02 stycznia 2018

Mam zakwasy od uciekania przed pocalunkiem. I siniaki na dupie pod upadku. (To wszystko to nie poezja, a szczera prawda.)

Czas na podsumowanie tego szitowego roku, jakim byl 2017. 

Byly chlopak: 1
Nowa praca: 1
Zmarli czlonkowie rodziny: 2.
Nowe tatuaze: 5
Nowi przyjaciele (wreszcie cos pozytywnego): jakies dobre plus minus 7!
Randomowe pijackie pocalunki, majace na celu krotkotrwalego lepszego samopoczucia po rozstaniu: 5 6
Ilosci wypitego w ostatnich miesiacach alkoholu: miliony. 

2017 zaczal sie niby dobrze, na kacu w ramionach M. Przed nami wiele toksycznych klotni, poznanie jego rodzicow, poznanie moich rodzicow, wspolne wakacje. W tym roku wylalam wiecej lez, niz w 2008. Prawie kazdy miesiac niosl ze soba jakis dramat, a druga polowa 2017 byla juz totalnie krytyczna. Zawalilo sie tyle rzeczy i zawsze kiedy myslalam, ze gorzej byc nie moze, dzialo sie cos. 
Skonczylam u psychiatry (+na terapii) z recepta na dwa rozne prozaki, ktore koniec koncow leza na dnie szuflady, wymieszane z majtami M. Chce wyjsc z gowna bez nich i chociaz jest lepiej, co kilka dni mam ochote otworzyc paczke i zjesc pierwsza tabletke. Zobaczymy.

Nie chce mi sie robic podsumowan muzycznych, chociaz jest kilka piosenek ktore na zawsze zostana w 2017 i do dzis skacze mi przy nich serce. 

Zero postanowien na 2018. 
Jedno wiem, gorzej juz byc nie moze. Podobno co nas nie zabije to nas wzmocni, nie wiem czy to do konca prawda bo nie czuje sie jakos szczegolnie twardsza po tych wszystkich zdarzeniach. Bardziej mam je zakopane gdzies w glowie, w pudelki 2017 i nie chce o nich myslec, ani mowic. 
Jesli to jest twardosc, to ja juz nie wiem. 

Pozdro!

{2}


wiecej
starsze wpisy
nowsze wpisy






Tweets by @kadinaja