01 kwietnia 2011

Starkbier (Stark - mocne) to specjalny rodzaj piwa, produkowany i spozywany tylko podczas Wielkiego Postu. Co ciekawe, jego "moc" nie nawiazuje do zawartosci alkoholu, tylko do wartosci odzywczych: skrobii, cukru (!), bialek i mineralow. 

Jak co roku, w okresie Wielkiego Postu w Monachium ma miejscie Starkbierfest. Duzo ludzi porownuje go do Oktoberfestu  - wszyscy przebieraja sie w bawarskie stroje i przesiaduja w wielkich namiotach, pijac piwo z wielkich, litrowych kufli (tzw. Maß). Jednym z najbardziej znanych miejsc jest browar Paulanera w tak zwanej dupie swiata (tak zwanej PRZEZE MNIE, bo az do zeszlej soboty nigdy tam nie bylam, a wcale nie jest on tak bardzo oddalony od centrum). 

Historia Starkbier siega az 1773, kiedy to mnisi chcac ulzyc sobie podczas Wielkiego Postu zaczeli wazyc piwo, ktoro mogloby zastapic im jedzenie. I tak np. Salvator (czyli najbardziej znane i powszechne Starkbier od Paulanera) zawiera 7,5% alkoholu i  18.3% wartosci odzywczych. Oznacza go, ze gdyby odparowac wode i alkohol, zostaloby nam 183 gramow "cial stalych" (w/w cukrow, skrobii etc). Innymi slowy - jeden Maß (litr) piwa ma tyle wartosci odzywczych co 16 bochenkow chleba. Niewiarygodne, right? A jakie tuczace.

W tym roku Starkbierfest trwa od 17 Marca do 17 Kwietnia. Po raz pierwszy wybralismy sie na niego w zeszla Sobote. Wejscie na teren Browara od 10:00 do 15:00 kosztuje 1,50€, a od 15:00 10€ (ale w cene biletu wliczony jest 1l napoju). Zamowilam zwyklego Hellesa, czyli jasne piwo (nie wiedzialam, ze tylko Salvator jest specjalny, myslalam ze wszystkie piwa sa po prostu mocniejsze), ale dziewczyny daly mi sprobowac Starkbiera od siebie. Smakowal troche jak Guiness, albo czarna kawa bez cukru. Nie koniecznie mi to jakos podeszlo w smaku.. Ale nastepnym razem na pewno wezme 16 bochenkowe piwo. Podobno po 1l czlowiek jest juz mocno wstawiony - jestem ciekawa czy to sprawdzi sie tez na mojej, polskiej, alkoholickiej glowie. 


Najpierw siedzielismy na zewnatrz, potem zrobilo sie zimno i musielismy wejsc do srodka, gdzie juz totalnie panowal Oktoberfestowy klimat. Wszyscy tanczyli na stolach z kuflami w rekach, a piwo lalo sie na glowy tym na dole (czyli siedzacym).


Hellesik.


Ana, Catherine i jo. 


Ostatnio poznaje strasznie duzo Chinczykow/ Japonczykow/ Koreanczykow / Filipinczykow. Czuje sie jak w rodziiinieee!


Kaja, Catherine i Brenna


A to juz w srodku. Widok z wysokosci stolu (nie chcialam zeby lalo mi sie na glowe).

W sobote powtorka. A potem oglaszam oficjalny KONIEC PICIA PIWA. Zawsze myslalam, ze te bajki o tym, ze alkohol to puste kalorie, to po prostu bujdy, zeby odstraszac ludzi od alkoholizmu. Zaprawde jednak powiadam Wam - TO PRAWDA. Tuczy


{6}

05 kwietnia 2011

Kolejna wiadomosc od obcej osoby na Facebooku. "Czesc, znalazlam Cie przez przypadek, podobno pracowalas z Acttivem. Jak bylo? Pozdrawiam, xyz". A kiedy ja zabieram sie do odpisywania i grzecznie pytam "Co chcesz wiedziec?" dostaje odpowiedz "Wiesz co, znalazlam Twojego bloga, juz nie trzeba!" Internecie, przerazasz mnie. 


Dzis wieczorem ZOSTALAM W DOMU. To pierwszy taki od kilku tygodni (a przynajmniej od jednego), spedzony przy komputerze, lozku i OBIEDZIE. Od zeszlego czwartku nie mialam zbyt duzo czasu na jedzenie (za to zbyt wiele na picie - Sobotni Starkbierfest zmiótl mnie totalnie z powierzchni Ziemi). Mialam uczyc sie do glupiego prawa jazdy (coraz blizej konca!), ale jakos wszystko inne mnie zbytnio rozprasza. Wszystko inne meaning Facebook.

