02 maja 2009

Nie jestem pewna, czy to jeszcze pijanstwo, czy juz kac sie zaczyna, ale czuje sie strasznie.. dizzy. To nic, sprobuje na szybko opisac ostatni (hmm..) tydzien. Agatis spi i pewnie niepredko otworzy slipia, so.. I can write!

Piatek, 24 kwietnia
Bus mial tu byc o 15.30. Spoznil sie jakies dwie godziny i dostawalam juz jakiejs kurwicy. Niewazne, grunt ze kiedys W KONCU wsiadlam do czerwonego busidla i wyruszylam nach Breslau. Jarek_kierowca wysadzil mnie na Grunwaldzie okolo pierwszej (?) w nocy i spelnily sie moje NAJGRORSZE obawy - ani Ski ani Agatisa ni widu ni slychu. Zabalowaly sobie na rynku i zajelo im ponad dwadziescia minut zeby po mnie dotrzec. W ramach dodawania sobie otuchy zadzwonilam do Czarka i staralam sie nie zauwazac pana pijaka, ktory przysiadl sie do mnie na lawke, probowal wyrwac telefon i krzyczal Ty jestes jakas pierdolona wariatka! Myslisz, ze masz fajny telefon?! (..) . Kiedy wreszcie pojawily sie dziewczyny, puscily mi nerwy; dopiero wtedy poczulam jak cholernie sie balam tej ciemnej nocy, zaczelam wykrzykiwac niecenzuralne slowa i rzucilam sie na ich butelke z winem (skutki tego ostatniego wyczynu byly oplakane).

Sobota, 25 kwietnia
Po 4 (?) godzinach snu zwloklysmy sie z wyr, zrobily na bostwa (o ile BÖSTWO moze miec kaca i podkrazone oczy), ubralysmy sie i wyruszylysmy na warsztaty. W polowie drogi okazalo sie, ze zadna nie potrudzila sie zapamietac nazwy ulicy.. :D wiec zabralo nam chyba z godzine, zeby tam dotrzec. No ale w koncu sie udalo sie. Euforia, radosc i podskoki (nie trwaly dlugo). Ludzi na korytarzu jakos niewiele. Spiewniki - masakra! (przyzwyczajone do kolorowych, utwardzanych okladek jakos nie moglysmy cieszyc sie sflaczalymi, zwyklymi kartkami. Dobrze, ze skiba miala FLAMASTRY, so we could podkolorowac troche swoje spiewniczunie :)). Ludzie - dziwni. Piosenki - nudne, i wszystkie na to samo kopyto. Generalnie jedna wielka masakra. Po przerwie obiadowej nie moglysmy doczekac sie konca pierwszego dnia i piwa w "Zmierzchu".

Niedziela, 26 kwietnia
Kolejna prawie_nie_przespana noc (slowa piwo w Zmierzchu okazaly sie tajnym kodem na sto milionow hektolitrow piwa i siedzenia w knajpie do pierwszej, czy drugiej w nocy. Tym razem postanowilysmy dotrzec na warsztaty tramwajem (pierwszego dnia dobrym pomyslem wydawal nam sie spacer). Na drugiej probie zostawilysmy nagrywajacy wszystko odtwarzacz i poszlysmy do kosciola (gdzie tez prawie umarlam ze zmeczenia). Na generalnej troche nudzilo nam sie stanie w ostatnim rzedzie na scenie, ktora nie miala zadnych podwyzszen (w sensie schodkow, rzedow) wiec nie dosc, ze nie bylo widac widowni, ani pierszych rzedow przed nami, to jeszcze dyrygenta tudziez brak. Generalnie zajebiscie. Postanowilam zabic nude, wczolgujac sie (na brzuchu) pod scene i lapiac za kostkii ludzi w pierwszych rzedach. Ja szczypalam, dawalam znak Agatisowi i Ski, a one mnie spod sceny wyslizgiwaly. Trudno to troche opisac, zwlaszcza na kacu.. Przepraszam. Anyway, postanowilysmy podziwiac koncert z perspektywy widowni - czytaj: siedzac, majac wlasne powietrze, widzac i slyszac wszystko co istotne. Tak tez zrobilysmy, i bardzo dobrze - widownia byla praktycznie pusta. Swoja droga nie dziwota - bilety kosztowaly od 25zl (na koncu sali) do 45zl (przod). Bulwersowalysmy sie strasznie, jakiez komercyjne i zalosne to wszystko. Generalnie, gdyby nie koncert - nie mialabym zadnych milych wspomnien z tych warsztatow. Przy drugiej piosence spojrzalam na Agate - ryczy. Odwracam sie do Ski - pociaga nosem. A pozniej Peter zaczal opowiadac jakas zalosna anegdotke z zyciowym przeslaniem.. na ktorej rozkleilam sie dokumentnie. Bylysmy zalosne, doprawdy. Trzy lublinianki, ktore becza jak glupie na koncercie. Ach! ;)
PO poszlysmy z Agatiskiem na nienajgorsze zarlo, hiszpanskie bodaj. Pozniej z bro w reku zasiadlysmy nad rzeka i chlonelysmy Wroclaw.


