09 kwietnia 2014

Czwarty miesiac na Teneryfie!
Nie wierze, ze juz jest kwiecien. Dopiero co byl styczen, walentynki, dzien kobiet.. A za chwile Semana Santa, Wielkanoc, te wszystkie Paschy i Triduum Paschalne; w tym roku beze mnie. Ciezko bedzie to przezywac bez Józefa, lanego Poniedzialku, mazurków Babci Bogusi i swiecenia jajek.. ale przezyje. Cos mi sie wydaje, ze nawet nie zauwaze Swiat. Pozniej moj ulubiony dzien w roku, czyli imieniny (aka Dzien Politologa, moj Boze, kiedy to bylo!), kilka dni pozniej moja smierc (26.04).. a potem urodziny. Kachu bedzie WRESZCIE wchodzila w swoj wymarzony wiek. Bo od zawsze chcialam miec 25/26 lat. Od kiedy pamietam, wszyscy marzyli o 18stce, potem moze piosenkowych dwudziestolatkach.. A ja nie. Dla mnie to 25 to taka perfekcja, zloty srodek pomiedzy dorosloscia, a mlodoscia. Dlatego tez nie moge sie doczekac. 
Stawia mnie to poniekad tez troche w ciezkiej sytuacji. To bedzie duza odpowiedzialnosc, wkroczyc w swoj wiek idealny. CO sie moze stac? Z kim? Gdzie? Jak? 
Pamietam, jak jeszcze (calkiem niedawno) rozmawialam o tym z Natalia, na jej balkonie, piekac przedswiateczne ciasteczka i pijac wino (?). Kurczaczek, jak ten czas leci.

.. i znowu wpadlo mi sie skojarzeniowo na mojego P., ktory niedlugo mnie zostawi. 17 dni.  I zostane sama. Bez przyjaciela (wlasciwie, to liczba mnoga, bo oni wszyscy wyjezdzaja, caly nordycki team opuszcza hotel i zostawia nas, ludzi RIU, samych). Nie bedzie lekko, ale z drugiej strony, jakis taki cichy glosik w mojej glowie (sercu?) mowi mi, ze dam rade. Ze mam to wszystko pod kontrola. Ze nie dam sie tak latwo zranic, bo nie jestem jeszcze az tak bardzo zaangazowana. To wszystko dosc swieze i nie ma co sie przejmowac. Juz nawet nie yolo, bardziej zdrowy rozsadek. (ale moze na razie tylko tak gadam, a pod koniec kwietnia bede ciela sobie zyly. we'll see!)

ACH! Apropo.. niczego. 
Rozmawialam wstepnie z szefem o urlopach i najprawdopodobniej bede miala 3 tygodnie wolnego we wrzesniu/pazdzierniku :). Co za tym idzie - Oktoberfest, piweczko w plenerze, moze jakis szybki wyskok do Polski :). Wydaje sie jakby to bylo za 100 lat, ale szybko zleci. W koncu juz kwiecien.

Na koniec wrzucam mala noteczke od Tarzana, ktory wlasnie zaszedl mnie od tylu w HorseShoe i kiedy dowiedzial sie, ze pisze bloga, koniecznie chcial wtracic swoje 3 grosze. Nie przejmujcie sie, sama tez nic nie rozumiem (zaplace 5zl za tlumaczenie):  

Sinceramente no se de que esta hablando esta mujer aqui arriba, pero en mi vida habia escrito antes en un blog y me hacia ilusion.
Kaja, Kaya, kaju.... simplemente adorable.. fuerte, grande... un diamante en bruto, aun por pulir... una persona que desde el primer momento que la vi me transmitio su fuerza y grandeza..... Kajuuuuu.. eres grande.. cree en ti como yo lo hago.. por que tu lo vales.. te quiero. TARZAN.








Siema!

