02 marca 2015

Od dwóch godzin probuje opisac wydarzenia ostatnich 3 dni. I nie umiem. Ciagle tylko ctrl+a, a pozniej skasuj wszystko. I od nowa. Jak nic sie nie dzieje, to nie dzieje sie nic. A jak cos zaczyna sie dziac, to dzieje sie WSZYSTKO.

Milosc do. 
Siebie, swiata, zycia, szwedzkich chlopców, bylych chlopakow, niedoszlych milostek, pocalunkow ktorych swiadkami sa tylko tanczace z ksiezycem Wenus i Mars, przyjaciol, wspolnych kolacji, gotowania (osiem godzin ruskich pierogów, nailed it!) i pieczenia (czekomuffiny z goracymi malinami & lodami waniliowymi na deser), pochwał (Kajuuuu, eres la mejor!). 
Nawet z hormonala burza i zatkanym nosem, wysokich rachunków i malych wyplat (paro jednak troche ssie). Milosc. 
Do indyjskiego jedzenia za 15€, do smazenia marmolady z Tarzanem, do karmelowej herbaty Oolung, malowania paznokci z Jasmine, randomowych wiadomosci od ludzi z RIU, z ktorymi wcale nic takiego mnie nie laczylo (We miss you!). 
Do wszy-stkie-go*.

(po napisaniu tego wyrazu, spedzilam 5 minut zastanawiajac sie czy prawidlowo podzielilam go na sylaby. zapytalam google. powiedzialo, ze nie. wszyst-kie-go wyglada jednak jeszcze dziwniej. nie wiem, co sie ze mna dzieje. polska mowa trudna mowa. mature kupilam na targu.)

*

W zeszlym tygodniu.
Lapanie slonca na basenach (moim, Petii, Adri, Kalo, Mary-Anne) i hipisowskiej plazy (koniec swiata na ktory zabrala mnie Kristel), ogladanie nocy na wzgórzu kolo dawnej plantacji bananów (trzy koce, dwa czlowieki, cztery godziny), duzo ludzi w moim domu i powrót Tomka (zatrzymuje sie u mnie dopóki nie znajdzie nic lepszego). Wszystko tak bardzo na plus. Mówilam juz, ze kocham swoje zycie?















Kilka dni temu zostalam zwolniona z obowiazku pamietania, kochania, pisania, tesknienia. Obowiazku, ktory nota bene narzucilam sobie sama, ze strachu przed nieznanym i sentymentu do tego, co cieple i moje. I poczulam sie lekka. Jak dobrze, ze sa na swiecie ludzie madrzejsi ode mnie. 

{0}

05 marca 2015

W 2014 na poczatku roku podjelam sie wyzwania 100 dni szczescia. Kazdego dnia przyklejalam na sciane mala notatke, papierek, rachunek, zdjecie - cos co sprawilo, ze sie usmiecham. Koniec koncow, wyzwanie przedluzylo sie o 265 dni, a wlasciwie to stalo lajfstajlem. Moze to teneryfskie slonce, a moze pozytywni ludzie ktorzy mnie otaczaja, ale z reka na sercu moge stwierdzic, ze nigdy nie bylam szczesliwsza niz przez ten ponadrok tutaj. 
Niedlugo bede zmieniac wystroj sypialni, ale najpierw chcialam podzielic sie ze Swiatem kilkunastoma wybranymi wspomnieniami.



Lato w Mini Clubie i wielka flaga Mongolii, ktora zrobilysmy z Kristel - wykonczone upalem, glupimi dziecmi, mongolskim szefem i ogolnie idiotyzmem ludzi. Przez 6 miesiecy flaga wisiala w RiuLandzie, az w koncu (calkiem niedawno) David (nasz szef) stwierdzil, ze to obrazliwe i kazal nam ja zdjac. Dostalam ja na odchodne w prezencie, teraz wisi u mnie na balkonie ;D 


Tarzan i wszystkie nasze przygody. Niektorzy ludzie pojawiaja sie w naszych zyciach nie przez przypadek. Tarzan jest jedna z takich osob. Jest 50% mojego dobrego humoru tutaj.


Sierpniowe wakacje w domu. Mama, Freda i ja. Jezioro gdzies w dupie Bayernu, letnie slonce, zimne piwo. Dobre wspomnienie.


Dagois. 


Marcowa wizyta CM, najlepsza kawa na swiecie i majowe próby do Plaza Central, najnowszego show RIU. 


Jeden z najlepszych dni tego roku - 14 maja, Mojito Party kolo przyczepy campingowej Tarzana, caly team, group selfies, a pozniej pijane Mini Disco z Yorx. 


TOMAS, czyli moj przyszly, terazniejszy, a jak znam zycie to i przyszly rommate. Plus moja RIP rybka Belvedere. 