{0}

04 maja 2009

Poniedzialek, 27 kwietnia
Ostatni dzien we Wro, Ski na zajeciach, wiec my postanowilysmy troche pozwiedzac. Niewiadomokiedy wyladowalysmy na dachu renomy. Zakurzylysmy na gorze, porobily troche zdjec i wyruszyly w dalsza podroz. Zachcialo nam sie obiadu, wiec postanowilysmy upichcic Spaghetti BARTolini (czyli a'la Bart), przepisu calkowicie w stu procentach naszego. W sklad wchodzil makaron, maslo i ziemniaki. No pychota :D
Wymeczone, wychodzone, o 21.30 stawilysmy sie na dworcu i wsiadlymy do busa (spoznionego o 40min). Generalnie podroz przebiegala problemowo i to bardzo. Poczawszy od kobiety, ktora szukala zaczepki, poprzed polizei i zoll, ktore dwa razy nas zatrzymywaly i przetrzepywaly walizki, a konczac na kierowcy, ktory byl baaardzo niesympatyczny. No ale, mniejsza o to. Dojechalysmy i to sie liczy sie.

Wtorek, 28 kwietnia.
O szostej rzucilysmy sie na wyrko, przespalysmy budzik, nastawiony przezornie na 10 i obudzilysmy dopiero kolo poludnia. Po dojsciu do siebie, kapieli, sniadaniu, blablabla, zostaly nam tylko jakies dwie godziny na poczatkowe zwiedzanie centrum. Nastepnie kurs (G Marta sie stesknila) i spacer po Mom do Mrs.Sporty. Tu nastepuje pierwszy zwrot akcji, bo oto zaczepia nas dwoch mezczyzn i prosza o nr telefonu. Smialam sie, bo mieszkam tu juz chyba z 3 miesiace i nikt mnie na ulicy nie zaczepial, a Agatis byla dopiero 12godzin i juz mialysmy kompanije do picia piwa. Numer telefonu dalam, ale postanowilam nie odbierac ani nie odpisywac na sms. I dobrze. Tego samego wieczoru dzwonil Murzyn, Agatis po krotkiej walce wyrwala mi kom z reki i odebrala - chyba stracilam kandydata na meza.

Sroda, 29 kwietnia
Rano skoroswit, czyli w okolicy poludnia zebralysmy dupinki i wybraly sie do takiego ogromnego sklepu-supermarketu z zabawkami, do ktorego zabierala mnie mama, kiedy bylam jeszcze mlodym chlopcem . Niestety, it turned out ze sklep wcale nie byl taki szalowy, tylko kaja ma slaba pamiec. Zeby u3mac sie w klimacie dzieciecym, po poludniu zwiedzalysmy muzeum zabawek. Nastepnie wymeczone zaliczylysmy kolejne dwie godziny kursu (Agatis w jadalni wkuwala alkaloidy). Na "pokursie" mialysmy juz szczegolowo obmyslony plan wyrywania samcow - liste kilku monachijskich Irish Pubow, na kazdy dzien inny. W Killiansie niestety nie bylo miejsc, wiec postanowilam pokazac kolezance najsylnniejsza i najniemiecciejsza knajpe w Monachium. Po jednym duzym jasnym postanowilysmy jednak zajrzec do Killiansa. I dobrze sie stalo, bo po jednym Guinessie poznalysmy Milosci Naszych Zyc. Zeby nie przeciagac, wspomne tylko, ze wrocilysmy do domu po 5 (zygzakiem).

Czwartek, 30 kwietnia
Byl tak idealnie rozplanowany. Godzina pobudki, sniadania, prysznica i wyjscia. Wszystkie zabytki i koscioly. Niestety, nie przewidzialysmy zwalajacego z nog kaca. Przelezalysmy caly dzien (czyli do 16) a nastepnie zwloklysmy sie z wyr i takie wyplute pojechaly my na kurs. Po dwoch godzinach przysypiania, nie pamietam juz jak wrocilysmy do domu i poszlymy spac dosc wczesnie (piatek mial byc dniem intensywnym).


{0}

05 maja 2009

Piatek, 1 maja
Wszystkie sklepy zamkniete, a Ubahny jezdza co 20 min. Wybralysmy sie do Nymphenburger Schloß & Museum Mensch und Natur. Nachodzilysmy sie jak glupie, ale chyba bylo warto. Wycieczka zakonczyla sie w chinczyku. Pozniej mala sjesta w Alter Botanischer Garten, gdzie tez lawki byly oblezone ludzmi, ktorzy sobie na nich drzemali, jakby to byla taka naturalna sprawa - spac w parku. Po zaczerpnieciu sil wpadlysmy na lody do Bürger Kinga, dostalymy korony, kupily po Beck's i poszlymy nad Isare. Bajecznie. Po zagubieniu sie w gigantycznym Englische Garten, pytajac kilka osob o droge, natrafiajac na serfingowcow w srodku miasta (jak sie okazalo, w pewnym miejscu Isara wyplywa spod ziemi pod meeega cisnieniem, w zwiazku z czym gromadza sie tam mlodziency i popisuja przed tlumem gapiow. NA DESKACH. W SAMYM CENTRUM MIASTA. To tak, jakby ktos jezdzil na nartach wodnych w Bystrzycy!)
W koncu dotarlysmy do Shamrock i zasiadlysmy przy jednym z miliona wolnych stolikow (oh crap!). W sumie po pol godzinie i dwoch piwach pub zaczal sie zapelniac. Karaoke sie rozkrecalo, a ja wyczailam kolejna MMZ. Jak sie okazalo kilka godzin pozniej MMZ tez mnie wyczaila, i tak oto ponownie wrocilysmy do domu okolo 6 rano (ale mniejszym zygzakiem niz poprzednio).

