02 lutego 2011

Patrze na liste osob ONLINE na Fejsie (wciaz nie rozgryzlam tajemnicy kolejnosci ich wyswietlania [Smyk tylko mnie zjechal, ze wszystkie swoje zyciowe rozterki dziele z fejsbukiem]) i nie wierze, ze widze na nich osoby, z ktorymi jeszczenietadawno dzielilam pokoj, prace, zycie. Wtedy wiedzialam, ze to kiedys nastapi, i ze bedziemy kontaktowac sie (albo i nie) tylko via internet. Ale jednak wydawalo sie to takie odlegle, ze az nieprawdziwe. Pamietam te pierwsze dni z Csaba i Diana, kiedy krecilismy sie po Playa Fanabe i mielismy wrazenie, ze czas sie zatrzymal, pilismy piwo na plazy, moczylismy nogi i gdybalismy ile kto zostanie i jak to wszystko bedzie. Pamietam smak okropnie suchej ziemniaczanej tortilli za 2,50. I Dorada, zawsze Dorada. Obowiazkowo.

Nie chce mi sie zaczynac od nowa tych wspominek, bo to temat-lawina (nie rzeka). Spontanicznie moje mysli lacza sie ze soba i co chwila przypominaja mi sie nowe sytuacje z tych czterech miesiecy ("A wiecie, ja to chyba zostane tu na rok.."). Cudo. Ale, jeszcze tylko kilka miesiecy i wracamy do krainy wiecznego slonca (albo, jesli chodzi o Puerto, to wiecznej suchoty i swiecacej sie od potu twarzy). Tylko, wiadomo. Z innymi ludzmi zawsze bedzie inaczej. Okaze sie jak.

Na dobry sen pochwale sie wszystkim, co nie sledza mnie i mojego zycia na Facebooku (to sa tacy? [a to DA SIE TO W OGOLE PRZEOCZYC?! tak tak, wiem, ze Fb jest mnie pelen, update'uje swoje przygody chyba czesciej niz Barak Obama na twitterze {btw, twittera tez mam}]) moim 0:46 sekundowym filmikiem urodzinowym dla Eweliny Ka.

Sto lat, Kozi!



{2}

09 lutego 2011

Wiosna w Mjunichu! Cwierkajace za oknami ptoki, duzo slonca,
jezdzenia samochodem i taplania w basenie. Lubie to.

Na poczatku notki zarzuce Was zdjeciami, potem troche poopowiadam, a na koniec sypne zartem. Kurs anima nauczyl mnie, ze najwazniejsze jest to, jak sie zaczyna i konczy. Srodki sa niewazne.



Slonce swieci nam w plecy, mijamy sklep Apple, pan po lewej smazy orzechy, migdaly w karmelu. Zapach Monachium jak w morde strzelil.



Idziemy dalej, natrafiamy na zbiegowisko ludzi ktorzy obserwuja burzenie i rozbieranie jakiegos budynku na czesci pierwsze. Kiedys byl tu sklep. Rip, sklep.





Mimo tego, ze jest juz wiosna i kazdy sie tym jara (widzialam juz okazy dziewczat w balerinkach), na srodku Odeonsplatzu postawili gore sniegu, na ktorej mozna zjezdzac na sankach, nartach, snowboardzie. Obok stoi scena, budka z grzanym piwem, winem i bratwurst (miechem, generalnie).
Tu na pierwszym planie rzuca nam sie w oczy piekna Kate White, ktora delektuje sie Vanilla Late ze Starbucks (wciaz nie rozumiem czym ludzie tak sie jaraja :P)



Jakby atrakcji bylo malo - gora sniegu zmienia kolor!



Strasznie (!) podobala nam sie z Kate ta brama. Wiem, ze zdjecie jest conieco ciemne, ale inaczej nie dalo rady, a z lampa wyszloby takie.. plaskie. Schody na gore prowadzily do jakiejs straszniedrogiejknajpy. Widzialysmy przez okna.



Znalazlysmy tez w przeswicie zapomniane kino, w ktorym graja bardzo-dziwne-filmy. W tych gablotkach po prawej i lewej byly rozne obrazy aka dziela sztuki.



Najlepsze jest to, ze NIE MAM POJECIA, gdzie to bylo :P Prawdopodobnie juz nigdy wiecej tam nie trafimy.


