03 lutego 2012

Po raz pierwszy od trzech tygodni spalam 9godzin. Nie poszlam na kurs. Czuje sie, jak nowonarodzona, jakby byly wakacje, jakbym nie miala dzis nic waznego do zrobienia (mam). Serio, chyle czola WSZYSTKIM studentom (tylko takim prawdziwym, nie jednosemestrowym, jak ja). Jak wy mozecie przetrwac sesje? W liczbie mnogiej. 
TestDaF mnie zabija, doslownie. Odbija mi, a przeciez to nie jest dla mnie kwestia zycia i smierci. Mam kolezanki, ktore jesli go nie zdaja, nie beda mogly przedluzyc wizy, dostana deportowane spowrotem gdziestam, albo nie dostana sie na studia i beda do konca zycia udupione (ewentualnie do nastepnego terminu, kiedy beda probowaly zdac DaF jeszcze raz). MNIE sie taka krzywda nie stanie. Jesli nie zdam, to nie zdam. Wiadomka, lepiej byloby dostac TDN4 z kazdej czesci egzaminu i gdyby mi sie chcialo - miec mozliwosc podjecia studiow (chociaz jesli ma mi TAK odbijac przy kazdym zaliczeniu, sesji, zerowce, egzaminie - to dziekuje bardzo!). 
Wiec dlaczego sie tak stresuje? 
Serioszka, dawno mi nie odwalalo tak jak teraz. Dziwnie sie strasznie zachowuje i dobrze o tym wiem. Masakra.

Co ciekawe, czytalam sobie wczoraj z nudow rozne, random notki z blozka. I tak oto:
Luty, 2010:
(..) zycie jest po to, zeby nie wiedziec, zeby probowac stu rzeczy na raz i nie dac sie zaszufladkowac. Pewnie, w moim przypadku to tylko dobra wymowka zeby nie isc na studia, zaraz bedzie ze jestem leniwa i tak dalej. Ale ja serio nie wiem. Musze zdac DaF. Bede miec certyfikat. No cacy, ale co mi to da? Papierek. I wtedy juz nie bedzie stalo mi nic na przeszkodzie do studiow. (O wurwa. Wlasnie odkrylam bezsens tego powiedzenia. "Nic nie stoi na przeszkodzie". WTF?)

Od DWOCH lat zbieram sie do tego testu. Wiec chyba naprawde czas najwyzszy.

**

Haslo zalozylam, bo ciemna strona rodziny S. bawi sie w Rutkowskiego, wpisuje dziwne hasla w google, przeglada mojego blozka nie pod katem "U, ciekawe co tam u naszego Arturka malego slychac!", tylko "U, poszukajmy jakichs info o Arturze, cobysmy mogli go udupic!". A CHUJA, rodzinko. Art. moze nie jest zbyt waleczny, a raczej poblazliwy (ALBO : leniwy, jak zwal tak zwal). Ale JA nie. Zadarliscie ze mna i moim blozkiem, probujac wykorzystac go do niecnych celow - juz ja sie z Wami porachuje! 
Swoja droga mea culpa, bo glupia jestem, piszac tyle detali z zycia codziennego. Kiedy blozek powstawal, byl on udostepniony tylko garstce znajomym/rodzinie z Lbn, ktorzy usychajac z tesknoty (do mnie, rzecz jasna!) mogli go sobie czasem do porannej kawki poczytac. Nie spodziewalam sie chyba, ze dotrze tu ktokolwiek(!), kto nie zna mnie osobiscie. 


Tymczasem oddalam sie, uczynic Asiowe placki zbozowe
Aloha. 
Zostawiam Was z jedna z moich ulubionych, nowych, Ingridowych piosenek. 
This is war! 

Wasza Kesza. 


{2}

13 lutego 2012

Zawsze po jakims "wielkim" przezyciu, zmieniam cos w domu. Po rozstaniu z Krzyskiem, przestawilam lozko pod okno, a szafe pod drzwi. Po powrocie z Teneryfy, przemalowalismy z Januszem sciany. Po tescie DaF (czyli w ten weekend [a czuje sie, jakby przynajmniej kilka miesiecy temu!]) przemeblowalam wszystko doszczetnie. Sliczny mam teraz pokoik, nie moge sie nim nacieszyc. Walcze tylko z plakatem Friends, bo ZA CHUJA za przeproszeniem, nie chce sie trzymac sciany. Tasma dwustronna nie dziala, specjalne naklejki dwustronne z UHU nie dzialaja. Nie wiem juz co mam zrobic, moze klejem do tapet?

