01 kwietnia 2009

kaj 12:45:28
widze ze chcesz mnie dzis zdolowac!
kaj 12:45:29
;D
zamoyyy 12:45:51
dla odmiany
zamoyyy 12:46:15
takie prima aprlis
zamoyyy 12:46:17
tylko ze mowie serio
zamoyyy 12:46:37
omg wlasnie zrozumialem czemu prima aprilis nazywa sie prima aprilis
zamoyyy 12:46:39
!!
zamoyyy 12:46:41
{jupi}
kaj 12:46:48
hahahahhh;D;D
zamoyyy 12:46:49
{lol}
kaj 12:46:50
hahahahhahahahaahaa;D;D
zamoyyy 12:47:03
to kolejny krok w moim rozwoju


.. A ja nawet nie mam komu zrobic kawalu. Moze na kursie wsadze Grubej Marcie pierdzaca poduszke pod tylek? Albo powiem Sraczce, ze hmm.. ze co?



3 dni do wyjazdu!

{1}

03 kwietnia 2009


I am soooooo going home today :))))))))))





Missed me?

/ Powinnam byc jutro przed poludniem. Radosc.

{4}

07 kwietnia 2009


{1}

09 kwietnia 2009

Z lekka change of plans, wyjeżdżam już na 100% we wtorek. Długa historia i mnóstwo powodów, w tym dwa przeważające - kolano Mamy & wizyta w Arbajtcamcie w środę o 9 :d także prosto z busa takie zapocone idziemy do urzędów. Klawo będzie, ale przynajmniej stanę się pełnoprawną Niemką :P

{2}

10 kwietnia 2009



Na nowo uczę się kochać moje ulubione piosenki, czuję wdzięcz do tych wszystkich, którzy chcieli i mieli czas się ze mną spotkać; i mimo, ze to jeszcze nie koniec pobytu, zaczynam etap "żegnanie się".



Mazury, lukrowane przez Baśkę

{1}

11 kwietnia 2009


{2}

13 kwietnia 2009



Kierunek : Monachium.

{0}

15 kwietnia 2009

Ogladajac filmiki z Agatiskowego jajeczka ( to na jajeczku rzeczywiscie je sie jajka?!) i myslac o dziesieciu wspolnie spedzonych dniach. Swieta swieta i po swietach, a dzis z samego rana mialysmy termin w Arbajtcamcie, Frau Miöd krecila nosem na nasz wniosek o zasilek i ubezpieczenie dla mnie. A niech sie wali na ryj, tak sobie mysle. Moze to i lepiej, jak beda mi utrudniac, to szybciej sie zniechece i wroce do domu. Tylko, co ja tam robic bede?

PS. Musze gdzies sie wypisac na glebsze tematy. Zastanawiam sie nad powrotem do "s".. badz tez zahaslowaniem myspace. Agatis miala racje mowiac, ze jest dziwnie.

{0}

16 kwietnia 2009


{0}

17 kwietnia 2009

Od rana nosilam ze soba w mej niepustej glowie kilogramy, tony mysli, ktore chcialam gdzies przelac, przepisac.. ale najpierw nie mialam kartki, pozniej czasu.. I tak oto zaginely. Nie moglam ich wypowiedziec, chociazby do Matuli gdyz poniewaz - uwaga - stracilam glos. Chodze i dysze. Kiedy chce cos wyrazic macham rekami, w ostatecznosci - szepcze bolesnie. Cierpienia dostarcza mi kazde slowo, glebszy oddech. A odchrzakniecie rowna sie swieczki w oczach. O kaszlu nie ma mowy, chyba ze zaczynam sie juz calkiem dusic.
Do tego generalnie nie dochodzi nic. Zero kataru, zero goraczki, zero bolu czegokolwiek. Tylko troche zdezorientowana jestem, bo to szok dla Kajowego organizmu - nie mowic! Cholera.

A juz za dni 8 wroclawskie gospelowanie, do ktoregoz to musze byc juz w 100% zdrowa, albo i zdrowsza. Chce miec sile drzec ryjek i usmiechac sie promiennie do ludzi ze sceny. Nie wiem jakze to uczynie. Ale jakos musze.

Sny wciaz dziwne. Wciaz Pasiaste, Rycerskie, Czarkowe. Szkolne, imprezowe, grillowo - ogniskowe. To chyba zmeczenie, przestawianie sie z Polski na Monachium ponownie odbija sie na mojej psychice.