Dzis poczulam sie prawdziwa kobieta, bo caly dzien popierniczalam w obcasach, pozniej dobieglam w nich do szkoly jazdy, wszyscy spojrzeli na mnie karcáco.. a ja z torebki wyrzucilam dwa trampeczki i rachu ciachu, bylam gotowa do jazd. Moj najpierwszy nauczyciel Florin wrocil juz do pracy, bez wyrostka, ale z takim samym poczuciem humoru i jajcarskim podejsciem do nauki. Ja zaciskam rece na Leningradzie (kierownica) tak, ze krew nie doplywa mi do palcow, a on opowiada mi o tym, ze najadl sie dzis cebuli i chyba ma nieswiezy oddech, moze mam ochote na gume do zucia bo ma takie fajne, nowe Orbit, limited edition. Kiedy widzi, ze nie slucham go, bo stresuje sie zmiana swiatel/pasa/whatever zaczyna machac mi tymi gumami przed nosem i opowiada dalej. Albo marudzi, ze chce mu sie siku. Generalnie uwielbiam go juz od pierwszej godziny, kiedy to wydawalam z siebie dziwne, nieartykulowane odglosy, znaczace panike, stres albo nagle hamowanie - on smial mi sie w twarz. Ja chcialam wysiasc z samochodu na pierwszych swiatlach i na zawsze pozostac Pieszym, a on trzymal sie za brzuch i chichoczac nic sobie z tego nie robil.

Dzis Florin mial jazdy z jakas Wietnamka (moja siostra blizniaczka znaczy) i kiedy po przyjezdzie do szkoly zobaczyl, ze wciaz siedze na wykladach, STAL PRZED BUDYNKIEM jakies 10minut i czekal az skoncze, zeby odwiezc mnie do domu, bo "przeciez i tak mieszkamy obok siebie". Jest super kolo, generalnie.


Oprocz tego "Lubie to!" kiedy mama w przymierzalni mowi "Ejjj, faktycznie jakas taka chudsza jestes. Moze przyniose rozmiar mniejszy bo cos odstaje z tylu?". Co w gruncie rzeczy nie zmienia faktu, ze kupujac sobie sliczniusia sukienke z H&M musialam wziac 44 bo w inny nie zmiescilby sie moj cyc. Cyca to chyba zaden basen, ni silownia nie zniweluje.

Na koniec jeszcze anegdotka o telefonie z Portgualii
* tel. dzwoni po raz pierwszy : Kaajaaaaa telefooon! (zanim zdazylam "podbiec" przestal). Patrze na numer i widze ze nie znam.. jakis dziwny kierunkowy ?!
* tel. dzwoni po raz drugi :  (mamroczac, sama do siebie) JODEER no poczekaj! Nie dzwooon! Musze sprawdzic w necie co to za kraj!
* tel. dzwoni po raz trzeci :  NO ZARAZ! +35... +35.. ej no NIE MA CZEGOS TAKIEGO. to moze +351?
* tel. dzwoni po raz czwarty : MAM! Portugalia?!  Eeeerm.. NIE ZNAM nikogo z portugalii. Whatever.
+ silent mode: on.


Rada : Nie dzwoncie do mnie nigdy z nieznanych numerow. Mimo tego ze depresja i antysocjalne humory dawno minely, w kwestii telekomunikacji nic sie nie zmienilo. NIE ODBIERAM i juz.


{4}

14 lutego 2011

Ania Duszynska. Moj HERO of the day. Ale do rzeczy. 

Nie wiem czy slyszeliscie, ale ludzie ostatnimi czasy uwielbiaja przysylac mi paczki z zywnoscia. Moze rozeszla sie po swiecie wiesc, iz pragne SCHUSC. I tak oto miesiac temu Leticia wyslala mi "Our Spanish Breakfast" - w skladzie JOGURT I BANAN. Paczuni jednak nie ubezpieczyla, wiec paczunia szla ponad 4 tygodnie (tu pozdrawiamy Ule Celebrytke i Bzu, ktore tez sie bawily w Mala Poczte. Kasiu ile szlo do Ciebie pudelko dobrodziejstw?). Jakbyniebylo, licza sie checi, a banana i tak bym nie zjadla, bo 
a) wciaz bylam jeszcze na Dukanie
b) wygladal tak :




Kochamy Leti i tak i tak. Duzo smiechu przy tym bylo. I smrodu. Smrodu przede wszystkim.