 Test nie byl jakos szalenie trudny (ale nie chce sie tutaj teraz nad tym wywodzic, bo za 6 tygodni okaze sie, ze nie zdalam i bedzie zenua). Spodziewalam sie mega ambitnych tematow, polityka, srodowisko, efekt cieplarniany.. a bylo stosunkowo lajtowo (np. Dlaczego coraz wiecej dzieci oglada TV? Noz kurde, latwiej byloby tylko, gdyby kazali mi mowic o Facebooku). W tym tygodniu konczy mi sie kurs niemieckiego. Strasznie dziwnie bedzie sie z nimi wszystimi zegnac, bo :
a) to moj najlepszy, najszalenszy kurs
b) to moja najlepsza, najszalensza grupa
c) w piatek (ostatni dzien) mina dokladnie 3 lata od kiedy tu jestem. dziwnie bedzie jakos zakonczyc rozdzial "ucze sie niemieckiego" (tj. opierdalania) i poszukac czegos innego

W sumie wiem, ze jeszcze sie spotkamy, bo wciaz nie skonczylismy naszego projektu filmowego, ktory zadala nam Manuela. Jesli uda nam sie go sfinalizowac i dostane go na CD to postaram sie wrzucic na FB i z Wami podzielic.
Ostatni tydzien byl superintensywny, czuje sie jakby trwal miesiac. Teatry, warsztaty, filharmonia, sratata.
Od zeszlego piatku nalezymy z Dima do Grupy Teatralnej przy Kammerspiele. Jaram sie troche, bo zawsze chcialam bawic sie w teatr, nawet amatorsko. Jest fajnie, chociaz jestesmy najstarsi z grupy :P

Oprocz tego z ciekawostek  - zamarzlo nam osiedlowe joro i dzis ze Stodulakiem jezdzilismy na lyzwach. Koniec.

















Troche zasniezone joro, ale przez to jeszcze fajniej sie jezdzilo. Na wtorek, o ile dopisze pogoda, planujemy powtorke, wezme aparat i zrobie normalne zdjecia (wiekszosc z tych jest robiona telefonem :P)

Strzalka!
Wasza Kesza.

{3}

18 lutego 2012

Obudzila mnie Gotye. Ktos w samochodzie / bloku naprzeciwko / moim bloku ale kilka pieter nizej sluchal (jakzeby inaczej) Somebody that I used to know. Powoli zaczynam miec dosc tej piosenki.

