15 sierpnia 2016

It's a wonder at all that I'm alive. It's a wonder at all that I'm still standing. It's a wonder at all that I survived the war between your heart and mine.

(..)

It's a wonder at all that I can see. It's a wonder at all that the sky is not falling down. It's a wonder at all that I decide to breathe anymore.

I won't surrender, I will fight better. You lock me out, you knock me down but I will find my way around. I won't surrender. This is war.

// Jest 2011, a my lezymy na moim lozku i przytuleni do siebie kazdym kawalkiem ciala sluchamy nowej plyty Ingrid Michaelson. Ta podobala Ci sie najbardziej; track 2 - jeszcze pamietam. Jutro bedzie sobota i jak zwykle poklocimy sie na smierc, zycie i koniec wszystkiego. Az do przyszlego tygodnia.

// Jest 2015, srodek grudniowej nocy, klocimy sie po raz kolejny, z butelka jägermeistra w (moich) rekach. Wciaz nie wiem, czy Ci zaufac, czy sie otworzyc, czy sprobowac tak do konca, czy jednak nie. Przeszlismy juz wszystkie swiateczne jarmarki. Za godzine pod wplywem chwili zaprosze Cie na pijacko-swiateczny spacer z moimi znajomymi.

// Jest sierpien 2016. Zaczynam chciec, zaczynam myslec sobie oj kurwa, moze jednak do trzech razy sztuka; czas wreszcie odetchnac, odkaszlnac i zaczac na nowo. 






Nie, jednak nie. Jeszcze nie teraz. 

https://www.youtube.com/watch?v=KEQfM31dSeM

{0}

11 lipca 2016

Od (przed) ostatniej notki zrobilam sobie maly detoks. Dzisiaj oficjalnie mam ochote go zakonczyc, bo rano obudzilam sie w czarnej rzeczywistosci. Dupa nagle wazyla sto kilo wiecej, wlosy ukladaly sie nijak, w pracy kazdy byl wredny i czepialski, a na dotatek NIE wygralam na loterii (tak, to ostatnio moje ulubione zajecie - wydawanie ciezko zarobionej kasy na pierdolonego toto lotka & snucie marzen co zrobic z 87 milionami euro). Dlatego tez do kawy dolalam sobie likieru 43 i udaje ze to barraquito

Siedzisz w horseshoe. Dzien jak codzien, wymieniasz sie ploteczkami z Petya i Judith. Gdzies, niespostrzezenie dosiada sie do was jakis wysoki okularnik, podobno czyjstam wspollokator. Wasze spojrzenia spotykaja sie dopiero, kiedy Toni - barman pyta jakie szoty polac. Tylko wasza dwójka krzyczy glosno Jägermeister!. Podajecie sobie reke, wymieniacie imionami i usmiechem. 
Kilka dni pozniej wpadacie na siebie w pracy, okazuje sie ze jestescie z innych departamentów, ale tego samego hotelu. 
A. ma czterdziesci(!) lat, 180cm wzrostu i jest kucharzem. Wiecej o nim nie wiem, ale czerwienia mi sie uszy i policzki kiedy zagaduje do mnie w korytarzu.

(smieszne to, ze od kilku lat juz nie moge mówic o 40 letnich facetach, ze mogliby byc moim ojcem. kiedy sie tak zestarzalam?)

Kot mowi, ze dawno. 

{1}

28 kwietnia 2016

Wracam do domu po calym dniu pelnym niepowodzen (sparzona reka, zbita szklanka, 9 tydzien bez okresu, rozbity sloik pelen ciecierzycy, niedzialajacy telefon na mini disco, klucze zatrzasniete w mieszkaniu, SKASOWANA NOTKA). Otwieram butelke bialego wina, zapalam swieczki i papierosa. Pierwszy lyk. W tle cichy glos Ingrid Michaelson
Trzy dni do przyjazdu kota. W niedziele o tej porze bede miala sie do kogo przytulic. I z kim napic, bo bedzie Mama. 