Ania natomiast, nie dosc ze wyslala mi ciasteczka (juz nie jestem na Dukanie, wiec wpiedziele je na sniadanie!), to jeszcze doszly w TRZY dni. W zwiazku ze zwiazkiem wygladaja tak :




Kochamy Duszka, pozdrawiamy i walentynkowo machamy do niego lapkami. 
Ja tymczasem oddale sie w kierunku ulicy Wspolnej, z micha czegos dobrego i kolacjowego. A juz o 21 koncert Ingrid Michaelson online, ktorym i ja i Helena sie mocno jaramy. 
Pokój Wam, moje Misiaczki! 

EDIT : 
To 300 (trzysetna, slownie) nocia na moim blozku. Za dni trzy rocznica przyjazdu tu. Piekne czasy nam nastawszy. Chyba sie wrusze. Dziekuje wszystkim, ktorzy tu zagladaja i czytaja. Czasem z wlasnej woli, a czasami bo im przypomne. Ciumaski ;* 



{1}

18 lutego 2011

Dzis miajaja dokladnie dwa lata, od kiedy zaczelam tzw. "Nowe Zycie". Pamietam jak Mama odbierala mnie bladái obojetná z lotniska, wciskajac mi w dlon na wpol-zwiednietego tulipana, a ja jej list w zamian. W liscie opisywalam to, jak sie czuje i zeby nie oczekiwala ode mnie zbyt wiele w ciagu nastepnych tygodni. 
Lecialam z Wroclove. Dwa dni przezyte ze Skibu i poznanie jej akademickiego zycia. Zaczelam swoja prozakowa przygode (ktora, nawiasem mowiac wciaz ma swoje skutki. Mam straszne problemy z pamiecia. Kiedys slynelam z tego, ze bylam w stanie przypomniec sobie co, kto i kiedy powiedzial. Co do godziny i dnia. A teraz nie pamietam co robilam tydzien temu. Doslownie.) 

Chwilami nie wierze, ze minelo az tyle czasu. Rzadko i niechetnie czytam pierwsze notki z blozka, bo boli mnie az fizycznie przypominanie sobie tego, co sie ze mna dzialo. Az sie nie chce wierzyc. Right? 

Dzis kupilam sobie nowe, obcasowe buty. Freda przyjechala celebrowac (przedwczesnie) swoje urodziny. Jutro mam kolejne jazdy z cudownym Florinem, ktorego pokochalam od pierwszego wejrzenia i kiedy Babcia przez telefon spytala "(..) ale Kajeczko, czy to jest dobry czlowiek?" bez wahania odpowiedzialam "Babciu, tak.". 
Mimo dziwnych wahan nastroju i trzeciej lampki wina, jestem szczesliwa. 
W te Dwa Lata przezylam wiecej, niz sie dalo. I mimo tego, ze brakowalo w nich "motyli", zachodow slonca, pocalunkow o smaku nutelli w za_malym_na_dwie_osoby spiworze - ani przez chwile nie zalowalam tej decyzji. Wrecz przeciwnie, chwilami zaluje, ze jednak nie wyjechalam od razu, zaraz po maturach. 
(Pozniej jednak przypominiam sobie o tym, jak te szesc studiujacych miesiecy bylo dla mojego zyciorysu waznych, bo smak doroslosci, bo wycieczka do Wawy, bo Metro, bo wojsko, bo "zwiazek" (wydaje mi sie, ze gdybysmy wtedy nie sprobowali, wciaz tkwilabym w tym samym punkcie emocjonalnie i zastanawiala JAKBYTOBYLO. Oferowala obciecie glowy za to, ze przeciez jestesmy sobie przeznaczeni i gdybysmy tylko sprobowali, byloby jak w bajce (tak to wlasnie trwalo 7 lat znajomosci). A tak - sprobowalismy i nie wyszlo, wszystko jasne, you can move on), bo te kilka znajomosci i - bo przede wszystkim (!) Piekarz. Ta jedna osoba zdecydowanie okreslam moje kilka miesiecy na UMCS. I jakkolwiek by nam sie teraz nie ukladalo, albo jakkolwiek by nam sie nie mialo ukladac za lat kilka - Enchanted i terapia antypaszczakowa, i jedzenie guacamole, i "pozyczka" samochodu Taty Tomasza, i to CODZIENNE spoznianie sie na zajecia - wryly sie w moja (zniszczona Seronilem) pamiec. I kocham. )

Slucham Ingrid Michaelson (tak, wlasnie tej piosenki [btw. link z koncertu z Mon. NA KTORYM BYLAM) i ona tez jest takim symbolem moich ostatnich (2) lat. Ohh, Ingrid. I te dwa koncerty. Jeden lepszy od drugiego.

