01 marca 2016

Jem na sniadanie babeczki, ktore wczoraj pol dnia godziny pieklam z Dziewczyna Mojego Chlopaka i zapijam je czarna kawa. Mam wiele przemyslen, refleksji co do tej chwili.

Kiedy bylismy mlodzi, uczylismy sie zycia z filmów i seriali. Wydawalo nam sie, ze nikt nie rozumie naszego bólu lepiej, niz Meredith Grey, milosc Peyton i Lucasa to milosc nasza i xyz. Cytaty z Closer pozapisywane na co drugiej kartce pamietnika. Bo kiedy bylismy mlodzi, nikt inny nie potrafil nas do konca zrozumiec. Przeciez nie powiem Mamie: ej mamo, wiesz co, wczoraj jak nie poszlismy na dwie ostatnie lekcje, to poszlismy do domu Krlq, no i po dwóch piwach to ja lezalam na balkonie obok krzyska, no i on chcial mnie pocalowac, ale ja sie balam bo jeszcze sie nigdy nie calowalam z jezyczkiem, mimo tego ze mam juz prawie szesnascie lat, co ja powinnam zrobic? (true story) NO NIE. 
Wiec ogladalo sie te wszystkie odcinki Plotkary i One Tree Hill, bo ONI TEZ MIELI TAKIE PROBLEMY CO MY.

Z czasem, zycie sie troche przewartosciowalo. Seriale przestaly wydawac sie najlepszym zrodlem czerpania madrosci. I teraz, w tym doroslym zyciu, jesli masz wystarczajaco duzo szczescia i odwagi, mozesz uczyc sie od innych ludzi. Mowie o odwadze, bo nielatwo jest siasc na kanapie z reka kawy w reku i powiedziec "Sluchaj, boje sie zycia i mam problemy z zaangazowaniem sie, bo moi rodzice, bo moje pierwsze zwiazki, bo dwatysiaceósmy", zamiast "W pracy chujowo, wiesz wczoraj kupilam fajny nowy T-shirt, a slyszalas o tym ze A. kreci z K.?" 
Wiec jesli wydusisz juz z siebie to pierwsze, a nie to drugie (a przy kawie o wiele trudniej, niz przy winie, trust me) - moze wyniknac z tego calkiem fajna rozmowa. Taka, przy ktorej masz ochote wyjac zeszyt z torebki i notowac kazde slowa rozmowcy (w tym wypadku w/w DMCH) (tak mi glupio, ze kiedys nazwalam ja lalka Barbie ze zgrabnym tylkiem [tylko dlatego, ze po prostu uwierzylam innym na slowo])

“You can choose to focus on the surprises and pleasures, or the frustrations. And you can choose to appreciate the smallest scraps of experience, the everyday moments, or to value only the grandest, most stirring ones. Ultimately, the real question is whether you want to be happy.” 
Chris Hadfield, An Astronaut's Guide to Life on Earth


Ostatnich kilka dni w Monachium i pytanie do Was - ksiazki, ktore inspriruja do zmian i kreowania lepszego siebie. Nie poradniki OSHO, nie Sekret (próbowalam, nie lykam). Ale cos, co odmienilo (?) Wasze zycie, chociaz na kilka chwil. Rzućcie kilka tytulów. Z góry dzieki!

K. 


{5}

05 marca 2016

Wstalam o 8 rano i w ogole nie czuje, ze za osiem godzin wsiade do samolotu. Jak tu spakowac walizke na pol roku? Powinnam byc w tym mistrzem. A nie jestem.
















No nic. Nie ma co marudzic, slowo sie rzeklo. Ahoj przygodo. 
Znowu.

[dopisane]

Mam troche takie wrazenie, ze musze sie komus tlumaczyc. Ze kogos znowu zawiodlam. Ale mozliwe, ze zawiodlam tak naprawde tylko sama siebie. Mialam kilka planow zwiazanych z powrotem do Monachium. Wiadomo - moja glowa to jedna, wielka, emocjonalna wichura i plany zmieniaja sie co pietnascie minut. Wiec te ostatnie (ktore kurka wodna, wymyslilam sobie kilka tygodni temu) na pewno legly w gruzach. Ale kurcze. Ten plan najpierwszy, ten jeszcze z maja 2015.. to bylo znalezc prace (preferably na recepcji), zebrac kupe kasy, zaliczyc P. i wrocic na Tene. No to mam, czego chcialam. Dlaczego czuje sie jak jeden, wielki fail?

{2}

08 marca 2016

Przez pierwsze dni lecialam na automacie. Automatycznie na lotniku oddalam walizke z nadbagazem. Automatycznie nie rozplakalam sie przy pozegnaniu z Mama. Automatycznie dostalam miejsce przy oknie, po to zeby tepo patrzec sie na chmury i nie zastanawiac gdzie lece, ani jak sie z tym czuje. 
Automatycznie przywitalam sie z Pirania i wypilam z nia powitalna Sangrie na balkonie. 

