03 lutego 2010

Zarty zartami, ale mniej wiecej zaczynam powaznie zastanawiac sie nad wyjadem. Rozbita miedzy USA i Anglia. USA jest dreamlandem, ale za daleko. A Anglia przestala mnie podniecac, bo jest tak blisko i tak malo ezgotycznie. Anglia to 2 miesiace wakacji, USA to najbidniej rok. No bo co mnie tu czeka? Czemu nie? Skoro i tak lamie zasady i robie dziwne rzeczy (np. ... :/).
Why not? Why not? Why not?

Juz za tydzien we wtorek ZAKONCZENIE kursu (ktory to z kolei?), znowu kazdy musi cos upichcic, a moze zrobimy sobie wycieczke? Potem chyba z 3 tyg ferii iiiiiii kolejny kurs, na ktory juz sie zameldowalam, a dzis sprawdzilam - konczy sie 7.V :)) Czyli, ze w tym roku, Kaj przelamie zla passe urodzinowa (19 - matury, wszyscy lacznie ze mna zapominaja; 20 - ja, Mama, szampan, jezioro i ZERO znajomych tu). Bedzie lodzio miodzio. A moze jeszcze koncert Ingrid przypadnie na kwiecien/maj i zlozy mi zyczenia ze sceny? :D

Mam troche wyrzuty wzgledem mojego ukulele, bo mam na nie za malo czasu. Obszczymurek juz drugi tydzien jest w Japonii (ech), przez co ja - Kaja - mam zajebanie z tymi dziecmi. Ale najgorsze przede mna - jakos za tydzien, dwa, Obszczymur bedzie GDZIESTAM, a Barbara w Kolonii.. I musze przyjsc do nich, kiedy dzieci beda jeszcze spaly (7:30 rano), zeby Bärbel zlapala swoj samolot o 9, zrobic sniadanie, obudzic dzieci, a pozniej spedzic z nimi caly Bozy dzien. OBY NIE NOC (bo i cos takiego obilo mi sie o uszy). Do tego wszystkiego dodam, ze bedzie to sobota (urodziny kota [hahahahah {musze przestac to robic, to jest chujowy tekst!}]).

Ide spac. A blog dotrwa do 15, ew 17 lutego. Bedzie okragly rok od nowego zycia Kaja. Moze ktos do tego czasu wyda go w postaci tomiku prozy, spisywanej zmeczeniem, badz po pijaku. Dobranoc!

{0}

07 lutego 2010

Pokonujac ostatnie 10 min drogi z miasta do domu, nagle przystanelam i poczulam sie bardzo, bardzo stara. W uszach Dabrowska wolala "Charlie, Charlie!", a ja przypomnialam sobie te wszystkie piosenki, ktore wymyslalysmy te kilka lat temu. Ile wtedy moglysmy miec, moze po pietnascie. "Kubaaa, Kubaaa kupuje nam zubrowke.." i lipa w domu, bo Mama (ale jakim cudem?) rozszyfrowala wiadomosc zawarta w piosence - Kaja pije alkohol. "Dwadziesciapiec laaat, a mooze mniej, moj Kuuba maaa na peeewno mniej, Dwadziesciapieec laaaat to duuzy wiek, aaa moj Kubaa jeeeest mlodyyyy".. Matko. Czyli ze kilka lat temu, jesli ktos mial 25 lat to byl dla mnie praktycznie dziadkiem.
I te wszystkie minuty, ktore spedzalysmy na Duzym Placu, czekanie na niebieskie oczy Dunia, albo suki Bieleckiego. Albo Lukasz Kania i jego zarty. No i wreszcie Kuba Biskup (ech!), rysujacy patykiem w zwirku frytki i hamburgera. Tesknie za tymi czasami :). Chcialabym, zeby moje dzieci wychowywaly sie z Twoimi i tez zamiast robic lekcje w domu, uczyly sie matematyki na hustawce, albo chodzily na spacer na Mickiewicza tylko po oranzade za 49groszy. A skoro jestesmy juz przy temacie Mickiewicza - nie moge przypomniec sobie melodii piosenki o Nice, ktora siedziala Emkowi na kolanach. Ach, Emek. Ach, dwadziewiec. Ach, pojedyncze rolki.

Bylam dzis z Magda Invia na Szerloku w kinie. Po dlugim, meczacym (psychicznie) dniu (wstalam o 12, do 18 siedzialam w lozku :D) wybralam sie WRESZCIE do miasta (wystawiajac Gruba Marte, Masazystow, Toma Sraczke..), uciekl mi Sbahn, zmoklam na deszczu.. a pozniej jeszcze okazalo sie, ze Magda (nieswiadoma chyba tego, ze nastawilam sie na cute british accent) kupila bilety na seans po niemiecku. Powaznie, Jude Law, mowiacy w szatanskim jezyku.. trauma do konca zycia. No ale film polecam. Chyba wybiore sie do kina jeszcze raz, polowy nie zrozumialam. Fakt faktem, przez dwie trzecie - w ramach buntu - myslalam o dupie marynie i rozgladalam sie po sali. No coz.

Oprocz tego tesknie za Arturem jako przyjacielem (krotko trwal ten stan) i za MMZ, ktorego jeszcze nie poznalam. Patrzac w kinie na Roberta Downey Jr wyobrazalam sobie jakby to bylo glaskac go po policzku i czulam sie taka samotna. Jeden glupi wyskok w zeszla sobote obudzil obumarle czastki czulosci we mnie i od tygodnia tesknie za bliskoscia drugiego czlowieka. Musze sie ocknac chyba. I przytulic do poduszki.

Szi łoz e bicz, her nejm łos Nika. Szis stending ewri najt on de strit, łejting for samłan tu fak heeeeeeeer Oh yea. Czyli jednak nie moge powiedziec o sobie, ze jestem totalnym beztalenciem, skoro takie piosenki tworzylam juz w wieku 14/15 lat! Dobranoc.

