06 listopada 2015

Mam takie dni, kiedy wydaje mi sie, ze jestem niezniszczalna. 
Kiedy w pracy nie dam wytracic sie z równowagi. Kiedy nie zdenerwuje sie na kierowce autobusu, ktory na mnie nie poczeka. Kiedy Franzi z popoludniowej zmiany na spontanie choruje na grype zoladkowa, wiec w Halloween musze pracowac na doppelschicht, od 6:30 do 23:00. I daje rade, i potem jeszcze wychodze na Halloweenowa impreze i wytrzymuje do 3 nad ranem, nawet nie upijajac sie tak bardzo, jak moznaby sie tego spodziewac.


A potem nagle puszczasz moja reke totalnie bez powodu i cofamy sie do przedpoczatku. Nie chce znowu klocic sie co piatek, godzic co sobote, a lezakowac w niedziele. Jesli na takim wczesnym etapie mamy zadry to przeciez to jest zly znak, najgorszy. Ja juz tak mialam, nie chce znowu takiego zwiazku, gdzie wszystko sie powtarza. Sama nawet nie mialam pojecia, jak bardzo ten ostatni mnie zniszczyl, ze jestem jeszcze bardziej pusta w srodku, niz po Krzysku. Znowu trzesa mi sie nogi i rece, i nie moge spac i boje sie wykonac jakikolwiek ruch. 

- Du hast so viel Angst, dass ich weglaufe.. aber bis jetzt bist DU die einige, die ständig weg läuft. 

Jestesmy juz pogodzeni, planujemy kolejne wycieczki (ostatnia niedziela : -Co robisz? -Nic. -Jedziemy na kawe? -Ok. Gdzie? - A nie wiem.. moze do Czech? Wyladowalismy w Austrii w najpiekniejszym miasteczku swiata, pilismy grzanca z Rote Grütze i plulismy pestkami do jeziora) i znowu trzymamy sie za rece.. a ja i tak sie boje. 
Boje sie, bo to wszystko sie powtarza, everything is just a version of something else. I koniec koncow znowu bedzie tak samo : ktos bedzie plakal.

Slucham Twoich planów na przyszly weekend, miesiac, swieta, wakacje, rok. Slucham i krece glowa. Ty mowisz o nas"my", a ja nie potrafie nawet nazwac Cie po imieniu, kiedy opowiadam o Tobie Agnieszce (jedyna osoba, ktora o Tobie wie). 

To mnie przerasta, jeszcze kilka tygodni temu w ogole Ciebie nie bylo. A teraz jestes i nie chcesz odejsc, nawet jesli rzucam w Ciebie dynia (true story). 

U2 - Iris (Hold me close). 




  5am.






*

Dwa tygodnie do Teneryfy, 48 dni do samotnych swiat (cala rodzina w Polsce, a Kaja w Ibisie). Milion dni do normalnosci.


{0}

10 listopada 2015

https://www.youtube.com/watch?v=_YxJOrCeuzA 


- Nie pamietam co mi sie snilo.. ale obudzilem sie i zaczalem szukac Cie w swoim lozku.

.
.

Piórko w sercu. Freakout stan 8/10.


{0}

24 listopada 2015

Moja skóra pachnie solą i słońcem. Wychodzę spod prysznica i nawet nie chce mi się dokładnie wycierać - i tak zaraz wyschnę. 
W samochodzie po cichu wyciągam telefon i wybieram aplikację nagrywania notatki głosowej. To taki mój fetysz, im weird this way. Kristel rozmawia ze swoją przyjaciółką z Estonii, która właśnie zadzwoniła, żeby złożyć jej życzenia. 
Zatrzymuję chwilę. Wkładam ją do mydlanej banki, niech trwa. Kiedyś posłucham jej do poduszki, tuż przed snem (tak jak wieczornego grania szwedzkich piosenek na balkonie 417, albo głosu Tarzana kłócącego się z Dago podczas nocy świętojańskiej 2014, albo GrubAśki i Adiego śpiewających piosenki Al Oakmill. Albo Artura, który marudzi, że nie mogę oderwać się od mojego ukulele. I tak dalej, i tak dalej.). 

Zycie na Teneryfie jest prostsze, przyjemniejsze i cieplejsze. Nagle przeszło mi moje zapalenie żołądka. Uśmiecham się do samej siebie; tubylcy cieszą się na mój powrót i pytają jak mi idzie życie. 

Robię zdjęcia zachodom słońca i swoim stopom, i zastanawiam się - co dalej? 


{0}

26 listopada 2015

Remus nazwał mnie swoją dziewczyną. 

.
.
.

Czas spierdalać. 


{0}

29 listopada 2015

Aha, czyli za bardzo przejmuje sie przeszloscia? Moja reakcja to bunt i niedowierzanie. Ok, ale skoro moja przeszlosc to Ty - to co w tym zlego? 

