02 lutego 2013

Dawno nie robilam zdjec. Dawno nie pisalam. Nic - blozka, noteczek dla siebie, noteczek na fejsie, maili. Nawet na forum przestalam sie udzielac, czasem tylko przeczytam jakies posty. Przestaje byc soba? Albo zaczynam? Przechodze metamorfoze?  

Od kilku dni ciagle tylko pada. Jest szaro jak w pazdzierniku, jak na Leonarda 9, jak w Liceum. Snieg z deszczem, szare niebo, cieple lozko, laptop, ja. No i Stodulak obok, zabijajacy Zombie (faceci i ich fascynacja grami komputerowymi). Nie zamierzam dzis wychodzic spod koldry. Moze tylko po dolewke kawy. 

Wczoraj spotkalam sie z kolezanka na kawe. Nie byloby w tym nic dziwnego, przeciez kazdy czasem spotyka sie z kolezanka na kawe. A no coz, ja nie. Ja NIE MAM kolezanek. I od 2013 probuje to mocno zmieniac. Odswiezam stare znajomosci, odbieram telefon kiedy dzwoni, odpisuje na wiadomosci nawet kiedy nie mam czasu. Mam dosc bycia tylko dziewczyna mojego chlopaka. To, ze on nie chce nic robic ze swoim zyciem, nie znaczy ze ma ze soba ciagnac mnie w dol. A tak niestety od jakiegos czasu jest. -Kaju, wyjdziemy gdzies w weekend? -Nie moge, juz mam cos w planach: siedzenie z Arturem w domu. Oooookeeeeeej. Smutne to, ale i prawdziwe. Tak spedzilam ostatnie 2 lata swojego zycia i teraz zdecydowanie zamierzam to zmienic. W zeszly weekend spotkanie z Tiago (still milosc miliard). Wczoraj z Marina. Lubie to. Prawdziwa JA wraca do swiata zywych :)

Wczoraj tez po raz pierwszy W ZYCIU bylam na silowni. Tak, wiem jak idiotycznie to brzmi, zwlaszcza ze jestem przeciez Pania Trener, mega sportowcem i w ogole. Robilam juz rozne wygibasy i sporty, regularnie biegam i cwicze na swoim Power Plate.. ale na takiej PRAWDZIWEJ silce bylam dopiero wczoraj. Na poczatku czulam sie jak idiota, jakies wyciskanie na klate, jakies wypychanie nogami.. Ale po 2giej rundzie zaczelo mi sie podobac. Do tego jeszcze rowerek, bieznia.. i Kaju byla w raju :) 

Jest mi troche przykro, ze blozek traci zycie, zarasta kurzem i wieje nuda. Zaniedbalam moje dziecko, ktore JUZ NIEDLUGO bedzie obchodzilo swoje 5te(!) urodziny. Sprobuje pisac wiecej i ciekawiej. Bedzie to wyzwaniem, bo naprawde w moim zyciu ostatnio nic, poza praca i sportem, sie nie dzieje. Ale sprobuje. Jak nie dla Was, to dla siebie. A tymczasem ide po dolewke kawy ;)

Buziaki - siusiaki (przeczytalam gdzies ostatnio i bardzo mi sie spodobalo)
Wasz Kaj. 

{10}

16 lutego 2013

Jestem smiertelnie chora na goraczke i katar. Czuje sie jakbym byla ciagle nacpana, co daje duzo radosci Arturowi (krecenie filmikow, robienie mi zdjec itp). Nie wiem, czy tez tak macie jak "cos was bierze", ale mnie osobiscie troche to meczy. Jakby wszystko dzialo sie obok mnie. A pojutrze znowu poniedzialek. 

Jutro zaczynam piaty rok Monachijskiego zycia. 17 lutego co roku mobilizuje mnie do przemyslen i podsumowan. To taki moj prywatny Sylwester. I tak, wciaz twierdze, ze ten wyjazd to byla dobra decyzja. 