{0}

08 lutego 2010





Zimowy anginowy spacer wurwa. W poniedzial, czyli dzis, musialam wstac o 7 rano zeby stawic sie na 9 w Arbajtsamcie. Frau Miöd i te sprawy. Niby mam dostac paszport polsatu i miec na wszystko znizki. Na razie mam angine, albo cos, nawet callednelam in sick, zeby sie w lozku powygrzewac. Agatis pyta "Jak tam Twoja ukulela?" i to ostatecznie przekonuje mnie, ze to dziewczynka. Artur mnie znienawidzil i chyba mial racje. Wiedzialam ze jestem niszczycielka wszystkiego co dobre. Ide obejrzec jakis film / Greys Anatomy.

Up in the Air (5) - George i zadziwiajaco przekonujaca w swojej roli Kendrick. Lotniska.
An Education (6!) - zycie Kaj w 1961. Ladniejsza, mlodsza, brytyjska wersja mnie. Baardzo.
The Leap Year(4+) (just bc I ♥ Amy Adams) - niczym nie zaskakujaca komedia romantyczna i piekna jak zawsze Irlandia. No i o ce be z tym Bobem?

Dzis ogladam dalej. Adieu!

{1}

09 lutego 2010



No i zakonczylam ostatni kurs. Nadin dzwonila, ze jej nie bedzie, ale zebym sprobowala przekonac sie wreszcie czy N caluje tak dobrze na jakiego wyglada. Smiechem zartem, ale jednak troche powaznie. No i moze sie nie dowiedzialam (JESZCZE), ale N zapytal czy jade do domu (wyszlo w miedzyczasie to, co ja juz wiedzialam, czyli ze mieszka w okolicy), ja na to ze owszem. Najpiew 2 przystanki Sbahnem, potem 9 Ubahnem, a potem jeszcze odwiozl mnie do domu (jego auto bylo zostawione przy Ubahnie). Hot. Pod sam bloczek, pokazal mi gdzie mieszka, rozmawalismy o tym, ze zlikwidowali nam 2 sklepy i ostal sie tylko jeden, daleko. Zaproponowal ze mozemy jezdzic na zakupy razem, bo on ma samochod. BOZE JAK ON MNIE KOCHA. Wspolne robienie zakupow jest takie hot! :D

Mama : Ale on jest z Iraku. Oni zabijaja zony!
Kaja : Mamoo ale on mnie kocha, Boze jak on mnie kocha, nie wiem czym ja sobie zasluzylam na jego milosc, mamoooo co jest we mnie takiego ze on mnie tak strasznie kocha :D?
Mama : Nic. Oni leca na glupie i cycate.
Kaja : Bozeeeeee ale mi sie trafil skarb. Wreszcie bede mogla byc SOBA :D!
Mama : Zaraz pewnie bedzie chcial narobic Ci mnostwo dzieci i nie pojdziesz na studia.
Kaja : Taaaaak! <3333


:D chyba padne. Strasznie sie tym podjaralam i dowartosciowalam, chociaz tak szczerze mowiac on jest tylko pieknym, pieknie pachnacym, pieknie sie ubierajacym Irakijczykiem (tak?) o pieknych oczach. Zdanie "Jeslibys chciala" pojawialo sie miliard razy. ".. to mozemy sie spotkac" , ".. to mozemy pojsc razem do sklepu", ".. to moge pouczyc Cie arabskiego", ".. moge pouczyc Cie jezdzic samochodem", ".. moge pozyczyc Ci jakies ksiazki" :D haha. Pusta wersje mnie (to sa inne?) jest wniebowzieta. Ide grac na mojej ukuleli. Haha.

EDIT:
No i kurwa. Jak mozna miec 28 lat i podac zlego mejla? Wszystko mialo sie zaczac od tego, ze mialam wyslac mu dzis zdjecia z kursu. Podal adres i sie upominal. Dzieki temu potem on mial znalezc mnie w necie, bo mial miec mojego mejla. Co za szuja ;( I koniec romansu?