Zaczelam tez czytac (z ciekawosci, co tez  ta XYZ mogla zobaczyc) archiwum blozka. Czasy animacyjno-szkoleniowe. Bylam zupelnie inna osoba. Teraz znowu miewam swoje Emo nastroje i jestem ciagle zmeczona. Teneryfo, I miss you. Czekam obecnie na odwet z Acttivu. Zobaczymy, czy jeszcze mnie zechca. Wiem, ze Tomas wraca. Leticia CHCE wrocic. Petya czeka na odpowiedz. 

Mialam dzis termin u Frau Studia. Mniej wiecej wysmiala to, co probowalam jej zasugerowac i dala do zrozumienia, ze chyba jednak powinnam skupic sie na Ausbildungu, albo sprzataniu ulic. Albo puszczaniu sie. Artur zawsze mowil, ze nie mam mozgu, ale przynajmniej mam cycki. Moze czas zaczac robic z nich uzytek. 

Jak juz tak cisne trzylinijkowymi njusami, to napomkne o swoim wczorajszym sukcesie. I nie mowie tu o nadmuchaniu 50 balonow na przyjecie urodzinowe Kate White, chociaz skoro juz o tym wspomnialam, to musze powiedziec ze byla to impreza DISASTER. 99% zaproszonych gosci, to Kejtowe fagasy z ktorymi spala/bedzie spala, wiec obowiazywal ogolny ZAKAZ rwania ich. Dodatkowo JA bylam superzmeczona po a)czwartkowej imprezie TT b)piatkowych drinkach w Eurosie (bardzo tani hostel w centrum Monachium, duzo przejezdnych, tani alkohol) c)sobotnim Starkbierfescie d)niedzielnym CALODNIOWYM opalaniu sie w Englische Garten (dojde i do tego). Caly poniedzialek tez mialam zasrany. W zwiazku z tym na urodzinach Kate zabraklo dobrego humoru i energii. Jedyne co mozna bylo tam robic to: 


I to tez robilam. W zwiazku ze zwiazkiem wracalam do domu zygzakiem. Ponad poltorej godziny. Radosnie wysiadlam sobie na zupelnie innej stacji niz moja bo TAK MI SIE JAKOS POMYSLALO, ze moze podjade INNYM Sbahnem (ja nie wiem, czy to wino bylo jakies magiczne, czy mnie po prostu POSRALO, ze o 2 w nocy wymyslilam sobie, ze JAKIMS CUDEM dojade do domu S7 ktoro NIGDY DO MNIE NIE JEZDZILO. Czy moze mi sie 7 z 1 pomylilo. NIE WIEM). 

Zanim jednak schlalam sie u Kate, babysittingowalam z  (juz piaty raz z rzedu) Die Larą. Jej mama w koncu postanowila radosnie mi zaplacic, oczywiscie pol stawki, bo tak naprawde caly czas jeszcze zajmujemy sie mala we dwie. Ja sie "ucze", a dziecko sie do mnie "przyzwyczaja". W sumie nie przeszkadza mi to, bo obie je (mame i Lare) uwielbiam. Wczoraj, jednakowoz nastapil przelom, bo chciala do MNIE na rece. Tak, wiem ze wszyscy maja na to wyjebane, ale ja sie jaram i wzruszam. W czwartek ide z nia do osiedlowej grupy dzieciecej (strasznie to tutaj modne. Mamusie przynosza dzieci i gazety; dzieci sie bawia, mamusie czytaja). Moze juz niedlugo zaczne zostawac z nia sama i kasiora sie posypie. (Btw wlasnie w owej sekundzie dostalam sms, ze jednak NIE, bo dziecie mi sie rozchorowalo. Oh well.) Uwiencze jeszcze ten wateczek zdjeciem mnie i mojego dziecka (widzialo je juz pol facebooka, to i zobaczy blozkowy swiatek) i zmieniam temat : 


No to do dziela. 
Postanowilam, ze musze pisac bardziej profesjonalnie i przestac pieprzyc o mmz-tach, Portugalczykach, Niemcach, dupach i tak dalej. Wiec jedyne na czym teraz sie skupie (przechodzac do niedzielnego tematu) to Englischer Garten i pogoda w Monachium (nie ploty, nie amory!).

