05 listopada 2012

I'm freaking out.

Za 24h bede siedziala w samolocie do Londynu. Sama. Pozniej wysiade z niego. Sama. Przez nastepne 3 dni bede sama. Strasznie sie jaram hang-outem z dziewczynami, noclegiem u Mingera, byc moze spotkaniem z Tomkiem, no i przede wszystkim KONCERTEM (+ Allie napisala, ze she'll find a way to find me and say hi). Mam troche chyba zle podejscie do tego, bo przez ten caly stres bardziej ciesze sie na mysl o powrocie, nie wyjezdzie.
Pojde do Postman's Parku, znowu powzdycham nad Closer, przejde sie po Queen's Walk i pochodze po sklepach. Bedzie fajnie, wiem o tym. Tylko czemu tak szaleje?

Z dobrych wiesci - Artur powiedzial, ze chcialby pojechac ze mna do Lublina na Swieta. Nie moglam w to do konca uwierzyc, juz myslalam ze przeczytal notke, albo ktos mu powiedzial.. bo dwa dni po tym, jak ja napisalam, Arturo do mnie przyjechal i powiedzial, ze ma dla mnie niespodzianke i ze jedzie ze mna do Polski. Jaram sie. Nocleg prawdopodobnie dostanie u Paulla, jeszcze nie wiem co ze Swietami -> musze pogadac z rodzina. Babcia B. juz powiedziala, ze luzik. Musi tylko przekonac Dziadka Wilka. Stasia z kolei za kazdym razem jak mowie cos o MOIM CHLOPAKU, zmienia temat.. wiec nie jestem pewna, czy go zaprosi. Ale mam jeszcze 7 tygodni na ogarniecie tego. Jaram sie jak nie wiem! :)

No nic, lece do Klocka. Mam jeszcze tyle do zrobienia - pakowanie, prasowanie, bank, O2, drogeria.. A na razie siedze, jem mieszanke studencka i ogladam Switch at Birth.

Wasza (nieogarnieta)
Kesza.


{7}

10 listopada 2012

LONDONOCIA

Kolejne trzy (i pol) intensywne dni. Nie wiem jak to jest, ze moje pobyty w UK zawsze tak szybko mijaja. I zawsze, ZAWSZE samolot mam z samego rana, dzien po koncercie (= co za tym idzie, koncerty sa moim ostatnim wspomnieniem, pozniej jakies 3h snu i sru do Monachium).
Tym razem nie bylo inaczej.

To znaczy bylo, ale akurat ten element pozostal bez zmian. Cala reszta byla chyba jeszcze szalensza, niz za Helenowych czasow. Po pierwsze, dojazd z Monachium do Memmingen (ok. 140km). Do teraz bralam busa, tym razem zaszalalam i pojechalam z ludzmi, ktorzy oglaszali sie w internecie, ze biora ten sam samolot i szukaja 1 pasazera za 10€. Wyslalam wiadomosc, umowilam sie i pojechalam. A ile mnie to nerwow kosztowalo! Ze beda terrorystami, ze mi wytna nerke, albo wydlubia galki oczne na przeszczep, albo zgwalca, albo (co najgorsze!) W OGOLE NIE PRZYJADA.
Na szczescie wszystko poszlo gladko (nie liczac ich 10min spoznienia, podczas ktorego posikalam sie z nerwow w gacie).
Po wyladowaniu kolejny stres. Czy @minger na pewno jest kobieta, czy nie ma 60 lat i penisa, czy nie wytnie mi nerki, albo wydlubie galek ocznych na przeszczep, albo (co najgorsze!) W OGOLE MNIE Z TEJ LIVERPOOLSTREET NIE ODBIERZE. Odebrala. Nie miala penisa. I zdecydowanie jest teraz moja nowa ulubiona kolezaneczka. Nawet spanie pod jedna kolderka nie bylo AZ takie nieprzyjemne (szybko przelamalysmy pierwsze lody 0.7l gorzkiej zoladkowej i wspolna nienawiscia do obrzydliwego, zielonego hummusa).
Kolejny stres tak naprawde zdarzyl sie dopiero ostatniej nocy, wiec dojde do niego na koncu.