{5}

12 lutego 2010

10:00 Budzik budzi mnie (bo takie jego zadanie) bardzo brutalnie. Przez chwile nie wiem co sie dzieje.
10:35 Wychodze z lozka i w przyplywie energii zrywam zdjecia ze sciany (od kiedy lampki spadly, wygladalo to troche slaaabo).
11:15 Wychodze z lozka i w przyplywie energii zaczynam grac na mej ukuleli (od ktorej opuszki paluszkow mojej lewej reki sa strasznie trwarde i brzydkie). Nie moge znalezc chwytu ktory by mi pasowal, wiec rezygnuje.
12:00 Zabieram sie do lepienia paczuni. Pomyslalam, ze jak Nigella gotuje, to wszystko ma juz poodmierzane w filizankach i wyglada to prosciej, wiec postanawiam zrobic to samo.
12:05 Wurwa. Nie wiem dlaczego myslalam ze 3/4 maki zmiesci sie w misce. Przesypuje wszystko do wiekszego garnka.
12:07 No tak. Ale teraz nie wiem ile mam tej maki w garnku. Wsypuje make do drugiego, pierwszy waze, po czym wszystko przesypuje spowrotem do pierwszego. Okej. Wszystko gra.
12:10 Okej. Co dalej? Mleko, cukier, maslo, jajka. JAJKA. Jesli potrzebuje 5 zoltek i 2 jajka to znaczy ze 5 zoltek PLUS 2 zoltka z tych dwoch, czy 5 zoltek i 2 bialka? Ocebe wurwa?
12:15 No. To teraz tylko drozdze. Ile to 6dag drozdzy? ILe dag ma gram? A moze na odwrot? Kurwa! google.com
12:17 Ups. Opakowanie ma 42gram. Czyli 4,2 dag. Czyli za malo. Postanawiam zrobic paczunie z polowy tego, co mam w przepisie (i tak 60 to pewnie byloby za duzo), wiec zaczynam dzielic przepis na dwa. Ile to polowa trzech czwartych maki? Kurwa. google.pl Jaka ja jestem tepa. Siadam i zaczynam plakac.
12:20 Ok. Podzielone. Potrzebuje wiec tylko 3dag drozdzy, rozpuszczonych w mleku. Ok.
12:21 Drozdze kapia sie w filizance mleka, reszta plynu zalewam make. Robi sie papka. Zakladam ze to dobrze. Wlewam, mieszam, przykrywam.
12:25 Jak sie ubija ZOLTKA NA PARZE? Klade garnek, na to miske, trzepie. Nie wiem w sumie jaka odleglosc powinna dzielic dno miski od wody, ale zakladam ze mala.
12:28 ZA MALA. Zoltka mi sie zciely. Kurwa. Dobrze, ze mama kupila wiecej jajek, bo zamiast 7 wlasnie wbijam chyba 10te.
12:30 Jeszcze raz. Mniejszy ogien, wieksza odleglosc. Idzie. Robi sie gladkie. Chyba styknie. Wlewam, mieszam, przykrywam, odstawiam.
12:35 NIENAWIDZE ubijac bialek. Trzepie, trzepie i gowno. A przez to, ze zmniejszylam przepis, ubijam tylko jedno jajeczko. Do dupy.
12:45 Piana ubita (Nawet sztywna. Zrobilam test Nigelli, podjelam ryzyko i przekrecilam miske o 180°. Nie spadlo. Jest giiiit). Odkladam, rozpuszczam maselko.
12:50 Crap. Czy to dobrze, ze maslo w trakcie rozpuszczania zaczyna sie pienic? Crap crap crap. Google.pl
13:00 No dobra. Zdjelam troche piany, poczekalam az ostyglo. Teraz tylko musze to wszystko wymieszac z ciastem. Nie wiem co wlac jako pierwsze - piane z bialek, czy maslo? Egal. Ide na zywiol. Sol, cukier, cukier waniliowy. Mieszam.
13:05 Mieszam.
13:13 Wciaz mieszam. Powinno odchodzic od reki. Nie odchodzi. To ja moze pomieszam.
13:16 Mieszam jeszcze troche i ciasto zaczyna powooli wygladac tak jak powinno. Slicznie pachnie. Ooookej. Przykrywam, odstawiam.
13:30 Kuchnia umyta (w miare, niedlugo znowu ja ubrudze), rece tez. Czas na druga kawe i sniadanie. Czekam.

Az boje sie do niego zagladac. A co, jesli nie urosnie? Dziadek mowil, ze przynajmniej o jakies 100 - 150% powinno byc wieksze. Dam mu jeszcze z godzinke.

EDIT
14:55 Janusch przyczepil mi tablice (kupiona w listopadzie :D) i rolete (kupiona tydz temu). Ciasto uroslo. Dam mu jeszcze z 10 min i zaczne lepic paczuchy :D!

EDIT
15:39 KURWA MAC. Bylo za rzadkie, nie chcialo sie kulac. Kurwa Kurwa Kurwa. Musialam dosypac maki i tluszczu, wymieszac i zostawic zeby roslo. Od nowa. KURWA MAC.

EDIT
16.11 47 minut podcastu z koncertem Ing z 4. Dec 2007 <3. Miala inny glos i byla jeszcze cudniejsza niz teraz. Wywalilam Azureusa i zainstalowalam BitComet, wreszcie udalo mi sie sciagnac Slow The Rain. Pomyslec ze byly jeszcze jej piosenki, ktorych nie znalam.
Ciasto niby rosnie ale cos slabo. Najwyzej sie rozplacze i wszystko pojdzie na marne, to co. Echhhh.

EDIT
Dwie i pol godziny pozniej.
Kulalo sie je nawet latwo. Ale zeby wsadzic dzem i zakleic - z tym gorzej. Rozpuscilam smalczyk. Wrzucalam kartofla zeby sprawdzic czy smazy. Smazylo. No to sru - na pierwszy ogien z tymi najbrzydszymi. No i troche klops, bo 10sek i byly czarniutkie. Trzeba bylo zmniejszyc ogien. I tak co paczek zmniejszalam grzanie (tym sposobem mam cala game kolorow, od czarnego do jasnobrazowego). Zamiast 30 wyszlo chyba 22. Zjadlam jednego i rozbolal mnie brzuch (NIGDY NIE JEDZCIE CIEPLYCH PACZKOW ;/ Chyba, ze jestescie Januschem "Kaja, przepyszniutkie!"). Rozdzielilam na trzy czesci (zeby kazdy mial po ryle samo). Jest git. Jestem cala ujebana (maka, tluszcz, dzem), ale szczesliwa.