{4}

18 kwietnia 2014




Well, first of all - INGRID wydala nowa plyte. Moje zycie na nowo zyskalo sens. Codziennie, na repeacie 11 nowych piosenek + 3, ktore wyszly wczesniej (Girls chase Boys, Afterlife and Wonderfull Unknown). Znowu mam obsesje. Umieram przy kazdej nucie i spamuje Facebooka swoimi uczuciami. I can't stop. Sorryimnotsorry.

Co poza tym. 

NOWOSCI, NOWINKI. 

W pracy bardzo tranquillito. Od kiedy przestalam byc iksem, mam strasznie duzo wolnego.. i nie wiem co ze soba poczac. Wiec w wiekszosc wolnych dni/nocy I TAK CHODZE DO HOTELU. Obejrzec show, albo zjesc, albo popomagac (ludzio, ktorzy nawet nie potrzebuja mojej pomocy). Ale od zaprzyszlego tygodnia zaczynamy z próbami do nowego show, a co za tym idzie, bedziemy CODZIENNIE przez 14dni zaczynac o 8 rano.. a potem pracowac normalnie, do 17 (plus nocki). Umre chyba ze zmeczenia. Wiec korzystam teraz. Niedlugo zapluje sobie brode, ze nie cieszylam sie bardziej z tej wolnosci. 

Moja milosc ma sie w porzadku, mimo codziennych (?) up's and downs'ów. Raz na wozie, raz pod wozem, jak to mowia. Zwlaszcza, jesli kreci sie z 22 letnim dzieciaczkiem, ktory nie umie sam swoich emocji trzymac na wodzy i co chwila wpada w jakies dziwne, filozoficzne przemyslenia.* Co ma sens, a co nie ma? Czy warto sie angazowac, czy nie? A tak w ogole to ma dola, bo (cytat!) nie umie kontrolowac swoich uczuc. No syneczku. Od tego one sa, od tego sa one (Kononowicz). ZEBY SIE ICH NIE KONTROLOWALO. Tak, czy nie? (*Skads to znam, nawiasem mowiac. Tak jakby troche znalazlam sobie znowu taki sam typ czlowieka. Kochany, przytulasny.. ale jakis taki.. No zbyt wrazliwy, tak to nazwijmy. Ech, czemu mnie, Matke Polke wlasnie do takich ciagnie? I oni sie potem otwieraja, powoli, zaczynaja coraz wiecej, coraz bardziej, coraz mocniej dzielic swoimi przemysleniami.. az nagle stajesz sie ich matka, a nie kochanka, i nagle juz jest za pozno, zeby uciec. A zreszta, nawet jakby nie bylo, to i tak bys nie uciekla, bo taki typ Cie, niestety podswiadomie kreci. Bo czujesz sie wazna, madra i potrzebna. Bo lubisz przytulic do cyca, a jak ma katarek to nakarmic rosolkiem, a jak jest smutny, to kupic czekolade [true story]. Czemu, czemu, CZEMU?!)
9 dni milosci left. Duzo sie przytulamy i calujemy w nosy. Zobaczymy jak bardzo umre. 

WIELKANOC. W ogole jakos nie ogarniam tego, ze dzis(!) jest Wielki Czwartek. Ludzie siedza w Kosciele i myja sobie stopy! Jutro droga Krzyzowa na Piastowskim,  czuwanie ze schola Prokopa.. nocne spacery po LSMie. Nie wierze. 
A ja tu, grzeje sie, poce jak prosie, dzisiaj mialam 2 hot* activities z Kalo (*hot nie tylko ze wzgledu na pogode, HUEHUE!). Nie czuje swiat. Nie wiem, jaka jest pora roku. Nie wiem, jaki dzien tygodnia. Przez to, ze moje Dias Libre sa ruchome, dla mnie zawsze po odpoczynku jest poniedzialek. Czyli na przyklad DZISIAJ (bo libralam we wtorek i srode). Ale to co. Przeciez szczesliwi czasu nie licza. Wiec chyba jestem szczesliwa. I guess.

