10 kwietnia 2015

Obudzilam sie zaplakana. Snila mi sie szkola, wrocilam chyba wlasnie z jakiejs podrozy i podczas przerwy bylam krolówa popularnosci. Kazdy mnie o cos pytal, chcial sluchac moich historii, ogladac moje zdjecia. Nagle zadzwonil dzwonek i wszyscy weszlismy do sali numer 17. Mowili mi, ze to druga liceum, ale przeciez cala klasa (i budynek) to podstawówka.
 Weszlismy i nie mialam gdzie usiasc. Stalam na srodku i czulam ze czerwienia sie moje policzki. Zaczelam chodzic od lawki do lawki, nikt nie chcial mnie przygarnac, w koncu tyle mnie nie bylo, wszyscy maja juz swoje miejsca. 
W koncu usiadlam z jakas burza kreconych wlosow i próbowalam ukryc lzy. Gdzies za mna siedzial chlopak, w ktorym najwyrazniej musialam byc zakochana, bo zrobilo mi sie przykro, kiedy nawet na mnie nie spojrzal podchodzac do tablicy. Zaczelam plakac jeszcze mocniej - i ten placz (razem z dzwiekiem budzika) mnie obudzil.

Takie dziwne uczucie nieprzynaleznosci. Samotnosci. Teraz to juz mozesz polegac tylko na sobie - nigdzie sie juz nie odnajdziesz. Dom to nie dom. Przyjaciele to nie przyjaciele. Ciagla tulaczka z samolotu do samolotu, z ciepla do zimna, z wyspy na lad. Nie zawsze jest to przyjemne. Ale chyba jestem od tego uzalezniona. 

**

Osiem dni prawiecalkowitejtrzezwosci. Kilka babskich spotkan, nocnych wycieczek do Tesco i niedopisanych SMSów. Duzo ciasta, duzo rodziny, duzo koniaku wypitego z Dziadkiem. Deszcz ze sniegiem i podrywanie chlopców na Tinderze. I glowny temat rozmow - sluby, zareczyny, ciaze, chrzciny. 'No a powiedz mi Kaju, co u Ciebie? Gdzie Ty teraz wracasz? I co potem? A dlaczego juz nie pracujesz w RIU? A, to nie chcieli przedluzyc Ci kontraktu? Jak to nie mogli, dlaczego? Dziwne to jakies wszystko. No i co teraz bedziesz robic? Masz zasilek, serio? To Ty tam tak normalnie pracowalas? Nie, no to zajebiscie. A co z tym Arturem? A czemu tak? Ej, a widzialas sie z tym Twoim mecenasikiem? Acha. A Co z kotem? Jezu, biedny, pewnie teskni. A slyszalas, ze (...)'
- fragment kazdej mojej rozmowy z dawno niewidziana kolezanka. codziennie. po kilka razy. 

Przez ten wyjazd zauwazylam, ze nie lubie mowic o sobie konkretami. Lubie mowic o tym co i jak czuje.. ale nie pasuje mi, kiedy musze opowiadac o swoim zyciu, konkretnych wydarzeniach i osobach, planach. Nie lubie miec uwagi rozmowcy/rozmowcow skupionych tylko na mnie, wpatrzonych, wyczekujacych.
  Chyba ze jestem na scenie, a w dloni trzymam mikrofon. Ale to juz inna historia.


Ostatnie piec dni w Monachium, czternasty kwietnia coraz blizej. Juz nawet nie wiem, czy zadzwonie. (Who am I kidding, of course I will.) 


{0}

12 kwietnia 2015

"Bloga czytam chyba po prostu z przyzwyczajenia.."

