02 lutego 2014

Niedziela, dzien cwela (tekst zaslyszany gdzies na Twitterze). 
JEST CUDNIE. Przez ostatnich kilka dni wiele sie dzialo, troche dobrze, troche zle.. ale do przodu. W czwartek minely trzy tygodnie tutaj, co tez lekko mnie zdolowalo. No bo jak to, trzy tygodnie i wciaz zero pracy? Z okazji pocieszenia i swojego 2 dniowego urlopu, Petya obudzila mnie o 9 rano tysiacem SMSów i pojechalysmy na plaze. To byl jeden z tych idealnych dni, kiedy pierwsze piwo otwierasz juz o 13, slonce swieci Ci prosto w twarz, a wiatr nie jest ani za zimny, ani za mocny, jest idealny. 
Poznalam nowa dziewczyne, Niemke, Steffi. Jeszcze nie wiem czy ja lubie, ale na pewno lubie fakt, ze ona tak samo jak ja nie ma tu znajomych i chce sie ze mna zakolezankowac. Jestem zdesperowana, wezme wszystko. 

Moj czwartek trwal do piatku o 7 rano. Po plazowym piwie z Petya i Steffi, spotkalam na ulicy (przypadkiem, nieplanowanie) Viktora/Bulgara/Pustaczka (jedna i ta sama osoba). Zaprosil mnie do siebie na piwo, a po dwóch lykach zaproponowal wspolny prysznic/seks. Cytat: "Hey Kaja.. would you like to sleep with me sometimes?". Zawsze w takich sytuacjach jedyne co przychodzi mi do glowy, to parskniecie smiechem i obrócenie wszystkiego w zart. Tym razem niestety musialam tez uzyc sily swego bica, aby odepchnac lekko swojego oponenta, ktory tak mocno chcial przekonac mnie do skoku w wanne, ze zaczal sapac mi w twarz, policzek i szyje. Czulam sie jak w ZOO, albo na planie jakiegos filmu dokumentalnego z TVP2*. Brakowalo tylko komentarzy Czubówny. "Samiec rzucil sie na samice w celu dokonania kopulacji bez przedluzenia gatunku". Koniec koncow, Viktor (chyba?) zrozumial, ze raczej nie do konca ma szanse na jakiekolwiek yolo ze mna.. i odpuscil. 

*apropo TVP2, zanim zapomne - jesli ktos z Was jest bezrobotny, albo na chorobowym, zapraszam do ogladania Pytania na Sniadanie we wtorek rano. Bede w nim ja. Tylko jeszcze nie wiem o ktorej godzinie. Dam znac.

Po harcach z Viktorem, wrocilam do domu. Zdazylam zaledwie zjesc liscia salaty i jajo, kiedy zjawil Tomek, do tego Petya i Steffi. I wielka flaszka wódki. 
I tak trwaly te zabawy, az do samego rana. Okolo 1am pod blokiem spotkalam Hot Camarero z drugim Old Camarerem i poszlismy na piwo. Moja fascynacja po tej nocy troszeczke umarla, bo HC okazal sie jednak troche slaby. Kiedy zamkneli bar w ktorym siedzielismy, zabral mnie w inne miejsce (jedyne w okolicy, otwarte o 5 rano). Kiedy siedlismy przy stoliku zapytal mnie "Jak myslisz, gdzie jestesmy?" Odpowiedzialam ze no chyba w jakims pubie. Na co on, ze nie, ze jestesmy w burdelu (casa de putas). Tak sie rogladam, patrze.. mysle, no rzeczywiscie, tu cycki na scianie, tam penis na suficie. No fajnie. Tylko ze kilka piw pozniej zaczelam gadac z wlascicielem tego miejsca, zalac mu sie, ze nie mam pracy.. i ostatnie co pamietam, to wklepywanie mu swojego numeru w komorke. Bo miejsce nazywalo sie Boobies, a ktoz inny, jak nie ja, moglby pracowac w Boobies? (Zadzwonil nastepnego dnia, udawalam, ze to pomylka)

**

Wczoraj w nocy, znowu lekko zalamana nuda, brakiem pracy i koniecznoscia picia wina z kartonu (mialysmy jechac ze Steffi na impreze, ale autobus ktory mial byc o 20:37, przyjechal o 22:15, wiec juz nie bylo sensu), napisalam SMSa do Tarzana (znajomego, ktory, tak jak kazdy tutaj, obiecal mi pomoc w szukaniu pracy). I nagle odpowiedz, prosto z nieba: PRZYJDZ JUTRO OK. 11 NA ROZMOWE. 