Kristel i Dago, moje naj osoby. Plus kawalek jednej z pocztówek z Lublina, które przez pierwsza polowe roku konsekwentnie przysylal mi G. (kilka wisi na scianie, jedna kolo lozka, jedna chyba gdzies w Duzym Pokoju). To tez szczescie ;3


Znowu dzien, ktory bedziemy wszystkie pamietac do konca zycia. Marcowy Magic Miercoles z dziewczynami :)


Pajac. Najwiekszy roller-coaster roku 2014. 


*

Mowilam juz, ze lubie swoje zycie? 
Od wczoraj rozgladam sie (bardzo powoli, leniwie) za nowa praca. NIE na Teneryfie. NIC konkretnego. Tylko tak sobie patrze. Luz. Jesli cokolwiek sie zmieni, na pewno sie o tym dowiecie. A tymczasem spadam wyciagac muffiny z lodowki i zabieram sie za kolejny odcinek mojego nowego ulubionego serialu. Zycie jest dobre. 
Pozdrawiam!
K.

{0}

10 marca 2015

Ten moment, kiedy po raz pierwszy od 2008 czujesz sie jak czesc 'siódemki'. Middle of nowhere, alkohol pity w sloncu, wino, ser, chleb, winogrona. Zdjecia, muzyka, cisza. Wszystko to jeden wielki fejk i/bo juz za kilka tygodni nie bedziemy o sobie pamietac, ale. 
Fajno.

Wiosna maci nam w glowach i moze nie ma tak naprawde czym sie przejmowac, ze wszystko przemija. Robimy sobie czerwone pasemka na wlosach i zagryzamy je czekolada. Wyglupy i kolorowe paznokcie. 
Znowu mam siedemnascie lat. 






Szwedzi i ja. München za mniej niz tydzien (siema spontan). Politolog vol. 4. Niemozliwe. 

{0}

19 marca 2015

I znowu Bibio na Spotify. Ogromne, czerwone, juz-nie-moje, niemieckie lozko. Dwa jumbo coctaile z M. w Sausalitos na Pasignu, spontaniczna wycieczka "do dzika" na Marienplatz. Wiadomosci glosowe wysylane na whatsuppie do Dago i Tarzana (szczypie sie w udo i probuje przypomniec, ze Teneryfa jednak istniala istnieje).

*

Boze, jacy ludzie tu smutni. Przez niecala dobe nasluchalam sie biliarda historii o tym kto kogo i dlaczego nie lubi. Ze x nie wyjdzie na piwo, jesli bedzie y. Ze ktostam przytyl. Ze kogos chyba zwalniaja z pracy. Ze wszyscy to 'pojeby'. 
Tak mi smutno. Pamietam jak Artur przyjechal na Teneryfe i zarzucil mi, ze jestem sztuczna, bo jak mozna byc tak szczesliwym? Ze na pewno udaje, bo chce zeby wszyscy mnie lubili. Bo ciagle tam tak podejrzanie usmiechnieta. Jasne, znal mnie tylko z tej innej, niemiecko-polskiej strony. Sama siebie tylko taka znalam. Dramaty, plotki, problemy z dupy. Fochy, zgrzyty, zmarszczki. Oduczylam sie tego. Dlatego teraz nagle po przyjezdzie tak okrutnie razi mnie to w oczy - jacy jestesmy tutaj wszyscy smutni i zacofani. 
Dlaczego nie mozemy sie po prostu cieszyc? Z tego ze swieci slonce. Albo ze pada deszcz. Ze mamy rece i nogi, prace, przyjaciol, zimne piwo, kanapki z topionym serem, darmowy popkorn w barze, mleko sojowe w promocji, marzenia, siebie, zycie. 
Nie rozumiem. 
Dlaczego? Po co? Skad ta zawisc?

"Ej ej, widziales tego pedala? Nosi rurki, co za ciota!"

"O ja pierdole, ale ta laska jest gruba. Jak mozna w ogole na taki tylek zakladac leginsy? Lustra w domu nie ma?"

"Kurwa Milosz zamknij jape!"

"Ej stary, mamy ziolo, wpanij do nas do domu to zapalimy."

"Nie chce mi sie wychodzic z domu, dawaj do nas, mamy browary."

"Ty Kaja jestes jednak troche glupia."


...


Kiedy wsiadalam do samolotu, Tarzan wyslal mi wiadomosc: 
Just have fun. And dont take the bad 'costumbres' from German people. And Polish people. Just be you. Spontaneus. Happy. Enjoy it. And for sure you're gonna have fun and once you're there you will not want to come back. But come back. Love you.