Tyle juz mialam po Tobie plasterków. Staje sie ta osoba, o której marzylam podczas pierwszej oficjalnej jesieni w Monachium, maszerujac dzielnie, samotnie z Moosach az na Sandstraße (to chyba gdzies tam obok Kulawego), sluchajac Ingrid Michaelson, wspominajac wakacje z Raulem, Isabel, Ana Ukraina, Freda, Ana Cristina, Danem Kanadyjczykiem, Ajrin, Stefanem.. Moje pierwsze wakacje TU. 
Pamietam, ze mialam na sobie rózowe trampki i jakas stara, wyswiechtana kurtke z ciuchlandu. Bylo juz dosc chlodno, ale ja dzielnie szlam przed siebie, zastanawiajac sie nad zyciem i o tym, jaka bede w przyszlosci. 
To jedyna rzecz, która planowalam sobie od dziecinstwa. Nie to KIM bede. Nie to gdzie. Nie z zawodu, nie ze maz, rodzina i dzieci. Tylko JAKA. 
Ze bede kobieta sukcesu. Ze bede mieszkala sama i sama sie utrzymywala. Ze bede piekna. Ze bede silna i niezalezna i nigdy nie bede plakac. Ze bede lamac serca - to we mnie wszyscy beda sie zakochiwali, a ja w nich nie. Ze bede miala ladne oczy i piersi. Ze bede fajna, po prostu. 
Pozniej juz, im bylam starsza i im wiecej zawodów (zyciowych, milosnych) mialam za soba, tym bardziej ta lista sie rozrastala. Ze juz nigdy nikomu nie zaufam, ze ludzie to chuje, a ja kiedys wreszcie pokocham sama siebie i po tych ludziach bede stapac, w dupie ich miec i niczym sie nie przejmowac. O tym marzylam sobie jako nastolatka. 

I to sie, kurwa, wszystko stalo. 











(wszystkie zdjecia z mojej przeszlosci i archiwum bloga untalented.fotolog.pl)

Jak czesto zastanawiasz sie nad tym, czy jestes dobrym czlowiekiem? Ja to pytanie zadaje sobie kilka razy dziennie. Place podatki, karmie glodnych, usmiecham sie do obcych, kiedys nawet przeprowadzilam staruszke przez ulice. Jestem pomocna i szczera - w ramach mozliwosci i checi. Ale swoje wlasne dobro, wygode, czy nawet lenistwo - zawsze postawie na pierwszym miejscu. Czy to czyni mnie zla osoba? 
Ze czasem nie odbiore telefonu? Ze czasem odpowiem nie, bo nie, i nie bedzie mi sie chcialo tlumaczyc? Ze czasem pozwole komus sie w czyms wyreczyc, tylko dlatego, ze ten ktos chce, a ja przeciez glupia nie jestem, klocic sie nie bede, jak chcesz dodawac sobie obowiazkow, a mnie przy tym odejmowac, to dlaczego mialabym protestowac.

Dzisiaj po drodze z Euros te wszystkie spacerowe piosenki wracaly. 


Jest mi dobrze. Zyje w zgodzie ze soba. Staje sie taka, jaka zawsze chcialam byc. Zimna. Twarda. Obojetna. Miej wyjebane, a bedzie ci dane (slowa Czarka, ktore w 2008 wryly mi sie w pamiec, wbrew pozorom jedna z najlepszych rad, jakie w zyciu dostalam).

**

Czytam te hipsterska ksiazke Halber i mysle sobie. Ona pila po to, zeby przestac czuc wszystko. Ja pije po to, zeby poczuc cokolwiek.


{0}

15 kwietnia 2015

Przelewa mi się w brzuchu i głowie. To chyba ten kac i te wczorajsze rozmowy z Marcinem. Stracilam glos, wyśpiewałam wszystko to, co mysle, pozniej troche poplakalam i wyslalam o jednego SMS za duzo. Dosc juz mam alkoholu, ktory miesza nam w glowach. Czasem niektórych rzeczy lepiej jest nie wiedziec.

*

Miesiac w Europie naturalnie na plus, a przeciez tak bardzo sie nie spodziewalam. Te wiadomosci wysylane z Tarzanem jeszcze 4 tygodnie temu, ze nie chce tu jechac, ze ludzie tacy negatywni, ze nikogo juz tutaj nie mam, ze wszyscy zyja swoim zyciem, a ja co. 
No i sie mylilam. 
Ludzie nie sa negatywni. Sa prawdziwi. Otwarci. Mniej powierzchowni, niz ostatnio zapamietalam. I lubia mnie, cholera. Wciaz mnie lubia, mimo uplywu czasu i rzadkich spotkan. Tylko nie wiem, czy za kazde kolejne "Kaja, wydoroslalas!" mam dziekowac, czy lac w morde. Bo doroslosc to smutek. A ja nie chce byc smutna. 