Sobota, 2 maja
Kolejny dzien zaplanowany od poczatku do konca, kolejny kac. Zwalczalysmy go konsekwetnie w kolejnych (przepustych) pubach i restauracjach. Bawilysmy sie w matematyczki, przeprowadzajac badania, liczac pocalunki zycia (..), rysowalysmy wykresy i pisalysmy karteczki lustrzanym pismem, bo nie chcialo nam sie gadac (sounds like fun? :D). W drugiej knajpie myslalam o Zamoyu, bo Agatis zamowila Nachos. Wrocilysmy do domu calkiem niepozno i zasypialysmy przy Greys Anatomy.

Niedziela, 3 maja
Spoznione 15min dotarlysmy do Kosciola. Strasznie zle, strasznie zawiedzione. O 12 wyruszylismy w Alpy, ku radosci Agatiska i mojej tudziez. Ogladalysmy gory, robylysmy zdjecia, piknikowalysmy i stukaly butelkami z zimnym Hellesem. Wieczorem grill w Botanikum (niektorzy wiedza, ze to miejsce do ktorego TRZEBA zajrzec, jesli jest sie przyjacielem Kai :D), kolejne sto tysiecy piw, koncerty na hustawce, placz w lozku, sluchanie przesmutnych piosenek. Tesknota za soba nawzajem z wyprzedzeniem. Ostatnia noc.

Poniedzialek, 4 maja
kaJA! Idz go greczynki po kabel! Pakowanie, spacer na Olimpieeinkaufszentrum, zarty-zarciki, wspolny obiad, przerzucanie zdjec, nagrywanie wspomnien na cd.. i koniec. Agatis w czerwonym busie, kAj sam w pokoju. Zeby nie rozczulac sie nad soba, pojechalam z Mama do Ikei i tym sposobem mam juz prawie piekny pokoj (czyli wniosek z tego taki - Dzieki, Agatis ze wyjechalas :D dzieki temu mam nowe mebelki :D). Kilka smsow z Irlandczykiem, nocne rozmowy z Zamoyem, mail do Killiansa czy dalej potrzebuja kelnerki (dzis musze tam zajsc, zlozyc aplikejszyn).

Wtorek, 5 maja
Przeddzien urodzin, pierwsze zyczenia (kocham Czara), dobry humor, ale i pustka. Wszystko wraca do normalnosci - kAja wstaje, pije kawe, zjada muesli i spedza pol dnia przy kompyterze. Ojjj nie, tak nie moze byc!

Zauwazylam ze kolejne dni opisywalam coraz oszczedniej; wizyta Agatiska troche mnie otrzasnela z tego dziwnego amoku
(kilka razy zapomnialam nawet lyknac
Seronil). Lacznie z dniem jutrzejszym zaloze haslo na moim blo¿ku, bo tak. Niech to bedzie (zgodnie z pierwotnymi zalozeniami) miejsce dla najblizszych, strona z listami (jak biskup w drugi dzien swiat, bede pisac takie mega ogloszenia :D) o mojej codziennosci, o.

// Przepraszam i zdaje sobie sprawe z bledow i bezsensu niektorych zdan, ale trudno i nudno jest opisac ponad tydzien tak za jednym podejsciem. Troche to odbebnilam.. no ale. Enjoy.

{0}

07 maja 2009

Krötkie streszczenie (bo przeciez jakzeby streszczenie mogloby byc dlugie?) kAjowych urodzin?

1. Zaraz po pölnocy - nawalnica smsow i wiadomosci na gadu (w tym wiersz od Czarka, ktory NIEZMIERNIE chcialabym upublicznic.. ale nie moge). Paull, falstartowy Piekarz, Zamoy i jego porno part1. Zaiste, wzrusz.
Sama sobie w srodku, w kaju, zaspiewalam sto lat i poszlam spac.
2. Rankiem wparowala do mego pokoju Mom z kawa (jej szczescie! Bo snilo mi sie, ze zamiast slodkosci przyniosla mi JAJKA NA SMIETANIE [serioserio] i bekon). Zdazylam tylko umyc zeby i twarz.. a potem szybko aparat, tort z "gromnica", szampan i lody.
3. Spacer po miescie, sportklub z Mama i kolejne porcje smsöw (w tym co drugi od Conora <3). Skaczac po stepie moje strzelajace_przy_kazdym_zgieciu kolano postanowilo dac dowöd temu, ze jest juz rocznikowo starsze, niz wczoraj i trzasnelo tak, ze do tej pory srednio mi sie stoi/chodzi/siedzi/kleczy. Czekam teraz az strzeli mi tez to drugie.. Wtedy to juz tylko przyjdzie mi szukac sobie Arnoldowatego meza, zeby mnie nosil na rekach (bo ten moj_nie_moj Conor to nie wiem czy mnie udzwignie..)
4. Na kursie raczej spokojnie. Ostatnie PRAWDZIWE zajecia, duzo nadrabiania gramatyki i smiechu. Po kursie postanowilam pojsc do Killiansa i zlozyc podanie, czy tam aplikacje; wniosek.
5. Jadac ubahnem pomyslalam sobie, ze Wysiade na Frauenhofestraße.. bo to pewnie gdzies obok Frauenplatzu bedzie! Otoz nic bardziej mylnego. Ale, jak to napisalam Irl w smsie - I'm totally lost, but enjoyin' it! Witaj przygodo! Mily niemiecki pan doprowadzil mnie tam, gdzie trza.
6. W Killiansie najpierw zlozylam podanie o prace, a nastepnie zamowienie na dwa Guinessy. Trzeba w koncu bylo jakos uczcic urodziny. Poza tym tak naprawde to byla pierwsza chwila, kiedy moglam opowiedziec Mamie CO SLYCHAC?.
7. Okolo 22 wrocilysmy do domu - Ewcia do wyra, a Kaja do kompcia.. liczyc (zgodnie z poleceniem Zamoya) komentarze i zyczenia na naszej klasie :D Wyszlo mi chyba z 50, Bozena!, jaka ja jestem popularna (prawie jak Adas!)