Englischer Garten – ogród angielski, wielki (4,17 km²) naturalny park, położony w samym sercu Monachium wzdłuż przecinającej miasto rzeki Izary. Założony w 1789 roku spełnia do dziś rolę oazy spokoju i wypoczynku. Zwolennicy kultury picia herbaty mają okazję w japońskiej herbaciarni (Japanisches Teehaus) założonej w 1972 przeżycia prawdziwej ceremonii picia herbaty. Herbaciarnia wraz z ogrodem japońskim są wynikiem współpracy miast olimpijskich 1972 - zimowa olimpiada odbyła się wtedy w Sapporo, a letnia w Monachium. Przy wieży chińskiej (Chinesischer Turm) 1789-1790 znajduje się drugi co do wielkości w Monachium ogród piwny (Biergarten) (największy jest Hirschgarten). W ogrodzie znajduje się także kopia greckiej świątyni Monopteros, zbudowana w 1836 przez Leo von Klenze.
Na głównej łące Englischer Garten (za galerią sztuki Haus der Kunst) jest obszar przeznaczony dla nudystów. 
(zrodlo Wikipedia)

Tamtez wybralam sie z moimi Nowymi Znajomymi (pomimo tego, ze znajomkujemy sie juz od miesiaca [JODER! Wlasnie to sobie uswiadomilam! Sweet!], wciaz nazywam ich tak oficjalnie i bezosobowo. "Nowi Znajomi". Ugh!) azeby niedzielnie i slonecznie leczyc Sobotniego Starkbierfestowego Kaca. W najcieplejszym momencie tempetatura dochodzila do +25°C. Opalalismy nogi, glowy, piegi, jedli wingrona i robili zdjecia. (tu nastepuje moment CISZY, w ktorej NIE wspominam o swojej wielkiej Milosci do NMS, ani tez o Wszechjezycznym Simonie, ktorego mmz jestem (apparently) JA. Ciiiiiiisza!)

Mysle, ze wiekszosc z Was widziala juz zdjeciunia na Fejsie. Ale i tak wrzuce je tu, azeby milo i sweetasnie zakonczyc notke. Mix Starkbierfestu i Niedzielnego Leczenia Kaca.



(moj chinski brat blizniak - Chin)



(btw, podczas gdy ja pisalam w swoim kwiecistym zeszycie, NMS rzucal we mnie trawa, albo pisal mi po rece)


Dodatkowo wpieprzal mi sie w kadr :


Patrzyl na mnie, kiedy ja tworze madre miny i pozuje do zdjecia :


pisal mi na fb wall'u, ze mnie kocha i ustawil na profilowym zdjecie, ktorego tlem jestem ja.

(Swietnie mi wychodzi, jak widac, NIE plotkowanie i nie spamowanie o swoich uczuciach. Well done me!)

Dobranoc. To mowilam JA - dziewczyna bez przyszlosci (pozdrawiam Arbeitsamt). 

{13}

11 kwietnia 2011

Jedyne co mam do powiedzenia, to KOCHAM

Kocham Monachium. 
Kocham Slonce. 
Kocham dni, takie jak Dzisiaj. 
Kocham swoje zycie. 
Kocham siedziec nad rzeka, pic zimne piwo,
chodzic siku w krzaki, smiac sie z nerdowatosci Tiago. 
Kocham ognisko, marshmallows i dwoch chlopakow grajacych na gitarach, tworzacych superklimat. 
Kocham wracac do domu owinieta w koc i miec wyjebane na to, co ludzie powiedza.
Kocham Tiagowy "hug time!" i jak glaszcze mnie po wlosach,
 mowiac ze bylabym idealnym zwierzakiem domowym, bo wydaje takie smieszne odglosy.
Kocham sie nie spieszyc i w drodze powrotnej zajsc jeszcze na Milchkaffe do McDonalds. 
Kocham to, ze moi monachijscy muzycy znowu pojawiaja sie w miescie (lato!).
Kocham tutejsza pogode. Mam seriously udar sloneczny. Brennie schodzi skora z plecow.
Kocham Ingrid. 
Kocham kazdego z osobna, tych moich "nowych znajomych"
Kocham Ane (nie) lesbijke, kocham Brenne - Jesus'a (best nickname ever), kocham André - Kudlatego, Sare (nie) dziewczyne Tiago, TiagoHeather, ruda Fionnuala'eMichalaNunoDietera - Justina Timberlake'a, Catherine - plotkare, chinskich Alexa i Chin (moj brat blizniak). 
Kocham to, ze moja Mama wreszcie (!) wrocila z Polszy + z worem pelnym prezentow!
Kocham to, ze pralka znowu dziala i moge ubierac sie w czyste ubrania.
Kocham moje wszystkie nowe imiona. ZAWSZE chcialam miec jakies przezwisko i zadne nigdy nie chcialo sie przyjac. Nie liczac kilku osob nazywajacych mnie "Pieknym kajem" (marek17lezajsk, Hajnowska), "Kajem" albo "Kaja bum!". A teraz, w zaleznosci od rozmowcy, jestem Agnieszka, Chin, Wanda (ale nie polska Wanda, tylko angielska), Ginger, Fish, Ke$ha albo Chardonney. KOCHAM TO. (musze przyznac, ze najbardziej przyjely sie Chin, Ginger i [o zgrozo] Ke$ha). 
Kocham Glee i to, ze na srode zaplanowane mamy Glee Sleepover Party u Any. Z maseczkami i chinszczyzna. 

