04 kwietnia 2012

Jestem przerazona tym, co mi piszecie. Snieg? Zima? Plaszcze? Zamierzalam spakowac sie w mala walizke Januscha i wziac tylko balerinki, szorty, spodnice i kwiecista marynarke. Joder, co to za swieta ze sniegiem?

Mialam wczoraj rozmowe o prace i prawdopodobnie ja dostalam. Siedzialam sobie przy dlugim stole z pania o najbardziej niemieckiej twarzy ever, odpowiadalam na pytania i szczerzylam zabki. Artur mowi, ze popelnilam blad proszac o szklanke wody, kiedy zaoferowala mi cos do picia, ale ja tak nie uwazam. Skoro PYTAJA, to dlaczego mam powiedziec "Nie, dziekuje"? Anyway.

Dzieje sie duzo, ale jakos trace chec pisania. Ciagle jeszcze krece filmiki, robie zdjecia z mysla o blozku.. a potem wchodze tu i nie chce mi sie nawet czekac, az foty zaladuja sie na photobucket. Najczescej przedstawiaja co prawda Klocka/jedzenie/Artura - wiec malo interesujace rzeczy.. Dzisiaj jedziemy wszyscy na Pasing, bo Aska wreszcie(!) wrocila z Maroko.. troche jej tu nie bylo. A juz jutro wsiadamy w Wackowego busa i jedziemy do Lublina. Mazurki, drogi Krzyzowe, jajka, kielbasy, pozniej Wiosna Gospel w AR.. jaram sie :-). Mialam zostac 14 dni, ale chyba jednak wyjdzie mi cos kolo 10. Mysle, ze wystarczy. Biorac pod uwage to, ze w naszym mieszkaniu mieszka jakis gej, a ja bede musiala ponad tydzien spac u dziadkow.. Dwa tygodnie to bylaby juz przesada.

No nic. Lece do H&M kupic sobie stanik na cycki. Znaczy taki do biegania. Bo biegam znowu, w koncu jest wiosna. A, endokrynolog po wtorkowej wizycie kazala mi zwiekszyc dawke hormonow. Zre ta tyroksyne i zre.. a waga i tak stoi w miejscu. Chyba musze sie z tym pogodzic. Juz zawsze bede sloniem!











Weekendowy wypad na lódke / poniedzialkowe "lody" z piasku & spacer z Klockiem.


{7}

12 kwietnia 2012

Lubelskie spotkania pelna para. W swieta sie nie objadalam, nie chodzilam do Kosciola tak czesto, jak tego planowalam, ale musze powiedziec, ze przebiegly dosc lajtowo, mimo ze bez rodzicow. Pomiedzy swieceniem jajek a wyjazdem z Babcia S. na wioske przejechalam sie nawet na stacjonarnym rowerku Dziadka. Czad. Moze nawet wroce do Monachium chudsza? To byloby na pewno jakies zalamanie kontinuum parabolum wielkanocum. Czy da sie podczas Swiat nie przytyc, a nawet schusc? JA TEGO DOKONAM!

Wczoraj spotkalam sie z Aska i Jewelem (czyli innymi slowem dziewczynami z Pasingu). Troche dziwnie bylo na nie patrzec w tym miescie, w koncu znamy sie tylko z Zachodu. Pisze tu o tym, bo zgodnie stwierdzilysmy, ze tylko one ostaly sie z calego grona moich wiernych czytelników, wiec musze teraz - kolokwialnie mowiac - lizac im dupe, zeby i one sie na mnie nie wypiely.

A juz w sobote X Warsztaty Gospel, ktorymi jaram sie jak glupia. No bo przeciez to taki jakby powrot do dziecinstwa, czasow licealnych! Lubelskich! Nie moge sie strasznie doczekac, zwlaszcza ze nawet Skiba do nas dolaczy, a to juz nie lada zaszczyt. (Nie, nie Krzysztof, Paulina!)

Oj w ogole, fajnie w tym Lublinie. Ale co z tego, ze fajnie, skoro gdybym miala tu siedziec dluzej niz 14dni, to by mi szybko zbrzydlo. Ale wypieram mysli o Klocku, pracach i innych niemieckich obowiazkach. Tylko Stodulaka nie wypieram, bo i tak jest za duzy i by sie nie dalo.

