06 listopada 2011


Moj nowy, aktualnie bardzo zyciowy problem : jak nie tyc w zwiazku. Nie jestem pewna, czy to dotyczy tylko mnie i Stodulaka, czy to zagadnienie dotyka tez inne pary.. ale jest to zdecydowanie uciazliwe i chcialabym jakos sie z tym uporac. Od kilku dni prowadze male obserwacje i badania nad naszym zachowaniem, szukajac przyczyn roztycia. Oto do czego doszlam:
1. Przede wszystkim wiecej jemy, a mniej sie ruszamy. Wiekszosc dni spedzamy w domu (bo zimno, bo jesien, no i bo blisko do lozka.. ale tez LODOWKI!). Co chwila jakas kanapeczka, albo przekaseczka sie trafi. Od tego nicnierobienia, czasami ktoremus z nas (najczesciej mnie) zachce sie pozytecznie spedzic czas.. i to takze prowadzi do grzechow zywieniowych. Bo naturalnie nie skrecamy mebli, nie wycieramy kurzy.. tylko gotujemy. Zaczyna sie - smazenie schabowych (zeby Art zobaczyl jaka ze mnie bedzie dobra zona - ziemniaki ubije, kotlety usmazy, marchewke zetrze.. itp.), robienie spaghetti (nie jadlam od SIERPNIA [no kydyn']), bo to najszybciej a Artur jest glodny, pieczenie szarlotki mojej babci (bo Mama dostala duzo ekologicznych jablek od sasiada no i co tu z nich zrobic, zeby sie nie zmarnowaly?), albo tworzenie tiramisu (bo Arturowi sie tak jakos dzisiaj zamarzylo). No i jak juz sie to wszystko zrobi, wymiksuje, wystoi w kuchni przez kilka godzin - to JAK MOZNA NIE SPROBOWAC? No ale tylko taki jeden kawaleczek, taki malutki.. Mmmm jakie dobre. Boze, jaka ja jestem wysmienita kucharka. O slodki Jezu. No dobra, jeszcze troszeczke. Oooostatni!
2. Kolejnym powodem jest (lekka, ale typowo babska) zmiana myslenia. No dlaczego mam sie hamowac? Przeciez kilka centymetrow w-te-czy-wew-te nic nie zmieni. Zreszta, on tez tyje. Najwazniejsze jest to, ze sie kochamy! A WUJA! 
3. Dodatkowym problemem moze byc takze fakt, ze najczesciej jemy razem, a to moze lekko zaburzyc moj poglad na proporcje. NA PRZYKLAD widze Stodulaka, ktory robi sobie szesc kanapek, wiec to daje mi pozwolenie na zjedzenie czterech. Again, A WUJA! Aczkolwiek jedyne, czego nie moge sobie zarzucic to wlasnie chleb - konsekwentnie wpieprzam chrupkie pieczywo Wasa, nawet kiedy slina scieka mi po twarzy az na ziemie, na widok maselka rozsmarowywanego na swiezej buleczce Artura. Brawo, Kaju. Brawo po stokroc.

Strasznie mnie to meczy, bo o ile bycie w zwiazku jest okej, o tyle -jak wiadomo- ja mam paranoje na punkcie odzywiania, tycia, proporcji i (nie bojmy sie uzyc tego slowa) TLUSZCZU. W zeszly poniedzial (Halloween) wyciagnelam Stodulskiego na basen. Niestety nastapila mala zbieznosc interesow, bo oto on chcial sie pluskac, a ja nakurwiac zabka i chusc. Po kilku minutach wodnej klotni doszlismy do porozumienia. Z facetami trzeba jak z dziecmi. Sposob, zeby naklonic Artura do przeplyniecia chociaz kilku basenow? Jestem pewna, ze nie dasz rady plywac 20min bez przerwy. Moge sie zalozyc! A o co sie zalozylismy? Naturalnie o obiad..

Artur i ja 2011

Artur i ja 2012

Milej Niedzieli!