I nie chce zapeszac, bo jesli nie wyjdzie, to bedzie mi glupio, ale jestem mega pozytywnie nastawiona. Dzisiaj po pierszej czesci rozmowy prawie plakalam ze szczescia. Nie powiem jeszcze co to, ani gdzie to.. ale poprosze Was o pomoc. 

We wtorek mam druga czesc rozmowy. Bede musiala zatanczyc i zaspiewac(!!!). I tu pojawia sie pytanie - CO? Myslalam o moim klasycznym Build me up, Buttercup, albo jakiejs piosence Ingrid (Maybe? You and I? Far Away?). Albo moze cos zupelnie innego? Jakis fajny hicior, ktory rozlozy ich na lopatki? 
Nie chce, zeby bylo za nudno, albo melancholijnie, bo po pierwsze usna, a po drugie, bardziej bedzie slychac drzenie mego glosu. Dawajcie jakies pomyslunki. Moze byc na wesolo, albo na ladnie. Nie za szybko, nie za wolno. Mamy czas do wtorku rano. Hilfe!

Pozdrawiam Was, kocham i caluje. Mam tez dla Was niespodzianke w postaci filmiku, ktory dzis nagralam (nothing special, troche mojego domku i drogi do niego). Sprobuje go dzis/jutro wrzucic na youtuba. 
Buziaki siusiaki!
Wasza Kesza.

{6}

04 lutego 2014

- Mam dwie wiadomosci, dobra i zla. Ktora chcesz uslyszec najpierw? 
- Zla.
- Juz niedlugo skonczy sie Twoje leniuchowanie i spanie do poludnia :) Zaczynasz jeszcze w tym tygodniu!

Pobudka o 7:30. Wiedzialam ze okolo 8 rano (well, MOJEJ 8 rano) bede juz na wizji, a chcialam jeszcze troszke sie rozbudzic. Kawka, spacer na basen i oczekiwanie. Zadzwonili o 7:45. I pozniej co kilka minut informowali mnie ile minut zostalo do wejscia. W zwiazku z czym przez dluga chwile sluchalam sobie tego, co dzieje sie w studio.. az tu nagle sru. Wchodzimy. 
Bueno. Poza jednym zdaniem o 80%, w ktorym sama do konca nie wiem, o co mi chodzilo (moze Wy wiecie?), mysle ze dalam rade. Jak na 8 rano. 




O 11 mialam job interview, spozniony o dobre pol godziny (znowu element oczekiwania = wzrastajacy poziom stresu, ech!). Poza mna bylo jeszcze 2 innych "konkurentów".. i caly Animation Team (w tym Viktor, ktory od kiedy odepchnelam jego penisa, nie odzywa sie do mnie i ignoruje moje "czesc" na ulicy. Well, witamy w Przedszkolu!). Dali mi 5 minut a nauczenia sie jednego krótkiego ukladu.. a pozniej wszyscy zasiedli pod scena i kazali tanczyc. Troche sie obsralam z nerwów i uczucia upokorzenia, wiedzac ze ten niegodny Viktor siedzi i patrzy na mnie z pogarda.. ale dalam rade. 
Jutro z samego rana musze jechac do Los Christianos, dowiedziec sie (po raz kolejny) co z moim numerem NIE i Numero de Seguridad Social.. jesli wszystko klapnie, to pojutrze bede juz pania Animatorka z RIU. Jaram sie jak pochodnia, bo praca dla Hotelu to cos o wiele innego, niz praca dla Agencji, takiej jak np. Acttiv. Z Acttivem zarabialismy 600-700€ na reke. Tutaj jest 14 miesieczna wyplata (czyli 12 miesiecy + dwa razy w roku premia) ok. 1000€, 30 dni urlopu, 8h (nie 12h) pracy.. i jeszcze bolsa de vacaciones, czyli (o ile dobrze zrozumialam, a wydaje mi sie, ze tak) kasa na wakacje, jak jedziesz na urlop. Takze CALKIEM CALKIEM! Dostalam kontrakt na 6 miesiecy. Macie czas na odwiedziny mnie do konca lipca! :)

I nareszcie bede w takiej Animacji, o jakiej zawsze marzylam. Takiej prawdziwej. Z dobrymi wystepami, tancami, skeczami i oklaskami na stojaco. 