I ta wiadomosc dala mi sile. Oczywiscie, ciesze sie jak nigdy na ten caly miesiac w domu, w domach. Nie przyjechalam tu za kare! Wyczekiwalam tych kilkumiesiecznych paro-wakacji i nieograniczonego czasu w domu. 
Ale jest (i bedzie) ciezko, nie wpasc w smutki, przeszlosciowe dolki i dawne schematy. Boje sie tego za kazdym razem, kiedy wracam. 
Ale nie dam sie zlamac. 
Nie dam sie podpuscic glupim komentarzom i docinkom. 
Nigdy w zyciu nie bylam tak szczesliwa. I taka dumna z samej siebie. 
Mam nadzieje, ze tak juz zostanie. 

Pozdrawiam i czekam na spotkania :-)
K.

(Monachium 17.03 - 29.03, Warszawa 30.03-3.04, Lublin 4.04-12.04, Monachium 13.04-15.04)

{6}

20 marca 2015

Kiedy po latach spotykasz swoja najpierwsza, najintensywnia i najnieszczesliwsza, milosc swojego zycia, spodziewasz sie czegos innego. Czekasz na fajerwerki, myslisz sobie - nareszcie! To juz dzis udowodnisz samej sobie i calemu swiatu, ze jednak nie jestes krolowa sniegu martwa w srodku. Ze to, ze z innymi nie wychodzi i kazdy nowy facet wydaje sie not good enough, to nic takiego. TAMTEN przeciez to co innego. O nim pisalas w pamietniku, w listach, na blogach (mialas nawet caly jeden blog poswiecony praktycznie tylko jemu). Nie spalas po nocach i wyobrazalas sobie szczesliwe zakonczenie dla tej calej znajomosci. ON byl inny niz wszyscy, dla niego bez mrugniecia okiem rzucilabys prace, chlopaka i majtki na podloge.

I nagle nadchodzi ten dzien. Ten, na ktory czekalas od 2007. Widzisz go.. i nic.
Rozmawiacie jak starzy, dobrzy znajomi. On wydaje sie duzo nizszy, niz ci sie wydawalo.
Czasami ktos rzuci jakis komentarz, albo nawiaze do sytuacji sprzed x lat.. i spogladacie na siebie, nagle przypomnajac sobie drobny szczegól, tajemnice, o ktorej wiecie tylko wy. Wtedy na jedna, krotka chwile czas sie zatrzymuje i przez ulamek sekundy tli sie jakas mala iskra, moze jeszcze nie wszystko stracone. 

W samochodzie przez pierwszych kilka minut panuje niezreczna cisza. Denerwujesz sie o wiele mniej, niz myslalas. Umawiacie sie na sobote. Idziesz spac z usmiechem na ustach, ale tez lekkim rozczarowaniem. 


Rozczarowaniem bynajmniej nie nim. SOBA. Swoim sercem. Skoro ON nie byl w stanie pobudzic do zycia robaczów szczescia.. czy to znaczy ze to koniec? Nie ma juz dla ciebie szansy? 
Czekalam na to uklucie w sercu, kiedy nagle po calym ciele rozlewa sie fala ciepla.. Rumieniec na policzkach, rozbiegane spojrzenie, bo tak bardzo chcesz na niego popatrzec, ale jednak brakuje ci odwagi. A kiedy juz to zrobisz, to trudno ci oderwac wzrok od jego oczu. 
Nie. 
Nic z tych rzeczy. Bylo mi latwo na niego patrzec i nie patrzec. Rozmawiac i nierozmawiac. Jakby nie byl nie byl NIM. Jak gdybym nie czekala na ten dzien tyle lat. 
Moze wlasnie czekalam zbyt dlugo. 


{0}

22 marca 2015



UPDATE: Nie jestem królowa sniegu. 





{0}

26 marca 2015









(...) Nie mam wytlumaczenia ani dla ostatnich wpisow, ani dla swoich emocji, a juz tym bardziej dla ich braku. Trzeci raz probuje napisac te notke, ale zupelnie mi sie nie kleja wyrazy (w przeciwienstwie do oczu). 

Za duzo cytatów, watpliwosci i zgryzoty. Takie zycie.

Dobranoc.

{0}

28 marca 2015

Czesc, jestem Kaja i dzis jest 2007. Upijam sie w Botanikum (kradniemy uniwersalne klucze z Agnieszka), podkradamy piwo Gumbasowi, a pozniej wracam do domu niemoim rowerem, sluchajac nowych piosenek. Jest lato, powietrze w szklarniach pachnie ziemia, ksiezyc swieci mi w oczy, gwiazdy wiruja nad glowami. Jutro znowu jest sobota, zobaczymy kto pierwszy napisze SMSa. 
Znowu nie mam planu, nie pamietam ktory mamy dzien, miesiac, rok.
Nie chce sie przytulac, czytam stare pamietniki i nie odpisuje na milosne maile od Erika  (to juz w 2015). 
Od 2008 to ja lamie serca.
Czy dzisiaj jest wiosna?

