Facepalm roku. A najwieksze WTF to jego wiadomosc na Facebooku jak tylko wrocilam do domu, ze RANDKA BYLA SPOKO, MUSIMY TO POWTORZYC. No ludzie! 

Tydzien temu, postanowilam ze NIE WRACAM na Teneryfe. I mowiac Teneryfa, mam na mysli ogolnie Animacje. I od kiedy powiedzialam to na glos (sobie, pracodawcom, przyjaciolom, rodzinie), nie moge przestac o tym myslec i czuje, ze to BMZ (Blad Mojego Zycia). Ale no kurczak. Nie widze sensu. Szkoda mi czasu. "A co takiego robisz?" zapytacie. I odpowiedz moja w sumie jest nijaka, bo troche dzieci, troche niemiecki, prawo jazdy od miesiaca w dupie, bo nie chce mi sie uczyc do teorii. Duzo imprez, duzo piwa, duzo radosci. Wiem. Ale tak jakby wydaje mi sie, ze mam za duzo do stracenia, jesil wyjade na cztery, minimum miesiace. Ale to juz bylo i nie wroci wiecej, jakby to zaspiewala Maryla. Trzeba isc do przodu. I jechac do USA. (Niezart, przyszlosc. Ale cii!)

Po przydlugawym wstepie, niechze przejde tez do meritum sprawy i ciekawostki zarazem. Chociaz nie, meritum zostawie sobie na zakilkadni, kiedy Sara przesle mi zdjecia (naprawde musze sprawic sobie maly aparat i zaczac go nosic, bo moj obecny jest za duzy i rzadko kiedy wyprowadzam go na dwor). Zakoncze wiec slodka anegdotka.
Dwa tygodnie temu stracilam swoje cupcake'owe dziewictwo. I zaprawde powiadam Wam, cupcakes to jedno z najlepszych tworów ludzkich. Za pierwszym razem wybralam sie tam tylko z Ana, na duzym spontanie ale tez ograniczeniach czasowych. Moj pierwszy cupcake w zyciu byl super duper czekoladowy i bardzo ladnie ustrojony (zdjecia nizej). Z tego co pamietam nazywal sie Chocolate Decadence. Wczoraj natomiast, na jeszcze wiekszym spontanie wybralam sie do piekarni z Sara i obie uraczylysmy sie Fat Elvisem. Waniliowe ciasto z nadzieniem z masla orzechowego, ustrojone kremem z nutelli i ozdobione jeszcze wieksza iloscia masla orzechowego i czekolady. NIEBO. Miliard kalorii, ale NIEBO. Zdjecia z FB strony Wir Machen Cupcakes + zeszlotygodniowe moje. 



Czekoladowa dobroc i rozplywatosc w ustach.


Fat Elvis. Chociaz nie prezentuje sie tak slicznie jak Chocolate Dec., smak byl nieporownywalnie lepszy. 



Jeszcze wiele smakow przede mna. Jeden cupcake na tydzien to jeszcze nie taki duzy grzech, right?


{3}


wiecej








Tweets by @kadinaja