03 kwietnia 2016

Cześć, jestem Kaja i od trzech nocy mieszkam w nowym Domu. W wolnych chwilach zajmuje sie dekorem (z pomocą spiesza mi chińskie sklepy na Teneryfie) oraz walką z mrówkami (słowo daje, jest ich tu wiecej niz ludzi w Chinach). Notatke pisze na telefonie, bo wciaz nie mam w domu internetu. Ani telewizora. Przez większość czasu słucham w kółko tej samej piosenki, zeby nie umrzeć w ciszy. Albo oglądam stare odcinki Grays Anatomy, zeby nie umrzeć w ciszy.  
Pije mniej kawy i alkoholu, ale za to pale wiecej papierosów. Wczoraj wypiłam 2 lampki szampana, a 2h pozniej jedno małe piwo i dzis obudziłam sie z kacem. To sie nazywa starosc, tak słyszałam. 
W teamie mam praktycznie samych nowych ludzi, ktorzy sa młodzi, gniewni, przesadnie pewni siebie i maja kompleks animatora-bożka. Jeden jest albinosem. Inny ma rozbieżnego zeza. Wiecej nic nie powiem. 

Mam za to Kristel, ktora zostawia mi na krześle prezenty kiedy mam trzy dni wolnego pod rząd i tęskni za mna w pracy. Mam tez Dago, ktory zawsze krzyczy do mnie KAAAAAAJUU i duzo sie uśmiecha. Nie jest zle, niczego mi nie brakuje. 

(poza pieniędzmi, narzeczonym, ładnymi dekoracjami do domu [nie moge patrzeć na tą chinszczyzne], czasem, rodziną, kotem, optymizmem)

Cześć, jestem Kaja i uczę sie byc optymistką. Chcesz byc moim przyjacielem? 

{0}

15 kwietnia 2016

Mam dziwne sny, z nocy na noc coraz dziwniejsze. Mimo tego, ze dziewczyny wyjechały juz tydzien temu, wciaz śpię na kanapie. Wczoraj podpisałam umowę z internetem, a pozniej kupiłam do domu duzo kwiatków. Tak, domu. Zaczynam czuć sie tu dobrze.  Coraz mniej boje sie ciszy i trzaskających drzew za oknem. Zaprzyjaźniłam sie z kotami sąsiadów (często wpadają na wieczorna wizytę i patrzą mi prosto w oczy). Jestem troche zmęczona bo hotel wciaz pełny na sto procent i juz wcale nie planuje zapisać sie na siłownie (tracę nadzieje na to, ze kiedykolwiek bede miała na nią energię po pracy). W zamian za to czasami ćwiczę z Jilian albo wybieram sie na jogging przy pomarańczy zachodzącego slonca (kaja poetka). Często snapuję. Uczę sie stawiać na swoim i nie bać na głos wypowiadać swojego zdania. W pracy raczej wszyscy mnie lubia. A przynajmniej ci, ktorych lubie ja. To wazne. 

A co tam u Was, robaczki? 

{0}

23 kwietnia 2016

Chce byc Szwedka.

Szwedzi nawet PACHNA inaczej. Ostatni tydzien spedzilam z Ella i jej znajomymi. Najpiekniejsze widoki tego roku + nareszcie poczucie jako takiej przynaleznosci. Duzo zartow, duzo szampana, duzo piknikow i plywania w morzu przy zachodzie slonca. A potem duzo (ich) spiewania i (moich) lez (wzruszenia). Ale Szwedzi w niedziele wyjezdzaja.. i znowu zostane sama.
Team w RIU jest najgorszy(!) w jakim bylo mi dane pracowac. Troche przymina mi to czasy Lanzarote, kiedy to pracowalam z idiota Wesleyem. Ale teraz chyba jest gorzej. Gdyby nie Kristel, Dago i Judith - oszalalabym. 

Za tydzien przyjezdza Kot, z Mama i Januschem. Googluje najlepsze opcje zabezpieczenia balkonu. Niestety, mieszkanie na parterze ma swoje wady. Duzo wad. Wlasciwie to w ogole nie ma zalet.

Szwedzi pachna sangria i wynajetym samochodem. Czystymi ubraniami i przygoda. Uprzejmoscia. Pachna blond wlosami. Lubie Szwedow. A juz najbardzej lubie Manne, bo wylgada jak Simon i czuje sie, jakby znowu byl dwatysiaceczternasty.

Slucham w kolko tej https://www.youtube.com/watch?v=Eo_s0iEA41o piosenki i nie moge oprzec sie wrazeniu, ze lada moment bede tu siedziec i plakac.

Urodzinowy countdown. Starosc za: 13 dni. 

{0}

28 kwietnia 2016

Wracam do domu po calym dniu pelnym niepowodzen (sparzona reka, zbita szklanka, 9 tydzien bez okresu, rozbity sloik pelen ciecierzycy, niedzialajacy telefon na mini disco, klucze zatrzasniete w mieszkaniu, SKASOWANA NOTKA). Otwieram butelke bialego wina, zapalam swieczki i papierosa. Pierwszy lyk. W tle cichy glos Ingrid Michaelson
Trzy dni do przyjazdu kota. W niedziele o tej porze bede miala sie do kogo przytulic. I z kim napic, bo bedzie Mama. 


Naprawde staram sie zaprzyjaznic z ludzmi z teamu. Dzisiaj nawet wyszlam na fajke z Hektorem. I pozartowalam sobie chwile z Michele. Ale ciezko jest byc dla kogos fajnym, jesli aktualnie jest sie najgorsza wersja samego siebie. Sprawdzaja sie slowa pani pseudopsycholog z 2009: Pani Kaju, przed problemami nie da sie uciec. I o ile moje rozterki z 2009 byly zupelnie inne od tych, ktore nie daja mi spac w nocy teraz (ojejku jejku, skonczyl sie moj zwiazek z krzyskiem, a studia sa dla mnie za ciezkie vs zblizam sie do trzydziestki i wciaz jestem najsamotniejsza osoba na swiecie) - miala suka racje
I nie ma sensu, zebyscie mowili Kachu, wracaj!. W monachium tez bylam samotna. 

Wrocilam do wymarzonej pracy, mieszkam w miejscu o ktorym trajkotalam bez konca przez ostatnich kilka miesiecy. I co? I nic. Tutaj rozchodzi sie o cos glebszego, sie obawiam. 
I to nie jest (wyjasniona, przegadana) tesknota za Arturem. To nie jest kryzys wieku sredniego. To nie jest ogolnopojety brak planu. To jest cos takiego, przez co nie chce mi sie co rano otwierac oczu. To jest cos takiego, ze nie moge przestac sluchac w kolko tej samej piosenki i pic tego bialego wina. To jest cos takiego, ze mam wrazenie, ze juz nigdy nie bedzie lepiej.

Ostatnio w Los Cristianos zawalil sie budynek pelen ludzi. Rok temu w Egipcie terrorysci wtargneli do Hotelu RIU i strzelali do ludzi. Johan(27) ze Szwedzkiego teamu ma raka.

To jest cos takiego, ze czasami mysle sobie, ze lepiej by bylo, gdyby te wszystkie rzeczy przytrafily sie mi. 


Ale to nic, to tylko hormony. 9 tygodni bez okresu, mowie Wam. 

{0}


wiecej








Tweets by @kadinaja