Nie wierze w to, co sie dzieje. Nawet Hot Camarero powiedzial dzisiaj, ze Joder, jakie ja mam szczescie. Ludzie szukaja pracy po kilka miesiecy, a ja zmiescilam sie w moim limicie 1 miesiaca. Bo taki byl moj limit. Sama nie spodziewalam sie, ze mi sie uda. 

Jakby tego bylo malo, dzisiaj w skrzynce na listy znalazlam "list" od Klocka. Nawet sama sie pod nim podpisala. Zycie jest piekne.


A! No i Ingrid wypuscila dwie nowe piosenki. I Hot Camarero do mnie wydzwania, przez co czuje sie sama ze soba tak niesamowcie dobrze, ze mam ochote chodzic na rekach. Jedyne co mi troche przeszkadza to moj WIELKI GRUBY OBRZYDLIWY BRZUCHOL. Ale od dzisiaj jestesmy z Tomasem na diecie, wiec juz za kilka dni go nie bedzie. No i czekaja mnie kilkugodzinne próby + praca.. wiec "sie" schudnie. 

Jestem szczesliwa.




Nawiasem mowiac, chyba jednak gronoc czytelnikow blozka sie nie powiekszy. Nie zrobie sukcesu jako wielka blogerka. TVP2 przekrecila adres bloga (klasyk). Oh well. 

Wasza Pani Kaja. 
Moje Uszanowanie! 

{7}

10 lutego 2014



9 lutego. Rowny miesiac od przyjazdu na Teneryfe.
I dzisiaj jadac autobusem z Tomkiem, wracajac z Las Americas (zaraz po zjedzeniu jogurtu z haszyszem, a jeszcze przed klotnia o nieumyte jajka), sluchajac muzyki i patrzac na zachodzace slonce.. myslalam sobie, ze to jedna z najlepszych decyzji, jakie moglam podjac. 
Pewnie, tesknie za Domkiem. Oddalabym teraz nerke, za mozliwosc napicia sie Perly/Ananasówki w Tancereczce, zadzwonienia do Kasi (ktora wysmialaby mnie, bo przeciez jest dopiero 23, a NIKT NORMALNY DO MIASTA O 23 NIE CHODZI!).. pozniej szybkie haszatg yolo z Glaskaczem, spacer na Irydiona i sen do 10. Po przebudzeniu kawa&sniadanie w lozku, Gilmore Girls, szukanie treningu dnia, a potem godzina pocenia sie i tupania w podloge (ku uciesze sasiadki z dolu) razem z Jilian albo Zuzka. Tak, wiem, ze to juz bylo i nie wroci wiecej. Ale za tym tesknie. 

W srode nic nie zalatwilam. Pojechalam radosnie do urzedu, z kawa w reku i wiara w to, ze mi sie uda. Niestety zapomnialam o tym, ze nie mowie po hiszpansku. Zostalam zbombardowana slowami, ktorych nie rozumiem. Wcisneli mi w reke plik papierow i numer telefonu, kazali zadzwonic i zrobic termin. Mam wrocic w poniedzialek, czyli jutro. Drzaca reka zadzwonilam do szefa, ze przepraszam, ale wszystko sie przeciaga, ze hiszpanska biurokracja, i ze joder. Kazal mi sie nie martwic. No to sie nie martwie. (tylko jakis dziwny ból wszedl mi w kark i nie potrafie ruszac glowa)