Dodatkowo mialam dzis stycznosc z wielorakimi ksiazkami. Najpierw przeczytalam 69 stron angielskiego opowiadania o umierajacym nauczycielu, ktory chcial przekazac swoim uczniom kilka najwazniejszych zyciowych prawd, a nastepnie dorwalam sie do niemieckiej wersji Braci Lwie Serce Astrid Lindgren (luv!). Przygode z ksiazkami rozpoczelam i zakonczylam Biblia od XP. Mimo wszystko, czuje literkowy niedosyt. Poczytalabym cos, wchlonela jakas nowelke jednym tchem. To zawsze bylo taka moja chorowita tradycja. Babcia wychodzila do bilbioteki, po drodze kupujac mi megawielki i megaswiezy cebularz. Kiedy budzilam sie rano, razem w porcja lekarstw i herby z malinowym sokiem, dostawalam jakas lekturke. I w ciagu jednego dnia, miedzy pierwszym a trzecim mierzeniem temperatury, polykalam cala Karolcie, czy Domek na prerii. Ech.
Jak mowie, poczytalabym.
A ze nie mam co, to poczytacie WY.

: Przerwa na kaslanie, ekhu ekhu!:

O matulu, jak ja kocham Turnaua. Jak ja chce, zeby maz mi tak spiewal. Albo ten moj syn Stasiu, moze zamiast do seminarium, wysle go do szkoly muzycznej? Chociaz nie, bo mi pedzio wyrosnie. (Tutaj pozdrawiam wszystkich z muzycznym wyksztalceniem. Nie mam nic do nich, naprawde! Olu, pozdrow Ziomka, Azjo, pozdrow siebie. Bulciu - Dzioba, Czarku - Wöja.. I tak dalej, i tak dalej). No tak, wracajac do Turnaua. Tesknie za Dziadkiem. I Tomaszem.

Jutro zostalam zwolniona z pomagania Mamie w Mrs Sporty - bede lezec i zdychac NA CHACIE. I pucowac kuchnie bede. Janusch pucowal bedzie lazienke. A kiedy Ewcia wroci z robocizny, zaczniemy Wielka Akcje Zamiany Pokojow Pokoi! Nie wiem za bardzo jak to bedzie, bo wciaz nie mamy laptopa. A, i ukradli nam rower. Ale to chyba istna karma, bo stalo sie to tego samego dnia, kiedy Janusch spuscil zlota rybke w toalecie.

{0}

18 kwietnia 2009




Ot, taki zwykly dzien w domu Dziwisow (prosze mnie tylko nie utozsamiac z tym slaskim nazwiskiem). Rano wstalam, dyszac i sapiac. Obiecalam Mom, ze troche ogarne NA CHACIE, takze trzy godziny i dwie kawy po otworzeniu oczu - poczlapalam do kuchni. Umylam dwie szafki, zasapalam sie i poszlam spac.
Wciaz brak busa do Wroclove. Jutro idziemy do i pod Kosciol, najpierw sie pomodlic, a potem poszukac ogloszen o prywatnych firmach, jezdzacych na wschod.
(A dzis moj piekny Agatis ma polmetek studiowania. Ech, wzrusz).

Nie chce mi sie opisywac wszystkiego na nowo, takze posluze sie wiadomoscia, ktora wyslalam Tacie na naszej-klasie (robie wszystko co w mojej mocy, zeby go pocieszyc. Chociaz tyle moge zrobic na odleglosc):

Scenka :
Leze z Mama w lozku i ogladamy telewizje. Slychac kroki. Tup, tup, tup. Wchodzi Janusch.
- Kochanie, co robisz?
- Janusch. Ogladamy film.
- Acha.. no tak. Bo wiesz co.. jak skonczycie, to myslalem zebys przyszla do mnie przed snem.
- No dobra, a Ty co robisz?
- Ogladam rybki :)
- No dobra, to przyjde pozniej i poogladamy razem.

Mysle sobie "hmm, moze to jakis ich tajemny szyfr na seks". Film sie skonczyl, poszlam sikac. Slysze, ze mama sie przemieszcza. Wychodze z lazienki, zagladam do duzego pokoju, a oni siedza na kanapie i NAPRAWDE OGLADAJA RYBKI. W milczeniu. Siedza i patrza.

Polalam sie ze smiechu ;D


Niestety, jak sie okazalo, pol godziny po wyklepaniu owej historyi, akcja miala nabrac jeszcze szybszego tempa. Mianowicie uszy moje zarejestrowaly odglos nerwowego dreptania i cichych pomrukow "Kurwaszawa!" (tu pozdrawiam wszystkich, ktorzy mieli juz okazje poznac Januscha :d). Razem z Mom, wchodzimy przestraszone do duzego pokoju i widzimy, jak pan domu lezy pod akwarium i sie rozglada. Myslimy "WTF?!", ale boimy sie wyrazic tej mysli glosno. Janusch lezy i patrzy, pozniej wstaje i znow sie rozglada. Kuca i siada.
- Rybka mi zginela.
"Jak to rybka ci zginela?" - pytamy.
- Ano normalnie. Moze ja kamieniem przytrzasl. Albo moze wyskoczyla. Tak, ona chyba wyskoczyla, bo w nocy slyszalem jakies "plask", ale mi sie wstawac nie chcialo. To wszystko przez tego glonojada! Bo on ja straszyl jak szedlem spac.