Tak, ze tak (jak to mawial kolega z 8).. Dziekuje bardzawo wszystkim za pamiec. Rok temu, kiedy w dzien matury wszyscy o mnie zapomnieli (lacznie ze mna), myslalam, ze nie moze byc gorzej. Otoz moze. Moglo. Urodziny bez Was (czyt. bez kompaniji do picia celebrowania) to urodziny STRA CO NE!










{0}

08 maja 2009

kAja spedza czas wolny jedzac bajlejsowe lody, popijajac je bajlejsem. Mama wali w gaz (z) jasiem wedrowniczkiem, przy okazji wykorzystujac swoja energie pozytecznie - sprzata w lazience. Po poludniu rozpoczelysmy sezon letnio - japonkowo - jeziorowo - kocowy. Wypilysmy mojego urodzinowego jeszcze szampana i robilysmy zdjecia. W poniedzialek zaczynam kurs z obcymi, nie moge sie doczekac (postep?). Wkurwia mnie Conor, bo jest glupi. Z cala pewnoscia mnie kocha i pragnie (po tym jednym spotkaniu), ale - cholera - niech rwie bardziej, no!
Murzyna Agatisowy glos w sluchawce tydzien temu nie odstraszyl. Pisal dzis, czy
mam Lust na Disco.. ale JAKOS nie mialam.

Wnerwia mnie wszystko, podsumuje zdjeciami :

[klik]

{0}

10 maja 2009

Irl sie nie odzywa, ja bylam wczoraj na grillowym wieczorze w Botanikum. Szkoda, bo to miejsce bez (..) to nie to samo. Jutro wstaje o OSMEJ RANO i pedze na kurs. Pierwszy dzien z mnöstwem obcokrajowcow. Nie moge sie doczekac, powaznie. Dzis bylam na niemieckiej mszy w celu obcowania z jezykiem ;). Nie moge az uwierzyc, ze to ta sama ja, ktora przyjechala tu 3 miesiace temu. W sumie dalej dusze w sobie te smutki, smuteczki.. ale jest przeciez o niebo lepiej! Chce mi sie wychodzic do ludzi, stosunkowo rzadko placze, nie odliczam minut do kolejnej dawki Seronilu.. Jest niezle, jest nienajgorzej.

Jesli moge sie pochwalic (a czuje, ze musze) to nastaly czasy dobrobytu. Chociaz nie, moze dobrobyt to zle slowo. Ale chyba mniejszego zaciskania pasa. Cieszac sie z urodzinowego Nikona, za kase ktora przyszla w kopercie ze znaczkiem Pl kupilam niebieskie cudenko (<3 czyli nowy Nano w miejsce starego), a Mama WRESZCIE kupila laptopa (czytaj tak naprawde to tez kupila MI, bo ona potrzebuje komputera tylko do sprawdzania poczty i skrzynki na naszej-klasie). Jestem szczesliwa, "moj" pokoj coraz bardziej zaczyna byc MOJ. Musze jeszcze tylko poprzywieszac do scian zdjecia i kartki, przypominajki o PL.. i wywolac zdjecia z tych dni tutejszych z moim Agatisem.

Hania Stach spiewa dokladnie tak samo jak kilka lat temu. Kopalnia staroci, dawnych piosenek. Dzis sluchajac radia z mama w samochodze, po kilku moich wygloszonych w powietrze uwagach dot. owych melodii (piosenka Irlandczyka, wez glosniej! (..) Ojoooj, sluchalam tego kiedys z Dymitrem (..)!
Mama : Oo, masz dzis dzien skojarzen?
Kaja : Mamo. ja mam ZYCIE skojarzen, tylko nie zawsze chce mi sie o tym mowic!

I to prawda.

EDIT
Kliknelam "zapisz" i iTunes wybralo Dotknac Cie. JA PIERDOLE KURWA, jednak wolalabym nie pamietac.