Moglabym tak jeszcze dlugo wymienac, co dzis kocham. Ale niestety, za duzo slonca i zmeczenie robia swoje. Padam na twarz. Oby bylo wiecej takich dni jak ten. 

+ bede plakac, bo tak naprawde 75% wyzej wymienionych osob wyjezdza najdalej w lipcu. Zostaja co prawda ci najlepsi (czyli Ana, Tiago, Andre i Michal). Ale juz teraz wiem, ze bede tesknic za Jezusem i (wszystkopomniemalpujaca) Sara. Zycie.




+







{8}

18 kwietnia 2011


Lubie moj weekend. W sumie caly tydzien byl spoko. Nie jestem dzis (zupelnie) w nastroju blogowym, ale obiecalam sobie (i Tiago), ze napisze. Moze zapcham Was zdjeciami z pijackiego barbecue u Justina Timberlake'a aka Justina Dietera. Good times. 

Fotki sa zajebiaszcze, bo Dieter (Justin) ma superaparat. 


Zjadlam chyba z 5 tych mniejszych kielbasek. Kiedys utopie sie we wlasnym tluszczu.


Zajebiste zdjecie Hellesa (najlepsze piwo w Niemczech, ale i tak nie tak pyszne jak Leszek czy Wareczka)


Taylor aka Nate from Gossip Girl

Kiedy zaczelo robic sie zimno, weszlismy do domu i gralismy w "Never Have I Ever" i "Kim jestem" (czy jakkolwiek sie ta gra nie nazywa; kazdy wie o co chodzi).




Chin & Chin, czyli ja i moj brat blizniak.


Oh yeah.


Ten chlopak wyglada dokladnie jak Krzysiek Lbik. Wyslalam ostatnio nawet Paullowi kilka zdjec z podpisem "kogo przypomina Ci ten koles?" i zgadla bezblednie. Moze TO zdjecie tego nie oddaje, ale niedowiarkom moge podeslac kilka innych. Sa naprawde identyczni :D 


Ja i Heather


That's me!


Juz kilka razy slyszalam, ze Chinczycy/Japonczycy nie toleruja alkoholu. Myslalam, ze to sciema. Najwyrazniej NIE. Chin zostal totalnie zmeciony z powierzchni ziemi. Nie wyszlo mu to na dobre, jak na zalaczonym obrazku widac.

*

Dzis mielismy czteroosobowe Glee Party, ktoro skonczylo sie tak, ze obejrzelismy tylko 2 odcinki i poszlismy na kebaba (oni jedli, ja wachalam) i na spacer wdluz rzeki (ostatni raz bylam tam 2 lata temu z Agatis [zdjecia Kulki etc]). Good times. We wtorek pozegnalne karaoke (+ zobaczymy czy moj zwiazek z Simonem w ogole RUSZY z miejsca, czy skonczy sie zanim sie zacznie). A od czwartku skoroswit - Polszaaaaa! 
Strasznie sie ciesze i niemogedoczekac; jednoczesnie za cholere nie chce mi sie stad wyjezdzac (ze nie wspomne o pakowaniu). Przed nami najlepsze tygodnie, poczatek maja, koniec kwietnia; wiecej piknikow, wycieczek nad rzeke i zimnego piwa. No coz. Wiem, ze w Polszy tez czeka mnie duzo fun'u. A oni tu sobie beda na mnie czekac.. At least let's hope so. 
+ Tak, wciaz jestem smiertelnie zakochana w Tiago, aczkolwiek juz coraz mniej. Czesciej mysle o nim w kategorii "Przyjaciel" niz "MMZ". To chyba dlatego, ze duzo rozmawiamy. Well. Will see. W sumie i tak nic pewnie by z tego nie wyjszlo. 