Coraz wiecej mowie po Szwedzku, chociaz sama nie wiem PO CO, skoro wiekszosc (czyt. wszyscy) Szwedzcy goscie wyjezdzaja juz za tydzien. Szwedzki animation team tez. Strace przyjaciol i pole do popisu. A popisywac sie jest - mysle - czym. Umiem policzyc sama, bez patrzenia na kartke od 1 do 100. Nawet francuskiego jeszcze na tyle nie opanowalam (gubie sie gdzies tak okolo 7). Porabany jezyk, zupelnie nie jestem wstanie go jakos sobie wbic do glowy. I nawet z kartka nie umiem tak poprowadzic BINGO, zeby Francuzi i Belgijczycy mnie zrozumieli. A Szwedzki? W malym paluszku. Sju tusen sju hundra sjuttio sju! 

(Chyba najwazniejszy news)
Tomasz L. mnie opuszcza. Trzy dni temu wrócil do domu z pracy i oswiadczyl mnie, ze sie zwalnia bo go wkurwiaja denerwuja. I ze pod koniec tego miesiaca wyjezdza na Mallorke. Co za tym idzie? Plusy - bede miec cale mieszkanie dla siebie, bede mogla przejac jego pokoj, przemalowac wszystkie sciany na rozowo, kupic neonowe zaslony i rzucac moje brudne gacie gdzie popadnie. Minusy - nie bede miala komu krasc jedzenia, kogo denerwowac, do kogo geby otworzyc*, z kim chodzic na nocne spacery, kogo pytac czy grubo wygladam, albo co mam zrobic z P., (+ ogolnie do kogo zwrocic sie z porada na temat damsko meskich relacji).. a co NAJGORSZE : bede musiala sama oplacac nasze wielkie, dwupokojowe mieszkanko. Do plusów moge jeszcze na szybkosci dodac, ze teraz juz naprawde wszyscy mozecie mnie odwiedzac - bede miec wiecej miejsca. 

* MAM RYBKE!!!!!!!
We wtorek opuscila mnie moja pierwsza Szwedzka milosc - Linnea. Wyjechala na Gran Canarie do pracy (nie tak zle - tanie bilety i mozliwosc szybkich odwiedzin nawet w weekend).. i zostawila mi mnóstwo fajnych prezentow, ktorych nie mogla/nie chciala wziac ze soba. Na przyklad buty, wielka butelke wodki, smieszne plakaty kotów.. I RYBKE. Podobno nosila imie Fredrick, ale totalnie mi sie ono nie podoba, wiec oficjalnie oglaszam KONKURS NA IMIE DLA RYBECZKI. Moja idea bylo Skål (szwedzkie na zdrowie!), albo Skål ta mig fan (szwedzkie na zdrowie + przeklenstwo), a P. zaproponowal Belveder, co mi sie z kolei bardzo spodobalo, bo po pierwsze to JEGO pomysl, a po drugie, bo brzmi jak Belweder. Moge tez nazwac go Cava (szampan). Albo Charlie. Albo Dupa. Albo nie wiem, pomocyyyy!


Ludde i jego zubrówka.


Linnea.


Viktor, Robin, Kaju. 


Ludde, Linnea, Robin (aka maly klaun).


Linnea i Kachu!


Moje prezentachy.


Rybka bez nazwy. 


Korona (klasyk), tatuaz, kolczyk, serca na paznokciach, moja nowa placa z nowym imieniem (Kaju zamiast Kaya) + breloczek z ksiezniczka. = 100% ja, ostatnio. 

I to chyba tyle z newsów. Jestem ogolnie szczesliwa, mimo tego, ze wszyscy mnie opuszczaja i cos mi sie widzi, ze urodziny spedze sama (wszyscy przyjaciele = Szwedzi wyjezdzaja w przyszly piatek, Tomek 1.05, a Adry juz ze mna nie pracuje.. i jest troche szalona). Takze troche lipka, lipeczka. Do tego dzsiaj mialam mini break-down w pracy i ROZPLAKALAM sie podczas próby. 
Ale ogolnie jest na plus. Codziennie nowe karteczki na scianie. I dopoki swieci slonce, a S. nie lamie mi serca.. bede zyc. 