Naprawde staram sie zaprzyjaznic z ludzmi z teamu. Dzisiaj nawet wyszlam na fajke z Hektorem. I pozartowalam sobie chwile z Michele. Ale ciezko jest byc dla kogos fajnym, jesli aktualnie jest sie najgorsza wersja samego siebie. Sprawdzaja sie slowa pani pseudopsycholog z 2009: Pani Kaju, przed problemami nie da sie uciec. I o ile moje rozterki z 2009 byly zupelnie inne od tych, ktore nie daja mi spac w nocy teraz (ojejku jejku, skonczyl sie moj zwiazek z krzyskiem, a studia sa dla mnie za ciezkie vs zblizam sie do trzydziestki i wciaz jestem najsamotniejsza osoba na swiecie) - miala suka racje
I nie ma sensu, zebyscie mowili Kachu, wracaj!. W monachium tez bylam samotna. 

Wrocilam do wymarzonej pracy, mieszkam w miejscu o ktorym trajkotalam bez konca przez ostatnich kilka miesiecy. I co? I nic. Tutaj rozchodzi sie o cos glebszego, sie obawiam. 
I to nie jest (wyjasniona, przegadana) tesknota za Arturem. To nie jest kryzys wieku sredniego. To nie jest ogolnopojety brak planu. To jest cos takiego, przez co nie chce mi sie co rano otwierac oczu. To jest cos takiego, ze nie moge przestac sluchac w kolko tej samej piosenki i pic tego bialego wina. To jest cos takiego, ze mam wrazenie, ze juz nigdy nie bedzie lepiej.

Ostatnio w Los Cristianos zawalil sie budynek pelen ludzi. Rok temu w Egipcie terrorysci wtargneli do Hotelu RIU i strzelali do ludzi. Johan(27) ze Szwedzkiego teamu ma raka.

To jest cos takiego, ze czasami mysle sobie, ze lepiej by bylo, gdyby te wszystkie rzeczy przytrafily sie mi. 


Ale to nic, to tylko hormony. 9 tygodni bez okresu, mowie Wam. 

{0}

23 kwietnia 2016

Chce byc Szwedka.

Szwedzi nawet PACHNA inaczej. Ostatni tydzien spedzilam z Ella i jej znajomymi. Najpiekniejsze widoki tego roku + nareszcie poczucie jako takiej przynaleznosci. Duzo zartow, duzo szampana, duzo piknikow i plywania w morzu przy zachodzie slonca. A potem duzo (ich) spiewania i (moich) lez (wzruszenia). Ale Szwedzi w niedziele wyjezdzaja.. i znowu zostane sama.
Team w RIU jest najgorszy(!) w jakim bylo mi dane pracowac. Troche przymina mi to czasy Lanzarote, kiedy to pracowalam z idiota Wesleyem. Ale teraz chyba jest gorzej. Gdyby nie Kristel, Dago i Judith - oszalalabym. 

Za tydzien przyjezdza Kot, z Mama i Januschem. Googluje najlepsze opcje zabezpieczenia balkonu. Niestety, mieszkanie na parterze ma swoje wady. Duzo wad. Wlasciwie to w ogole nie ma zalet.

Szwedzi pachna sangria i wynajetym samochodem. Czystymi ubraniami i przygoda. Uprzejmoscia. Pachna blond wlosami. Lubie Szwedow. A juz najbardzej lubie Manne, bo wylgada jak Simon i czuje sie, jakby znowu byl dwatysiaceczternasty.

Slucham w kolko tej https://www.youtube.com/watch?v=Eo_s0iEA41o piosenki i nie moge oprzec sie wrazeniu, ze lada moment bede tu siedziec i plakac.

Urodzinowy countdown. Starosc za: 13 dni. 

{0}

09 lutego 2016

(+)
praca marzen
cieplo
praca marzen
praca marzen

(-)
samotnosc
samotnosc 
samotnosc
z daleka od wszystkiego
samotnosc


.. co wybrac?! 

{0}

12 stycznia 2016

Z tym Rumunem to bylo tak, ze po 4 miesiacach znajomosci, wciaz nie mielismy piosenki. Pod(?)swiadomie blokowalam wszystko, wszystkie utwory, wszystkie ladne momenty, wszystko co mogloby sie zakotwiczyc i w przyszlosci kojarzyc z nim.
Raz próbowal "wgrac" mi do mozgu Coldplay Magic, puszczajac to w kolko podczas naszej jednodniowej wycieczki do Austrii na kawe. Glupi, nie wiedzial ze ta piosenka jest juz zarezerwowana.

Z dnia na dzien staje sie coraz lepszym unikaczem milosci i zaangazowania. Hasztag duma, hasztag zycie, hasztag umre sama z kotem, mowi sie trudno.