Wczoraj minely dokladnie trzy lata, od kiedy jestem w Monachium. Pamietam jeszcze ten moment, kiedy Mama odbierala mnie z lotniska. Dostalam tulipana, na kazdej wystawie sklepowej byly kolorowe wstazki, balony, paczki (Fasching). A ja cala sie trzeslam (ze zmeczenia?) i chcialo mi sie plakac.
Pamietam pierwsze miesiace tu - kiedy prawie wcale nie wychodzilam z domu, ogladalam seriale, szukalam przyjaciol przez internet, nie chcialam jeszcze isc na kurs niemieckiego i balam sie pojsc sama do sklepu. Pamietam moj pierwszy, samodzielny spacer dokola jeziora, pomaranczowe(!) L&M linki i mysli, ktore mialam wtedy w glowie.
Pamietam moich pierwszych znajomych - Gruba Marte, Toma Sraczke, dziadka Dinozaura ;). Moj pierwszy kurs niemieckiego przy PMK przy Heßstraße. Oni wszycy byli duzo starsi ode mnie i wcale nas tak wiele nie laczylo.. Ale chodzilismy razem na Grille i lody. Tam poznalam Masazystow.
Pamietam wizyte (pierwsza) Agatisa. Odkrycie Irish Pubu i KARAOKE. Poznanie Conora Irlandczyka. Powroty do domu o 5, 6 rano i powolne wracanie do zycia.
W maju 2009, Masazysci zaprosili mnie do siebie na ustawiona "randke" z ich corka (CM - Corka Masazystow). To chyba byl jeden z kluczowych momentow podczas tych 3 lat, bo to wlasnie Aga zapoznala mnie z Lukaszem (Bcm - Brat Corki Masazystow), Michalem (SM - Syn Masazystow), Anita i Arturem (a on pozniej z Marcinem). Jakby nie bylo, to moja stala paczka i - mimo naszych wzlotow i upadkow - caly czas jednak trzymamy sie razem.
15 maja 2009 zaczelam prawdziwy, niemiecki kurs niemieckiego w Münchner Volkshochschule przy Giesingu. Tam poznalam Ane Christine, moja (przynajmniej wg. niektorych [i jej samej]) dziewczyne. Strasznie meska lesbijke, ktora (jak sie dowiedzialam 3 dni temu) wciaz mnie kocha i wrzuca moje zdjecia na FB. Mimo tego, jestem jej megawdzieczna, bo 21 maja zabrala mnie na grilla do EG (Englischer Garten), gdzie poznalam Isabel, Ane Ukraine, Natashe i Stefana - moja pierwsza, internacjonalna paczke przyjaciol.
Zaczely sie szalone czasy. Imprezy, grille, wyjazdy z Bayern Ticket, pierwsze wakacje w Monachium i duzo radosci. Zaczynam krecic z Arturem, wyjezdzam na miesiac do Polski.
We wrzesniu Noah (czyli dzieciak, ktorym sie zajmuje) idzie do pierwszej klasy. Jestem u nich w domu coraz czesciej, zaprzyjazniam sie z rodzina, robimy nalesniki. Moj zwiazek z Arturem sie rozkreca, a ja zaczynam wpadac w jakas dziwna, jesienna depresje. Zaczynam kurs z Madeleine przy Lindwurmstraße; poznaje Juliane, Nadezde, Liz. W pazdzierniku ide z Mama na koncert Ingrid Michaelson do Ampere i przezywam najlepsze 2,5 godziny mojego zycia.
Grudzien 2009 - kolejna wizyta Agatisa, koniec romansu z Arturem. Impreza preSwiateczna u Juliany i Julia, jemy brigadeiro. Jestem stalym bywalcem Irish Pubu i Karaoke. Swieta & Sylwester w PL.