Z dobrych wiadomosci: TOMEK DOSTAL AWANS. Z recepcjonisty na menadzera czegostam. Bedzie panem wazniakiem w garniturze. Bedzie jezdzil samochodem i mial kupe szmalu. A dlaczego JA sie tak bardzo z tego ciesze? Bo to oznacza, ze zostanie na Teneryfie :). Jeszcze do konca nie jest roztrzygniete, czy w naszym mieszkanku, czy tez gdzies blizej cywilizacji, w Los Christianos na przyklad.. but still. Ciesze sie, bo juz sie troche do niego przyzwyczailam. Jesli mnie zostawi, to przeprowadze sie do mieszkania Viktora (wyjezdza w marcu), a do Tomaszka bedziemy jezdzic na weekendowe imprezy z noclegiem (i nie bedzie martwienia sie o taksówki). A jesli zostanie.. to jeszcze lepiej, bedziemy sobie dalej zyc razem, spiewac glupie piosenki (on), tanczyc w bieliznie (on) i gotowac (ja). Bic i cyc

Coraz wiecej ludzi melduje mi sie z zapowiedziami wizyt, strasznie sie ciesze. Za tydzien przyjezdza Szczepan z Kasia, pozniej w marcu Ola i CM (razem, a jednak osobno). Mama Klocek w liscie napisala, ze tez planuja mnie odwiedzic. Mama Moja & reszta rodziny planuje na Wielkanoc. A ja coraz mniej chce wracac, a coraz bardziej zostac na zawsze. Chociaz coraz bardziej doskwiera mi nuda, samotnosc (gdyby nie Tomek, prawdopodobnie w ogole nie wychodzilabym z domu) i malosc tego miejsca, w ktorym jestem. Jest dobrze, naprawde. 
Chce juz tylko zaczac prace. Wiem, ze kiedy sie zacznie, to nie bede miala czasu podrapac sie po dupie.. ale ilez mozna chodzic na basen i zbijac baki? Dzisiaj rano po przebudzeniu, klasycznie wyszlam umyc zeby na balkon (uwielbiam myc zeby na dworze. Wracaja wspomnienia wszystkich wakacji, wyjazdow, jezior i mórz).. zobaczylam bezchmurne niebo i slonce. Pomyslalam sobie: kurde, znowu? Bo z jednej strony takiej pogody szkoda marnowac na siedzenie w domu, a z drugiej naprawde juz nie mam sily lezec calymi dniami na basenie, czuje sie wtedy, jakbym marnowala czas.. a tak naprawde przeciez i tak nic lepszego do roboty nie mam. 

Nie moge doczekac sie 9 marca. Ciekawe, czy piszac podsumowanie dwóch miesiecy na Teneryfie, tez bede taka szczesliwa. Czy praca bedzie fajna. Czy team mnie zaakceptuje. Czy wyniknie cos z mojego pseudoromansu z HC, a moze pojawi sie jakis nowy przydupas. Czy dalej bede taka samotna? A moze znajde przyjaciol? A moze samaniewiemcojeszcze. 

Na prosbe Magdy chcialam zorganizowac dzisiaj jakis album ze zdjeciami na Fejsie. Ale jakos nie mam weny. Fotki z tego miesiaca sa troche zbyt nudne. Za duzo samotnych widoczków, basenu, Tomasza i moich stóp. Poczekam, az zycie stanie sie bardziej.. kolorowe ;)

Mam do Was jeszcze dwa pytania. Oba chyba troche kontrowersyjne, ale nie boje sie niczego. Zwlaszcza, ze wiekszosc z Was i w jednym i drugim temacie pewnie ma cos do powiedzenia.

1/ Jak czujecie sie po Marihuanie? Po ostatniej przygodzie stwierdzam, ze to definitely nie dla mnie. Piatkowa noc spedzilam lezac i patrzac w sciane, majac wrazenie, ze wszyscy mnie nienawidza, ze moje rece nie sa moje, ze czas stoi w miejscu, ze film wychodzi z telewizora, ze tylko Tomek moze mnie uratowac, a Petya chce wydlubac mi serce lyzka. Najdlusze godziny mojego zycia. Czy to normalne? Czy tak jest zawsze? Czy to znaczy, ze jestem szalona?

2/ Dlaczego niektorzy (wszyscy?) faceci caluja sie z otwartymi oczami? Jak tak sobie teraz mysle, to strasznie duzo takich znalam, widzialam. Mialam ostatnio dyskusje na ten temat z Tomkiem. Mowi, ze jesli facet nie zamyka oczu, to znaczy, ze mu nie zalezy. A ze jak kocha, to zamyka. Z kolei Kasia pisala, ze wg. niej to nic nie znaczy, bo ona sama czasami nie zamyka. Jakie Wasze zdanie? Seriously though.