Wrocilam z Teneryfy i nie moge przestac sluchac tej jednej piosenki*. Siedzac w aucie z Jasmine gralysmy w gre z One Tree Hill (kiedy zadajesz swiatu jedno pytanie, zmieniasz stacje radiowa.. i nadsluchujesz odpowiedzi.) 
(Przyklad : Kaju - what should i do with my life? Radio - wake me up, when september ends.)

Remus obraza sie, bo go odtracam. Ty hipokrytycznie (tak, WIEM ze to slowo nie istnieje) traktujesz mnie tak, jakby mnie nigdy nie bylo. A pozniej spedzasz piatkowe popoludnie z moja rodzina i rozmawiacie o mnie, i dobrze sie tam czujesz, bo zawsze ich lubiles, ale przeciez masz swoich znajmych (slyszalam!) i jak dziala Twoje poczucie sensu i logiki, skoro najpierw odcinasz sie ode mnie i jestes najpodlejszy na swiecie, a pozniej urzymujesz kontakty z moja rodzina i pijesz z nimi wódke, i mowisz im o mnie mile rzeczy, a potem stwierdzasz ze za bardzo sie wszystkim przejmuje. A ja pozniej musze tego wszystkiego sluchac, ze jaki przeciez fajny chlopak z tego xyz. (Przemas jest w Tobie zakochany, btw.)

Nic z tego nie rozumiem i nie nadazam za ta logika, bo tak bardzo prosiles mnie, zebym dala Ci spokoj - wiec to zrobilam. Nie mysle o Tobie, skasowalam wszystko(!) co mogloby byc z Toba zlinkowane; teraz to juz zeby sie nawet palilo i walilo - nie mam jak sie z Toba skontaktowac. Jedyne miejsce, w ktore wiem ze wciaz zagladasz - to tu. Ponownie, wszystkiego dobrego.

*

Teneryfa jest najlepszym, co mnie w zyciu spotkalo. Sklocona sama ze soba, szukam ofert pracy i tanich samolotów na blizej nieokreslony miesiac jakos na poczatku przyszlego roku. Wszyscy klaszcza w rece i mowia "tak! kaja! jedz! tam bylo ci tak dobrze!".. a ja sobie mysle ze no tak, jasne.. ale czy to wystaczy? Czy to dobrze, jesli jest mi dobrze? Bo przeciez moze byc lepiej, wiec moze nie warto przestawac szukac. 
.. A potem pukam sie w czolo i stwierdzam, ze z roku na rok jestem coraz bardziej pojebana.

To nie jest tak, ze ja zyje przeszloscia. Mowisz tak, bo wciaz (juz?) mnie nie znasz. To jest tak, ze ja cholernie boje sie przyszlosci. Na mysl o kolejnych 10 latach (zycia), otwieram kolejna butelke wina i odpalam mentolowego papierosa. 
Boje sie tego, ze jeszcze tak wiele mnie czeka.. i ze cos przegapie. Ze za bardzo zakocham sie w R, albo zajme praca, albo znowu wyjade na Tene.. i przegapie cos dobrego, lepszego. To moj odwieczny strach, ktory nigdy mnie nie opuszcza. W ciagu ostatnich tygodni znowu strasznie sie pochorowalam, moj zoladek juz nie istnieje (mama juz kilka razy chciala dzwonic na pogotowie w srodku nocy), do tego doszly jakies dziwne ataki paniki bez powodu. Zacisniete gardlo, dusznosci, serce ktore bije tak mocno, jakby chcialo wyskoczyc z piersi. Powoli sama siebie wykoncze. I wiem o tym. Ale nie umiem przestac.

Moja glowa to to jakis mlyn, chomicze klatka, pralka na najwyzszych obrotach. Nie radze sobie z tym.


Juz prawie stracilam R-R. Bo im mocniej on probuje (a robi dla mnie naprawde takie rzeczy, o ktorych nigdy nie myslalam, bo widywalam je tylko w filmach), tym mocniej ja sie zapieram, wylaczam telefon, ogladam stare zdjecia wszystkich przyszlych, przeszlych i niedoszlych ex. To nie dlatego ze zyje przeszloscia. To dlatego, ze boje sie przyszlosci.

Ilosc dni do samotnych swiat w Monachium : 25.
Ilosc dni do samotnego sylwestra (najpredzej w pracy, but at this point, who cares) : 25 +7 = 32. 

* piosenka, ktorej nie moge przestac sluchac i z jakiegos niewyjasnionego powodu doprowadza mnie do placzu: 
https://www.youtube.com/watch?v=b8JOi1q5ugs


{1}


wiecej








Tweets by @kadinaja