15 grudnia 2010

Okej. Nie da sie, po prostu sie NIE DA zasnac przed 3 w nocy, jesli zacznie sie ok 23 ogladac filmiki na youtube, sciagac seriale, albo rozmawiac z Helena. Nie i juz. Dlatego tez moj zegar biologiczny jest totalnie rozlegurowany, chodze spac o wpodo czwartej, a wstaje przed poludniem (od kiedy zdjeli z anteny poranna Ally McBeal przy kawie, stracilam motywacje zeby wstawac przed 11). Dzisiejsza bezsennosc sponsoruje (jakzeby inaczej)



Seriously, ze tez ona mnie wciaz bawi.

Dzieje sie nic, ale tez sporo. Nie mam jednakowoz weny, zeby sie w to wszystko zaglebiac. Powiem tylko, ze konkurs zwyciezyla moja Mama, a co za tym idzie - kawe ze mna. Albo nie. Herbate. Bo oszukiwala (musialam sama jej powiedziec).

Prawidlowa odpowiedz brzmi.. tak, wlasnie. 35dni Dukana (faza I i II). Na minusie 2,5kilo. Za.je.bis.cie.
Nie zamierzam, mimo to, niczego omijac. Przejde sobie elegancko przez faze III i cholera jasna, przeszlabym i przez nastepne 10, gdyby tylko istnialy.
I nie, nie oszukiwalam tak bardzo. Jedyne niedozwolone, co robilam, to czasem zdarzylo sie chlapnac (wino dobre na trawienie, piwo oczyszcza nerki, a cola light jest przeciez dozwolona, wiec wodka z cola light tymbardziej).
Nie, powaznie. Przeprowadzilam research, pytalam ludzi. Chudli po 6,8,10kg i pijac piwo, i soki (Adas), i jedzac serdelki (Krowa!) i jedzac ser (Gaga). A nawet slodzac cukrem (internautki na licznych forach) Wiec, wszem i wobec ogladaszam, ze ja sie po prostu do diet nie nadaje. Matka natura mnie nienawidzi, wiec fuck her.

Bede tlusciochem.
Amen.


{4}

11 grudnia 2010

Tesknilam dzis za swoimi marzeniami. Sluchalam muzyki i myslalam o nich. I mean, dalej mam marzenia.. ale jednak nie sa juz TAKIE, nie sa tak intensywne.

Generalnie, wiele sie dzieje. Randki z 37 latkami (Tom Hanks po kilku latach mieszkania na wyspie w Cast Away to pikus przy tym Mariuszu. I mean - BRODA. Duuzo brody :D), ktorzy nie chca sie ustatkowac i nie szukaja zwiazku (wiec po co randka?). Glühwein. Zima. No wlasnie, zima indeed. Spedzam w domu jakies 99% czasu. Ostatnio dalam zimie szanse i wysunelam sie z lozka na kilka minut. Doszlam do Sbahnu i zawrocilam.
Czasem ktos mnie odwiedzi. Czasem pogadam z Helcia na Skype (most of the time, actually. Dziwny jest tez nasz zwiazek, ale lubie go. To tak jakby miec chlopaka, ktory sie Toba interesuje.. tylko ze to dziewczyna ;))
Piatkowo wciaz pracuje u Haubenrajzerow. Ich znajoma szuka nianki. Dla 1,5 rocznego dziecka. Powtarzam : POLTORA ROCZNEGO :D Generalnie powiedzialam, ze jacha, bardzo chetnie. Co prawda nie mam pojecia, co sie z dziecmi robi (one juz wtedy siedza? czy mowia? no clue).. ale to nie moze byc przeciez AZ TAK trudne. 

Co poza tym... Spotkania i wyjscia do kina z Liz na przyklad. I (wczoraj) z jej CouchSurfingowa kolezanka z Alabamy. Jedno, szybkie piwo w Irish Pubie (Conor!) i wrocilam do domu o trzeciej. Taksowka. Heee. Pierwszy raz w zyciu wozilam sie taxa po Monachium. Joder. Nie jest dobrze.

W poniedzialek mialam spotkanie z pania od prawa jazdy.. przekonuja mnie ostro, zebym robila je tutaj. A ja nie wiem. I mean 1000euro vs 1000zl. Z tym ze tu podobno wszyscy zdaja, bo egzamin to tylko sie tak strasznie nazywa. No i tu mialabym prace (z poltorarocznym dzieckiem, albo z Kate w Irish Pubie (kaja kelnerka, tego jeszcze nie grali!)). Nie wiem. Daje sobie czas do swiat. Trzeba sie zastanowic nad zyciem, zrobic jakis wykres moze, albo cos.

