17 lutego 2009

Piję Malibu, właściwie to sama, chociaż dziewczynom też nalałam po brzegi. Widocznie tylko mój stres jest tak wysoki, że czuję potrzebę schlania się słodkim kokosowym syropem. Za dwanaście godzin będę schodzić do lądowania. Alllle jaja (jakby to powiedział tata Agaty). Akcja "nowe życie" się zaczyna, chcącniechcąc.
Tuż za moimi plecami śpi Skiba. Obcy pokój, obcy akademik, obce miasto. Dzisiejszy dzień obcował (?!) w przygody i dwa złamane paznokcie. I mróz.
Kocham Wroclove.

3..2..1.. start.

{4}

17 lutego 2009

Pierwsza piosenka jaka uslyszalam po przyjezdzie byl cover
total eclipse of a heart.

forever's gonna start tonight
once upon a time I was falling in love
but now I'm only falling apart

there's nothing I can do
total eclipse of the heart
once upon a time there was light in my life
but now there's only love in the dark
nothing I can say
total eclipse of the heart


Wiem, ze Wroclaw mnie zachwycil. Nie czuje tego, bo ludzie z depresja zwykle nie czujac nic, ale mam swiadomosc piekna tego miasta w sobie. W swoim spaczonym mozgu. Jutro zaczynam lykac tabletki (licze sie z tymi wszystkimi ubocznymi efektami typu wypadanie wlosow, albo nudnosci; mowi sie trudno).

Pierwszy dzien w nowym zyciu.
Dziwnie sie czuje.

{2}

18 lutego 2009

Snilo mi sie, ze wszystko bylo jak dawniej. Jakis bar, jakas impreza i kilkanascie najblizszych osob. Z Magda i Sylwia wyszlysmy po papierosy; Krzysiek po drugiej stronie stolika robil smieszne miny. Hubi przytulal sie do Magdy i mial wypieki. Potem przyszla Piekarz i Adam. Wszyscy pilismy piwo i nie myslelismy o takich rzeczach, jak zycie. Bylo cieplo i beztrosko.
Przebudzilam sie w nocy i odtad snili mi sie juz obcy faceci, z jednym z nich bylam w ciazy. Bolal mnie brzuch, wiec sie obudzilam.

Na razie wiele sie nie zmienilo. Brakuje mi polskiej telewizji, ale powiem szczerze, ze niemieckie seriale tez potrafia wciagnac.
Monachium, dzien drugi.

{2}

20 lutego 2009

Ciagle mnie mdli; dzisiaj znowu snili mi sie dawni znajomi. Przez caly weekend Mama bedzie miec jakies szkolenia, trwajace po 12 godzin. Siedzenie w domu nie byloby takie zle, gdyby nie Janusz.

Najgorsze jest to, ze teraz kazdy zawrot glowy bedzie dla mnie podejrzany, kazde zle samopoczucie bede zwalac na leki, bede doszukiwac sie skutkow ubocznych, zeby tylko ich nie brac. A powinnam, podobno.

W Monachium roi sie od ludzi sprzedajacych lukrowane, kolorowe paczki. Ostatni tydzien karnawalu; tu tlusty czwartek obchodzi sie we wtorek.

{1}

21 lutego 2009

Zastanawiam sie nad spacerem. Nie do konca samotnym, bo z muzyka i cienkim L&M pomaranczowym, dokola jeziora. Albo w strone miasta. I chyba nawet tak zrobie. Od przyjazdu snia mi sie imprezy, co noc. W kratke rozne moje towarzystwa, raz zamojowe, raz scholowe, raz siödemka. Troche tesknie.
Tesknie za Piekarzem i za Skiba, niezmiernie brakuje mi obecnosci Boskiej, ktora mimo wszystko zawsze byla tylko kilka przystankow dalej (albo 20minut spacerem). Denerwuje mnie, kiedy wszyscy pytaja co robie i czy sie obijam, bo odpowiedzi na te pytania na razie sa monosylabami (nic;tak). Na razie umieram z powodu skutkow ubocznych, ktore mina po tygodniu. Mamie skonczy sie urwanie jaj w pracy i wtedy zaczniemy mi zalatwiac kurs, papiery, zajecie. Na razie grzeje dupke w pokoju, w domu i gotuje obiady. Ogladam mnöstwo seriali i malo jem. Chyba rzeczywiscie wyjde na ten spacer.

{3}

22 lutego 2009

Mam dosc tego, ze trafilam akurat na naintensywniejszy weekend od zarania dziejow. Mama ma te szkolenia po dwanascie godzin dziennie, a ja siedze w domu z Januszem. Gumbas wpadl dzis skoro swit o dziesiatej i przyniosl moja walizke (od srody chodze w tych samych ciuchach, bo odwolali przewoz i moje rzeczy zaginely w akcji).
Ciesze sie, ze Zamoy wreszcie ze mna normalnie rozmawia; czuje sie samotna ale chyba Seronil zaczyna dzialac bo nawet nie chce mi sie plakac (przemilczmy wczorajsza akcje ze mna i zakupami; wyszlam do sklepu i wrocilam po 2 godzinach).