EDIT: 
Napisawszy notke, zrobilam codzienny obchod po innych blozkach. Weszlam do Bezukowej i od razu jestem glodna. Wezze schowaj te kanapki! :( 

{7}

13 listopada 2011

Nadeszly czasy kontrolowanej beztroski, nudy i lenistwa. Na dworze jest tak paskudnie, ze nikomu chyba nic sie nie chce. A przeciez trzeba. Staram sie nie popasc w spiaczke i chodze do banku, wywoluje zdjecia do albumu/na sciane, zalatwiam od-dawna-odkladane-rzeczy i chodze na basen. To znaczy na basenie bylismy raz, ale PLANUJEMY pojsc znowu. Jeszcze w zeszly weekend slonce swiecilo na tyle, ze udalo sie nam wyjsc na rolki - prawdopodobnie ostatnie w tym roku. Niestety ten Wochenend(e) nie zaprasza do zadnych form aktywnosci, ktore wiazalyby sie z wyjsciem z domu lozka. Dlatego tez w ciagu ostatnich 10 dni, dwa razy zrobilam przemeblowanie (i to takie totalne, przy czym za drugim razem odkrylam, ze po godzinie pracy w pocie czola efekt jest niemalze identyczny, jak miejsce w ktorym zaczelam. Tylko lampka nie stoi po prawej, tylko lewej stronie lozka. Well done!).

Czasy kontrolowanej beztroski nadeszly, gdyz skonczyl sie mi ostatni kurs i na szczescie, badz i nie - nastepny zaczyna sie 5grudnia. Oznacza to dla mnie trzy tygodnie freedomu, ktory nie do konca wiem, jak wykorzystac.
 (tu nastapila 10min przerwa w pisaniu, bo przypomnialo mi sie, ze pisala do mnie jakas kobiecina z blizniaczkami, szukajaca pomocy, a ja tak troche zapomnialam jej odpisac. Oh well, mam nadzieje, ze wciaz jest zainteresowana!) 
Naturalnie wciaz zajmuje sie Klockiem, ktory rozwija sie w tak szalonym tempie, ze co tydzien zaskakuje mnie czyms nowym. Ostatnio jest troche bardziej humorzasta, bo (chyba) wyrzynaja jej sie zeby trzonowe (czy cos) i ciagle placze. ALBO moze psuja sie jej juz te zebiska, bo matka wciaz wpycha w nia slodycze. Ostatnio myslalam ze mnie chuj strzeli - na obiad kawalek serniczka, na deser kinder czekolada, a jak sie przewrocila i zaczela plakac, pocieszala ja zelkami. NOZ KURCZE! 
9 grudnia ma urodziny, na ktore zostalam juz oficjalnie zaproszona (nie wiem sama co to ma byc, obiad jakis, czy Party Machen..) i ciesze sie strasznie, tylko nie wiem co mam jej kupic. Raz juz z Polszy przywiozlam jej baczka, ktory teraz ma w domu oficjalna nazwe Kaja's Geschenk i wszyscy bardzo go lubia (wszyscy, czyli Klocek herself). Teraz tak sobie wymyslilam, zeby jej dac taka magiczna maszyne, ktora produkuje banki mydlane. Taki pistolet jakby, wiecie o co chodzi. Tylko za cholere nie wiem ani gdzie to kupic, ani - co gorsza - jak sie to magiczne urzadzenie fachowo nazywa. Anyone? 

Generalnie to moja przyszlosc zaczyna sie troche klarowac i o ile pomysl wyjazdu do pracy z Acttivem wciaz siedzi mi gdzies w zakamarkach umyslu (Petya i Tomas WCIAZ TAM WURWA SA!), o tyle uksztaltowal sie chyba moj plan STUDIA. Bylam nawet ostatnio na Uniwersytecie na rozmowie u jakiejs milej pani Beraterki, zadawalam duzo pytan, dostalam duzo ulotek i jesli wszystko pojdzie dobrze (a musi), od przyszlego Oktobera bede studentkom. 
Nie chce za bardzo wybiegac w przyszlosc, no bo KURCZE, kto mnie zna, wie ze orlem nie jestem, tylko raczej leniem i nierobem. Jakze wiec mam poradzic sobie z systematyczna nauka? Nie zastanawialam sie jeszcze nad tym. Pozyjemy, zobaczymy. Na razie w sumie moim priorytetem jest glupi Test DaF 9 lutego. Czesci pisemne, czytanie i sluchanie z reguly wychodza mi (zaskakujaco) dobrze. Gdyby tylko nie ta czesc ustna, w ktorej siedzisz w sluchawkach, z mikrofonem przed nosem i mowisz do komputera, otoczony 17 innymi osobami, ktore w tym samym czasie tez mowia do komputera.. Glupio to wyglada, glupio sie czlowiek przy tym czuje i w ogole wszystko jest glupie. Ale mam jeszcze 3 miechy. Dam rade. 