{6}

14 lutego 2010

Ja nie wiem, co Was tak smieszylo w mojej paczkowej notce. Zwracam sie szczegolnie do trzech dziewczat (Paull, Olusiex, Lu). To NAPRAWDE byly chwile grozy! Ale pokonalam lek, pokonalam kryzysy i w przyszlym tygodniu mam zamiar lepic "Polnische Pierogi Ruskie" (cytat z Wikipedia) z Liz. Ona chwilami przypomina mi Bulke. Nie wie co sie dzieje, nie wie o co chodzi. W zeszlym tygodniu po kursie pojechalam z nia do centrum, bo miala godzine przerwy przed randka ze swoim chlopakiem. Taszczylam wtedy laptopa w torbie (ciezkoooo!), bo robilam prezentacje o Lublinie. Lazimy, lazimy. Mowie jej "Liz, chce mi sie siku!". Ona na to, ze moznaby gdzies wejsc, McD czy cos. Mijamy KFC, pytam czy wchodzimy, ona ze nie, bo i tak nie ma kasy. Idziemy dalej. Mowie "Liiiz, ciezko mi." Ona mowi ze spoko, mozemy gdzies usiasc. Mijamy Burger King, pytam czy wejdziemy sie ogrzac, ona ze nie, bo i tak mamy tylko pol godziny. Idziemy dalej. Minelysmy milion fastfoodow. Liz pyta, czy siadziemy gdzies tu na murku (jest minus piec, minus siedem). Mowie jej ze spoko, ale przeciez mnie sie chcialo siku. No i nie bede jej pokazywac zdjec z laptopika na takim mrozie, bo jeszcze mi sie popsuje. Na co ona "Ejjj to moglysmy przeciez wejsc do jakiegos cieplego miejsca!" Normalnie pewnie bym jebla ze zdenerwowania, ale jej nieogarnianie terazniejszosci tak mnie rozbawilo, ze malo co nie popuscilam. "Oj Kaja, to TRZEBA BYLO MOWIC, ze chcesz gdzies usiasc!" :D

Generalnie po tygodniu lezakowania wyszlam dzis o 19 na "kawe" do Masazystow. Skutek taki, ze wypilam dwa piwa i dwa kieliszki porto, moje gardlo znow boli i przeszkadza w zywocie, a ja wrocilam do domu po drugiej. Nie rozumiem, dlaczego A. nie chce dodac mnie do znajomych (Wciaz jakies niemowione awersje? Ale o ce be?) na fejsie. Za to ciesze sie tym, ze Bzu (przez ktora mam ochote na na les ni ki!) twierdzi, ze przeczytala archiwum mojego blozka.

Jestem zmeczona. Pol godziny na Hauptbanhofie pisalam na malenkiej karteczunce to, o czym w danym momencie myslalam, a kiedy papier sie skonczyl, zaczelam plakac z tesknoty i pamieci.
Rok temu o tej porze pisalam pewnie czarne scenariusze w rozowym zeszycie, bylam po kilku piwach, wypitych na imprezie pt. Baj Baj Kaju (do zobaczenia w maju). Czuje sie, jakby to bylo milion lat temu, w innym zyciu. A z drugiej strony, kiedy pomysle sobie, ze jestem tu juz prawie (za kilka dni) rok, nie chce mi sie wierzyc, ze tak szybko zlecialo.

Sountrack OTH1,2,3 i kilka innych starych piosenek.


Edit : // Czy z okazji walentynek (trwaja juz 3h15min) moge powiedziec komus, ze go kocham? Nie. Musze szybko isc spac, bo ten alkohol i Colorblind (Counting Crows) mnie roztkliwiaja. Jakby to wygladalo? Czesc, to ja Kaj. Kocham Cie. Dobranoc.
Nawet nie mam numeru. I dzieki Bogu. SLAAAABOOOOOOOOOOOOOOOO.


Obejrzalam wlasnie wszystkie zdjecia (udostepnione i wszystko dzieki Oli) i musze powiedziec, ze niewiele z tej imprezy pamietam. Nie dlatego, ze pilam, tylko jakos tak wiele sie dzialo. I w ogole o tym ze kilka osob tam bylo, zupelnie zapomnialam (Boruta, Leczna, Gala, studyjni ludzie, etc). Za to dokladnie pamietam kogo zabraklo (R, H, A, (..)). No coz. Dzis w barze u Kulawego mialam te same kolczyki. Tyle.

PS. NO I PRZYZNAC SIE. KTO MI WURWA ZAIWANIL TEN PIEKNIUTKI BROKATOWY BERET?!

{2}

14 lutego 2010

Notka sponsorowana.



Dlugo nad tym siedzialam, nie powiem. Zwlaszcza ze w polowie, kiedy bylam juz prawie gotowa, wystapil blad w postaci mojej mamy, wylaczajacej mi okienko. Nie wiem, czy musze wszystko opisywac? Mysle, ze TY rozumiesz znaczenie kazdego z obrazkow. Wszystkiego najlepszego, M. ;*

{4}

15 lutego 2010



Dzien tworczosci mam, jak widac. Plus czterdziesci siedem wejsc na blozka (z czego 99% ze strony Bzu <3). Niesamowitosc.

/

Czy to NAPRAWDE takie zle, ze nie wiem co chce robic w zyciu? Ogladalam dzis wywiad z Mucha. KKP spytala ja "Kim jest Anna M?", a Mucha na to, ze nie wie. I ze to dobrze. Bo zycie jest po to, zeby nie wiedziec, zeby probowac stu rzeczy na raz i nie dac sie zaszufladkowac. Pewnie, w moim przypadku to tylko dobra wymowka zeby nie isc na studia, zaraz bedzie ze jestem leniwa i tak dalej. Ale ja serio nie wiem. Musze zdac DaF. Bede miec certyfikat. No cacy, ale co mi to da? Papierek. I wtedy juz nie bedzie stalo mi nic na przeszkodzie do studiow. (O wurwa. Wlasnie odkrylam bezsens tego powiedzenia. "Nic nie stoi na przeszkodzie". WTF?) A ja chce wyjechac. Au Pair w Irlandii albo zdanie prawka w PL i wyjazd do USA. Cokolwiek. Chodzenie na castingi, albo pracowanie jako kelnerka w barze u Kulawego (to akurat nie ja, tylko CM, ale niewazne; kumacie ocebe). Chce sie nauczyc jeszcze przynajmniej jednego jezyka, albo i dziesieciu, co mi szkodzi. A moze do mojego bloku wprowadzi sie w przyszlym tygodniu lowca talentow i uslyszy przez scianie jak pieknie gram na swojej ukuleli i powie "Kaj! Zabieram Cie na jamajke, ja bede stawial Ci driny, a Ty bedziesz mi grala" - i bede ustawiona do konca zycia. (Po przeczytaniu tej notki 2gi raz odkrylam jaka jestem tania - stawianie mi drinkow do konca zycia = bycie ustawionym. Haha.)