I find it hard to pisac tak wprost, jakos nigdy chyba nie bylam dobra w bezposrednim blogowaniu. Ale tak sobie wymyslilam (Piekarz ;*) ze jak bede pisac codziennie co u mnie, to ludzie beda o mnie pamietac.

;*

EDIT
moze utworze dzial PoStrOoFffkI i bede wymieniac ludzi po nazwisku ;d kogo pozdrawiam i za kim tesknie the most ;d?

{3}

22 lutego 2009

Lekka reka zarobilam dwadziescia euro i porzadna porcje chinszczyzny na wynos. Pomalowalam paznokcie brokatowatym lakierem (jutro Fasching) i czekam na Oscary (jeszcze 4godziny). Wyszlabym zapalic, ale chyba mi sie nie chce. Slucham behind blue eyes i staram sie nie myslec.

{1}

24 lutego 2009

Uwielbiam to moje nocne planowanie z Z. przyszlosci, wyjazdow, Californi. Oboje gleboko w to wierzymy i dajemy poniesc sie fantazji, zwiazujac przy tym obietnicami, ze jak jedno to i drugie. Pojedzie. Na poczatku bezdziemy sie woziæ z Meksykanami i zarabiac marne pieniadze. A potem cos sie przytrafi.
I uwielbiam tez kiedy Czarek liczy za mnie Ile lat ma ktos, kto urodzil sie w 1975? bo mi sie nie chce (nie to, ze nie umiem). No i jeszcze to i omawianie z Dymitrem wszystkich Oscarowych nominacji, wspolna i (zaskakujaco) zgodna krytyka. Lubie to. Bo mimo 2 tysiecy kilometrow czuje, ze wciaz jestem komus potrzebna (albo ktos jest potrzebny mi).

Jutro ide do mamowej silowni na godzinny trening. Pomimo tego, ze zaklad z K. dawno wygasl (razem z jego milocia, haha) - i tak czuje ze musze wziac sie za siebie. Takze parafrazujac Colina z Love Actually oglaszam; Germany watch out! Here comes ma'am Kaja. And she's got a cute buuuuuuuutt!

{1}

24 lutego 2009

Juz nie denerwuje sie jezdzac sama autobusami. W metrze tez czulabym sie spoko, gdyby nie te seronilowe mdlosci. Szczerze mowiac mysle troche po angielsku, ale to chyba przez te Oscary. Rozne podziekowania i krzyki pelne wzruszen tlucza mi sie po glowie. I nie podoba mi sie ta wersja chasing cars, ktora nagrala mi Agatis razem z soundtrackiem Greys Anatomy. Jest prawie 17, a czuje jakby 13. Dzis przezylam przygode zycia i do teraz pluje sobie w brode, ze Go nie zatrzymalam (mlody Bög wysiadl z S-bahnu i zapytal mnie o cos, a ja nie potrafilam mu odpowiedziec, overwhelmed by his beauty plus dodatkowo z moja znajomoscia niemieckiego i tak byloby ciezko). Zabieram sie za gotowanie obiadu.

I like
Natasha's version, though.

{2}

26 lutego 2009

piekarz 23:52:58
no widZe ze lipa
piekarz 23:53:04
wczoraj 2 notki a dzisiaj kein

@ that's how you know

Cholera, to nie tak mialo byc. Mialam zaczac kolorowe zycie, wypiac sie na wszystkich i obchodzic komputer szerokim lukiem. Wstaje rano, lykam tabletke i jestem juz tak zmeczona, ze marze o nocy. I tesknie. Zdecydowanie powinnam cos ze soba zrobic, moze siasc na dworcu z tabliczka Ich suche ein Freund oder Freudinen czy jakos tak. Tylko ze, kucze, ja nie lubie ludzi. Nienawidze ich ostatnio. Sama sobie wydaje sie najlepszym towarzystwem. I moi przyjaciele, z serialu 'Przyjaciele' (owdupewieloryba jaka jestem zabawna!). Nadal przezywam to, ze Mlody Bog z S1 nie probowal zagaic rozmowy w jezyku innym niz smierdzacy niemiecki, i nadal pluje sobie w brode ze sama nie probowalam zrobic czegokolwiek, zeby go nie odtracic, z tymi jego zielonymi/niebieskimi/piwnymi oczami. Ech. A przeciez taka szansa, szansa spotkania milosci w S-bahnie jest JEDNA NA MILION!