(Mam za soba taki 14 kwietnia, ze az nie wierze w to, ze to wszystko tylko przypadek i zbieg okolicznosci. Taki, ktory pojawil sie nagle i zza rogu, i z broda, i schowany w szarym kapturze, i pachnacy Calvinem Kleinem. Taki, ze nie wiedzialam co z nim zrobic, jak zaczac, z której strony ugryzc. I juz nie bylo niezrecznej ciszy w samochodzie. To co, kiedy znowu przyjezdzasz?)

*

Wracam o sto kilo grubsza, zmeczona, troche podpuchnieta. Wracam do kota i Szweda, ktory mysli, ze jest moim chlopakiem. Do Tomka, Petji, Tarzana i Kristel. I do slonca.


{0}

17 kwietnia 2015

Teneryfa juz sie dla mnie konczy. 

Skonczylo sie RIU.
Za 2 dni wyjezdzaja wszystkie Szwedy = Erik (kimkolwiek by dla mnie nie byl, chlopakiem czy zapchajdziura, byl dla mnie wazny), Jasmine (jedne powazne rozmowy na balkonie przy mentolowych papierosach i truskawkowym cydrze), Elisa, Christian, Douglas (magik-iluzjonista, o ktorym jeszcze uslyszycie, jestem pewna), Rebecca, Saana, Maiken (grudniowe rysunki miniklubowe).
Tomas sie wyprowadzil.
Rikardo (wlasciciel mieszkania) coraz mocniej przegina pale = tak, czy siak, musze zmienic dom.

I jakos tak. Wszystko sie uklada, Monachijsko.
Praca, ktora sama sie do mnie dobija.
Znajomi, ktorzy mnie lubia.
Agnieszka.
Magda.
Mama. (jaki przyps w ogole, ze podana na 5tym miejscu, ale to naprawde nie jest napisane jakos wedlug hierarchii waznosci)
P. N.
Kasa (ktora wreszcie by sie zgadzala). 
Pogoda.
Wszystko.
Pod koniec czerwca do Mon. przeprowadzaja sie tez Kalo i Mary-Anne. To tak jakby miec czesc Teneryfy ze soba, tam!
Slub Olgi w lipcu (i tak musze byc w PL).


**

Gin&Tonic mowi za mnie.
Mam tak, ze sama nie wiem, co czuje. Sa dwie opcje. W obydwu sama siebie oklamuje.
  1. Albo jest tak, ze mi nie zalezy, ale na sile wmawiam sobie, ze TAK, bo chce cos poczuc.
  2. Albo jest tak, ze mi zalezy W CHUJ, ale na sile wmawiam sobie ze nic, bo celem mojego zycia jest byc krolowa sniegu.
Tak czy siak, od kilku dni jest ciezko. A od kiedy jestem TU (24h), jest nagorzej.
Kolejne wyslane SMS, nie wiadomo po co, chyba tylko zeby przypomniec sobie, ze COS. Zapach z nadgarstków juz dawno sie zmyl, a malinek tym razem nie bylo. 
Marzy mi sie cos z topionym serem i duzo szampana. Cokolwiek, zeby zapomniec.

You're the glitter in the darkness of my world
Just tell me what to do
I'll fall right into you
Going under cast a spell just say the word
I feel your love

*

Troche sie boje, ze jak Erik wyjedzie to strace ostatnia zyczliwa dla mnie osobe (mimo tego, ze wrocilam dopiero wczoraj).

*

Takze tak. Pierwsza doba na Teneryfie. Jasne, wciaz czuje ta sama milosc do wszystkiego. Ale moze to przez te nadchodzace urodziny, moze przez wyjezdzajacych Szw., moze przez ten magiczny miesiac w Monachium.. czuje, ze ta Teneryfa jakos tak dla mnie.. sie skonczyla.