*


Porysował czas ramiona
Ocieramy się o siebie
Razem ze mną obok mnie
A gdyby tak oszukać czas

Rutynowy rzucić szlak
Na balkonie spać
Gdy noc ciepła jest
I trzymaj mnie za rękę gdy śpię

**


Do a: Nie wyobrazam sobie mojego zycia bez Ciebie. Ale wiem, ze to faza do przejscia. Rzecz w tym, ze ja NIE CHCE mojego zycia przezywac bez Ciebie. Zostan. Badz dla mnie kimkolwiek. Badz dla mnie wszystkim. Ale nie badz nikim. Don’t be a stranger. Juz jeden taki byl, co tak zrobil. Nie ma w zyciu nic gorszego, niz zapomnienie. 
(2011)

**


PUK PUK
boje sie 
otworzyc
ale
moze to nie 
Koniec
moze
przyszedl Czas
wielkich oddechów
nie slów

____



#Zycie.


{4}

30 marca 2015

Wrzesien 2007, mam 16 lat. Wlasnie nie poszlam na lekcje, razem z Bulka ucieklysmy ze szkoly. Jestesmy w drugiej liceum, cieszymy sie koncówkami lata i zrywamy z drzew czerwona jarzebine. 
W Wawozie najbardziej da sie poczuc wolnosc, siadamy na trawie i robimy sobie zdjecia. Obie nosimy dzwony i biale, malo fantazyjne adidasy. I kolorowe rekawiczki - wychodzimy naprzeciw nadchodzacej jesieni. 
W tym roku wiele razy jeszcze pojdziemy na wagary. Od kiedy okazalo sie, ze Jacek Matyaszewski idealnie potrafi podrobic podpis mojego Ojca, przestalam bac sie urywac z lekcji. Bulka nigdy nie miala tego problemu, u niej w rodzinie wszyscy pisza tak jak Ewik. 
Rozmawiamy o zyciu, "prawdziwych problemach" i facetach. Studia nawet nie przychodza nam jeszcze do glowy, bardziej narzekamy na rodzicow, babke od polskiego i niezapowiedziane kartkówki Kapronia. Ja opowadam jej o mojej nieszczesliwej milosci do Politologa, a ona wciaz gada o Kricie (mimo tego ze jest tylko przelotnym chlopakiem jej siostry). 

__

P. pachnie dezodorantem Nivea i czerwonym Dieslem; smakuje goframi z bita smietana i niezjedzonymi lodami wloskimi z "Jagódki" na Lipowej. Obiecuje mi "groszki" i mlotek, juz nawet nie pamietam dlaczego. Na jego 25 urodziny nagrywam mu plyte CD z trzema róznymi wersjami wloskiej, komunistycznej piosenki Bella, Ciao!. Do dzisiaj lezy pod moim lozkiem. 

*

[Dopisane.]
Do mojego eks-wikinga, falafela, zóltej kurtki, zacietych ust, smutnych oczu, zamknietego umyslu.
Odciales mnie ze swojej nitki. Wisialam na niej przez kilkanascie dobrych miesiecy, a patrzac wstecz (i w blogi, o ktorych nie masz nawet pojecia) - lat. Spierdolilam sie na leb, na szyje, jednoczesnie zyskujac skrzydla. Nie poturbowalam sie tak jak w 2009, nauczylam sie juz spadac i ladowac na czterech lapach. Kiedy wreszcie przestaniesz do mnie o to pretensje? Ze szybko (?) odbilam sie od ziemi i wybralam xy, czy z zamiast czekolady i Bridget Jones ogladanej spod koldry? 
Znosze dzielnie wszystkie przemilczenia, krzywe spojrzenia i komentarze (Szcz.). Raz na zawsze (przysiegam), daje Ci spokoj. Ty mieszasz mnie z blotem i pozwalasz innym zyc po Twojej stronie bajki. Godze sie na to,wyroslam, karma, budda, wdech, wydech, yolo, zycie. 
Widzialam Twoj komentarz. Why so angry? Nie chcesz mnie w swoim zyciu. Wiec co tu jeszcze robisz?
[/ koniec]



//  Male, smutne zakrety losu. What would I be wihout them. 

Wielkanoc 2015. Kolejny, najlepszy czas w roku. Oddzwon do mnie 14 kwietnia. Zapomne sobie Ciebie raz na zawsze. 

https://open.spotify.com/user/spotify/playlist/3SXtTLpEuiEgovsSM6o4bF


{2}


wiecej








Tweets by @kadinaja