Nie moge niestety napisac w tej notce o ludziach. Tutejsze relacje z pewnoscia nie przebija niczym tego, co mialam/wydawalo mi sie, ze mam w Polszy. Jedyna osobliwoscia, ktora wysuwa sie tu na pierwszy plan to Art (ktory - o ironio - wlasnie w tej sekundzie zamrygal zoltym sloneczkiem, komunikujac ze jest dostepny) i Kate White. Ale nie narzekam na brak towarzystwa. Ani przyjaciol. Jest dobrze tak, jak jest. 


Wciaz tesknie za Tata Tomaszem, za dziadkami, ich szarlotka i moim Paullem, o ktorego zyciu nie mam teraz pojecia (+ Paull the karaoke guy wciaz cisnie, zebym zlozyla swoje CV do Irish Pubu, eeerm). 

Tak czy siak. Pozdrawiam pierdu pierdu, zachecam do czytania archiwum (zeby sie posmiac, powzdychac albo przezyc psychometamorfoze razem ze mna) i przyszlych noci toze. Juz niedlugo Wielkanoc (co roku najlepsze dni ever) i moje (pierwsze od 3 lat) uro w PL, can't wait. 

A tymczasem dziekuje i pozdrawiam. I jeszcze raz dziekuje. Za to, ze "sometimes they come back". I ze mimo tych 2 x 365 dni wciaz zostala garstka Was, ktora o mnie pamieta i wciaz jest. Wzrusz i trzecia lampka wina. Dobranoc. 

{6}

24 lutego 2011

Seriously, nie chwalac sie tylko szczerze cieszac, stwierdzam - Jestem Dzieckiem Szczescia. Urodzonym w czepku. Nie wiem czy to kwestia dziwnego ukladu GWIAZD ( ;* ), czy wrodzone po przodkach z rodziny Ojca olewactwo i tumiwisizm.. Czarek zwykl mawiac "Miej wyjebane a bedzie Ci dane" i zdecydowanie sie z tym zgadzam. Mam wyjebane przez wiekszosc zycia (jesli akurat nie wyplakuje morza lez z lub i bez powodu). 
Tak czy siak, przechodzac do rzeczy i utrzymujac sie w kontekscie SZCZESCIA, oto njus pierwszy :

1) Znalazlam prace  Praca znalazla mnie. 
Smieszy mnie to troche, bo tak naprawde kiedy mowilam "Ide pisac ogloszenia" i  schodzilam z gadu-gadu / fejsa, wcale tego nie robilam tylko napiergalalam w The Sims 2 (Marie (11) pozyczyla mi na czas nieokreslony. Ona woli grac w XBOXA). Takze nie moge powiedziec, zebym sie jakos szczegolnie nameczyla. Pisalam piosenke o Arbeitsamcie (Urzad Pracy), przegladalam forum z ogloszeniami o prace jednoczesnie majac otwarte 5 okienek (papilot.pl, facebook, twitter, blozek, youtube). 
Ale, jakbyniebylo, jestem najlepsza niania na swiecie i pol bloku rodziny Haubenrajzrow (moja rodzina z zeszlego roku) zaangazowala sie w pomoc, siejac plotki i reklamy. I tak oto, dzieki drodze pantoflowej odezwaly sie do mnie trzy rodziny, z czego dwie niebardzo zdecydowane i jedna bardzo. (Joder, ale bedzie kiszka/kwas/lipa/przypal/obciach jesli jednak ta mila pani z dzisiaj sie wcale nie odezwie i za tydzien o tej porze wciaz bede bezrobotna grac w gry kompyterowe dla przedszkolakow. Huhuuuu!) Jesli sie uda, to od przyszlego tygodnia bede niania "raczej na stale" 15miesiecznej Lary. Musze zupdate'owac swoje zyciowe plany u Florina (powoli przechodzimy do tematu nr 2) na temat przyszlosci. 