Darling, hold my hand
Oh, won't you hold my hand?
Cause I don't wanna walk on my own anymore
Won't you understand? Cause I don't wanna walk alone

La Palma za 3 dni.
Potem tydzien decyzji. Czas, start.


{2}

19 kwietnia 2015

Szwedzi, Szwedzi i po Szwedach. Zostala tylko Jasmine z Finlandii, ktora wylatuje we wtorek (ale ja jutro wieczorem plyne na La Palme, wiec latwiej mi bedzie przezyc to rozstanie). Nie mam pojecia kiedy minelo te 6 miesiecy. Pamietam jakby to bylo wczoraj kiedy jakos w pazdzierniku siedzialam na balkonie i uslyszalam pierwsze nordyckie slowa, wysiadajace z taksówki i taszczace walizki po schodach na gore. Wiedzialam, ze sie z nimi zaprzyjaznie, bo Skandynawowie to wbrew pozorom fajni i ciepli ludzie sa. 
Zaczelo sie od podgladania Mlecznego Szweda przez okna Mini Clubu. Pozniej pierwsze papierosy z Jasmine i Maiken. Pozniej jakies wyjscia do Horseshoe, i ta pamietna domówka u Douglasa i Olivii. A pozniej juz byl grudzien, i zima, i Erik ktory zaczal zbijac mnie z tropu - jak to, to Ty jednak nie jestes gejem? 
Pewnie gdyby okolicznosci byly inne, albo ja troche mlodsza i naiwniejsza, dalabym sie poniesc temu romansu (romansowi, wiem). W koncu kto nie lubi dostawac kwiatków bez okazji, swiezej dostawy szpinakowego ciasta co kilka dni, ogladac gwiazd pod golym niebem, albo piknikowac w wiosennym sloncu? Ale jednak nie, jednak chlopiec ktory jest bardziej kobiecy niz ja, mimo tych wszystkich cudownych cech, odpada. Co nie zmienia faktu, ze zycze mu wszystkiego dobrego, oby zaznal szczescia z jakims innym, Szwedzkim chlopcem. Bo jestem pewna, ze za dwa lata odkryje, ze jednak JEST gejem i bedzie "Dlaczego nikt mi o tym nie powiedzial?" A ja powiem, ze mu mowilam, tylko nie chcial mi wierzyc.

No ale. Nie o wychodzeniu z szafy i ludzkiej seksualnosci miala byc ta notka.
Miala byc o tym, ze dzisiaj rano wszystkie Szwedy wyjechaly.. i czuje sie tylko troche bardziej pusta w srodku. Rok temu, kiedy wyjechal Pajac, Linnea, Robin, Ludde, Viktor i reszta, wydawalo mi sie ze to koniec swiata. Plakalam przez trzy dni z rzedu i mialam wrazenie, ze juz nigdy nie poznam tak cudownych ludzi. A to byly tylko dwa miesiace spedzone z nimi. 
Z ta grupa spedzilam wiecej czasu, przezylam fajniejsze chwile i wypilam wiecej wina. A mimo wszystko boli mniej. 
Dlaczego?














Podobnie jak rok temu dostalam pierdyliard rzeczy do domu, jedzenia, swieczek, kubków, poduszek, poscieli, ozdób (choinkowych tez), szamponów, kosmetykow, srodków czystosci, alkoholi - wszystko, co oni przez ostatnie 6 miesiecy kupowali, a teraz nie chcieli zabierac do domu. I z jednej strony radosc w wuj, bo moje mieszkanko za chwile przejdzie kolejna metamorfoze (zawsze w kluczowych momentach zycia zabieram sie za przemeblowywanie), a z drugiej strony po co mi to, skoro i tak za chwile wyjezdzam.. 

Hejdå, mina vänner! 

{0}

23 kwietnia 2015

Okazuje sie, ze jednak moge wziąć resztkę paro "na wynos", do Monachium. Wakacje z Kristel na La Palmie (dzien 2/5) uświadamiaja mi kilka faktów: 
1. Uwielbiam ją. 
2. Tesknie za praca w RIU. 
3. Musze asap wrócić do Monachium. 
4. Starzeje sie. 
5. Jestem szczęśliwa, ale tez powoli przesamotna. Nie da sie iść przez całe zycie samej.  