Joder.

(edit, 30 min pozniej (co tez czyni godzine czwarta rano - a ja rzeska jak skowronek))
ANO! JUZ WIEM, CO MIALAM ZA NEWSA!
W poniedzialek koncze diete bialkowa aka diete proteinowa aka diete Dukana. W sensie nie koncze, tylko przechodze na faze III (ale to prawie tak, jakbym konczyla). I tak oto moi mili mozecie robic zaklady - ile schudlam (a raczej schudNE, w koncu zostaly jeszcze 2 dni ^^) Prosze bardzo. Kto zgadnie wygrywa talon na balon. Albo kawe ze mna.

Notka sponsorowana przez NIC, bo nie zaprzedalam duszy knorrowi ani duplo, BO nikt tego i tak nie czyta (pozajakmisiewydajeszpiegamizniemiecktorzysobiewszystkotlumaczaonline,psiamac). Ahoj!

{6}

08 grudnia 2010

Generalnie to ostatnio zajmuje sie wypiekami. I dieta. Na zmiane, a czasem tez jednoczesnie. I tak wszystko co spod rak moich wyjdzie nadaje sie do zjedzenia TYLKO przeze mnie. Czasem i Mama cos wtrzachnie, ale to bardziej z grzecznosci niz smaku. To nic. Mi smakuje. I te moje klusky lane co sobiem zrobila, tez zjadlam. Mimo tego, ze wygladaly jak zsiadle mleko, badz przetrawiony juz troche makaron. Fuj.

Anywho.

Lista prezentow uczyniona. Teraz tylko mi trzeba biegac po sklepach i zalatwiac. I nabywac. A jak potem zobacze chociaz JEDNA nieucieszona twarz.. To skopie. Albo podrapie. Jeszcze nie wiem.

A, no i mape swiata ostatnio zerwalam ze sciany. I szkoda wyrzucac bylo, bo taka ladna, duza byla. Wiec postanowilam pociac. Czulam sie troche jak Pan Swiata z tymi nozyczkami, to JA decydowalam bowiem ktory kraj/kontynent/wyspa jest GODNY, a ktory nie. Myslalam wtedy o kazdym z tych panstw i jego mieszkancach, biedaczkach. Zeby tylko wiedzieli ze wlasnie odcielam ich od kraju sasiadujacego.
Wyszly mi z tego puzzle, chcialam poprzyczepiac do sciany przy biurku. Ale i tak sie nie mieszcza. To co ja mam jeszcze odciac? Myslalam o Rosji, w sumie jest taka wielka. Ale glupio tak bez Rosji. Moze w jej miejscu wkleje sobie jakies zdjecia z Londynu, zmieszcza sie. A przynajmniej sie sciana nie zmarnuje.






Czesci niezatoczone rozrywajacym sie kolem sa w smietniku. Przepraszam wszystkich ciule. I pozdrawiam tez.

// Mam, swoja droga jakis taki zlosliwy humor. Denerwuja mnie GLUPIE BABY i naiwnosc ludzi, denerwuje mnie ze tyle mmztow przewinelo sie przez moje zycie i autobusy. Denerwuje mnie to, ze nazarlam sie sera bialego na noc bo, chociaz spala tluszcz podobno, w polaczeniu z greentea wywolal u mnie zgage.
Poza tym One Tree Hill soundtrack i dobranoc.

(a notka miala byc o tym co ostatnio robilam, o kilku randkach, spotkaniach i filmach. joder. moze jutro)

{4}

22 listopada 2010




It's London Baby!

Odezwe sieu we czwartek. Z milionem zdjec i opowiesci o mnie, Helenie i Allie Moss. Yaay!

{0}

19 listopada 2010

Znalazlam mojego grajka! Internet jest magiczny. Wrzuce jego videua, moze poczujecie to, co ja. Tylko zaznaczam, latwiej slucha sie go po pijaku.

// 2h pozniej..

(Cola light feat. vodka (moze organizm nie zauwazy) na Dukanie. Plus pocalunek bruderszawtowski 50latka. Joder. )

München slynie z ulicznych grajkow. Moj jeden jest owszem, znany (dowiedzialam sie wlasnie z youtube).. ale bardziej znana jest grupa Konenexion Balkon. Wystepuja w wielu miejscach ORAZ na Marienplatzu.