Glos mu sie lamie, wiec staramy sie ze wszystkich sil nie umrzec ze smiechu. To znaczy ja sie staram, bo Mom chyba sie nawet przejela losem meza/rybki i pomaga mu myslec. Bo generalnie to Janusch razem z Grekiem z gory wymieniaja sie kwiatkami, rybkami, glonami, karma, kamieniami do akwarium, plotkami, poradami. No i dzis Grek przyniosl nam nowe dekoracje (po obiedzie zastalam ich w duzym pokoju z rekami po lokcie zanurzonymi w wodzie. Mowili, ze robia rybkom przemeblowanie), w zamian za to dostal glonojada nr3. Takze podejrzenia padly teraz na Greka, ze przytrzasl rybke kamieniem.
Pomyslalam sobie, ze ich posralo, wiec wrocilam do swojego pokoju. Za chwile slysze rozpaczliwe jeki. Janusch NAPRAWDE znalazl rybke - kamikaze za akwarium. Zabila sie przez glonojada. Szukam jakiegos madrego moralu, trafnej puenty zeby jakos zgrabnie zakonczyc te historie z zycia wzieta - ale nie jestem w stanie.


{1}

21 kwietnia 2009

Wczoraj po raz pierwszy od .. chociaz nie. Wczoraj po raz pierwszy W OGOLE zatesknilam za wydzialem, studiami, Agata, jeczacym Adamem, wytwornym Oxeniukiem (a pamietasz te oranzadowe podniety w ubikacji, ze milosc mojego zycia, i ze milosc twojego zycia (..) i, ze internet, a tak w ogole to ten rubikowy Sebastian/Mikolaj/nie pamietam to ladny?). Tylko za DKF jakos nie tesknie. Chociaz nie powiem, lubilam niektore jej wyklady. Siedzac w pierwszej lawce, wkurwiajac sie na trojkat, ze gada. I podziwianie dokladnych notatek Siwki (mirabelko, och). I te nie nasze, tylko WASZE wtorki, pizzowe pewnie, moze kebabowe, a przede wszystkim stolowkowe. Kopytka nie z tluszczu, tylko wody, a moze i na odwrot. I te przejazdzki dziewiatka na tatary, do Taty Slawka. Albo kawa z darmowa Wyborcza w McDonald's. Codzienne wkurwy na Piekarza, ze sie spozniamy. Zatloczone autobusy i zima. Poniedzialki, srody popoludniowe. Chwilami zapominam, ze na poczatku bylas dwukierunkowa.
Spelniaja sie wszystkie moje obawy; wygladam przez okno i nie jestem pewna KIEDY to, co za nim sie zmienilo. Dlaczego nie widze juz Poczekajki z zielona sciezka na przystanek, albo bloku mojego podgladacza z ösemki, tylko duzo drzew i bloki, ktore nie kojarza mi sie ZUPELNIE z niczym i nikim. Nie mam wspomnien (poza tymi Pasiakowymi i Skibowymi). Lubie to miejsce, naprawde bardzo. I nie zamierzam wracac zawracac, zmieniac tej drogi, na ktorej juz jestem. Niechze w koncu zrobie cos do konca, a nie tylko na pol gwizdka. Bo ja zawsze tylko chce i marze, a nigdy niczego nie finiszuje. A przynajmniej nie tak, jakbym chciala. Zaczela studia i rzucila. Zdobyla milosc zycia - i oddala. Znalazla wymarzonych (?) przyjaciol - i zwatpila. No to teraz niech chociaz niczego nie zaluje. Niech siedzi w tym Monachium i COS robi.

I bede, obiecuje.


{0}

22 kwietnia 2009

Dzien zaczelam od kawy i kwiata do lozka, na sniadanie byly lody przed telewizorem. Pozniej szybkie odkurzanie, Mama poszla do pracy. Na mittagpauzie zaprosila mnie na big sweet ciastko & kolejna kawe. Po sporclubie (kicalam 20min) nadszedl czas na kurs; idac pieszo robilam zdjecia nieznajomym. Na mojej lawce stal kwiat od Grubej Marty, ktora od dzis kocham po dwakroc, albo i trzy; oprocz roslinki stawiala pokursowe piwo i - tak jak niesmiale prosilam wczoraj - rozpisala mi warte zobaczenia miejsca w Monachium (na przyjazd Agatiska).
Co roku dzien moich imienin kojarzy mi sie z wrozeniem milosci Politologa, na nudnej lekcji chemii z Bigajem, zoltymi tulipanami od Tomasza i wyjazdami na wioske z rodzinka. No i jedyna rzecz, ktorej NIE ZNOSZE w imieninach to to, ze od nich zaczynam odliczanie czternastu dni do kolejnych urodzin.

