Ostatnio podczas jazd : 
F : Kaju, a jakiej pracy szukasz?
K : Jako opiekunka do dziecka, najpredzej..
F : Oo, a lubisz dzieci :)?
K (za szybkie i za stanowcze) : NIE! 
F : A chcialabys miec dzieci?
K (jeszcze stanowciejsze) : NIE!!!

(Po 2h spedzonych dzis z Lara i jej mama stwierdzam ze chyba jednak jeszcze przemysle kwestie macierzynstwa. Albo znajde sobie jakas kolezanke ktora szybko zaciazy i bede super ciocia Kaja ktora pozwala dziecku jesc cukierki z ziemi i lubi bawic sie jego zabawkami. Good plan.)

2) Prawo jazdy.
Cisne! Zostaly mi jeszcze tylko 3 obowiazkowe wyklady (aczkolwiek poniewaz praktyki mi jeszcze troooszeczke zostalo, pewnie pochodze sobie na teo jeszcze wiecej). Bardzo lubie ludzi tamtejszych; Jenza ktory prowadzi lekcje i daje nam czekoladowe cuksy, sposob w jaki naucza.. I kilku kierowcow tez lubie. W sensie dwoch. W sensie w sumie jednego. Musze poprosic Frau Krampfl o jakies jazdy dodatkowe z nim, ma taka fajna, lysa glowe (znaczy ON, nie Frau Krampfl). 
Anyway, ostatnio mialam kilka szalonych wpadek na jezdni i wreszcie zrozumialam, dlaczego kierowcy przeklinaja. Jade sobie jade jade, szprecham z Florinem w tym szatanskim jezyku naszego odwiecznego wroga.. az tu nagle mi sie wyrywa NO JEEEEDZ, CH*JUUUUUUUU!!!! . Z takiejz to sytuacji wywiazala sie rozmowa na temat przeklenstw. Florin bardzo chcial poznac kilka polskich, a ja niestety w glowie mialam jedynie ta nasza KURWE i nic wiecej. Wiec zaczelismy tlumaczyc z rumunskiego (tak, Florin jest rumunem :D). Powiedzial ze jego ulubione przeklenstwo w jezyku macierzystym mozna przetlumaczyc na homoseksualiste, ktory sie masturbuje. Dalam mu kilka opcji do wyboru, mowiac ze w polskim mamy wiele okreslen  i na pierwszy, i na drugi wyraz. Dlugo wybieral i rozwazal, az w koncu wybor padl na "Pedal wali konia". Zapisal to sobie w iPhonie i krzyczal podczas jazdy ze mna. Boje sie ze niedlugo mi sie to utrwali i tez zaczne tak mowic. Joder. 

3) W tym miejscu chcialabym ostro poskarzyc sie na niesprawiedliwosc losu i ludzkich osádow. 
W zeszly weekend byla u nas Freda (swieza, prosto z Polszy) i jedyne co na moj widok powiedziala to "Ej, ale Ci zmalaly cycki!" Noz WURWA. Czlowiek cisnie juz drugi miesiac, minimum dwa razy w tygodniu, minimum po 45minut na basen i jedyne co mu sie zminimumowalo, to CYC. Ok, nie mam nic przeciwko, niech sobie maleje. Ale nie wzgardzilabym tez schudnietym posladem, czy sadelkiem. Nawiasem mowiac wrocilam do swoich zyciowych, podstawowych diet. Narobilo sie ich juz ze 4, wiec troche mi sie zaczynaja mieszac zasady. Musze chyba wziac kartke papieru i wypisac najwazniejsze zalozenia kazdej. Skomponuja swoja wlasna odmiane. Moja mama CHUDNIE NA CZEKOLADZIE. Potwierdzone naukowo, ku mej rozpaczy. Oh well.

4) Postawie piwo temu, kto powie mi DLACZEGO MAM NA KOMPUTERZE poker face Lady Gagi i z czym mi sie kojarzy. Mam jakies niebardzowyrazne projekcje w glowie, flashbacki kogos tanczacego (mnie?) do tej jakze wspanialej melodii.. I nie mam pojecia skad. Jak. Przez chwile myslalam ze moze z Glee, ale tamta wersja byla wolna. A ja mam te wizje przy tej normalnej. Joder, o co chosi? 