No, to koncze. Mam Nadzieje, ze u Was wszystko dobrze, Robaczki. Slyszalam, ze w Polsce wyszlo slonce i przyszla wiosna! Trzymam wiec kciuki za niepowrót zimy. 
Buziaki siusiaki!
Pani Kaja.

{9}

25 lutego 2014

Zyje. 
Zapierdalam jak szalona, nie mam czasu ogolic pach (true story), a nogi nacieram zywa oliwa z oliwek, bo skonczyl mi sie balsam i nie mam czasu isc do sklepu po nowy. We wtorek odwiedzili mnie Szczepan i Kasia i pokazalam im troche Teneryfy. Naturalnie dzien skonczyl sie w Horse ShoeW koncu musialam im pokazac smak pysznego (?!) teneryfskiego piwa i czupitos z vodka caramelo

Specjalnie nie pisalam o mojej nowej pracy wczesniej, bo wiedzialam, ze notki bylyby nudne i narzekajace.Przez pierwszych kilka dni totalnie nie moglam sie odnalezc, nie odzywalam sie do nikogo, kiwalam tylko glowa i grzecznie odpowiadalam na pytania. Obiady jadlam w ciszy, papierosy palilam sama. Teraz juz jest zupelnie inaczej. Wydaje mi sie, ze team mnie zaakceptowal, a sucz, ktorej nie trawie, od tygodnia jest na wakacjach, wiec mam luzy. 
Jest super.
Codziennie robimy jakis show, dzisiaj* caly dzien cwiczylismy Grease i podnoszenie MNIE i mojej grubej dupy w powietrze (salta, piramidy z ludzi itp.). W ciagu dnia na razie wszystkie activities robimy w parach, bo ja i Angelo (nowy, nie lubie) musimy sie wszystkiego nauczyc (ja juz tak naprawde wszystko wiem, ale nie przyznaje sie z czystego lenistwa!). W teamie mam 12 osob. Po kilku dniach juz wiedzialam, w ktora "grupke" sie wpasowac. Wlasciwie to nawet nie mialam wyboru, to chyba oni wybrali mnie ;) a nie ja ich. Od pierwszego wejrzenia pokochalam Dagoisa (Dago**), Kubanczyka, ktory jako jedyny od pierwszego dnia ze mna rozmawial, usmiechal sie, calowal i przytulal. Pamietacie jak niedawno myslalam, ze umre na nieprzytulanie? Problem solved. Przyjaciel gej = najlepszy przyjaciel. 
Druga osoba jest Adriana (Adri), z ktora pierwsze 2 dni pracowalam w Mini Clubie.. bez dzieci. A nic tak bardzo nie jednoczy dziewczyn, niz wspolne kolorowanie, wycinanki, zabawa plastelina i ploteczki o wszystkich innych ludziach z teamu (a obgadac 11 osob w 2h to nie lada wyczyn!). Adri przyjazni sie tez z Dago, wiec automatycznie zostalam ich rudym przydupasem. 
Reszta ludzi tez jest fajna, ale mniej mnie z nimi laczy. Jest Alan (kolejny gej), ktory jest dla mnie bardzo mily, ale nie do konca jeszcze mu ufam. Jest K-Lo (Kalo), ktory ma chyba z 2m wzrostu, piekne usta i czorne oczy. Srednio dwa razy dziennie mowi mi, ze mam piekne piersi (klasyk), ale od kilku lat zyje w zalegalizowanym zwiazku ze swoja dziewczyna, bo jako Kubanczyk nie moze mieszkac i pracowac w Europie(?). Takze romansu raczej nie bedzie, a przynajmniej raczej nie z nim. Kto tam jeszcze.. Jest Tarzan (gej, vice szef, ktory pomogl mi zalatwic te prace, wiec go kocham) i David, moj szef, ktory klepie mnie w posladki i pyta, kiedy przyjde do niego do domu obejrzec jakis film (kolejny klasyk). 
Z dziewczyn interesujaca jest Sara (lesbijka?), ktora jest troche takim niepisanym trzecim szefem i kazdy walczy o jej approval. Dzisiaj obie mamy Dia Libre i zaprosila mnie do siebie do domu na wspolne gotowanie Tortilli.. takzeciesze sie strasznie, bo to chyba naprawde znaczy, ze zostalam zaakceptowana. 
W tym tygodniu z wakacji wraca Marloes (w/w sucz), ktorej NIE ZNOSZE (chociaz pracowalam z nia tylko 2 dni). Zobaczymy jak sie potocza losy naszej znajomosci. 