Ok, wiem ze wszyscy macie swoje zycia; tylko ja siedze w domu i ogladam kilkanascie seriali na raz (Utozsamiam sie cholernie z Rachel i jej miloscia do Rossa, aktualnie przezywam z nia jego slub z Emily. plus uwielbiam Meredith Grey, aczkolwiek bardziej kojarze siebie z Christina. No i nie rozumiem jak Ally McBeal moze kumplowac sie z zona Billego!). Piekarz najpierw kaze mi pisac, a potem przerywa wysylajac tysiac linkow z piosenka Ingrid Michaelson, ktora osobiscie uwielbiam.

PLUS dialog z moja mama, ktory mnie tak rozbawil, ze nie moglam sie pozbierac przez jakies pietnascie minut (a moze to serotonina wreszcie zaczela sie wytwarzac w normalnych ilosciach w moim malym mozdzku) :
Ogladamy Entchanted.


Mama : hmm.. skads znam goscia
Ja : nooO.. on jest w moim serialu neurochirurgiem.
Mama : a w Polsce Jozefowiczem!

Ja WIEM ze to nie jest smieszne.. ale wtedy poleglam, naprawde.
Mam deja vu, trwajace od pieciu minut. Dobranoc.

EDIT
piekarz 0:39:01
a mow jak co z tym seronilem?
piekarz 0:39:03
jak sie czujesz sie?
kaj 0:39:11
slabo mi i niedobrze
kaj 0:39:13
ale nie caly dzien
kaj 0:39:16
tylko falami to przychodzi
piekarz 0:39:27
ale nic wiecej
kaj 0:39:30
nie
piekarz 0:39:39
halucynacje biegunki orgazmy itd.?
kaj 0:39:47
niestety :(
kaj 0:39:53
chociaz mam dziwne sny
piekarz 0:39:55
ziewaj wiecej ;d

Kocham Cie ;*


{7}

26 lutego 2009

Tak sie zastanawiam, czy gdyby czlowiek wiedzial dokladnie kiedy umrze - docenialby bardziej swoje zycie. Kolega Januscha kiedy sie upije przestaje möwic. Calkiem. Nie to ze sobie pomrukuje, czy cos. On calkiem zaniemawia. Siedzi, pije dalej i ewentualnie kiwa glowa w dol/gore bädz lewo/prawo. A kiedz wypije jeszcze wiecej, boi sie przejsc przez drzwi. Staje, rozposciera ramiona i calkiem sie zapiera o framuge. Z jednej strony to smieszne, z drugiej straszne. Chcialabym wiedziec co siedzi w jego glowie wtedy. W glowie pijanego jak bela czterdziestopiecioletniego czlowieka. Wciaz myla mi sie literki, myli mi sie 'y' z 'z' bo przeciez na niemieckiej klawiaturze jest odwrotnie. Jutro, zdaje sie, znowu piatek. Niedobra wiadomosc. Nie lubimy piatkow bo kojarza sie z pociägami o dziewietnastej dwie i piosenka Liroya. Niedobrze, niedobrze.
Wyszlam dzis z domu, pojechalam z Mama do pracy, napilam sie kawy, zrobilam zakupy i wrocilam. Siedzac w S1 patrzylam na ludzi i bylam przerazona ich twarzami. Koltuny. Jak Christiane z ksiazki o narkomanach. Powykrecane osoby, spieszace sie gdziekolwiek. Masakra.

{2}

27 lutego 2009


I suck.

{4}

28 lutego 2009

Ok, jestem nudna. Wino w polaczeniu z prozakiem daje niezle polaczenie. Chce mi sie robic kilka rzeczy jednoczesnie. Wyobrazam sobie, ze plyne; ze moje palce suna po tafli jakiegos morza, oceanu niespokojnego. Rozmawiam z Wolusiem i mysle o jego pasiastym bluzosweterku. Slucham soundtracku z Marzyciela i marze o zyciu. Zastanawialam sie dzisiaj gdzie podzialy sie moje artykuly do AA, wysylane cotygodniowo do Agg z prosba o druk. Tesknie za tymi czasami. Mimo wszystko lubilam byc studentka. Inaczej sobie to wyobrazalam, ale i tak bylo fajnie. Nawet jesli nie biegalam - ubrana w marynarke, czy w spodnie w kant, z segregatorami przycisnietymi do piersi, z kubkiem kawy w rece, na 5cm obcasie, niewyspana, poczochrana i obkuta - po wydziale, spozniajac sie na kolejne wyklady. Penelope powiedziala dzis w Elegii cos o przesypianiu zycia. Wtedy mama tracila mnie lokciem w ramie, ze niby ja tez. A ja pisze tylko do Zamoya, patrzac ze smutkiem na jego opis (Nigdy nie jest za póŸno by zacz¹æ marnowaæ ¿ycie) ze zycie mnie meczy.

Ups. Chyba zaczynam rozumiec autora ulotki, ktory twierdzi, ze przy prozacu sie nie pije. To ja moze legne. Dobranoc.

{6}


wiecej








Tweets by @kadinaja