Janusz zaprosil na noc jakichs dwóch pracowników Zbyszkow, siedza w duzym pokoju i pija wódke. Z mila checia obudze ich wszystkich suszarka do wlosow o czwartej rano.

Dobranoc.

{0}

31 grudnia 2015

31 grudnia o 12:41 wsiadlam do autobusu na Grillparzerstraße. Spojrzalam na kierowce - sobowtóra Albera Einsteina, wzielam gleboki wdech i zaczelam sumowac. Podsumowywac.

2015 byl rokiem totalnie zmarnowanym. Rok bledow. I tak, zamiast pamietac o dobrych rzeczach (malo ich jakos, ale moze postaram sie je wymienic pod koniec notatki), zrobilam liste bledow.

Blad pierwszy : napastowanie (za duzo/za malo) Davida w sprawie powrotu do Riu.
Blad drugi : wyjazd z Teneryfy.
Blad trzeci : wznowiony, przepyszny romans z Groszkami.
Blad czwarty : zbyt dlugie zwlekanie ze znalezieniem pracy.
Blad piaty : zmarnowana okazja na dobre mieszkanie. Wprawdzie moje 20m2 na 12 pietrze bylo spelnieniem marzen, ale jednak za duzo poszlo na to kasy i nerwow. Koniec koncow i tak wyladowalam u Mamy. Moglam sobie tego wszystkiego oszczedzic i w ogole sie stamtad nie wyprowadzac.
Blad szósty : Rumun Remus, czyli kolejny "zwiazek" (?) na pol gwizdka. Albo w jedna, albo w druga, kiedy sie wreszcie naucze..


Nie mam zadnych pomyslow na 2015. Chyba chce rzucic palenie i ograniczyc wino pite w samotnosci na balkonie. Czesciej chodzic do lekarza (starosc nie radosc). Tak jak pisalam wczesniej, sprobowac przestac obsesyjnie lapac sie za walki tluszczu na brzuchu i 15minut zastanawiac nad kazdym kesem wszystkiego, co nie jest warzywem. Po kiklu latach takiego stresu jedzenie rzeczywiscie przestaje byc przyjemnoscia, a zaczyna grzechem. I to jest cos nad czym chce popracowac. Od 2012 i tak sporo sie poprawilam (pamietam jak postanowieniem na 2013 bylo ZACZAC JESC CZEKOLADE - i udalo sie!). Umiem juz zjesc banana i nie miec przez to mysli samobojczych. Wprawdzie kiedy patrze na swoje zdjecia posilkow (ktore wciaz robie, nawet nie na Instagram, bardziej dla samoswiadomosci i pamietania, co wcinam) to zalamuje rece, bo glownie to salata, chleb i owsianka, alkohol i kawa. 

Nie mam pojecia co stanie sie w przyszlym roku. Za miesiac koncze kontrakt w RIU i czeka mnie albo powrót do domu, albo 4 miesiace paro. We'll see. 
01.01.2015



.. tak naprawde  - cytujac Grzegorza Turnaua - nie stalo sie NIC.


{0}

12 grudnia 2015

Rumun zapytal mnie, o czym pisze. A ja wyslalam mu kilka linków, zeby tylko nie musiec z nim rozmawiac. Ostatnio przeszedl samego siebie z ta swoja dobrocia. 
Trzymam go za reke i caluje w czolo, przeciez TO powinno wystarczyc.

Marcin jest nowym Arturem, wszedzie go pelno. I lubie go, i lubie z nim rozmawiac, i sluchac o przyjaciolach z podstawówki. Znowu widzialam Twoja siostre na Max Weber Platz; nie powiedziala mi "czesc".

To dopiero pierwszy tydzien frühschichty non stoo, a ja juz umieram. Jest druga w nocy, czy to juz czas na sen?


{1}

29 listopada 2015

Aha, czyli za bardzo przejmuje sie przeszloscia? Moja reakcja to bunt i niedowierzanie. Ok, ale skoro moja przeszlosc to Ty - to co w tym zlego? 

Wrocilam z Teneryfy i nie moge przestac sluchac tej jednej piosenki*. Siedzac w aucie z Jasmine gralysmy w gre z One Tree Hill (kiedy zadajesz swiatu jedno pytanie, zmieniasz stacje radiowa.. i nadsluchujesz odpowiedzi.) 
(Przyklad : Kaju - what should i do with my life? Radio - wake me up, when september ends.)