Przez pierwsze miesiace 2010 jestem troche nieobecna socjalnie. Niezrecznie jest przebywac z Arturem, wiec czesto spotykam sie z sama CM. Kupuje ukulele. Przynajmniej raz w tygodniu staram sie byc na karaoke. Zaczyna kwitnac przyjazn z Kate White. Zapisuje sie na kolejne kursy i wspinam sie po szczeblach Mittelstufy. W kwietniu jedziemy z Mama do Turcji, gdzie kolejny raz uderza mnie mysl o byciu Animatorem. Pamietam jak po kilku All Inclusive drinkach siedzialam noca przy basenie i rozwazalam bardzo swiadomie, wszystie za i przeciw.
Wracamy do Monachium, akurat jeden z kursow zbliza sie do konca. Zapisuje sie na kolejny, zaczynam planowac TestDaF. W przyplywie spontana, wysylam CV do hiszpanskiej firmy Acttiv, sama do konca nie wiedzac, czego sie spodziewac. Oddzwaniaja na drugi dzien. Proponuja podjecie pracy juz od 17 maja. Waham sie. Jade do Volkshochschule i wycofuje kase wplacona juz za kolejny kurs. Pisze do Acttivu, ze chetnie bede dla nich pracowac, ale na maj sie nie wyrobie, czy moze byc czerwiec. Odpowiadaja, ze MOZE. Zaczynam zalatwianie wszystkich prewyjazdowych spraw, o dziwo w ogole sie nie boje. 28 maja jedziemy z Arturem do Frankfurtu na koncert Ingrid Michaelson. Spimy u Joanny, ktora poznalam na last.fm. Mamy swoj wlasny pokoj, sniadanie w kuchni. Trzymamy sie za rece, duzo calujemy. Po powrocie do Monachium wszystko sie utrzymuje, bardzo duzo czasu spedzamy razem. Pijani biegamy po Stachusie, wskakujemy do fontanny i spiewamy piosenki Ingrid (Everybody).
12 czerwca wylatuje na Teneryfe. Nie placze, nie boje sie (w przeciwienstwie do mojej Mamy, ktora wspiera mnie, ale widac po niej ze jest na skraju zawalu). Przez pierwsze dwa dni poznaje ludzi, chodzimy razem na plaze i zastanawiamy Jak to bedzie? Mam juz swoich ulubiencow, Diane z Estonii i Csabe z Wegier. Zamieniam sie z Chiara na pokoje, tak zeby mieszkac z Diana i Aska z Polski. 14 czerwca zaczyna sie szkolenie. Poznajemy Janine, Catje, Sare, Fabio (koordynatorów), Rubyego - szefa animacji w Isla Bonita i Jorisa z hotelu obok. Przez nastepne 10 dni zapierdalamy od 9 do 00, czasem majac jeszcze sile na nocne imprezy na plazy. 24 czerwca nasz wielki Show - pokazujemy wszystko, czego zdazylismy sie przez te kilka dni nauczyc. O polnocy mamy meeting w sali konferencyjnej na dole. Kazdy dostaje kartke papieru z informacjami o miejscu, w ktorym od jutra (zbiorka o 7rano przy recepcji!) bedzie pracowal. Ja dostaje Lanzarote, hotel Barcelo La Galea w Costa Tequise. Wpadam w panike, duzo placze (razem z Leticia, ktora tez jedzie na Lanzarote, z tym ze na poludnie). Jestem zmeczona i przerazona.
Do polowy lipca pracuje w Barcelo, razem z szefem Wesleyem. Jest nas tylko 2, ja dostaje Mini Club z cala masa polskich dzieciakow. Poznaje Adriana, Anie, Zanete i Weronike. Wlasciwie ratuje mnie tylko to, ze tak duzo tam ludzi z Polski, przynajmniej mam sie do kogo odezwac. Zaprzyjazniam sie ze swoja wspollokatorka, Sandra z Wegier. W moj ostatni wolny weekend zabiera mnie na poludnie do Papagayo Beach.
Moje placze przynosza rezultat, zostaje przeniesiona na Teneryfe, do Puerto de la Cruz. Nie wiem jeszcze jaki hotel dostalam, ale w samolocie placze ze szczescia, ze wracam "do domu".
11 lipca zaczynam prace w Hotasa Hotels. Poznaje Petye, Tomasa, Lucy, Roberta, Leyre. W pokoju mieszkam z Leticia.
Pod koniec sezonu kazdy mysli tylko o powrocie do domu. Buchuje bilet na 26 wrzesnia. I tak jestem jedna z ostatnich, ktora wyjezdza.
Z lotniska odbiera mnie Artur. Idziemy na kawe do McDonalds. Jest po polnocy, okazuje sie ze nie mam juz zadnego Sbahnu do domu. Z dwoma walizkami dojezdzam na Donersbergerbrücke i dzwonie do Mamy, zeby przyjechali po mnie samochodem.
Do konca 2010 duzo zadaje sie z Arturem i Liz (z majowego kursu). Staram sie nie myslec o tym co przezylam i nie tesknic za Teneryfa. Po powrocie okazuje sie, ze rodzina Haubenrajzer znalazla sobie nowa opiekunke i juz wcale mnie nie potrzebuja. Z wyrzutow sumienia zatrudniaja mnie na raz w tygodniu. Przez kilka miesiecy pracuje tylko w piatku. Nie zaczynam kursu, bo ciagle ludze sie, ze za trzy miesiace wracam na Wyspy. Rozkwita moja internetowa znajomosc z Helena z Trier. W pazdzierniku wpadamy na szalony pomysl - czemu by nie pojechac do UK? Obie lubimy Allie Moss, obie lubimy siebie, ja mam w Londynie kilku znajomych. Buchujemy wyjazd na trzy dni, pod koniec listopada. Wydaje resztke kasy odlozona na Teneryfie i jade. Spimy u Piotrka i Slawka, ktorych poznalam kiedys na Fuerteventurze, podczas urlopu z Mama. Znajdujemy Postman's Park i Quenn's Walk. Zaliczamy dwa koncerty Allie. Obiecujemy sobie rychly powrot i ponowne spotkania.
Grudzien spedzam z Kate White i Liz, ktorej niedlugo konczy sie wiza i musi wracac do USA.