Opalamy sie, zwiedzamy, jemy zdrowo i praktycznie (nie licząc lampki wina do obiadu) nie pijemy alkoholu. Nie wiedziałam ze tak da sie spędzić wakacje Al Inclusive. Aż do teraz. Szok termiczny, ale lubie to. 

Czytam stare notatki z telefonu (siema 2012!) i zaczynam odliczanie dni do urodzin. Dwa tygodnie, czas start. 
Wycieram nos, podnoszę głowę i stawiam czoła dorosłości. 
.
.
.
Chyba. 

{0}

29 kwietnia 2015

No to tak. Po pierwsze, TA PIOSENKA. Czuje ze to wlasnie z nia skoncze 26 lat. Ostatnio w ogole jakos duzo cudnych melodii mi sie trafia, nareszcie mam nowy soundtrack zycia. Nareszcie moge skasowac te zasmiecajace mi iPoda nuty o nadmorskim wschodzie slonca, albo zoltej kurtce, slodkim listopadzie. Jasne, wszystkie piosenki z CZYMS lub kims zawsze beda mi sie kojarzyc.. ale meczace jest to, ze czasem ide sobie ulica, patrze w slonce, wacham swoje wlosy.. i nagle, znienacka (albo ze sluchawek) pierdolnie mi prosto do mózgu blinkowe I miss you, albo to cale wielorybowe Safe and Sound (zróbmy sobie jednakowe tatuaze! my ass). 



Kui taevavärv kord mu unistustest puhub
Kõik nii või naa üks kord on muld
Kui merevärv kord mu mälestustes tuhmub
Kas miski katkestab veel und?


Druga rzecz to moje wakacje na La Palmie z Kristel. Prawie bezalkoholowe, calkowicie bezpapierosowe, pelne salaty, zdrowego jedzenia i trekkingu. Zupelnie NIE tak sobie je wyobrazalam, a mimo wszystko jestem zadowolona, wypoczeta i szczesliwa jak nigdy. 

nasza pierwsza noc i zarazem najlepszy camping swiata ;D

siema Tene! (+ La Gomera po prawej)







*

Zblizaja sie moje 26 i od kiedy pamietam, zawsze mialam co do nich wielkie plany. Od zawsze wiedzialam, ze beda przelomowe. Zreszta, zbieram sie do napisania epickiej notki o tym, co sie obecnie w moim zyciu dzieje.. i tego, co sie w najblizszych miesiacach wydarzy. Jak zawsze sprawy potoczyly mi sie w zyciu nie do konca tak jak chcialam.. i teraz czekaja mnie kolejne konce, poczatki i przeprowadzki. Ale to nie do konca oznacza, ze jest zle. Po prostu.. inaczej. Zycie, jego kregi, powtórki, nowosci, starosci.
Chociaz nie powiem, ciesze sie na to wszystko. Z jednej strony dlatego, ze czeka mnie wiele dobrego. Tak jakby czuje, ze to krok w strone tej znienawidzonej doroslosci (cokolwiek by to nie znaczylo). Z drugiej boje sie tego destrukcyjnego jeziora, w ktorym w te wakacje moge utonac. Jesli tylko odplyne za daleko od brzegu, zakopie w tej przyjemnosci.. moze sie to zle skonczyc. Chociaz po moich ostatnich doswiadczeniach, stwierdzam, ze marne szanse na oderwanie sie od rzeczywistosci. Za stara jestem na to. 

..Mysli mi sie nie kleja od tej trzezwosci. 
7 dni do znalezienia idealnego tatuazu, biletów, zalatwienia sprawunków (weterynarz, paro, impreza) i pozegnania sie z mlodoscia. Zycie - czas, start. 

PS. Twoj blog listów niedopisanych (a raczej dopisanych, ale niewyslanych) zaczyna sie rozkrecac. Chyba kiedys zrobie kariere literacka na bylych chlopakach.

{0}


wiecej








Tweets by @kadinaja