Okej, mialam kilka studiowych pomyslow (zaczynajac od DiKS na UMCS [czasem za nimi tesknie]), a konczac na HFF tutaj. Albo te wszystkie inne kierunki, ktore teraz wydaja mi sie takie slabe, ze nie bede nawet pisac. To wszystko jest spoko, na pewno bardzo ciekawe. Ale CZUJE, ze nie dla mnie. Nie wiem czemu, ale wierze w to, ze kiedys rano po prostu wstane i stanie sie COS. Albo wpadne na pomysl, albo na milosc mojego zycia w drodze na kurs Japonskiego (nie, to Ewelina Parys. Mnie kreci arabski). Nie wiem, no. Ale wydaje mi sie, ze 20 (JESZCZE 20) lat nie jest az tak strasznym wiekiem, zeby wszyscy mnie linczowali i mysleli, jak o nieudaczniki. Czuje sie dobrze z tym, co teraz robie, nie zaluje ze wyjechalam. Tesknie, ale nie chce wracac. Malo tego, chce wyjechac jeszcze dalej, jeszcze predzej, jeszcze w tym piecioleciu (TAk, wiem ze nie ma czegos takiego jak pieciolecie). A moze ktos kiedys znajdzie serwetke w pubie, na ktorej wypisalam troche swoich smutkow i podpisalam sie loginem na fejsie. Moze odezwie sie do mnie i powie "Kaja, jestem wydawca. Chodz, przeczytamy wszystkie Twoje dwanascie pamietnikow i zrobimy z Ciebie nowego Mickiewicza nowa Chmielewska/ Musierowicz/ whatever. Cos sie stanie. Zobaczycie.

{5}

16 lutego 2010

Wczoraj poslodzilam kubek. Miodem. Zawsze slodze miodem. Bylo to dzis zabawne, bo myslalam ze slodze herbate. Dopiero kiedy podczas mieszania poczulam opór, pomyslalam "Hmmm, cos jest NIE TAK!".

Rok temu poznalam Diablice. Rok temu bylam we Wroclove. Rok temu dzisiaj moj dziadek mial (i ma) urodziny, i to juz drugi raz, kiedy nie ma mnie na miejscu, zeby go usciskac. Po "Prawieku" Olgi Tokarczuk (pozyczonej od BCM) jeszcze bardziej boje sie smierci (bliskich - nie swojej) i nie wiem, czy rzeczywiscie rusze sie gdzies dalej. Cholera. Podziwiam te wszystkie Au Pair, podziwiam Isabel, ktora od 8 (OSMIU!) lat nie byla w Kolumbii. Ja nie bylam w domu od (bagatela) dwoch miesiecy, a nie ma dnia, zebym nie myslala o tym, ze wlasnie teraz ktos, kogo kocham moze lezec na lozku i umierac. Wlasciwie mialam to samo bedac na miejscu; jezdzac na coniedzielne schabiacze do Stasi balam sie ze zastane ja zimna. Fuj. Kiepski temat, nie bede.
BTW. Poszlabym do Bagateli. Na grzane wino. Z Gwiazdunia.

Wczoraj siedzialam z dziecmi (po tygodniowej przerwie) piec godzin. Umylismy glowy WSZYSTKIM lalkom Barbie Marie. Przy pierwszej myslalam "Ohh FUN!", przy piatek "Ocipieje!". Ale to jeszcze nic. Przede mna Czarny Piatek, czyli Obszczymurek i Barbara wyjezdzaja sluzbowo i bede u nich od 9 rano do jakiejs 23, czycos. UM-RE :D















Ostanie to Faszingowe przebrania. Chyba kazdy niemiec ma takie pudlo z przebraniami. Wlasnie dzis, ostatniego dnia Faszingu, w centrum jest jakas parada, zabawa, szampan i polowa sklepow pozamykana. PRAWIE jak karnawal w Rio. Wieczorem ide upijac sie z CM, Ana Cr (ojej), Stefanem i - mam nadzieje - cala reszta starej, dobrej ekipy.

{2}

18 lutego 2010

To ostatni dzien mojej niewiedzy. Jutro rano wszystko sie zmieni.

Jestem tu juz okragly rok. Mial to byc czas na wielkie FIGURE OUT co dalej. No wiec koniec myslenia. Time's out. Jutro rano bede wiedziala. Moze obudze sie z samego ranka i mnie olsni. Moze wpadne na pomysl w drodze do kuchni, albo podczas nakladania tuszu na rzesy. Nie wiem. Ale jutro wszystko bedzie inne, you'll see.



Generalnie rzucam picie, a trzy dni temu rzucilam slodycze. Wszystko idzie w strone szczescia, slonca i wiosny. No i nasz trojkacik chyba przezywa swoja druga mlodosc. Z Arturem jest cacy, uwielbiam go, w calej jego zgryzocie i nienawisci do swiata. CM to CM, czasem ja traktuje jak taka mlodsza, uposledzona zyciowo siostre (przy czym jestem pewna, ze ona mysli to samo o mnie). Wszyscy jestesmy na swoj sposob jakos kopnieci umyslowo. I dlateog chyba ich lubie.



Dobranoc.

EDIT (11:57)
Jestem po kawie, po sniadaniu, po poranku. I nic sie nie wydarzylo. Wcionz nie wiem. Ale przynajmniej pogoda ladna.