I've got two hands, one beating heart.. I'm gonna be alright.

Wasza Kachu. 

{7}

26 kwietnia 2014


umarlam.

https://www.youtube.com/watch?v=450p7goxZqg
https://www.youtube.com/watch?v=6Graa_Vm5eA
https://www.youtube.com/watch?v=2-ejI3nMbXU
https://www.youtube.com/watch?v=FKU3UuJhIxU


{1}

29 kwietnia 2014

Lecze sie Przeszloscia. 2013. Widze wszystkie przygody z Lifestyle LadiesWiedenskiego stopa z CMmakowe lody w Konstanz. Mam dobre zycie. Tylko te chwile, kiedy nadchodza zmiany, pozegnania, albo kiedy okazuje sie, ze nie bylam dla kogos wazna, tak bardzo, jak ten ktos dla mnie – one bola i sprawiaja ze na chwile sie zatrzymuje. Niepotrzebnie skupiam sie na tych momentach. Czepiam sie ich jak pijawka, tone we wlasnym smutku i, zeby mi sie przypadkiem nie polepszylo, otaczam sie wspomnieniami. Ogladam zdjecia, wrzucam filmiki sprzed tygodnia, zakradam sie do mieszkan*, tesknie.

Tesknota jest dobra, ale latwo sie w niej pogubic. Ja przez ostatnie trzy dni sie pogubilam. Teraz wracam do siebie. 

Szwedzi wyjechali. Bylo duuuzo lez, usciskow, pocalunkow, przyjemnosci. Wiem, ze z niektorymi jeszcze kiedys sie zobacze (Gran Canaria w czerwcu!). A z innymi juz nigdy. I z tym musze sie pogodzic. Nie jest latwo, ale dam sobie rade. Bo to malo ludzi wyparowalo z mojego zycia. 

* Dziewczyny z dolu w dzien wyjazdu zostawily dla mnie uchylone, tajemnicze okno. Wiec codziennie po zmroku, wchodze do ich mieszkania przez balkon. Siadam z laptopem, kradne internet, ogladam telewizje. Czekam az wprowadza sie nowi lokatorzy i pewnego dnia zastana mnie na sofie.. z kocem i poduszka :D
Oprocz tego, dostalam strasznie duzo prezentow. Rzeczy do dekoracji domu, jedzenie, alkohol, ksiazki, gazety, glosniki, lampy.. Mnóstwo. 
To dlatego pokochalam Szwedów. Wszyscy tacy mili, otwarci, przytulasni, bezproblemowi, skromni. Chcialabym byc Szwedka. Widzialam czasem ich przerazone spojrzenia, kiedy mowilam cos glupiego, albo glosno sie smialam, albo (klasyk) przychodzilam pijana do pracy. Ale polubilismy sie wszyscy, z jednymi od pierwszego, z innymi od czwartego wejrzenia. Po kilku tygodniach stalam sie czescia ICH teamu, odpuszczajac sobie troche moich RIUtardów. Dlatego teraz tak boli, ze juz ich nie ma. Bo ludzie z mojej pracy, mimo tego ze tak naprawde SA fajni.. nie sa moja rodzina. Nie mam z nimi (juz albo jeszcze?) takiego.. nie wiem. Takiej wiezi. 

NO ALE. Bylo minelo.

Teraz zostala mi Petya, Adri i Dagois. Trzy osoby, ktore od trzech dni ratuja mi zycie. W sobote po wyjezdzie Szwedów i Tomka* autentycznie balam sie, ze umre. Nie plakalam tak mocno od dobrych kilku lat. I kiedy juz myslalam, ze to koniec, ze zostalam calkiem sama.. oni zaczeli pisac, martwic sie, dzwonic. Odzyskalam wiare w ludzi i pol-usmiech na twarzy.

