08 grudnia 2016

Przetrwalam ponad miesiac wizytacji domowych - najpierw Ula i Gwiazda, pozniej Tomas, na koniec Mama.. i nikogo nie zabilam. Z nikim sie nie poklocilam. Nie mialam ochoty wbic nikomu widelca w oko. Chyba rzeczywiscie jestem juz oficjalnie Kaja 2.0 (tak jak nazywa mnie Miki).

Teraz zostaje juz tylko odliczanie dni do swiat, przeprowadzki, paro i wizyty Taty Tomasza. W tym roku swieta zapowiadaja sie niesamowicie fajnie, bo, uwaga, jako ze jestem Kaju 2.0, zaprosilam wszystkich <s>ludzi</S> wyrzutkow z pracy do siebie do domu. Swieta dla tych, ktorzy nie maja tutaj nikogo, a nie chca (tak jak ja w 2014) upic sie do lustra i sluchac koled, wpychajac w siebie jakis junk food. I bedzie mega fajnie, bo kazdy przyniesie cos swojego. I bedzie wino. I beda prezenty. I milosc. 

Grudzien zawsze byl dla mnie takim troche dark miesiacem, bo oto wszystkie archaiczne juz wspomnienia dobijaja sie do mojej czaszki, wszystkie czekoladowe mikolaje z K, zimne rece i grzane wina z Art, a na koniec zlamane serce w przeddzien sylwestra 2008/09. Ale w tym roku bedzie inaczej. Bo jestem tak daleko od tego wszystkiego. Bo wiem ze sa na swiecie ludzie ktorzy naprawde mnie kochaja. Bo mam przyjaciol i kota, ktorzy mnie ogrzeja. 
No i mam tez M., mojego kolejna mmz. Ktora tez zlamie mi serce. Ale przynajmniej nie w grudniu. M zlamie mi serce w kwietniu, wiem o tym. Ale postanawiam zrzucic na to zaslone milczenia i zaklamania, i cieszyc sie tymi slodkimi momentami z nim. A jest ich naprawde duzo. 
Nie jestem przyzwyczajona do tego, zeby ktos o mnie tak bardzo dbal. Masowal nadwyrezone plecy rozgrzewajaca mascia, wkladal kolejna dawke antybiotyku do kawalka tiramisu, calowal w nos na dzien dobry i do widzenia (no dobra, moze to akurat nie jest takim wielkim ewenementem). 
Jest dobrze, kiedy nie jest zle. 

Ale i tak jade na hamulcu recznym. A raczej staczam sie. Stoje na czubku wielkiej gory i zaciagam ten reczny.. ale on jakos tak juz coraz slabiej dziala, wiec powoli osuwam sie w dol, spadam, ze zgrzytem starych opon i blachy.

Kto mnie zlapie, kiedy juz siegne dna? 

(Kaja poetka, a przeciez mialo byc tak optymistycznie. Pierwszy tak NAPRAWDE day off od wiekow. Ja w lozku z miska muesli i nowym sezonem Gilmore Girls. Czego chciec wiecej?)

K.


{0}

20 grudnia 2016

Moja sypialnia pachnie nowymi meblami i odswiezaczem powietrza z Zara Home. Patrzac wstecz, na to gdzie i jak(a) bylam rok temu o tej porze, nie pozostaje mi nic innego niz przecierac oczy ze zdumienia i usmiechac sie po cichu, ostroznie, zeby nie przestraszyc tego szczescia, ktoro totalnie znienacka sie u mnie zadomowilo. 
Po siedemdziesieciu dziewieciu dniach od mojego, prywatnego 'poczatku', od dnia w ktorym przyznalam sie sama przed soba, ze M moglby byc dla mnie kims wiecej niz tylko kolega. I po krótkiej analizie, postanowilam sie temu poddac, zobaczyc jak wyjdzie, yolo, tylko nie zlam mi serca. 
Po 2 miesiacach i 11 dniach od pierwszego pocalunku [sic!]. 
Po 10 miesiacach (burzliwej) znajomosci. 