{0}

20 lutego 2010

Zrobilo mi sie strasznie, STRASZNIE smutno z bardzo, BARDZO byle jakiego powodu. Jestem zmeczona. Wczorajszy dzien na plus, dzisiejszy na zero. Mialo byc siedzenie z dzieciakami przez 12h, skonczylo sie na szesciu i pol. Obejrzelismy Krola Lwa (BCM bohaterem mojej srody <3. Sciagnal i nagral, whooopie!). Te szwabskie diably sa jakies niedorobione. Ja mam dreszcze przy "Kregu Zycia" i kilku pierwszych minutach filmu - one sobie gadaja o tym ze ciekawe czy to narysowane, czy komputerowo, a moze jednak prawdziwe i gdzie to krecili. Mi kreci sie lza w oczu, bo Mufasa is about to die, a one "Ojej. Ja tez bym tak zrobila (uratowala synowi zycie - przyp. redaktora). A Ty co bys zrobila Kaja? O, zaraz umrze. O, juz umarl". Takim zimnym tonem. WTF. Jakby relacjonowaly mecz. I to jeszcze SOBIE NAWZAJEM. Masakra. No ale niby sie podobalo i w poniedzialek obejrzymy cz. II.

Jutro jedziemy na wycieczke (bierzemy misia w teczke) do pociagu byle jakiego, w gory i lasy. Bajerntiket, po 5e na lebka i bedziet cacy. Co prawda tygodniowe slonce umarlo, od dzis pada deszcz ze sniegiem (whoopie! x2). Ale nic nie jest w stanie mnie wkurwic / zasmucic bardziej od tego co sie wydarzylo na tweeterze kilka godzin temu. Jestem pograzona w zalobie. Tja.

Lunch was the happiest 45 minutes of the day
For the red-headed angel would glide your way and say
"Hello, hello, charlie hello"


Uh, uh! I jeszcze ta przenajcudowniejsza czesc piosenki, filmu, zycia, glosu, dzwieku i melodii, ktora nie moze wyjsc mi z glowy od kilku tygodni. Chociaz moje stopy dotykaja ziemi nieustannie i nie sadze, zeby kiedykolwiek przestaly. Wczoraj pomyslalam sobie, ze nie jestem osoba, ktora sie zakochuje. Kiedys bylam. Not any more. Ich bin kaputttttt :]


{2}

21 lutego 2010

Nie mam sily na relacje. 81 najciekawszych zdjec. Czasem warto sprawdzic, czy nie ma podpisu. Padam na twarz, dobranoc.


http://picasaweb.google.de/im.ur.stranger/NaszaSuperHotWycieczka?authkey=Gv1sRgCOOo-9KdkYaW9gE#

{1}

22 lutego 2010

Wstalam rano i jestem zmeczona. Slucham Turnaua, Minnie Riperton, rozmawiam z Arturem, ktory porownuje mnie do muzyki. Patrze na zdjecia wiszace przed moim nosem. Mysle. Tesknie.
Mialam sen na zawolanie, na wlasne ryzyko prosilam o taki. I teraz jestem rozczastkowiona, nieobecna, smutna, cofnieta w czasie. Nie wiem po co mi to bylo. Chociaz z drugiej strony, wiem doskonale. Instynkt samozachowawczy. Zeby nie byc w punkcie B, wrocilam do punktu A. Punkt B jest nieznany, obcy i pociagajacy; jednoczesnie niebezpieczny i wcale przeze mnie niechciany. Nie chce isc do punktu B. Wiec cofnelam sie do punktu A, stary, dobry, znany punkt A, ktory niczym mnie juz nie zaskoczy, bo za dobrze sie w nim orientuje. Wiem, ze wyjscie z punktu A bylo trudne, ale chyba jednak wole do niego wrocic i cierpiec tym samym cierpieniem, niz brnac w punkt B. Nie wiem czego moge sie po nim spodziewac.

Kocham moje ukulele.

{3}

23 lutego 2010

W takie dni jak dzis, lubie moje dzieci. Noah jest czasem taki cute. Katuje ciagle Ingrid i blogoslawie czlowieka, ktory wrzucil w siec wersje recorded tej piosenki. Jest naj na swiecie. Od kilku h probuje rozgryzc tab na uke, ale nie wychodzi. Nie trace jednak nadziei, tydzien temu rozkminialam The Lifetime i kiedy stracilam juz nadzieje - wyszlo.

My love, I've broken you,
But you have broken me too.
We've both got blood on our hands
I won't claim innocence.

I long for something more than me
I long for something more than you
In my head, in my head.


Dzis tesknie za Olga Kulesza. Pojutrze moja sis konczy 16 lat. Pamietacie jak to bylo byc w 3gim? Bo ja tak, az za dobrze. Wtedy wydawalo mi sie, ze KOCHAM (Emka narkomana), ze pozjadalam wszystkie rozumy i ze jestem taka dorosla. Lubilam miec szesnascie lat. W sumie moglabym sie cofnac. Za tydzien z kolei urodziny Isabel. Nie mam pojecia co z tym fantem zrobic.

Kaja, ktora wkurwia sie na swoje NIEzdolnosci ukulelowe wyglada tak :


Dobranoc.

EDIT, 14:08
ROZGRYZLAM! :D

{1}

23 lutego 2010

Zabieram sie za ukladanie albumu "2009". Album z roku "2009" (nazwa robocza, plus cytat z Myslovitz [CM: Kaja, skad Ty bierzesz te wszystkie teksty?" ]) cieszyl sie duzym powodzeniem. Wydaje mi sie, ze bede go bardziej lubila niz ten, ktory wlasnie czynie. W sumie nie dziwota. Ok, zaczynam.