Pierwszy raz widzialam ich w.. 2006? 2007? Chyba 07. Pamietam, ze wracalam z mama i Gumbasem z wycieczki, oni poszli wpychac w siebie McDonalds, a ja na spacer. I znalazlam ich. I, od pierwszego wejrzenia, zakochalam sie w skrzypku. Milosc trwa. Polecam wszystkie 3 video, przynajmniej do polowy. Prosze!!!

Na deser MOJ grajek. Jest z niego swietny entertainer. Ale jeszcze lepszy muzyk. Niestety, kiedy stoi przed nim 30 osob, bardziej zajmuje sie bawieniem ich, niz graniem. Ja uwielbiam te momenty, kiedy wracam pijana z Irish Pubu, a on stoi SAM. I albo juz konczy, albo gra sam do siebie. Wtedy podchodze, pijacko zagaduje, on (po raz setny) pyta skad jestem i jak mam na imie. Ja (po raz setny) mowie, ze PL i, ze przeciez juz sie znamy. Potem prosze Go, zeby cos jeszcze dla mnie zagral, najlepiej The Beatles... a pozniej jakos idzie.

(Bardzo mi sie NIE podobaja te wersje, ktore znalazlam w internecie. Brzmi jak stary pijak, a jest naprawde utalentowany. Ja i moj Grajek forever <3!)





Nie wyobrazam sobie Munichu bez nich. Idac (czasem sie zdarza) bez sluchawek w uszach, co kilka krokow slychac dzwiek gitary, skrzypiec, czy nawet fortepianu (tak, jest taki szaleniec ktory raz na kilka tygodni siada na srodku deptaka (deptaku?) i gra na klawiszach!). Kochani.

Chyba zaloze ich fanclub. Albo strone. Munich Street Musicians <3

Dobranoc!

{0}

14 listopada 2010

Notka w stylu Uli Celebrytki.

Dwadziescia stopni celcjusza. Tyle bylo dzis w Monachium. Wybralam sie (dosc pozno) na kawe z CM. O dziwo poszlo nam o wiele latwiej i szybciej znalezienie miejsca. Nie dawniej niz rok temu lazilysmy po Monachium jak glupie, szukajac milej, przyjemnej, zacisznej kawarenki z goraca czekolada a nie kakao. Dzis znalazlysmy ich multum. Plus, jak przystalo na niedzielne popoludnie - wszystkie przeludnione. Az w koncu trafilysmy do jednej, ktora owszem, byla pelna.. ale okazalo sie, iz tam gdzie wzrok potencjalnego customera nie siegal (przy pierwszym rzucie), znajdowaly sie dwa fotele i mieciusna sofa. Miodzio lodzio, panowie.

Tuz przed 18 do CM zadzwonila kolezanka, wiec musialysmy sie zbierac. Bylo zbyt cieplo i zbyt ladnie, zeby jechac do domu. Poszlam na megadlugi spacer po Munichu. Po raz pierwszy od dluzszego czasu chodzilam tymi uliczkami.. i wydaje mi sie, ze albo sie zmienily, albo ja sie od nich odzwyczailam. Jakos tak sie rozroslo, albo przepuscilo.. Czulam sie troche jakbym chodzila po pustym NY (ktory nigdy pusty, jak sadze, nie bywa). A turlajac sie po dlugim deptaku z Marienplatz na Stachus, wyjelam z uszu sluchawki i chlonelam miasto. Akordeon, skrzypce, muzyka z kawiarenek i pubow. Bardzo malo niemieckich glosow wokol. Mnostwo angielskich, amerykanskich, hiszpanskich, grupa turystow z Wloch.. kilka razy rosyjski. Zaskakujaco - zero polskiego.

Oj. Lubie Cie, miasto. Czasami Cie lubie.










Uwielbiam sklepy, knajpy, wystawy na rogu. Kojarzy mi sie to wlasnie ze Stanami. Nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem. Plus wszystkie shopy z oswietleniem <3 Na tamtej ulicy bylo ich sporo, ale sfotografilam tylko jeden ;)





Znalazlymsy tez sklep z vinylami, CD, DVD (6 sezonow Friends za 20euro!). Szkoda ze niedziela i byl zamkniety. Zawsze chcialam, tak jak Peyton wejsc sobie do takiego sklepu i zeby sprzedawca znal juz moj gust muzyczny i humor.. i polecal mi odpowiednie plyty.