Ciesze sie, ze tu mieszkam, ciesze sie, ze poznalam Artura, ze mowie po niemiecku, ze pracuje w Lifestyle Ladies i ze (w przeciwienstwie do wiekszosci moich rowiesnikow) nie pisze w tym roku Magisterki. Wszystko to jeszcze przede mna. Beda i studia, bedzie (kiedys) slub, rodzina, doroslosc. Ale u mnie wszystko jest tak jakby w slow motion. I nie zaluje tego. Nie czuje sie przez to gorsza. Lepsza chyba tez nie. 

Slucham blinka, czuje na jezyku smak Malibu pitego mniej wiecej o tej porze 4 lata temu. Lubie moja przeszlosc. Chyba(?) lubie terazniejszosc. Okropnie boje sie przyszlosci. Ale wierze, ze bedzie dobrze. 

Caluje, pozdrawiam i jutro pewnie nawet nie bede pamietac, ze to napisalam.
Wasza (ucpana lekami, goraczka i bialym winem) Kesza.

PS. Plus milosny shout-out do Asku Pasku, z ktora spedzilam wczoraj mega dziewczynski dzien. Malowanie paznokci, przeszpiegi na Facebooku, wspolne gotowanie i ogladanie starych albumow ze zdjeciami. Czegos takiego brakuje mi na codzien. Dziekuje. Cmokaski! 

{5}

26 lutego 2013

Czuje sie, jakbym troche umarla w srodku przez to, ze olalam tegoroczne Oscary. Najzwyczajniej w swiecie NIE MAM CZASU. Nie ogladam TV, seriale zawsze nadrabiam hurtem, od razu po kilka odcinkow.. Rzadko wychodze w domu, jeszcze rzadziej spie. Lubie moja prace, lubie Denisa i lubie swoje nowe obowiazki.. ale troche brakuje mi normalnosci. Cokolwiek by to nie znaczylo. 

Od walentynek jestem single again, a przynajmniej nie-do-konca taken anymore.. Walczy(my?). Nawet nie poszlo o nic tak bardzo szczegolnego, ale zwyczajne sprzeczki za ktoryms razem staja sie dobrym powodem do rozstania, czy przerwy. A poza tym JA NAPRAWDE NIE MAM CZASU. 
Dalej sie kochamy, rozmawiamy codziennie, spotykamy sie w weekendy. Ale kiedy ktos pyta jak tam Artur? - nie odpowiadam. Nie wiem. I nie mam czasu(ochoty?) sie zastanowic. 

Troche upajam sie tym, ile mam na glowie. Zawsze chcialam byc osoba, ktora ma pierdyliard terminow, obowiazkow, jest przyjaciolka szefowej, a jesli w firmie jest problem, to trzeba zapytac Kai. Nie jestem jeszcze oficjalnym Clubleitungiem, ale powoli (podobno) zmierzamy ku temu. I nawet nie chodzi mi o te 100€ wiecej, tylko o sam tytul. I to, ze bede mogla wpisac sobie w CV, ze w wieku 23 lat kierowalam sama swoim Power Plate'owym oddzialem LifeStyle Ladies. LUBIE TO. 

Sportuje sie jak moge, przestalam sie (zgodnie z noworocznym postanowieniem) odchudzac i od czasu do czasu racze sie bananem, czy kostka czekolady. Zycie jest takie szalone, ostatnio nawet wypilam pol szklanki Coca-Coli! 

Brakuje mi pisania, brakuje mi strasznie wielu osob, z ktorymi kiedys mialam codzienny kontakt, a teraz nawet nie mam czasu odpisac na maila, czy wiadomosc na Facebooku. 
Juz niedlugo! W wakacje ja, Lublin i Wy. Przynajmniej na trzy tygodnie.
A tymczasem spierdzielam. 
Buziaki Siusiaki. 
Wasz Kaj.









{7}


wiecej








Tweets by @kadinaja