{0}

12 maja 2009


00:39 12.05.2009

Pierwsza notka na nowym klaptoku; 62 na myspace. Idac za namowa swoja, mamy i Agatisa - napisalam do irl krotkiego, acz tresciwego smsa WTF?!. (No dobra. Tak naprawde to wyszlo mi troche wiecej znakow. Ale sens byl ten sam.) Bo generalnie, to przez rowniusienki tydzien pisal do mnie. Co-dzien-nie. Srednio co godzine pierdolowaty sms. Fakt, bylo mi szkoda kasy na takie pieprzenie, wolalabym tak od razu, prosto z mostu "Czesc mala, kiedy znowu sie umawiamy?". Ale najwyrazniej Irlandczycy tacy juz sa, ze nie maja jaj. Bo i moj zlamal mi serce, i ten drugi (o ktorym opowiadac mi nie wolno ;P) tez sie nie odzywa.
Moze to ja dalam dupy, moze z Irl nie mozna sie nabijac, pisac do nich ze sa dziwni, albo spiewac do nich rockowych piosenek. Nie wiem, nie ogarniam. A moze po prostu w pracy poznal nowa dziewoje. "Nowy tydzien - nowa dziewczyna" to takie stare, irlandzkie powiedzenie moze. A ciul go wie.
A moze skonczyly mu sie pieniadze w telefonie? Ale czy ludziom na zachodzie takie rzeczy sie zdarzaja? Czy oni w ogole WIEDZA co to telefon na karte, nie na abonament. A moze, a moze. Moze sa w studni, moze sa w lesie (to tez stare powiedzenie, ale lubelskie.)
Katuje Mr Brightside, juz nawet nie z mysla o nim, tylko z przyzwyczajenia. Kiedy pisze te notke, internet jest w jednym pokoju, a ja w drugim. To takie przelewanie mysli "na zas". Dawno tego nie robilam, od czasow Polski jeszcze (powiedziala babulenka, wspominajac swoje zycie przed 50cioma laty oO?!).
Aa, bo ja nie o tym mialam. To jeszcze tylko sie krotko wyzale i przejde do opowiadania.
Jak juz napomknelam, jedno z moich magicznie-trzaskajacych kolan, postanowilo w dzien moich dwudziestych urodzin trzasnac raz a porzadnie.. i juz nigdy nie wrocilo na swoje miejsce. Dodam tylko, ze WCIAZ nie mam ubezpieczenia. I wszystko staje sie powoli jasne. cierpie, kuleje, a do lekarza pojsc nie moge. O LOSIE!

Na kursie ani jednej Polki (ani Polaka ;)). Domninuje Bulgaria i Kazachstan. Jeden Wloch (60 letni nauczyciel czegostam), jedna Irl (chyba jej powiem - soryy ale nienawidze Twoich ludzi!), jedna Australia (milosc od pierwszego wejrzenia, ciekawe tylko czy obustronna, czy tylko moja) i jeden Hiszpan (tu chyba tez moge z reka na sercu powiedziec MILOSC. Tez jednostronna. I nie moja oO). Wszystko byloby cacy, gdyby HISZPAN byl rzeczywiscie HISZPANSKI. Bo toto, to jakis rudawy albinos w okularkach.. wygladem przypomina mi troche.. hmm.. kurcze. No KOGOS na pewno. Jak dojde, to napisze. Bo na bank go znacie :p
Tak czy siak. Kurs trwa do 16 lipca, trzy razy w tygodniu po trzy godziny, od dziewiatej do dwunastej. Nie jest zle. Jakby tych kolanowo - kursowo - irlandczykowych niusow bylo malo, sprzedam Wam jeszcze jednego. Mianowcie, dzis dostalam job! W sumie to baardzo chwilowa, bo na tydzien, czy dwa - w zastepstwie za xyz.. Ale nie jest zle. Zostalam przedstawiona dzieciom, a dzieci mi. Jutro musze sama odebrac Noah z przedszkola, a potem Marie ze szkoly.. pojsc z nimi NA CHATE (nie wiem czy do moich obowiazkow nalezy tez gotowanie? Bo jesli tak.. to biada szwabskim bekartom!), pobawic, etc etc.. Bedzie git, o dziwo mam dobre przeczucia.
Chcialabym, zebyscie mogli mnie teraz zobaczyc. Wlasciwie to chetnie sama bym sie teraz zobaczyla. Nie to, zebym wygladala jakos niesamowicie, bardziej jeden wielki mess.. Ale czuje sie po raz pierwszy od bardzo dawna w 100% dobrze. I nawet opuchniete kolano mi nie przeszkadza w zyciu.
Irl tez tak bardzo sie nie przejmuje. Fajnie bylo przez tydzien przypomniec sobie, jak to jest pisac slodkie smsy. W sumie i tak nie mialam wobec niego planow, byl zbyt ciapowaty.

Tesknie.

{0}

13 maja 2009

Ciagle, nieustannie sni mi sie Olga Kulesza. I szkola podstawowa. Nie wiem dlaczego; czy cos sie dzieje zlego, czy to moze przez te dzieci i ich codzienne ze szkoly odbieranie.. Kajne anung. Pink przekrzykuje wiertarke z drugiego pokoju (kolejna part przemeblowywania, ech). Mama jest krank i wyglada jak siedem, ba! osiem nieszczesc. Strasznie drogie sa te ksiazki do niemieckiego; najpierw jedna, teraz druga. O losie. Prosie. W nosie. Sosie. Zosie. Dosie. eee ?