*

Dzisiaj pierwszy dzien w pracy. Wciaz do konca nie ogarniam, ale nie musze - wszystko jest tak dobrze zakodowane w mojej glowie. Bez zastanawiania sie pamietam kroki wszystkich ukladow i plan zabaw z Mini Clubu. (co nie zmienia faktu, ze na sama mysl o tym, ze za 1.5h zostane na dwie godziny sama z banda dzieciakow, przyprawia mnie o skurcz zoladka)

Do 1.04 mieszkam na kanapie u Jasmine (Piranii). Pozniej przeprowadzka. Co z kotem? - nie wiadomo.

{0}

10 marca 2016

Wlasciwie niewiele sie dzieje. Czuje sie, jakbym pracowala juz tydzen, nie dwa dni. Wciaz lece na automacie, zadziwiajaco duzo pamietam. Od razu rzucili mnie na gleboka wode - mikro, mini club i rockstation. Sara jest dla mnie przerazajaco mila i caly czas daje mi fory (wysyla wszystkich na góre do turystów i kaze lazic kolo basenu, a mi przynosi kawe i zaprasza na sekretnego papierosa i ploty. SAY WHAT?!)


// strasznie dziwnie sie czuje. podczas pierwszej "vuelty" nad basenem, idac reke w reke z Dago, myslalam sobie: serio? that's it? to za tym tak tesknilam? nic specjalnego. 
z drugiej strony mialam wrazenie, jakby czas sie zatrzymal. nic sie nie zmienilo.
kiedy weszlam do Mini Clubu (przerazona, ze nic nie bede pamietac) nagle zobaczylam jak moje rece same wykonuja ruchy, automatycznie: swiatlo, radio, kredki, papier, lista. kiedy przychodzil ktos nowy, slyszalam swoj glos ktory bez zastanowienia odpowiadal na pytania, ktore - gdybyscie mnie zapytali na spokojnie - nie znalabym tak z marszu odpowiedzi. 
ludzie zatrzymuja sie na ulicy Hola guapaaaaa que tal, estas de vuelta?! basenowi nad hotelem niedowierzaja wlasnym oczom i pytaja kiedy przyjechalam. sprzataczki mowia Buenaaaas z niesmialym usmiechem, a pan z recepcji (Jose2) krzyknal do mnie wczoraj z daleka Hoooolaaaaa popolski! Bienvenida! 
to jest bardzo mile, ze wszyscy mnie pamietaja. 


Judith (nowa dziewczyna w teamie) pytala mnie wczoraj ile mnie nie bylo. "Naprawde?! Ponad rok?! Bylam pewna, ze mniej bo wszyscy tu ciagle o Tobie gadaja! Nie ma dnia, zeby nie slyszalo sie Kaju. Kaju to, Kaju tamto.. myslalam ze nie ma Cie dopiero kilka miesiecy!"


Czekam na pierwsze Dia Libre (niedziela) i wielki hang out z Kristel. Bedzie slonce, bedzie plaza i bedzie sangria. 

K.

{0}

14 marca 2016

Hity ostatnich dni: wodoodporny tusz do rzes, playlista Starred, bardzo slodkie platki sniadaniowe, krople do oczu, krople do nosa, trzeci sezon Orange is the New Black, pytanie wszystkich gdzie jest moj nowy zegarek ze Swatcha?.

Pierwszy tydzien minal jakos zadziwiajaco szybko. Niby piec dni pod rzad, a jednak jakby tylko dwa. Teraz bedzie juz tylko z górki, mam wolne w srode i czwartek. Dobrze, ze dzisiaj w Mini Clubie mamy Pirate Day - przewiaze sobie zakazone oko czarna opaska i nikt nawet nie zauwazy. 

{0}

17 marca 2016

Budze sie z jakims takim trudem i niepokojem. Otwieranie oczu jest bardzo nieprzyjemne doslownie i w przenosni (powrót erozji rogówki + ból egzystencjonalny). Ostatni dia libre tuz przed 11 dniowym, wielkanocnym zapierdolem (bo inaczej tego nie nazwe). Nastepne wolne - przyszla niedziela.
 
-- tu nastepuje dluzsza chwila zadumy, bo przeciez mialam w planie BYC W DOMU na wielkanoc, dzielic sie jajkiem z babcia i sluchac narzekania dziadka na temat mnie i mojego niemacierzynstwa--

Wczoraj rano jadlam sniadanie z Tarzanem. Wystawil stolik przed swoja przyczepe i zrobil omlet. Opowiadal mi o jakichs pierdolach, a ja usmiechalam sie sztucznie. Po poludniu odsypialam ten brak uczucia na basenie. Dziwnie jest nagle kogos nie lubic. I mimo tego ze probuje, odpisuje na wiadomosci i obiecuje wizyty na polnocy.. czegos brakuje. A on nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. (chociaz moze tylko udaje)
Wieczorem, przechodzac przez ulice wpadlam na Davida. Smalltalk o najwiekszych nonsensach swiata, spocily mi sie rece, umowilismy sie na kawe. Po co? Nie wiem. 
Mimo tego, ze nie chce, jestem wplatana w jakas taka dziwna pajeczyne negatywnych emocji miedzy nimi. Miedzy Sara, Davidem i Tarzanem. Kiedy nawet neutralni ludzie mowia mi, ej ale bez kitu to jest dziwne, ze nagle Sara wlazi ci tak bardzo w dupe, po tym jak rekami i nogami bronila sie przed Twoim ewentualnym powrotem, czuje sie jakbym znowu byla w przedszkolu. Ja jestem malutka, a wszyscy sa duzi, i dorastam im tylko do kolan.