Fajne, ale full. Znalazlysmy cos innego :



Przy wejsciu znajdowala sie lada z ciastkami i marmoladami na sprzedaz oraz normalne stoliki. Sciana byla jedna wielka tablica z menu. Po raz pierwszy w zyciu spytalam "Przepraszam, ale czy moglabym zrobic zdjecie?" i poczulam sie bezkitu jak Ula Celebrytka. Oh, well :D





Znalazlysmy supersecret spot za akwarium. Bylo przez nie widac ludzi siedzacych przy stoliku za. Gnietli sobie dupki na drewnianych krzeslach podczas kiedy my rowalilysmy sie na kanapie :D



Wyczytalam, ze na diecie moge pic wode, herbate i mleko. Wszystko to bylo skladnikiem Green Tea Latte, ktora (idac w slad Uli, ktora nie boi sie nowych smakow) zamowilam. Niestety mocno sie zawiodlam, bo smakowalo jak syrop na kaszel. A ta herba byla chyba z proszku. Strasznie slodkie. Uh. Brawo dla Uli, co wszystko zje i wszystkiego sprobuje. Ja chyba jednak zostane przy zwyklej Macchiato. Na przyszlosc.

{3}

13 listopada 2010



Oj, duzo sie dzieje. A mi sie nawet nie chce tego opisywac.*
Pocznijmy od poczatkow.

(* raz zaczelam, ale przyszedl Art, zwalil mi sie na fotel i zamknal okienko)

So. Wrocilam do Monachium, to po pierwsze. Mimo bomb (telefon od Paulla zaraz kolo 11 "Ej, Kaj, zyjesz? Bo w Esce mowili ze na Okeciu znalezli bomby!" - bezcenny), spoznienia na Contbusa, mimo zgubienia sie w Warszawce (" - Przepraszam, ale gdzie sa Jerozolimskie? - OJEEEZU!"), mimo wszelkich innych niepowodzen juz po wyladowaniu (pod samolot podstawili 2 autobusy - jednen na hale i odbior bagazu, drugi jadacy do drugiego samolotu - do BOSTONU (dla ludzi, ktorzy sie przesiadali). Zgadnijcie w ktory wsiadlam!). Alles bylo klar i dalam rade.

Zaczelam smieszna diete bialkowa, ktora nie wiem czy dziala, bo sie nie waze i nie zamierzam. Idzie mi dobrze, oprocz tego, ze wczoraj upilam sie winem u CM. Aczkolwiek, zeby nie bylo - postawili przede mna miche gofrow, sery plesniowe, etc etc etc. A ja nie tknelam niczego. Wiec nalezy mi sie co najmniej order usmiechu, o. Czy za odwage. Whatever.

Ok, trzecia i najwazniejsza informacja:
LECE DO LONDYNU. Za 10 dni. Na koncer Allie Moss. Z Helena z internetu, ktora wyglada jak chlopak ale zarzeka sie, ze jest hetero (whatever). Bedziemy spac u Piotrka i Slawka, ktorych poznalam DWA LATA TEMU na Fuerte z mama. Tydzien siedzenia z drinkami All Inclusive. Nie wiedzialam ze po takim czasie chcieliby pomoc (chociaz wiadomo, na odchodne sie mowi - "nono, to jak bedziecie w Londynie, to dajcie znac! - nono, a my zapraszamy na Oktoberfest!" pierdu pierdu. A tu jednak. Zobaczyli moj rozpaczliwy opis na facebooku i zaoferowali pomoc. Usmiech.
Kiedy juz zabukowalysmy bilety, jak na zlosc, dzien pozniej Alle Moss zmienila cos w datach koncertow. Oficjalnie jeden jest we wtorek, a drugi w czwartek. A my przylatujemy we wtorek, wylatujemy w czwartek. Chcialam zabic siebie, albo Helene. Jechac do Londynu (z ryanair'em, ale wcale nie tak tanio :/) po to, zeby zobaczyc LONDYN, nie Allie? Jodeer. Wiec napisalysmy do Allie mejla. Czy nie ma nic w srode. A Allie co? ALLIE MOSS ODPISALA.

Ze:

there is a private show on Wednesday (I will probably do only 4-5 songs), but if you'd like to come, just give me the names of the people you are traveling with & I will get you on the guest list.