Moj pokoj jest juz PRAWIE idealny. Nocne skypowe, kamerkowe rozmowy z Zamoyem, prosto z mojego pieknego lozka i sluchanie jego.. ekhem - BAJEK na dobranoc. Nie chce mi sie pic, nie chce mi sie palic, Eva ma wolna chate i zastanawiam sie, czy nie wpasc do niej kiedys na pizamowa noc, w celu blizszego zapoznania (seks?) (oo, Ann tez mi sie snila! I Agatt. To tak apropo tego seksu). Duzo ludzi sie odzywa z przeroznych stron (jestem dzieckiem Neostrady. A raczej Alice) internetowych.. Polacy na emigracji - laczmy sie!

!4.23 - godzina pierwszego gluchego od Brudasa. Czy ktos to jeszcze pamieta?

{0}

13 maja 2009


Notka sponsorowana i dedykowana.


A pamietasz ten dzien, w ktorym mowilas mi o swoich urodzinach? Ja Ci powiem kiedy to bylo, to bylo trzeciego pazdziernika. Siedzialysmy na podlodze w AOSie i mialysmy w glebokim powazaniu to, o czym do nas mowili. Bylam wtedy strasznie zadowolona, ze siedzisz kolo mnie, bo od poczatku na Ciebie polowalam. To zreszta juz wiesz ;). Uzupelnialam kalendarz urodzinami moich podobno przyszlych przyjaciol i bolala mnie dupa od twardej posadzki. Padal deszcz i troche jeszcze mnie to wszystko przerazalo. To studiowanie. Tego dnia bylam po raz pierwszy w akademiku. Na pierwszym pietrze, ja, Ty i Ula Lach. Strasznie nie moglam sie doczekac az do nas dolaczysz, bo z Ula nie rozumialam sie tak dobrze. A jak patrzylam na Ciebie, to wydawalo mi sie, ze znam Cie od dawna. Opowiadalysmy sobie o studniowkach, czolowce, maturach.. Slabo troche, ze mnie tam nie ma i musisz isc na piwo z tym glupim Piek (wiadomo, ze wolalabys ze mna :D).. ale badz dzielna. Kiedys przyjade.. i pojdziemy na nalesniki i te inne obiecane rzeczy. Lisowa dziewczyno. A pamietasz, jak pierwszy raz nazwalam Cie Mirabelka? (ja nie :D)


Moj Boze, zanikaja Ci wlokna kolagenowe.. A mnie przy tym nie ma! Ale za to JAK CI WLOSY UROSLY! ;O









A teraz jeszcze sprawdz poczte :p

{0}

15 maja 2009

Mam dzis nawrot wszystkich stanow lekowych i depresyjnych tudziez. Paralizuje mnie mysl o wyjsciu z domu, dojechania na kurs i siedzenia miedzy tymi strasznymi, niepolskimi ludzmi. Dalej nie mam ksiazek, a co za tym idzie - pracy domowej. Boje sie i nie mam gdzie ukryc. Ponadto, bardzo chcialabym napisac mejla do Agaty Piekarz, ale zauwazylam pewna dziwna zaleznosc : kiedy mam wene, nie mam mozliwosci. Natomiast kiedy jestem w domu i MAM mozliwosc - weny totalnie brak.

{0}

16 maja 2009

Snilo mi sie, ze PRAWIE sie calowalam. Lubie ten moment dosc, nie wiem czy nie najbardziej z calego "calowania". Wiesz, ze czeka Cie cos fajnego i nie spieszy Ci sie, zeby to poczuc. Osobiscie - JA to lubie. Mi sie nigdy NIGDZIE nie spieszy.#

Snilo mi sie, ze bylam piekna. I bylo to troche dziwne, bo bylam SOBA, ale tez caly czas sie widzialam. Jakby bylo kolo mnie mega wielkie lustro z nalozonym filtrem blue, bo wszystko bylo w odcieniu blekitu. Plywalam w jeziorze, bawilam sie z calkiem obcymi ludzmi.. i kazdy mi mowil, ze mam piekne oczy.

Snilo mi sie, ze skakalam ze spadochronem. I nie to, ze ON nie chcial sie otworzyc - bardziej ja sama nie pociagalam za odpowiednie sznurki. Spadajac, mijalam kolejne chmurki i nie balam sie niczego.


/ Dzis grilluje ze starymi ludzmi, z kursu jeszcze Pl. Zadeklarowali przybycie wszyscy, oprocz Dziadka_Dinozaura. Szkoda.

{0}

18 maja 2009

W sobote I went to a grill party z moimi ludzmi z kursu. Szczerze mowiac, bylo lepiej niz sie spodziewalam.. ale szalu z drugiej strony tez nie bylo. Dzis rano znalazlam na gg niekrotka wiadomosc na gg od Toma Sraczki.. ktory chce sie ze mna umowic, a ja na to jak na lato. W sumie mily z niego czlowiek (przyjechal po mnie PRZED i odwiozl mnie PO grillu, chociaz nie bylo mu to wcale po drodze).. I nawet slucha normalnej muzyki. Ale jakos tak waham sie i zwlekam z odpowiedzia na bilardowe zaproszenie.