Pozdrawiam, caluje, etc. 
Uszanowania, 
Redakcja 

Ps. Zawsze chcialam sie tak gdzies podpisac. 
Ps2. Ok, odkrylam skad mam Gage - byla w folderze od Acttivu, z muzyka hotelowa (club dance, mini disco etc). Jedna zagadka rozwiazana. Teraz niech mi tylko jeszcze ktos powie SKAD TE FLASHBACKI? Z czym mi sie ta piosenka tak mocno kojarzy? Przeciez ja jej nawet nie lubie! 
Ps3. Haaaa, wiem! Sama sobie postawie piwo. Na pocieszenie jednak dodam, ze i tak nikt by nie zgadl. Moje dzieci maja gre na XBOXie (ktory btw. kosztowal - bagatela 4 tys euro oO) w ktorej trzeba tanczyc i Marie katuje od kilku tygodni tylko Lady Gage (bo najprostszy uklad, pare razy klasnij na gorze, obrot, wykop, klasnij na dole i koniec). Stad te projekcje kogos tanczacego. To jednak nie ja tylko avatar Marie w Telewizorze. Jestem genialna. 

{6}

28 lutego 2011

Tak sie zlozylo, ze nie mialam nawet czasy na Oscarowa notke. Ewcia poszla spac dopiero pol godziny temu, a w internecie juz od godziny mozna ogladac relacje z Red Carpet. Zdazylam tylko wziac szybki prysznic, zrobic kawki, uczesac sie i pomalowac. Za chwile przygotuje drinki (dzisiejsza noc sponsoruje Long Ice Tea w wersji Kaj) i zakaski. Dopiero kiedy wszystko bedzie gotowe, wskocze w sukienke i wygodnie rozsiade. Na razie jeszcze skacze miedzy kuchnia a salonem, otwieram co raz to nowe okienka i probuje zdecydowac jakie sa moje Oscarowe Predictions.

Aghhhhh! 


EDIT:

01:10 28.02.2011
Zaczyna sie. Po niemiecku wywiadem z Jamesem Franco. Przyznal, ze nie spodziewa sie wygranej, bo wszycy przewiduja statuetke dla Colina. Kaja tez. 

Jestem juz przebrana i pomalowana, Pro sieben wlaczony, mam chwile podzielic sie ze swiatem moimi przewidywaniami (a swiatu to zwisa, I know) :

Film: wiem, ze to najwazniejsza kategoria, ale szczerze mowiac - nie mam pojecia. W USA panuje jakis szal na Black Swan (co tez rozumiem, bo byl naprawde dobry.. ale nie jestem pewna, czy wystarczajaco). Mysle, ze mimo wszystko szanse ma The Kids Are All Right, bo "problem" in vitro i homoseksualistow jest zawsze na czasie. Social Network (wg mnie nudny jak flaki z olejem) tez ma szanse zostac filmem roku, ze wzgledu na tematyke.. Facebook wciaz sie rozwija. Chyba pozostawie przewidywania w tej kategorii tylko dla siebie. Nie mam pojecia.

Aktor : Colin Firth. Zdecydowanie. Co prawda James Franco jest moim faworytem w kategorii "Aktor ktorego Kaja moglaby zaprosic na pizama party".. ale jednak dziadzia Colin naprawde sie wykazal. 

Aktorka : Natalie. Moja milosc do niej trwa juz chyba z siedem lat, nalezy jej sie. 

Aktor drugoplanowy : Tak naprawde nie widzialam wiekszosci filmow z tej kategorii, wiec trudno mi powiedziec. Stawiam na Geoffreya Rusha, podobal mi sie w The Kings Speech. 

Aktorka drugoplanowa : Wszyscy strasznie zachwycaja sie ta dziewczynka z True Grit (ktorego nie widzialam, bo nie lubie tego typu filmow). Stawiam na Hailee S(omething).

Mysle ze the Social Network ma szanse na nagrode w kategorii Najlepszy Scenariusz Adaptowany. Za cos na pewno dostanie statuetke. 

Najlepszy film animowany : Toy Story 3

Meczy mnie ten Best Movie. Ale nie wiem. Moge typowac trzy filmy? Moge, w koncu blozek jest moj. Black Swan, The Social Network, The Kids Are All Right.

Podzrowionka. 




{5}


wiecej








Tweets by @kadinaja