* Tomek w sobote rano wyjechal na Mallorce do pracy. Raczej nie wroci.
Nie chce mi sie o tym rozpisywac, bo (dla mnie) bylo to jeszcze ciezsze pozegnanie. Ale przynajmniej w TYM przypadku mam nie tylko Nadzieje, ale i pewnosc, ze na 100% jeszcze sie zobaczymy. Tu, czy tam. Na Mallorce daleko nie jest, a Tomas w zimie znowu chce jechac do Szwajcarii do pracy.. Przez te 4 lata widzielismy sie 4 razy. Wiec wiem, ze to jeszcze nie koniec. (Zaproponowalam mu nawet ozenek, jesli oboje nie znajdziemy drugiej polowy jablka do 40 roku zycia.. ale niestety odmówil :D. Szkoda, bo przez ostatni tydzien bardzo skumalam sie z jego siostra i powiedziala, ze spoko bylaby ze mnie bratowa. Oh well!)

Za tydzien urodziny! 
Nie mam pojecia co zrobic ze swoim zyciem, jak chce spedzic 6 maja.. Ale powoli zaczynaja naplywac do mnie droga pocztowa paczki i prezenciki. Moje serce sie topi, jestem zaskoczona i szczesliwa, ze sa ludzie, ktorzy wciaz o mnie pamietaja. Chcialam poczekac z otwieraniem prezentow, ale wczoraj wciaz jeszcze tkwilam w post-P. depresji.. i potrzebowalam pocieszenia. 
Glaskacz po raz kolejny mnie rozbroil. Dlaczego na swiecie jest tyle niesamowitych ludzi, ktorych poznaje w zlych momentach? Za pozno, albo za wczesnie. To pytanie zadaje sobie zreszta od kilku (szwedzkich) tygodni. Niby nie wolno plakac, ze cos sie skonczylo, trzeba patrzec na szklanke do polowy pelna.. i cieszyc sie, ze W OGOLE sie poznalismy (Z Glaskaczem, Szwedami, Michalem z Teneryfy [2010]).. takie najwyrazniej jest zycie.

Taki krótki przerywnik, smieszna historyjka :
Kilka dni temu, siedzialam w barze z Petya i jakimis jej znajomymi, po chwili okazalo sie, ze pracuja w hotelu w ktorym bylam z Magda w listopadzie, i w ktorym pracuje/pracowal? Hot Camarero. Lekko podchmielona pytam wiec :
Ja: Uuuu, to moze znacie Hot Camarero? 
(smiech na sali)
Petya : Kaja ale przeciez powiedz im jak mial na imie, a nie tu ksywkami strzelasz. 
Jakis koles : Ee, jak "Hot Camarero", to pewnie Francisco? 
(jeszcze wiekszy smiech na sali)

Okazuje sie, ze HC zapadl sie pod ziemie. Pewnego dnia po prostu nie przyszedl do pracy, nie ma go w mieszkaniu, nie odbiera telefonu. Y ya. Porwali go kosmici, albo jakas zazdrosna kochanka (podobno mial ich wieeele :D). Takze tak. Jestem szczesliwa, ze jednak nasz miniromans skonczyl sie szybciej, niz sie zaczal. Dostalam rozowego krolika, mialam randke w walentynki.. i tyle. Bogu dzieki.

Wrzucam Wam kilka zdjec, ktore Was nie obchodza, ostatnie dni, zmiany po wyjezdzie Szwedów i moje przemeblowanie. 
Od przyszlego tygodnia powinnam miec internet w domu (zrobilam samej sobie prezent na urodziny i podpisalam umowe na 6 miesiecy), wiec WRESZCIE bede mogla ogladac filmy, pisac czesciej notki, wrzucac filmiki, skajpowac. Sangria alegriaaaaaaaaaaa.
















(Przeprowadzilam sie do pokoju Tomka)

BONUS: 


Pozdrawiam Was cieplo, caluje w nosy i dziekuje, ze jestescie.
Wasza (wciaz 24 letnia) Kesza.

{2}


wiecej








Tweets by @kadinaja