(od lewej: Pani Kazia, co robi dobre ciacha,
Irena, zona masazysty,
Tom SraczkaaAAAA ;O
Gruba Marta <3
Masazysta (nastawial mi kregoslup, aj) aka Panwszystkowiedzacy
kAj,
Iwona (pierwsza lawka, duzo pytan, dwojka dzieci).

Tymczasem pedze na kurs. Aloha!

{0}

20 maja 2009



Nastaly czasy dobrobytu, nie chce mi sie pisac. Dzis bylam na piwie z Lysym Markiem Kapeluszem i poznalam Stefana (ale nie wiem czy przez "ph" czy "f" ;P). Jutro piknikujemy nad rzeka z Ana Christina Brazylia z kursu (-kaja, ale lubisz pic? -no baaaa, jestem przeciez z polski!), ktora ma urodziny. Kupilam jej paczke celebrations i kartke, teraz szukam jakiegos portugalskiego wierszyka :). Conor przeprasza ze nie pisze, ale ma duzo nauki (bla, bla, bla). Dzieki portalowi toytown poznalam kilku anglojezycznych i w sobote ide na music festival z kanadyjczykiem bez imienia, ktory nie ma tu zadnych znajomych (oh joooy). Do tego w niedziele chyba musze w koncu umowic sie z Tomem Sraczka, bo katuje. Lubie go. Ale namilybog, on pisze wiersze! :O Do tego wszystkiego, wracajac z szalonego grill party w sobote, znalazlam na klatce schodowej portfel z dokumentami.. napisalam do Greka i Greczynki (tchnieta przeczuciem), czy nie znaja xyz. Okazalo sie, ze to bojfrend Evy, also stalam sie bohaterem roku :-).

Janusch wyjechal do pracy do Berlina, wiec rzadzimy z Matula.

Jest git! :-)

{0}

22 maja 2009

olusiexx (20-05-2009 23:12)
kocham twojego bloga
olusiexx (20-05-2009 23:12)
czuje sie jakbym czytala dziennik bj.

Okeeeej. Ale o ile cale zycie chcialam, zeby chociaz troche przypominalo jakis film, tak teraz calkowicie chcialabym sie z tego wycofac. Spoko, telenowela, opera mydlana z K. Dalo rade z zonatym Politologiem. Przebrnelam przez kilka odcinkow OTH, zahaczylam o ulubiony Closer.. I nawet to, ze Olka nie jest pierwsza, ktora porownuje mnie do BJ bylo mile. Az do wczoraj. Nie wiem za bardzo, jak ubrac wczorajszy dzien w slowa, wiec I will explain it przy pomocy sceny z BJ. TEGO chyba nikt nie przewidzial :D. Aczkolwiek nie bede sie uzalac, nie bylo zle. Tylko nie wiem co teraz z ta Ana zrobic. Nie chce zeby moj blog zaczal niepokojaco bardzo przypominac bloga Igi (mybrasil4u). Anyway. W tym tygodniu mam jeszcze do zaliczenia Toma Sraczke i Kanadyjczyka z internetu. Bedzie git, tylko musze sie chyba troche uspokoic :D..

Aktualnie wiekszosc moich przyjaciol z kursu siedzi juz w lawkach, a ja - mimo tego ze nie spie od 7 - siedze pod kocem w cichym domu. To najprzyjemniejsze, co moglo mi sie przydarzyc. Wagary z cieplym kubkiem w dloni. Owszem, nadrobie zaleglosci w niemieckim.. ale najpierw musze dopisac list do Dziadkow i obejrzec Gilmore Girls. Aaaa, wiadomosc dla Agatisa - moja piekna Sara Nuru wygrala! Germanys Next Top Model by Heidi Klum zostala dziewietnastoletnia Etiopka (brzmi jak "idiotka", wiec pewnie wcale sie tak tego nie odmienia :P) z Monachium. Ach, Och.

O losie :D!

{0}

26 maja 2009

Dobra. Laptop mi sie nagrzewa, nie mam sily, ani ochoty.. Ale czas na przedstawienie moich najnowszych przyjaciol :


Isabel aus Kolumbie. Smiejemy sie z niej, ze jest zawsze taka szczesliwa pewnie z powodu tej kolumbijskiej kokainy. Ze niby Kolumbia tylko z tego slynie. Ja mysle, ze bardziej z niesamowitych pod wzgledem ruchowosci tylkow, bo kiedy Isabel tanczy to nawet mi galy na wierzch wychodza. Jej pupa jest WSZEDZIE oO


Natasha z Macedonii, ktora dosc szybko przykleila sie do Stefana, ktory caly czas sie na mnie patrzy (i jego tlusty brzuszek piwny tez). Ale generalnie lubie ja. Skonczyla studia jakies angielskie i w Londynie mieszkala. Gud for her.


Stefan (Brazylia, jak wszyscy tutaj). Lubie go, bo ma fajne mieszkanie, duze lozko i zawsze pelna (alkoholu) lodowke. Actually, wczoraj mielismy maly trojkacik w jego m4. Mianowicie Jakajakaja, moja NIEdziewczyna, Ana Christina aka Ben i on. I butelka czerwonego wina. Czulam, ze Ana zaraz sie na mnie rzuci, wiec chcac jej pokazac ze WCALE NIE MAM NA TO OCHOTY, puszczalam oczka do Stefana. Stefan natomiast puszczal oczka do nas obu, bo taki juz z niego typ.