Oprocz tego, mam kilka pytan. Czy ktos wie:
a) gdzie mozna w Lublinie/okolicach/cieple ogniska domowego, jesli posiada sie video i komputer przegrac kasety VHS na DVD? Serioszka, pytalam juz wszedzie, nawet na fejsie.. a i tak brak odpowiedzi.
b) gdzie mozna kupic samoprzylepna LATE do ubran? Ewentualnie jakas farbke/mazak? Chodzi o to, ze kupilam sobie T-Shirt z napisem My boyfriend is a teenage werewolf, a ze Stodulski juz teenage nie jest, chcialam ten jeden wyraz SKRESLIC. I nie mam czym. Tak normalnie, na ukos. Jak sie znacie na takim DIY, to poprosze o hinty.
c) gdzie moge za darmejcza/tanioszke przespac sie w Londynie?

W czerwcu w UK Ingrid Michaelson (+ Allie, +Bess!) bedzie supportowala jakis marny zespol PLUS do tego jeszcze (dowiedzialam sie wczoraj) bedzie tam gral Tyler Hilton (aka Chris Keller). Jestem tak jednoczesnie podjarana - bo chce jechac i wsciekla - bo mialam jechac z Helena, ale jej odbilo zupelnie i nasza internetowa milosc zostala usmiercona na zawsze.. i teraz musze wszystkiego szukac na wlasna reke. Dzieki ryanairowi transport mnie - tam bedzie na pewno w miare prosty.. ale co dalej? Tego juz na razie moja glowa nie ogarnia. A moze ktos chce jechac ze mna? Jakis wierny fan OTH albo po nawet Ingrid? Jestem bardzo otwarta, wezme pod swoje skrzydla kazdego :P (a wlasciwie to najchetniej sama skryje sie pod jego).

To chyba tyle. Jeszcze wciaz troche swiatecznie, siedzac na internecie z PLAYa (dalej nie ogarniam jak taki jeden, maly USB stick moze dostarczac mi takiego szybkiego internetu?), pozdrawiam Was ja.
Wasza Kesza.


{10}

20 kwietnia 2012




No i wrocilam z Polszuni. Nawet nie wiem kiedy te 12 dni przeminelo z wiatrem. Tak sie balam mieszkania u Dziadkow, a okazalo sie ze byla to najlepsza decyzja ever. W ogole, caly ten wyjazd spedzilam tylko (!) z ludzmi, ktorych kocham. Nie pucowalam sie zbytnio swoja obecnoscia w Lu, a co za tym idzie mialam wiecej czasu dla siebie. Uniknelam grzecznosciowych spotkan z osobami, z ktorymi dawno juz nie mam wspolnych tematow, a te nasze coroczne piwa i kawy dluza sie niemilosiernie. (- Co tam slychac? - Oj no dobrze, dobrze. A u Ciebie? - No tez, tez. Pisze licencjat. - Acha, to ciezko. Jaki temat? - (..) A Ty co, myslisz o studiach? - A wiesz, nie wiem, nie wiem (...)).
Przed wyjazdem znalazlam jakies stare mejle od Mag, w ktorych pisala mi (2008!) zebym przestala na sile byc przyjaciolka wszystkich. Dopiero teraz wzielam sobie te rade do serca. Zyskalam czas, przyjemnosc i chyba troche odzyskalam honor. Koniec z wlazidupstwem! Kto mnie nie chce, niech nie lubi. Bedzie ciezko, ale sie ogarne. O!

Z ciekawostek - chyba juz na 100% dostalam prace w Biergartenie. Od maja prawdopodobnie (o ile pogoda sie polepszy) bede pania kelnerka z cyckami, jak to okreslila CM. W sumie troche sie boje (wrodzone fajtlapstwo moze dac o sobie znac i wiecej kufli piwa zbije, niz doniose do stolikow), ale tez troche ciesze. W sumie to tylko na basis 400€, ale zawsze cos. Plus Klockowe grosze.. moze uda mi sie wreszcie zebrac na jakies fajne wakacje.

Dalej szukam (rozpaczliwie, chociaz troche tez tracac nadzieje) wspoltowarzysza do Londynskiej wyprawy.. tak bym chciala tam byc. Zobaczyc Ingrid + Allie i Tylera Hiltona. No i przede wszystkim pokazac Helenie, ze bez niej TEZ dam sobie rade. Ze nie jestem az taka ciota, za jaka ona (i wszyscy inni) mnie ma.
Prywatny apel do Agaty Piekarz - OLEJ EURO 2012, JEDZ ZE MNO!