Pracuje 5 dni w tygodniu (+2 ruchome dni wolne), od 10:10 do 16:45, a pozniej od 21:00 do 23:45. Trzy posilki w hotelu (sniadanie, obiad, kolacja) za darmejcza, ale z ludzmi z teamu chodzimy tylko na obiady. Na kolacji bylam zaledwie kilka razy. Ciagle jestem czyms zajeta, a kiedy nie pracuje, to spie. Ostatnio zasnelam w trakcie jedzenia kanapki (ale temu winny akurat byl alkohol, nie zmeczenie). Prowadze bardzo aktywny tryb zycia, a mimo to.. na wadze +3kg. Rzygam na swoje odbicie w lustrze, skonczyly sie czasy Fit Kai, ktora cwiczyla 6 razy w tygodniu i nie jadla weglowodanów. Powoli staram sie do tego wrocic. Chodzimy z Tomkiem biegac, w przerwach w pracy (17:00-21:00) staram sie robic chociaz Zuzke (15-20min) kilka razy w tygodniu. Nie moge zyc w takim pieknym kraju i byc pasztetem. Za duzo tu nagosci (oj, zebyscie widzieli nasze kostiumy pracowe.. przez wiekszosc czasu tanczymy na scenie z dupa, cycem, albo pepkiem na wierzchu. Ojojoj..).  
Takze od dzisiaj (znowu!) dieta*** z Tomaszem. Serio serio.

(info dla dziewczyn&mamy) Romansu z Hot Camarero juz w ogole nie ma. W walentynki spotkalismy sie na piwo i bilard (najnudniejsze 2h mojego zycia), na koniec dal mi rozowego, pluszowego królika i pudelko czekoladek (ktore wczoraj zjadl mi Tomek, wyglodnialy po 8 dniach w Afryce :D). I od tamtej pory cisza. Ostatnio bylam w Horsie z ludzmi z pracy, HC przechodzil obok i oboje udawalismy, ze sie nie znamy (witamy w Podstawówce). Pozniej siadl z kolegami przy innym stoliku i wyslal mi SMSa tresci o: Hola! SERIOUSLY? Jednak nawet 42 letni faceci nie maja jaj. Ale to dobrze. Od poczatku wiedzialam, ze Hot Camarero poza czarnymi oczami i pieknym usmiechem raczej niewiele ma mi do zaoferowania. No sorry, ktory facet upija sie 2 (slownie: DWOMA) piwami i zabiera dziewczyne na randke do burdelu? (Boobies, w ktorym pozniej zaoferowali mi prace, dzieki wielkie!) Zeby nie bylo, raz bylismy tez w kinie i a na nastepny dzien zaprosil mnie na kolacje do knajpy.. ale do tego nigdy nie doszlo, bo dostalam prace i przestalam miec czas (my bad). Poza tym, nie zapominajmy o moim postanowieniu na 2014 - ZERO FACETOW. 