/ 1 - scan z pamietnika, tuz po pölnocy, 2&3 - wspomnieniowo (po!li!to!log!), 4 -ciastka, 5 - ciezki wybor ;d, 5 - kAj pozuje, 6 - kwiatek od GM jedzie ze mna u-bahnem jako pasazer, 7 - pijacka droga do domu, widok z u3.

GIT! :)

{0}

23 kwietnia 2009

Mimo popoludniowej pory, na dworze czuc swiezosc poranka. Powietrze jest mrozne, a wiatr popycha spadajace krople deszczu prosto w moje wlosy, policzki, rzesy. Dzis zrobie sobie (a wlasciwie to juz czas przeszly) dzien wagarowicza - nie pojde na kurs. Obawiam sie, ze owa sytuacja moze powtorzyc sie tez w przyszlym tygodniu, kiedy bedzie u mnie Agatis.. Ale naprawde czuje sie.. bleah!
Sms do GMarty : Bonyy, jak mi sie nie chce isc dzis na kursiwo! Paskudna pogoda, paskudnie sie czuje i wygladam tez paskudnie! Ojojoj..
Odpowiedz GMarty: Zbieraj dupe, ja tez nie wygladam dobrze!
No i niestety chyba jednak zawiode moja kolezanke od piwa. Juz wczoraj przysypialam na zajeciach, dzisiaj nie bedzie tam ze mnie zadnego pozytku tym bardziej.

Plus -> w ostatnia niedziele bylam z Mama w church i generalnie wszystko byloby czadowo (piekny ciemnowlosy sluzbista oltaza zerkal co chwilunie w kajowä strone), gdyby nie to iz moja slepa Mama postanowila wpieprzyc sie do pierwszej lawki. Dopiero po zajeciu okazalo sie iz:
1. siedzimy obok czlowiekow, ktorzy trzymaja w rekach dziecko do chrztu.
2. sa odswietnie ubrani.
3. ojciec chrzestny jest murzynem, ale modli sie po polsku.
4. wszedzie biegali fotografisci i cykali fotki, bo bylo jakies swieto, czycos.
I tak oto...

hahahaa >haha< haha :D

{0}

24 kwietnia 2009

Okej, kilka drobnych APDEJTÖW. Za x godzin wyruszam (bony, napisalam wyrucham) na Wroclawskie Warsztaty Gospel z Natalia Kukulska (haha,ha :D). Naiwna mysli, ze sobie pogwiazdorzy. Sie zawiedzie, bo przeciez prawdziwymi GWIAZDAMI bedziemy MY! Jak-co-ro-ku! :)



Kolejnym niusem jest sms, ktorego o3malam dzisiejszego poranka. Nadawca: ERA. Tresc: Twoj abonament zostal zablokowany. Troche mi sie nie podoba sie, ze akurat w dniu wyjazdu weekendowego do PL, gdzie tez przydaloby sie telefonisko miec.. Chociazby w celu zadzwonienia do Dziewczyn (siemano kolano, ey, stoje na placu grunwaldzkim, a wy gdzie?!).. No ale. Kto jak kto, ale KAJA sobie rade da (haha,ha).

Nastepna informacja scisle wiaze sie z poprzednia - prosim kontaktowac sie z KajowO sekretarin, w celu zlozenia aplikacji (czy tam podania), wyrazenia checi otrzymania jej brand new, niemieckiego nr telephonu! :-)

I na tym chyba poprzestane, bo walizka stoi pusta, tak jak ja dzis rano w szafy wyjelam.. a tu sie godzina odjazdu zbliza, hoho. Gdzie sa moje czarne ubrania?! Gdzie sa moje majty?! Gdzie sa wszystkie moje spodnie? Aaa!

PS. Jestem cholernie szczesliwa.
PSS. AAch, zapomnialabym! Wczoraj skomponowalam piosenke :

kompozycja dla czarka

{0}

30 kwietnia 2009

Wszystko opisze Wam po Agatisowym wyjezdzie (boo hoo :c), czyli juz za dni kilka. Na razie nie mam na nic czasu, zycie plynie jakos szybciej niz jeszcze pare miesiecy, tygodni temu. W kazdym razie zyje i mam sie dobrze (z przerazeniem odznaczam kazda godzine; to moje ostatnie dni z jedynka z przodu [NIE w dentystycznym sensie ;D]).

{0}


wiecej








Tweets by @kadinaja