M oficjalnie u mnie zamieszkal. Zdalismy sobie sprawe, ze i tak juz od dobrego miesiaca jezdzi do domu tylko po czysta bielizne. I ze po co. Ze prosciej by bylo, gdyby jego czysta bielizna zamieszkala u mnie. A razem z czysta bielizna, dwie walizki i trzy pudla innych jego rzeczy. 
A skoro juz sie wprowadza, to moze by tak do Ikei. A skoro juz do Ikei, to moze troche przemeblowac. 

Obudzilam sie w zupelnie innym mieszkaniu. I zyciu. 
Kiedy zaczne sie nad tym wszystkim glebiej zastanawiac, opanowuje mnie przerazenie. 
Nie lubimy przerazenia. 
Wylaczam mózg i postanawiam sie temu poddac, zobaczyc jak wyjdzie, yolo. Z sercem tez wszystko bedzie w porzadku.



{0}

24 grudnia 2016

Napisze to, bo pewnie juz nigdy wiecej sie nie powtórzy. 

Moje dlonie pachna / smierdza selerem i pietruszka (gotowana). W lodówce stygnie salatka jarzynowa (pirda), gotowa na majonez (i zapomniane dzis kwasne jablko). Barszcz wyszedl troche zbyt ciemny i gesty, ale licze na to ze jeszcze jutro wszystko da sie naprawic. Bulion i cytryna moga sprawiac cuda. 

Jutro w moim ciasnym mieszkanku, przy kradzionym (pozyczonym) z hotelu stole zasiadzie dwanascie osob (jak apostolów). Nie bedzie siana, ani oplatka, ale bedzie duzo prezentów i sympatii, albo i nawet milosci. I jedzenia z kazdej strony swiata. Beda nawet meatballs i tzatziki. I muszle, i krewetki, i risotto. No i ten moj barszcz, nieszczesny i przeslodzony (?). 

To juz teraz, to juz dzisiaj. 

Kolejne swieta bez pasterki i mandarynek pod choinka. Bez przejedzonej wyprawy z Halo Taxi, z jednego konca Lublina na drugi (a to wszystko za niecale 20zl). Nie bedzie Dzisiaj w Betlejem, ani rozmów o zydach i polityce. Ale przeciez taka kolej zycia, czasem trzeba przestawic sie na zmiany i próbowac nimi cieszyc. 
Beda wszyscy "nieudacznicy" z pracy (tacy jak ja, czyli bez rodziny i przyjaciol na wyspie). Bedzie Miki i jego ciepla reka. I bedzie ta cala nasza samotnosc, ktora nas laczy. I nie bedzie klotni, bedzie samo dobro. A potem duuuzo alkoholu.

Takie swieta, doroslosc. 
Mimo wszystko. Jestem szczesliwa. 

{0}

28 grudnia 2016

2016 byl rokiem dobrych ludzi i dobrych decyzji. Wrócilam na Tene i do RIU. Wyspa zycia i praca zycia. Nawet nie wiem, kiedy te 10 miesiecy minelo. Od poczatku czulam sie, jak gdybym nigdy nie wyjezdzala. Nawet rozmawiajac z ludzmi, czesto lapie sie na tym, ze do 2014 nawiazuje w zeszlym roku albo rok temu. Jakby 2015 w ogole nie istnial, jakby nigdy sie nie zdarzyl. 

W 2016 po niecalych trzech miesiacach zwiazku, zamieszkalam z facetem, ktorego nie moglam zniesc na samym poczatku znajomosci. Zrobilam mu miejsce w szufladach i serduszku (zdrobnienia, tfu!). Nie moge rozpoznac tej osoby, ktora sie w tym roku stalam.. ale lubie ja. Zycie jakby nie moje. Slodkie, dobre, inne. 

Jedyne postanowienie na 2017 to rzucenie palenia. O reszte rzeczy nie dbam. Rozwiaza sie same. 


{1}


wiecej








Tweets by @kadinaja