ROZUMIECIE TO? Allie Moss wpisze nas na LISTE GOSCI. I pojdziemy na jej ZAMKNIETY, PRYWATNY KONCERT. Do jakiegos klubu, w ktorym trzeba miec czlonkostwo, placic skladki etc. Burzuazja. Powiedzialam Helenie, ze musimy wziac jakies ladne ubrania, moze poznamy tam bogate, brytyjskie mmz-ty w smokingach.

Spytalam wiec Allie, grzecznosciowo, czy chce cos z Niemiec ;) A ona? You know, could you buy me 2 packs of Vivil mints (mit Zucker)?? My mom's favorite. :)
And I think the package would be too big & expensive but if you saw a travel size bottle, I love the Badedas Bath Gelee, reminds me of childhood. I would pay you back.
.

FUCK FUCK FUCK. Zdycham. Allie Moss (tak, wiem, naduzywam jej imienia i nazwiska, ale za bardzo mnie to jara!) chce, zebym cos jej kupila. I CHCE MI ODDAC PIENIADZE, haha.

Nie wierze, ze to sie dzieje. Jestem strasznie szczesliwa.
Dla wszystkich, ktorzy zastanawiaja sie KIM JEST ALLIE MOSS - proszeu bardzo, jej myspace page

:)))

{6}

02 listopada 2010



We both had done the math. Kelly added it all up and... knew she had to let me go. I added it up, and knew that I had... lost her. 'cos I was never gonna get off that island. I was gonna die there, totally alone. I was gonna get sick, or get injured or something. The only choice I had, the only thing I could control was when, and how, and where it was going to happen. So... I made a rope and I went up to the summit, to hang myself. I had to test it, you know? Of course. You know me. And the weight of the log, snapped the limb of the tree, so I-I - , I couldn't even kill myself the way I wanted to. I had power over *nothing*. And that's when this feeling came over me like a warm blanket. I knew, somehow, that I had to stay alive. Somehow. I had to keep breathing. Even though there was no reason to hope. And all my logic said that I would never see this place again. So that's what I did. I stayed alive. I kept breathing. And one day my logic was proven all wrong because the tide came in, and gave me a sail. And now, here I am. I'm back. In Memphis, talking to you. I have ice in my glass... And I've lost her all over again. I'm so sad that I don't have Kelly. But I'm so grateful that she was with me on that island. And I know what I have to do now. I gotta keep breathing. Because tomorrow the sun will rise. Who knows what the tide could bring?

Ej, wiem, że to głupie. Ale ten film zawsze wprowadza mnie w stan tępego patrzenia w ścianę, popijania białego wina i płaczu. Niepohamowanego, oczyszczającego płaczu. To, i Closer, i Holiday, i Contact, i mnóstwo innych. Chociaż nie, piergolę. WCALE nie mnóstwo. Tych 'dobrych' filmów jest garstka. I rozwalają mnie za każdym razem w trakcie (albo i nawet przed) końcowych napisów.

Poza tym kocham Alana Silvestri. Może to kwestia skrzypiec, może piana. Umieram.

// dużo (?) czasu w starym gronie, "Barty, Hubi, Kaja i piosenka o Maxie" i te sprawy. Jest dobrze jest, dobrze jest. Prawo jazdy w Polszy już niedługo, biorę pod uwagę jakieś 2-3miesiące. Słabe to. Bo kiedy jestem TU, nie chcę TAM. A kiedy jestem TAM, nie do pomyślenia jest bycie TU. Płaczę.

{0}

01 listopada 2010

pięć minut temu na gg:

kaja
zachowujesz sie jak baba;ppp
art
kurwa
art
wkurwic sie nie mozna?
art
mi chodzilo ogolnie o twoje NIE JARZENIE
art
a nie o ten londyn juz
kaja
czyli o co
kaja
bo nie rozumiem


pół roku temu :

Kaj - Artur dzis powiedzial, ze najbardziej mu sie podoba, ze ja nigdy nie wiem o co chodzi i ze to takie cute.
Mama - a o co chodzilo?
Kaj - no nie wiem..



// takie życie. zrobiłabym z tego demota, ale brakuje puenty. joder...

{1}

30 października 2010

Chyba się przeniosę. Nie podoba mi się moja adresowa rozrzutność i to, że OSOBY mają tu dostęp (wchodzą, albo nie wchodzą; nie sądzę żeby CHCIAŁY wchodzić, ale gdyby chciały, toby weszły). Joder.

Do dupy jest Peru.

{1}


wiecej
starsze wpisy
nowsze wpisy