*

Ach, zapomnialabym! Nie wiem ilu z Was sledzi moje losy dluzej niz te ostatnie 2 lata (a tak naprawde to wiem - niewielu. Tak konkretnie to nikt :D). Jak nikomu nie wiadomo, myspace nie jest moim pierwszym blozkiem. Przed myspace bylo solino, bylo sensitiveness, bylo sunset (RIP, zostalo skasowane przez admina ownlog, zanim jeszcze zdazylam skopiowac wszystko na dysk).. ale byl tez blog.pl (ktory - o ironio, mimo 5lat nieuzytkowania, wciaz dziala :/). Anyway, historia jest taka :
W marcu 2005, kiedy bylam mloda, szalona, wrazliwa gimnazjalistka wybralam sie do McDonalds. Zamowilam cheesburgera, a na papierze ktory zawsze jest na tacy (teraz sa na nim tabele kaloryczne - wtedy reklama, a z drugiej strony pustka) napisalam list do nikogo. "Nikt" to znalazl i dzien pozniej sie odezwal - najpierw przez maila, pozniej komentarze na blogu, potem juz SMSy. Nigdy nie widzielismy sie na zywo, ale jestesmy w kontakcie do dzis. Zawsze podpisuje sie "Smieciarz". (Oczywiscie w czasach Facebooka nie da sie pozostac anonimem i doskonale znamy juz swoje imiona, nazwiska oraz profilowe zdjecia.. ale dla mnie Marcin zawsze pozostanie Smieciarzem z McDonald's). GENERALNIE to nie koniec.
W tym roku wypada 10lecie otwarcia McDonalda w Polsce i Marcin wyslal nasza historie na konkurs z tej okazji. Iiii wygralismy! :) Co prawda jeszcze nie glowna nagrode, ale jakiestam kupony, czy costam.. but still!
Oto jak opisal nasza przygode na stronie McD :

Marcin O.
Było to naprawdę dawno temu, kiedy pracowałem w jednej z lubelskich restauracji McDonald's. Pewnego dnia podczas dezynfekcji tacek, na odwrocie dużej papierowej serwetki znalazłem wiadomość od "nieznajomej". Pisała o tym, że często przychodzi tu na cheeseburgera i pisze w nadziei, że ktoś może kiedyś zauważy i odpowie na jej teksty. Zostawiła namiar na swojego bloga. Wieczorem, nie zdradzając swojej tożsamości, odpisałem i tak zaczęła się zresztą nasza długoletnia znajomość... Tak to wtedy opisała na swoim blogu:

"Sobotę spędziłam włócząc się po mieście no i oczywiście zakończyłam ten "spacer" w McDonald's. Jak zwykle napisałam na odwrocie ulotki z tacy całą litanię o moim nieszczęściu. Zwyczajowo ten "wpis" zakończyłam adresem bloga. Za pierwszym razem, kiedy wyżalałam się na takiej ulotce, po wyjściu z McDonald's siedziałam i wpatrywałam się w swój telefon, a każdy sms był dla mnie zwiastunem kogoś, kogo zaciekawiły moje losy. Tym razem robiłam to juz po raz 5 i totalnie nie spodziewałam się, że ktokolwiek się odezwie. Nawet wpis zakończyłam: "Jeśli ktoś to znajdzie [najpredzej jakiś śmieciarz ;/] i zainteresują go moje losy, zapraszam...(i tu adres bloga)...". Następnego dnia rano sięgam po komórkę, a tam co? Sms! Heh, zainteresowanych odsyłam do Księgi Gości, bo owy "śmieciarz" i tam zajrzał. Jest mi miło."

Wierzcie lub nie, ale tak właśnie było. Mogę powiedzieć tylko tyle, że na imię ma Kaja.

Strasznie zrobilo mi sie milo, ze dla faceta ktory ma juz zone, dziecko i juz dawno nie mieszka w Lublinie, ta historia jednak tez utkwila w pamieci. Myslalam, ze byla wazna tylko dla mnie. Jaki z tego wniosek? Nawet nie mamy pojecia jakie skutki w przyszlosci moga miec decyzje, dzialania, ktore podejmujemy teraz. I tym optymistyczno - filozoficznym akcentem koncze swoja megadluga notke. No ale. Raz na jakis czas trzeba.

Kaj.

{6}


wiecej








Tweets by @kadinaja