2 min pozniej ..
Brakuje najwazniejszych fot, np. Zaplakany Kaj w New Year's Eve (symbol konca i poczatku), czy tez Brat CM na imprezie u Dana (w ogole nie ma go w tym albumie, tak samo jak kilku innych osob, ktore poznalam w 2009. Glupia jestem!).

godzine pozniej ..
Ok, jestem troche glupia. Zrobilam to na odwal. Tzn wybralam zdjecia na odwal. Chociaz z drugiej strony, gdybym wybrala TAMTE, zamiast TYCH, na bank psioczylabym teraz i zalowala, ze jednak nie wzielam tych drugich. Egal. W kazdym razie ulozylam juz styczen - koniec lipca. Teraz biore sie za te druga czesc roku.

70 min pozniej ..
Oh Crap. Wlasnie odkrylam jedno zdjecie z marca (bylo pod laptopem). Musze wszystkie przekladac o jedno miejsce ;/. Nienawidze tego.

73 min pozniej ..
Dalo rade. Jedno zdjecie w sumie przedstawia moj pokoj PL, wiec pasuje tez w wakacje. (W sensie, ze wtedy tez pojechalam do domu. Jest git).

jakies 2h pozniej ..
Hmm.. zostalo mi 10 zdjec. Czyzby album nie mial miejsca na 200? WTF?!

2h 3min pozniej ..
No tak. Skleily mi sie 4 kartki. Awesome. I to przy samiuskim paczatku. Mam dosc. Jutro powyjmuje i poukladam od nowa. Greaaat ;]
Chyba tylko mnie zdarzaja sie takie rzeczy.

{0}

24 lutego 2010



You're in the mood for love
You're in the mood to dance
You're in the mood for a little romance
You're in the mood for love


Znowu odkrylam jakas nowa - stara piosenke Ingrid! Aczkolwiek nie czuje jej dzis tak dobrze, jak Incubusa od Gwiazdy. CM odkrywa tajniki OTH i czesto wspominam dzieki temu moje wakacje 2007 i rozmowy z * po nocach, i "I don't wanna be anything other that what I've been trying to be lately". Zdjec w albumie dalej nie ulozylam, za to kupilam dzis trzy kostki do gry na ukulele (nie umiem, grrrr!). Mam wahania nastrojow, od przyszlego wtorku nowy kurs, potem zrobie jakis intensywny, przygotowujacy do testu DaF. A potem bede w czarnej dupie, przypieta do muru - wiec gdzies uciekne. Boli mnie brzunio (calkiem przypadkiem bylam dzis na modelkowej diecie - caly dzien tylko woda, kawa, guma do zucia). Na kolacje zjadlam troche szinaku i rybe, zaraz umre. Nie chce mi sie pisac. W sobote ide puszczac latawca. Jutro na karaoke z KateWhite (znowu poczuje sie jak smiec). Dobranoc!

PLUS. Bylam dzis po raz pierwszy w zyciu na Starbucks'owej kawie z CM. OHYDA; PASKUDZTWO i wurwa nie rozumiem ludzi, ktorzy sie tym podniecaja. To pewnie tylko taki lans, ze niby Oooh, oh, kocham Starbaksa, bo jest z USA. W praktyce kawa smakuje jak gowno.

{6}

26 lutego 2010

"So long" znam.

// Po wyjsciu z Irish pubu (trzy miesiace nie widzalam Paulla!) okazalo sie, ze do S1 mam jeszcze 27 minut. Postanowilam pojsc na spacer, czyli wsiasc stacje dalej. Idac po pustym (PUSTYM) Marienplatzu (zdj jest stare, dzis bylo naprawde pusto. ani zwej duszy. no w sumie nie dziwota, bylo po dwunastej, dzien roboczy, nie?) centrum, spojrzalam w prawo, wyjelam sluchawke z lewego, potem prawego ucha i zauwazylam grajka. Widzialam go tam juz kilka razy, taki wesoly, lekko wstawiony grajek pod 40stke. Dzis byl sam jak palec. Wiedzialam, ze mam jeszcze mnostwo czasu do S, wiec stanelam kolo niego. Pomoglam odspiewac Hej Jude, a pozniej wdalam sie w rozmowe. Czulam niesamowita, pijacka wiez z tym czlowiekiem. Mowil, ze to juz jego ostatnia piosenka, ale wyprosilam jeszcze jedna; "Zaspiewaj mi swoja ulubiona melodie!" Na odchodne ucalowal mnie trzy razy w policzki. Powiedzial, ze ma na imie bardzo po niemiecku, strzelalam w Helmuta, on tylko przytaknal (aczkolwiek nie sadze). Wrzucilam mu do pustego futeralu 5euro i byl to jedyny papierek, ktory tam wyladowal. Nie wiem czemu ale jestem bardzo wzruszona ta scenka. Pusty swiat, muzyka, dwoje pijanych ludzi, gwiazdy, noc.
W S1 wlaczaly mi sie same smutne piosenki, ale kiedy natrafilam na Lykke Li, zamknelam oczy. W drodze do domu caly czas jeszcze zamykalam je na kilka sekund, ale niestety co chwilke zbaczalam z tropu, wiec bylam zmuszona je otwierac, coby nie wpasc w latarnie. Kocham ten pijacki amok. Wydawalo mi sie, ze widze siebie z gory i, ze zaraz wydarzy sie COS. Porwie mnie UFO, albo nastapi koniec swiata.
Zamiast wejsc do klatki, stanelam z kluczem (KLUCZEEE <3) w dloni, spojrzalam w niebo i wdychalam deszcz. Nawet wylaczylam muzyke i jestem pewna, ze slyszalam ptaka (o pierwszej w nocy oO).

Zycie jest takie cudowne.