Pierwsze miesiace 2011 (jak zwykle!) spedzam pod koldra. Artur ma nowa, czeska dziewczyne, polscy znajomi pochowali sie po akademikach (u Marcina) i tanich barach (Kulawy). Nie mam z nimi w ogole kontaktu. Zapisuje sie na kurs prawa jazdy i poznaje Florina. Zaczynam chodzic na basen. Na przelomie lutego i marca zaczynam prace u Lary, 14 miesiecznego Klocka. 4 marca ide do Irish Pubu (w ktorym nie bylam od stuleci), na urodziny Isabel (z ktora juz w ogole nie mam kontaktu, wiec jestem w szoku, ze w ogole mnie zaprosila). Wiekszosc gosci mowi po hiszpansku, wiec probuje troche swoich sil i popisuje tym, czego nauczylam sie na wyspach (Una cerveza porfavor, Me gusta chupar tu pene, Hola que tal mucho trabajo?). Jak widac nie jest tego zbyt wiele, wiec powoli zaczynam rozgladac sie po barze, szukajac czegos/kogos kto mnie rozerwie. W oko wpada mi wysoki, ciemnowlosy chlopak. Ja wpadam w oko jego kudlatemu koledze. Tak poznaje Tiago i Andre + Sare, Heather, Brenne i Ane Gavine. Po raz pierwszy od kilku miesiecy czuje sie jak w rodzinie, mam straszna nadzieje na przyjazn z tymi ludzmi. Konczy sie Fasching, zaczyna Starkbierfest. Spedzam z nimi prawie kazdy dzien. Rodzi sie Ke$ha, Chin, Wanda, Mrs Fukushima. Znowu czuje, ze mam zajebista paczke przyjaciol. Duzo jezdzimy, piknikujemy, podrozujemy, zwiedzamy, gotujemy, spiewamy. Poznaje strasznie wiele ludzi. Krece z Simonem. Jestem mega szczesliwa. Zaczynam biegac.
W maju, czerwu 2011 ekipa powoli zaczyna sie wykruszac. Au Pair koncza sie umowy, wymiencom wymiany, stazystom staze. Ostatnie, pozegnalne imprezy, placze, zdjecia, filmiki.. i znowu zostaje sama. Zaczynam znowu coraz wiecej zadawac sie ze swoja Polska Grupa. Artur juz nie jest z Lenka, wiec (najwyrazniej) znowu moze sie ze mna przyjaznic. Jakos w polowie czerwca do Monachium przyjezdzaja "Dziewczyny", ktore Marcin, Bcm i Artur poznali, kiedy ja bylam na Teneryfie. Zaczynaja sie polskie imprezy, codzienne spotkania na Odeonsplatz, pijackie wieczory na Pasingu. Zapisuje sie na wakacyjny kurs niemieckiego, tym razem w Gasteigu przy Rosenheimerplatz.
W lipcu znowu jade z Helena do Londynu. Jest fajnie, ale inaczej, niz za pierwszym razem. W sierpniu do Monachium przyjezdza Piekarz. Przypominam sobie, jak to bylo miec BFF, robic szalone rzeczy i duzo rozmawiac. Placze, kiedy wyjezdza. Zdaje prawo jazdy.
W miedzyczasie, ZNOWU zaczyna cos sie dziac ze mna i Arturem. We wrzesniu jade na kilka tygodni do Polski. Po powrocie oboje wiemy, ze chyba jednak to co nas laczy to nigdy nie bylo i nie bedzie tylko przyjazn. Padamy sobie w objecia na Odeonsplacu i zaczynamy nasz sekretny zwiazek. Z czasem przestaje on byc sekretny. Rozni ludzie roznie reaguja, ale nas to jebie. Znowu mam fajna paczke przyjaciol, drugi dom na Pasingu, Oktoberfest, wycieczki rowerowe i pociagowe z Bayern Ticket.
Robie kolejne kursy niemieckiego. 27 listopada idziemy z Arturem na obiad z okazji Thanksgiving, zapoznaje go z Tiago i Ana Gavina (czyli reszta mojej grupy z poczatku roku). W grudniu jade do Polski. Sylwestra po raz pierwszy spedzam tu, w Monachium.

Poczatek 2012 to jeden wielki stres, wariactwa i przygotowania do Testu DaF. Robie kolejny, ostatni kurs niemieckiego, z Manuela Malakooti. Poznaje Dime, Federice, Marine. Bardzo duzo robimy razem. Jestem ciagle zajeta, wiec styczen mija w blyskawicznym tepie. 9 lutego zdaje Test (wyniki dostane dopiero za 6 tygodni, ale jestem dobrej mysli). Zaczynam rozgladac sie za konkretniejsza praca i konkretniej zastanawiac nad podjeciem dalszej nauki. Jesli zdam TestDaF, ide na studia. Jesli nie, to robie Ausbildung. Coraz czesciej mysle o Teneryfie. Jestem megaszczesliwa.