W trakcie ladowania sie zdjec, moze opowiem co sie wyrabia. Wczoraj (niedziela) randkowalam rano ze Sraczka (masakra) i uratowalo mnie nagle omdlenie (czulam sie tak kobieco, haha :D), natomiast wieczorem zapoznawalam sie z Amerykanskim Kanadyjczykiem (w skoncu dalej nie wiem czemu ma dwa obywatelstwa i czym czuje sie bardziej. Kim.) Generalnie, moja NIEdziewczyna (ale taki juz jej z mama nadalysmy przydomek. Na Irlandczyka mowilam "moj chlopak", na brazylie "moja dziewczyna". I naprawde nie wiem, po co ludzie maja imiona :D) jest o mnie zazdrosna i wrzuca mi po portugalsku, ze sie puszczam (chyba napisze do Igi, zeby mnie podszkolila, to sie tez wykaze w tymze jezyku, a co!). Generalnie Ana Christina jest naprawde w czoko, ja jej wrzucam po polsku, ona mi po swojemu.. Rozumiemy sie. Moglaby byc moja kolezanka. Gdyby tylko nie rzucala sie na mnie za kazdym razem, kiedy zostaniemy same. Uciekanie jest TAAKIE meczace.
Kanadyjczyk zaprosil mnie do kina. Pojde, ale boje sie ze nagle w polowie seansu na sale wpadnie uzbrojona Ana i powybija wszystkich samcow :D.
Zdjecia sie naladowaly, wiec ja podrzuce jeszcze kilka z ostatniej (zgubnej w skutkach) imprezy :


Brazylia + Brazylia. Cholera, imion nie pamietam. A, cholera dwa. Nie zalapal sie na zdjecie sliczny Argentynczyk, aajjjjt!


Indonezja. Skosnoocy sa tacy sympatyczni. Szkoda tylko, ze ni w zab nie rozumiem co do mnie mowia, tym swoim smiesznym akcentem, ech.


(jest mi b. przykro, ze w pionie.) Od lewej : Ukraina (wyjatek od reguly, ze Ukrainki sa ladne?) aczkolwiek b. sympatyczna Anna. Dalej moja piekna i ukochana Kolumbia <333333333, kaj, Ana Christina.


A to juz nocne harce, do ktorych nie dotrwalam. W sensie fizycznie chyba tak, bo zdjecia pochodza z mojego aparatu (czyli wychodzi na to, ze JAM je robila)..ale ducha chyba wyzionelam juz kolo 22.. Wstyd przed Rysiem, reaaaally.

Jutro dzien Matki. Musze kupic globus.

{0}

26 maja 2009

Mama oglada TV w duzym pokoju. Nagle slysze krzyk :
- Kajaaaaaa, szybkooo! Kaja Kaja Kajaaaaa! .
- co? :C (przybieglam)
- Patrz! Jözefowicz!


{0}

28 maja 2009

Wysiadajac z U-bahnu natknelam sie na Greka z göry. To znaczy na Coste, nie na mlodego Nika. Musialam rozmawiac z nim cala droge, naszym wspolnym kaleczonym niemieckim. Bylo fajnie.

Costa : und was mit die Fischen? Sterben?
Kaja : Nein nein. Alles gut. Aber zwei sind gestorben. Schade..
Costa : Kaaaja! Leute sterben jede Tag! Fischen sterben ist kein Problem.

co w wolnym tlumaczeniu oznacza:
Grek : a jak tam rybki Janusza? Umieraja jak go nie ma, bo pojechal do Berlina i nie ma sie nimi kto opiekowac?
Piekna : A gdzie tam! Wszystkie zdrowe! Tylko dwie umarly, ale to dlatego, ze ich nie karmimy. Troche szkoda.. Ciekawe co zrobi Janusch jak sie dowie
Grek : Aaa tam! Piekna! Dont ju ³ory! Ludzie na swiecie umieraja co kilkanascie sekund! Chuj z rybkami! Lepiej wyjdz za mojego syna i wyjedz z nim do Grecji!
Piekna : Aaa, no dobra. Dzieki, tesciu. Dozo!
Grek : Pochwa!

Generalnie, to sie usmialam. Wtedy, i teraz. No niewazne.

Na kursie smsuje z Piekarzem i Kanadyjczykiem Serkiem z Filadelfii, pisze listy do siebie i wspomnienia z zeszlego roku. W domu szal cial i nagrywanie pelnych tesknoty filmiköw, dla Piek. Od trzech dni mam chyba swinska grype, bo nawet wczoraj zrywajac rozmawiajac z Ana, nagle poczulam sie slabo i musialam jechac do domu (myslalam, ze umre w Sbahnie. Jak rybki Januscha). Nawiasem mowiac, wlasnie zaczynaja sie Pflingsferien - tj dwa tygodnie wolnego. Ale Kaja nie jedzie do Polski (boo hoo). Kaja jedzie do Berlina. Niach Niach :D




Dzien Piekarza. I miss youuuuuuuuu! :D

{1}


wiecej








Tweets by @kadinaja