Remus obraza sie, bo go odtracam. Ty hipokrytycznie (tak, WIEM ze to slowo nie istnieje) traktujesz mnie tak, jakby mnie nigdy nie bylo. A pozniej spedzasz piatkowe popoludnie z moja rodzina i rozmawiacie o mnie, i dobrze sie tam czujesz, bo zawsze ich lubiles, ale przeciez masz swoich znajmych (slyszalam!) i jak dziala Twoje poczucie sensu i logiki, skoro najpierw odcinasz sie ode mnie i jestes najpodlejszy na swiecie, a pozniej urzymujesz kontakty z moja rodzina i pijesz z nimi wódke, i mowisz im o mnie mile rzeczy, a potem stwierdzasz ze za bardzo sie wszystkim przejmuje. A ja pozniej musze tego wszystkiego sluchac, ze jaki przeciez fajny chlopak z tego xyz. (Przemas jest w Tobie zakochany, btw.)

Nic z tego nie rozumiem i nie nadazam za ta logika, bo tak bardzo prosiles mnie, zebym dala Ci spokoj - wiec to zrobilam. Nie mysle o Tobie, skasowalam wszystko(!) co mogloby byc z Toba zlinkowane; teraz to juz zeby sie nawet palilo i walilo - nie mam jak sie z Toba skontaktowac. Jedyne miejsce, w ktore wiem ze wciaz zagladasz - to tu. Ponownie, wszystkiego dobrego.

*

Teneryfa jest najlepszym, co mnie w zyciu spotkalo. Sklocona sama ze soba, szukam ofert pracy i tanich samolotów na blizej nieokreslony miesiac jakos na poczatku przyszlego roku. Wszyscy klaszcza w rece i mowia "tak! kaja! jedz! tam bylo ci tak dobrze!".. a ja sobie mysle ze no tak, jasne.. ale czy to wystaczy? Czy to dobrze, jesli jest mi dobrze? Bo przeciez moze byc lepiej, wiec moze nie warto przestawac szukac. 
.. A potem pukam sie w czolo i stwierdzam, ze z roku na rok jestem coraz bardziej pojebana.

To nie jest tak, ze ja zyje przeszloscia. Mowisz tak, bo wciaz (juz?) mnie nie znasz. To jest tak, ze ja cholernie boje sie przyszlosci. Na mysl o kolejnych 10 latach (zycia), otwieram kolejna butelke wina i odpalam mentolowego papierosa. 
Boje sie tego, ze jeszcze tak wiele mnie czeka.. i ze cos przegapie. Ze za bardzo zakocham sie w R, albo zajme praca, albo znowu wyjade na Tene.. i przegapie cos dobrego, lepszego. To moj odwieczny strach, ktory nigdy mnie nie opuszcza. W ciagu ostatnich tygodni znowu strasznie sie pochorowalam, moj zoladek juz nie istnieje (mama juz kilka razy chciala dzwonic na pogotowie w srodku nocy), do tego doszly jakies dziwne ataki paniki bez powodu. Zacisniete gardlo, dusznosci, serce ktore bije tak mocno, jakby chcialo wyskoczyc z piersi. Powoli sama siebie wykoncze. I wiem o tym. Ale nie umiem przestac.

Moja glowa to to jakis mlyn, chomicze klatka, pralka na najwyzszych obrotach. Nie radze sobie z tym.


Juz prawie stracilam R-R. Bo im mocniej on probuje (a robi dla mnie naprawde takie rzeczy, o ktorych nigdy nie myslalam, bo widywalam je tylko w filmach), tym mocniej ja sie zapieram, wylaczam telefon, ogladam stare zdjecia wszystkich przyszlych, przeszlych i niedoszlych ex. To nie dlatego ze zyje przeszloscia. To dlatego, ze boje sie przyszlosci.

Ilosc dni do samotnych swiat w Monachium : 25.
Ilosc dni do samotnego sylwestra (najpredzej w pracy, but at this point, who cares) : 25 +7 = 32. 

* piosenka, ktorej nie moge przestac sluchac i z jakiegos niewyjasnionego powodu doprowadza mnie do placzu: 
https://www.youtube.com/watch?v=b8JOi1q5ugs


{1}

26 listopada 2015

Remus nazwał mnie swoją dziewczyną. 

.
.
.

Czas spierdalać. 


{0}


wiecej
starsze wpisy







Tweets by @kadinaja