Szczerze mowiac, od kiedy zaczelam pracowac, zdazylam smiertelnie sie zakochac juz chyba z 3 razy w 3 innych dupeczkach (naturalnie, emocjonalnie zatrzymalam sie na etapie gimnazjum). Wszystko przychodzi i odchodzi. 
A za kazdym razem, kiedy robie cos glupiego, czuje na swoim ramieniu jakby ciezar siedzacego nade mna Artura, kiwajacego glowa z dezaprobata. Takie "WTF Kaja, what are you trying to pull off here?". Ale przeciez po to tu jestem. Zeby miec yolo, zeby nie myslec za duzo, zeby zakochiwac sie i odkochiwac, zeby chodzic na randeczki i naciagac barmanów na darmowe drinki. Zeby wracac do domu z imprezy o 5 nad ranem, spac 4h i isc do pracy zygzakiem. Zeby tanczyc do upadlego i udawac kogos, kim nie jestem, albo probowac stac sie tym kims. Kims innym. Bo tak naprawde, gdyby ktos mnie zapytal ktora Kaja to ta prawdziwa.. nie umialabym odpowiedziec.Artur pewnie odpowiedzialby, ze to ta ciepla kluska, ktora sprzatala jego brudne naczynia, jednym krzywym spojrzeniem stawiala go do pionu, marudzila ze nie wie czego chce.. i nigdy nie wychodzila z domu. Gina i ludzie z  Lifestyle Ladies powiedzieliby, ze raczej ta ruda krejzolka, ktora przynosila radosc do pracy i kazdego potrafila rozbawic swoim smiesznym akcentem. Olga Kulesza pewnie do dzis wierzy, ze jestem odwazna, szalona Kaja, ktora niczego sie nie boi i ma caly swiat u swych brzydkich stóp. 
A ja (wciaz) codziennie rano biegam co 5minut do lazienki ze skurczami zoladka, bo stresuje sie przed wyjsciem do pracy. Przed kazdym show, albo wyjsciem do ludzi, z ktorymi bede musiala rozmawiac tylko po hiszpansku nie moge jesc. Za 15minut ide do Sary*** na gotowanie i juz teraz trzesa mi sie rece ze strachu, ze zrobie cos glupiego i jednak mnie nie polubi. Przy kazdym eye-kontakcie z szefem, ktory trwa dluzej niz kilka sekund robie sie cala czerwona i gubie mysli. 6 dni w tygodniu chodze pijana, nie dlatego, ze taka ze mnie imprezowiczka, tylko dlatego, ze wtedy czuje sie pewniej, a moj hiszpanski nagle staje sie plynny i poprawny. 

Wszystko jest dobrze, jestem tutaj mega szczesliwa, zakochuje sie w ludziach z pracy i wiem, ze nareszcie wszystko dzieje sie w odpowiednim miejscu i czasie. Ale nie dajcie sie zmylic. Wciaz obgryzam skórki i za duzo mysle. 










* Grease -  w piatek po raz pierwszy tanczylam na scenie (pierwsza czesc notki pisana kilka dni temu). I o ile na próbach kazdy taniec wychodzil mi dobrze, wszyscy chwalili mnie, ze szybko sie ucze, a podczas jednego podnoszenia dotknelam nogami sufitu - podczas show dalam totalnie dupy. Az zaluje, ze nikt tego nie nagrywal :D 

** Dago przed chwila ZADZWONIL do mnie tylko po to, zeby powiedziec mi, ze nie zdazylismy sie pozegnac po pracy i ze jutro pocaluje mnie i wysciska podwójnie. Milosc. 

*** Dieta - siedze sama w barze i pije HERBATE. Na dowód tego, ze dieta. (ilosc kawalkow tortu zdjedzonego u Sary [deser] przemilcze)

**** Tortilla wyszla wysmienicie, Sara na dowidzenia ucalowala mnie kilka razy w policzki i powiedziala, ze mam piekne piersi (serio?). Mission accomplished. Lubie jo.

Caluje Was wszystkich i pozdrawiam. Sekcja komentarzy na razie wylaczona, bo i tak zauwazylam, ze jesli ktos ma mi cos do powiedzenia, to najczesciej pisze po prostu wiadomosc. (Pocalunki z otwartymi oczami - wszystko jasne.)
Notki bede starala sie dodawac jak najczesciej (blozek ostatnio na 15/100 miejscu!!!), ale nie obiecuje, ze ten plan wypali. Jestem naprawde zabiegana. 
Z tego miejsca chcialabym tez mocno pozdrowic Pana Mecenasa Bratkowskiego i zyczyc mu wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Wznosze toast wystygnieta juz herbata, podspiewujac piosenke Kluczy - zimna kawa stoi obok, bardzo chcialbym dzis byc z Toba. Alez sie zrobilo romantycznie. Spadam.

Pani Kachu. 

{0}


wiecej








Tweets by @kadinaja