28.04 podobno odbieram klucze od mieszkania, za ktore bede przeplacac i w ktorym (o losie!) nie da sie zalozyc internetu. Tak, dzisiaj widze wszystko w ciemnych barwach. 

Gdzie moj rozowy budda? 

{0}

20 marca 2016

Co jest fajne w Playa Paraiso? 

Wszyscy cie/sie znaja. To jak Swidnik, Cyców, czy Sieradz (he, he). Miasteczko ma x mieszkancow na krzyz i kiedy wychodzisz na spacer, do sklepu, na jogging - NIE MA OPCJI, zeby nie spotkac kogos znajomego.
Oprocz tego? 
Dzisiaj zauwazylam ze to jedyne(!) miejsce, w ktorym mam ochote i sile byc lepsza wersja siebie. Medytacje, sracje, mniej alkoholu wiecej cierpliwosci, odwagi, usmiechu. Oczywiscie, jestem Kaja i lubie narzekac. Tu tez nie jestem w 100% zadowolona. Ale kurcze, belek.. podoba mi sie to zycie.









{0}

24 marca 2016

Powiem Wam, ze mi sie nie chce. To raczej dobra wiadomosc. Wsiadajac w samolot na Teneryfe mialam nadzieje, ze okaze sie ze to wszystko nie bylo az takie magiczne, jak mi sie wydawalo. Ze tesknilam za wspomnieniami, a nie miejscem. I moze to przez nastawienie, a moze przez rzeczywistosc.. ale na razie nie mam ani motylkow ani nie wstaje codziennie rano z motywacja do pracy wieksza niz Teide. 
Chcialam tez zaznaczyc, ze NIE JEST zle. Lubie swoja prace i lubie tu byc. Ale zdecydownie stalo sie to dla mnie taka lekko nudnawa codziennoscia. (A moze to po prostu w Monachium zgorzknialam tak bardzo, ze juz niczym nie da sie sprawic mi radosci.)

Strasznie tesknie za kotem i swoja silownia. Biceps mi opada. Energia do zycia tez. Jest plus minus srednio. 

{0}

30 marca 2016

Ostatni dzien internetu aka Ostatni dzien u Piranii.

Wreszcie! Podpisalam kontrakt i dostalam klucze. Dzisiaj wyprowadzka. 
Ostatnie dni u Piranii byly okropne. Ciche passiv-agressiv, rolowanie oczu i glosne wzdychanie. Koniec koncow wydalam w ciul kasy na wlazenie jej w tylek, a ona jakby i tak mnie nienawidzi. Poniekad rozumiem jej zniecierpliwienie, ponad trzy tygodnie z kims na kanapie, jesli jest sie przyzwyczajonym do mieszkania w samotnosci, moze byc meczace. Ale kurcze blade, moglaby tez zrozumiec ze to nie do konca byl moj wybor. 
No ale. Tak czy srak, dzisiaj sie wyprowadzam. Czekam na Kristel, przewozimy walizki do mojego nowego domku, a potem czmychamy (jakie h?) na plaze ze standardowa butelka Sangrii. 

Z innych nowinek, jestem chora. Dysze jak dziadek Andrzej, kaszle jak Janusz, smarkam jak Mama Ewa (gwiazda TVP). Nie powiem zeby pomagalo to w pracy (ani w mieszkaniu z Pirania, ostatnio dostalo mi sie od niej, ze chrapie :D).. ale teraz czekaja mnie trzy dni wolnego, wiec mam nadzieje ze mi sie polepszy.

W ogole mam nadzieje, ze od teraz to juz wszystko bedzie lepiej. Przez ostatnie 10 dni zaczynalam powaznie zastanawiac sie nad stanem mojego zdrowia psychicznego, bo ciagle widzialam wszystko w czarnych barwach. Teraz powoli zaczynam budzic sie do zycia, planowac meblowanie mieszkanka i wertowac internety w poszukiwaniu prostego i taniego DIY (siema Pinterest!).

W przyszlym tygodniu wbija Dodo z Bas (moje dwie malutkie siostrzyczki, ktore juz wcale nie sa malutkie), a za miesiac Kot z Mama i Januschem. Everything's going in the right direction.

Jedyny minus tej calej przeprowadzkowej farsy to brak internetu w domu, takze bede troche bardziej offline, niz online. Ale i tu staram sie szukac pozytywow - wiecej ksiazek, wiecej spacerow, wiecej sportu, wiecej snu.
Musi byc dobrze. 

.
.
Bo jak nie bedzie, to juz bez kitu strzele sobie w leb.

{2}


wiecej








Tweets by @kadinaja