Dobranoc.

[EDIT]

Wiem o czym chcialam wspomniec i zapomnialam wczoraj wieczorem. Zastanawialam sie, czy nie pojsc w slady Rene i nie stworzyc strony na Facebooku. Takiej zeby wiece, mozna bylo kliknac "Lubie to!". Przeciez i tak wszyscy wiedza o tym blozku i nie jest on jakis supertajemniczy. Nawet zeby polubilo go z 10 osob (chociaz na razie jestem w stanie pomyslec tylko o 5, ktore go DOBROWOLNIE czytaja), i tak byloby dobrze. Hmmm. Zapytalabym tu "Co myslicie, drodzy czytelnicy?" ale jestescie beznadziejni, jesli chodzi o komentowanie, wiec sadze ze to bez sensu.

{16}

21 kwietnia 2011

Z okazji mojego ostatniego wieczoru w Munichu, Tiago zaprosil mnie na obiad (wlasnorecznie wykonany, zebyniebylo). Do siebie do domu. Mieszkania. Gdyby ktos powiedzial mi 4 marca, ze kiedykolwiek bede w kuchni "Tego slicznego chlopaka spod sceny", jesc jego narodowe dania, a potem tarzac sie po jego lozku i probowac pokonac jego laskotki - padlabym. 

Anyway.

Glownym daniem byla Sopa de Grão com Espinafres. Nie moge powiedziec, ze jakos szczegolnie mnie to powalilo, ale bylo dosc dobre. Nie jestem pewna czy to kwestia Tiagowatosci, czy jego Portugalczykowatosci, ale zupa byla strasznie malo doprawiona. Powiedzial, ze gotowal to wszystko w wodzie ze SZCZYPTA soli. I krytykowal Niemcow, ze czasem wrzuca do gara kurczaka, czy kielbase (nie chcialam juz nic mowic o naszym zurku). NoALE. 
Zupa skladala sie glownie ze szpinaku i cieciorki. Jedyne zadowalajace zdjecie, jakie podsunelo mi google:


Aczkolwiek ta Tiagowa wersja prezentowala sie lepiej. Kolor sie zgadza, ale w naszej plywalo wiecej szpinaku. I ciecierzycy. Generalnie, gdybym ja troche po swojemu doprawila - bylaby miodzio. Fajne polaczenie smakowe. 

Na deser zostalysmy uraczone Agua Mel. Wlasciwie to tylko po to tam poszlam, zupy mnie jakos malo pociagaly. Tiago opowiadal mi o Agua Mel juz kilka dni temu; wydawalo mi sie ze to po prostu bardzo wodnisty miod.. ale jednak nie. Szczerze mowiac wciaz nie do konca wiem, CO jadlam. Tiago mowi, ze to smak jego dziecinstwa. Biala bula i ten wlasnie wodnisty miod. Albo miodowa woda. Nie jestem pewna jak to przetlumaczyc. 

 

Mozecie sobie jeszcze zobaczyc na tej stronie. Jesli ktos fala po portugalski, to prosze sie nie krepowac, chetnie poslucham tlumaczenia :P 

Wszystko zostalo uwienczone czerwonym Porto, ktoro bylo chyba najlepszym z win tego typu, ktore jak dotad pilam. Nie jestem pewna, czy to kwestia dobrego gatunku, towarzystwa, czy po prostu zdazylo juz troche "pooddychac" i nabralo pelniejszego smaku. 

Na koniec walnelismy sie do Tiagowego lozka i ogladalismy najnowszy odcinek Glee. Pozniej jedlismy truskawki, robili glupie zdjecia i rozmawialismy o zyciu. Sara chyba z 7 razy powtorzyla What am I gonna do without youuuu?, 
a Tiago, ze bedzie za mna tesknil. 

I ja tez bede. Ale tymczasem - POLSZO, nadchodze! (Cos mi sie jasnowidzi, ze czeka mnie najdluzsza podroz swiata ever. Panie Wacku, kope lat!)


{1}

29 kwietnia 2011







Jestem w Polszy, a z Polszy się nie pisze.

{2}


wiecej








Tweets by @kadinaja