Corka Masazystow ciagle powtarza, ze nienawidzi Munichu. Ja go kocham. Jest taki wielki, pusty, bezpieczny, cichy. Jak taka duza wioska. Dzis w drodze ze szkoly Noah do domu, zauwazylam jak facet ganial po podworku kury. KURY. Tuz przy ulicy. Pozniej zapial kogut i myslalam ze padne. (Co prawda w chwile potem Noah KLEPNAL MNIE W TYLEK i to zbilo mnie z pantalyku jeszcze bardziej; WTF, he's 7!).

Mialam jeszcze opisac moja platoniczna milosc do chlopca z autobusu (he was wearing T-SHIRT! Kurdu, wiem ze wiosna, ale bez przesady); byl taki piekny, jestem pewna, ze skads go znam. Either z poprzedniego zycia, or poprzedniego roku (o LOSIE! Przeczytalam te zalinkowana notke. Jest o Art, WESLEJU i pieknym chlopcu. Jak to bylo dawno!).

Do tego jeszcze mam krotki wywod o ZNAKACH i przeznaczeniu, ale jest to tak slaby temat (tak, jeszcze slabszy niz te juz poruszone), ze opisze go sobie w pamietniczQ! :D
Dobranoc.



{1}

28 lutego 2010

Poznalam dzis dwie potencjalne MMZ, wszystko dzieki KAte White, ktora raczyla wziac mnie na impreze pozegnalna swojego nowozelandzkiego ex'a jako swoja backup. Mysle sobie ostatnio, ze chyba staje sie zulem. Piwo, piwo, piwo. Trzy tygodnie total 3time mi nie sluza. Glos RobPata, natomiast, jak najbardziej.
W kazdym razie.
MMZ1) niemiec w bialym tshirt, dawno nie patrzylam nikomu tak gleboko w oczy plus "znajde cie na facebooku, obiecuje" well.. will see.
MMZ2) mial chyba kolo 30stki, wygladal jak King Of Queens, za chwile musial "spadac do pracy", jest bouncerem w jakiejs dyskotece, opowiadal strasznie smieszne stories of his life, pochodzi z New Jersey, moglby byc prawie moim ojcem, ale za to kupa przy nim smiechu
MM3) eee ? Brak. Chcialam napisac natomiast, ze zostalam dzis wystawiona i kompletnie mnie to JEBIE. Tak, jebie. Mam to gdzies. Niech sobie mnie wystawia ile chce, i tak nie chcialam nic od niego (no, moze poza jego hot ustami {"Ich will nur dein Körper" i wspomnienia Any Xtiny}.
Kate White powiedziala dzisiaj "DWADZIESCIA? No to korzystaj! Sypiaj z kim popadnie i ciesz sie zyciem, Kaj!" i zamierzam wlasnie to robic.

Czasnazmiany. A Bialy Tshirt - mowie wam - okaze sie mmz 100%!

EDIT EDIT:
Zapomnialam wspomniec o potencjalnej mmz z serwisu mypolacy.de :P Wymienilismy dopiero kilka wiadomosci, wyglada troche jak chlopak piekarza (tylko ladniejszy :D:D) i lubi Dzien Swira. Facebooka jeszcze nie sprawdzalam, przedluzam to jak moge, bo nie chce zastac jeszcze pustej skrzynki. Jeszcze, bo przeciez Bialy Tshirt napisze, napisze. Tylko pewnie spac jeszcze moze, po tym, jak spedzil noc z Francuska. A ten Ben (jego pozegnalna impreza), ex Kate White. Najhotszy chlopak, jakiego widzialam. W pewnym momencie wypil moje piwo, wiec upomnialam sie o nowe, podeszlam z nim do baru, on wybelkoal HOT akcentem "Potrzymaj moja (hot) kurtke", a ja tak stalam, trzymalam ja i myslalam - Ciesz sie glupia, bo to twoj NAJBLIZSZY z nim kontakt.

Mialam dzis piekny sen. (Ok, w pierwszej czesci calowalam sie z Czarkiem, a potem BCM i pilam mleko z Freda oO na imprezie jej mamy.) Mialam w posiadaniu wielka, szklana kule, ktora czynila cuda bez limitu. Np. mowilam "chce nie miec reki" i nie mialam reki. Mowilam "chce miec trzy rece" i mialam trzy rece. I tak probowalam, np. chce byc wyzsza, chce byc nizsza, chudsza, grubsza. I powiem wam, ze po raz pierwszy (i ostatni) w zyciu widzialam sie chuda i dluga. Nie podobalo mi sie. Poza fajnym, plaskim brzuchem nie bylo w tym nic fajnego. Cycki mi sie gdzies w plecy zapadly i wygladalam jak szkielet. Zawod, zawod, zawod! Ale i tak nie zamierzam przestac sie odchudzac (2tyg bez chleba i slodyczy!). Za miesiac o tej porze bede w PL, a dzis szukam z Mama urlopu (swoja droga to takie smutne, ze wciaz jeszcze na urlopy z mama. Chociaz wlasciwie to smutne dla NIEJ, bo to ona ma 2 tyg wolnego w marcu i nie mysli o tym, zeby zabrac w cieple kraje swojego mezusia, tylko mnie. Wiec powinnam sie cieszyc. Musze tylko sprawic nam koszulki "mother" i "doughter", bo mam dosc facetow pytajacych nas, czy jestesmy para!).
Ok, ok. Ide na facebooka! Huuuuh :D:D

Edit edit edit edit..
No tak, MMZ nie napisala, ale za to postanowilam wrzucic wam kilka zdjec Bena (ktory wlasnie siedzi w samolocie do Australii).





Ze tak pozwole zacytowac sobie Rachel "I lllove him.. He's so pretty I wanna cry!" i ma swieta dziewczyna racje! (chociaz mowi o innym facecie :D)

{2}


wiecej








Tweets by @kadinaja