12 lutego 2017

Jest dobrze. 
Drugi miesiac 2017 traktuje mnie ulgowo, klepie mnie po plecach i glaszcze po glowie. Wprawdzie mamy na koncie zepsuty motor (200€), zepsutego kota (360€ + piec dni w klinice, biedactwo) i zepsuta mame (bole w klatce piersiowej i zaslabniecie na ulicy), to mamy tez siebie, swoje cieple rece i faze honey moon all over again. Wiem juz, ze z Mikim zawsze kiedy jest tak dobrze, to nalezy spodziewac sie jakiegos kryzysu (bo przeciez zbyt dobrze byc nie moze), ale po czterech miesiacach (serio, tylko?) nauczylam sie juz:
  •  co go wkurza
  •  co go boli
  •  jak reagowac, kiedy sie wkurza
  •  jak nie reagowac, kiedy sie wkurza
  •  ktory rodzaj wkurzu jest powazny, a ktory tylko dlatego ze szuka zaczepki/rozrywki
  •  o czym mu mowic, a o czym nie, zeby sie nie wkurzal

itp, itd.


Nie wiem do konca, czy to jest normalne, ale koniec koncow, ja nigdy nie szukalam ani normalnosci, ani latwych przypadkow. Zawsze dramaty, smutni, polamani ludzie, albo obraczki na palcach. Teraz mam wlocha, ktory przez wiekszosc czasu daje mi poczucie bezpieczenstwa i silne ramiona, ale tez nierzadko powody do placzu, bezsenne noce i ochote zeby spierdolic na Alaske i zaczac wszystko od nowa. 
Ale tak to juz jest. Wszyscy jestesmy tacy troche polamani. I zeby nam sie dobrze zylo, trzeba nauczyc sie dawac i brac. Wspierac i sluchac. Otworzyc. Rozmawiac. Nie oczekiwac, ze ktos musi nas kochac za to, jacy jestesmy. No i najwazniejsze, czego ostatnio nauczylam sie ja: to, ze Ty kogos kochasz, wcale nie znaczy, ze on tez Cie pokocha. 

Cholera, jaki Paolo Coelho mi wyszedl z samego rana. Sorry, nie planowalam. 
Ale taka jest prawda. Nie wiem, czy przyszlo mi to z wiekiem, czy z tysiecznym wpisem na forum o zlamanych sercach i nowych zwiazkach. Ale to wszystko sie sprawdza. 
Kiedy zaczynalam z M., myslalam sama do siebie, albo sie otworze i dostane po dupie (w najgorszym wypadku), albo bede taka jak zawsze - ostrozna i tylko na pol gwizdka. Wybralam caly gwizdek, prosze bardzo, to jest cale moje serce, calutkie, zrob z nim co chcesz, jest Twoje. Jasne, sram w gacie ze strachu. Ale bierz. I on je sobie wzial, troche niechetnie, troche nie do konca wierzac w ten ogrom wszystkiego, co mu daje. I bylo troche tak jak w kazdym odcinku Once Upon a Time, kiedy Zla Krolowa wyrywala serca z innych ludzi, po to zeby moc ich kontrolowac. Bo milosc robi z toba to samo, oglupia Cie i zabiera kontrole. A ty cierpisz.. i jeszcze sie z tego cieszysz. Bo kochasz. Kochasz, bo cierpisz i cierpisz, bo kochasz. Taka kurwa logika w tym wszystkim. 

Wczoraj spedzilam pol dnia z tesciowa (#la mamma) i ciotka (#la zia). Fryzjer, kawa, a pozniej kupilysmy sobie takie same branzoletki. Na pozegnanie usciski i soczyste pocalunki w oba policzki. Chyba jestem juz w rodzinie, lol. 
 

..przerywam pisanie i patrze na mojego M., spiacego gdzies tuz pod moja pacha. Wlosy rozrzucone po poduszce, niektore kosmyki poprzyklejaly sie do twarzy. Broda juz troche za dluga, nadaje sie do strzyzenia. I te pelne, malinowe usta, niesymetryczne po wypadku na skuterze w 2007. To jest moje serce, wez je sobie. Jest cale Twoje. Calutkie. 
..wpadlam po same uszy. 

{0}

22 lutego 2017

Wracam do domu. Jestem w chuj zmeczona przemeczona. Wiem, ze zostal mi tylko tydzien pracy, ale mimo to perspektywa wolnosci wydaje sie baaaardzo odlegla. 
W ostatnim miesiacu wszystko sie zmienilo. W pracy milion nowych osob, w tym szef. Milion nowych zasad, milion nowych obowiazkow. Jutro bede musiala calowac komus dupe, zeby rzeczywiscie pozwolili mi odejsc 1.03 (moj kontrakt konczy sie oficjalnie dopiero 8.03, ale wisza mi tyle nadgodzin, ze wychodzi z tego prawie tydzien). 
Pozniej musze zabrac sie za wyrwanie osemek, ktore po 27 latach zycia nagle postanowily zaczac wychodzic na dzienne swiatlo, sprawiajac mi przy tym wiecej stresu niz bolu (bo ubezpieczenie, bo lekarze, bo Teneryfa to Afryka). 
A pozniej... nareszcie zaczna sie sprawy mile i przyjemne. 
Bo jedziemy do Wloch.
Bo jedziem(y?) do Polski. 
Bo nareszcie bedziemy miec czas na pierdzenie w lozko i ogladanie seriali.
Bo przestaniemy sie klocic (klotnie sa wynikiem stresu i przemeczenia, mowie Wam!).
Bo spedzimy dziesiec dni w domu jego ciotki (na wsi!), ktora wyjezdza na wakacje i ktos musi opiekowac sie jej psami. 

Wszystko bedzie dobre.

En el paro estoy, hej!


// Wkladajac klucz do zamka mialam przedziwny flashback: ja, sama w pustym domu, palaca kadzidla i swieczki w pierwsza noc w nowym mieszkaniu. Oczyszczanie energii, dodawanie otuchy, strach przed nowym i samotnoscia.
A jak jest teraz? 
Mieszkam z tym facetem ktory pojawil sie w moim zyciu totalnie z nikad i totalnie w nim zamieszal. 
W tym roku wszystko, WSZYSTKO jest inne. 

Do teraz nie moge sie nadziwic. 

{0}


wiecej








Tweets by @kadinaja