Patrzac wstecz, jestem pewna, ze wyjazd to bylo najlepsze, co zrobilam. Nie wiem, jaka bym byla, gdybym zostala w PL, ale wiem, ze na pewno nie TAKA jaka jestem teraz. A lubie siebie taka. Lubie moje zycie.
Wiadomka, tesknie za Lublinem, troche boli mnie to, ze nie mam juz prawie z nikim kontaktu i nawet kiedy wracam, spotkania, rozmowy sa coraz bardziej powierzchowne i plytkie. Bardzo tesknie za Dziadkami.
Ale ten wyjazd otworzyl mi oczy, poszerzyl horyzonty. W jakis sposob wiem, ze wszystko jest mozliwe i nie ma nic, co mogloby mnie zblokowac. To, co sobie wymysle - zrobie. A to, ze jestem leniwa i prawdopodobnie i tak sie stad nie rusze, to juz inna sprawa ;).

Pozdrawiam i dziekuje,
Wasz Kaj.


{4}

25 lutego 2012

Musze sie troszeczke pouzalac. I nie na to, ze mam kaca. Nie na pogode. Nie na obtluszczone brzuszysko. Musze sie pouzalac, bo czuje sie samotna. Jedynymi osobami w moim zyciu jest Mama i Stodulak. Troche mnie to denerwuje, ze poza nim, nie mam zadnych kolezanek. Zawsze bylo tak, ze jak cos mi sie nie ukladalo, to spotykalam sie z Arturem i on musial sluchac moich jekow i narzekan. I w sumie dalej tak jest. Ale co, jesli to ON jest przyczyna mojego zlego humoru? Wtedy nie mam komu plakac, ze costam.
Brakuje mi kobiet w moim zyciu. Ale takich, kurwa, normalnych. Zeby mozna bylo pogadac, a nie wystawic cycki i pojsc sie najebac do pobliskiego baru, pogadac o dupach i posluchac historii o seksie z nieznajomym z zeszlego tygodnia. "Wiesz Kaja, stwierdzilam ze juz nie chce zaczynac znajomosci od dawania dupy. To do niczego dobrego nie prowadzi." Bitch, please!

Snil mi sie Krzysiek Lbik. On i Elf, zaprosili mnie do siebie na herbatke. Ogladalam jakies obrazy wywieszone na scianie, widokówki z Afganistanu. Ewelina przyniosla mi sok jablkowy, a Kylo zaproponowal, ze wyjdziemy na fajke. "Wiesz, szkoda troche ze tak to sie wszystko skonczylo" powiedzial. Palilismy Westy Ice'y (fu!) i wzdychalismy. Ale tak przyjaznie. Troche ze smutkiem, troche z ulga. Normalna rozmowa, dwojga doroslych ludzi.
Niby mi przeszlo, ale wciaz mi tego brakuje. Meczy mnie ta niezamknieta sprawa. Minely juz trzy lata a ja i tak, za kazdym razem jak jade do Lublina, wyobrazam sobie ze spotykamy sie przypadkiem w warzywniaku i wyjasniamy to, co miedzy nami zaszlo. Bez zlosci, bez agresji. Na spokojnie.

Chcialabym pojsc do psychiatry z tymi moimi dziwnymi smutkami. Za chuja nie umiem sie cieszyc tym, co mam. Mam Artura, mam Mame, mam Monachium. A mysle o tym, co bylo. Wspominam ludzi, ktorzy KIEDYS byli moimi przyjaciolmi. Denerwuje sie, jesli osoby ktorych nawet zbyt dobrze nie znam, sa na mnie za jakas bzdure zle. Wmawiam sobie, ze nikt mnie nie lubi. Placze Arturowi w mankiet, bo JAKASTAM kolezanka z INTERNETU(!!!) ma mnie w dupie, chociaz wyslalam jej niemieckie slodycze. Artur na to: Kto wysyla obcym ludziom paczki in the first place?! I ma racje. Dlaczego nie moge miec w dupie tego, ze ktostam mnie nie lubi?
Najprostsza metoda, zebym stala sie Twoim przesladowca i wlazidupem? Zezlosc sie na mnie. Obraz. Olej. Oddam Ci swoj obiad, klucze do mieszkania i chlopaka, zebys tylko mnie polubil.
Masakra jakas.

Notka megaprywanta, ale po cos w koncu mam to haslo. Czuje sie ostatnio strasznie zle i marnie. Jak wielkie gowno.

No i jeszcze mam kaca.






{14}


wiecej








Tweets by @kadinaja