Pierwszy dzien spedzilysmy na chodzeniu. Caly Londyn wzdluz i wszerz przeszlysmy na nozkach, zahaczajac o Soho z dziwnymi tajskimi kluskami, moj ukochany Postman's Park, dlugi Queen's Walk.. i konczac w Starbuniu (lansik sto pro). Odpowadzilam grzecznie Kasie do pracy, skad tez odebral mnie pozniej Tomasz z Ula. Impreze zakonczylismy przejazdzka dorozka, w ktorej koniem jest rowerzysta (wiecie o co chodzi) przez centrum Londynu, az do mega ekskluzywnej restauracji, do ktorej (bez pytania, normalka) wzial nas Tomek. Powiem tak - same przystawki kosztowaly 10funtów, a kible byly wieksze od calego mojego domu.
Czwartek zaczal sie spokojnie. @sernikzpieprzem wziela mnie pod swoje opiekuncze skrzydla i razem zrobilysmy kolejne miliard kilometrów. Tym razem Camden, spacer do centrum, zagubka przy Islingtonie, OBRZYLIWE jedzenie u obrzydliwego Turka i czekanie na @mingera, az przestanie sie wlóczyc z panami superwajzorami. Emocje i szal zaczal sie dopiero poznym popoludniem, razem z SMSami od Allie, a pozniej jej zaproszeniem mnie na Fejsiku (jako 100% psychofanka mialam z tego nie lada radosc).
No i koncert.

Koncert MIAZGA.

Nigdy nie przezylam czegos tak zajebistego, a widzialam Ingrid juz kilka razy. Tym razem grala w starym kosciele. Akustyka niesamowitosc. Dobre miejsca. Set lista idealna. No i pozniej eskorta pana Steave'a do malego baru (ktory mial byc VIP roomem, ale chyba jednak tak do konca nie byl, bo zebralo sie tam mnóstwo artystów hipsterow +plus przyszly maz @mingera). Allie mowila, ze chciala tez wywlec Ingrid na spotkanie z VIP fanami (TO JA), ale jednak sie nie odwazyla, wlasnie przez tych brudasow, ktorych bylo po prostu za duzo.
O dziwo az tak bardzo nad tym nie placze, pogadalam z Allie, pogadalam z Bess, spotkalam znajomych z zeszlego roku i wreszcie sprobowalam Cidera.

Generalnie wyjazd lodzio miodzio.
Dorzucam kilka sweet foci i lece pakowac sie na jutrzejsza Teneryfe.



kierunek - memmingerberg ;)





kasiowe lozeczko, za ktorym tesknie.





Postman's Park (Closer)



Podejrzane, tajskie kluski.



Rowerzystowa Ryksza



Swieta na Oxford Street





Fancy knajpa z fancy jedzeniem.







Ale macie wilcze oczy, laski!





Magic Stars na lotnisku.



Wasza Kesza.

{3}

19 listopada 2012

Wrocilam.

Nawet nie wiem, czy mam cos do powiedzenia. Nie bylo jakos szczegolnie niesamowicie, nie robilam szalonych rzeczy, nie skoczylam ze spadochronem, nie uprawialam seksu na plazy z trzema Murzynami. Dla mnie Teneryfa to jak powrot do Domu. Duzo dobrych chwil, kilka porzadnych wzruszy, jedna spora najebunda i picie szotów z wlasnego cycka (don't ask). Milosc do Petii, zawód Tomkiem, wizyta w Hotasie, jedna napasc przez bezdomnego Hiszpana, ktory chcial mnie zabic/zgwalcic/okrasc/wszystko, jedna propozycja trójkata od niemieckiego malzenstwa z sasiedniego hotelu, jeden tatuaz*, jedna wizyta na plazy, jedna ulubiona piosenka. I to wszystko. Dla was nuda, dla mnie najlepsze 7 dni od baaardzo dawna. Ale nie wydarzylo sie nic takiego, co zasluguje na notke. Po prostu szczescie i tyle. Kocham Teneryfe. Bylo spokojniej, normalniej niz zwykle. Wszyscy troche doroslismy, nie bylo parcia na chlanie do 3am i plywanie nago. Z Tomkiem kontakt sie tak rozluznil, ze juz w ogole go nie ma. Z Petja wiez, jakbysmy nigdy sie nie rozstaly. Poznalam jej italiano mezczyzne, zaprzyjaznilam sie z italiana Valeria, praktykantka w hotelu obok. Garsc cudownych ludzi, worek wspomnien.

*niezrobiony ;)



















Pozdrawiam,
Wasza Kesza.

{6}


wiecej








Tweets by @kadinaja