Jest 13:28. Mysle, ze to moze byc dobry czas na wyjscie z lozka i napicie sie kawy. Stodulak chyba zapadl w jakas spiaczke, bo nic go nie ruszy. Ani moje w klawiature walenie, ani telefon, ani tez rzucony przeze mnie tuz nad jego uchem luzny komentarz : "Ojej, juz trzynasta!" Odpowiedzial chrapnieciem. 

Przy takim obrocie spraw, nie pozostajemi do powiedzenia juz nic innego anizeli :
Dobranoc! 
Wasza Kesza.

{4}

18 listopada 2011

Odbija mi. Mam za soba naintensywniejszy weekend ever. I tak sie, prosze Panstwa skonczylo gadanie o KONTROLOWANYM LENISTWIE. Nagle we wtorek odezwaly sie dwie, niezalezne od siebie babki, na gwalt potrzebujace Kindermädchen. Klocek sie rozchorowal, wiec mialam wiecej wolnego (w chorobie najwyrazniej dzieci potrzebuja tylko Mam, Kaj juz nie!) = moglam chodzic na Job Interview'y. 

Interview pierwszy - kobieta z ogorem w dupie, strasznie spieta, typowa Niemka. Dzieci rozkoszne i w fajnym wieku, bo 3 i 6. Dwie dziewczyny - Pippa(!) i Viktoria. Ich mama postanowila zatrudnic mnie na probny, sobotni wieczor, juz na podstawie moich mejli. Troche mnie to przerazilo, bo JAK TO - zostawiac dzieciaki na noc z obca osoba, tylko dlatego ze wydaje sie spoko przez internet? Szalenstwo. W sumie troche jej to nawet oznajmilam (kiedy jednak postanowila zaprosic mnie do domu, na zapoznawcza herbatke). Ze oczywiscie, chetnie przyjde ale moze jednak nie tak pozno, tylko chwile wczesniej, wykapiemy dzieci RAZEM (chciala, zebym sama wrzucila bekarty do wody, podmyla im tylki, namydlila oczy, splukala woda, ubrala w pizamki i wyslala do lozek), zeby sie choc troche przyzwyczaily sie do mnie, zanim Mamusia pojdzie na piwo z kolezankami. 
Jednakowoz chyba moja szczerosc nie przypadlo owej kobiecie do gustu, bo dzis rano napisala, ze sorawa, Pippa chora, impreza odwolana, we'll be in touch. Oh well. Jesli tylko dzieki temu udalo mi sie uchowac jej dzieci (i siebie) od uszczerbku na zdrowiu psychicznym - trudno. Poniose konsekwencje. 

Interview drugi - Kaja NATURALNIE 10min spozniona. Spotkalysmy sie (o dziwo) w kawiarni, czyli neutralnym gruncie - nie ognisku domowym mojej przyszlej pracodawczyni. Pierwsze co przyszlo mi do glowy na jej widok (kobiety, nie kawiarni) to bardzo rasistowski zart, o ktorym TU nie wspomne (chociaz strasznie mi sie podobal. Rasistka nie jestem, ale akurat to bylo troche smieszne, ugh!). Katra jest z Somalii, ma dwojke dzieci (2 i 4), od 17lat mieszka w Londynie i pracucuje in fashion (PRAWIE TAK JAK PAULL ;)). Troszeczke mam obawy, ze jest psychiczna, bo po 5min rozmowy powiedziala, ze JAKBY CO, TO MOGE U NICH CZASAMI NOCOWAC, uzywac jej laptopa itd., jakbym kiedys byla w miescie i widziala cos ladnego, co pasowaloby do ich domu to MOGE TO KUPIC, a ona mi odda kase. No i ze wiesz, Kejża (to ja) ja nie szukam tylko Babysitterki, tylko kogos, kto bedzie czescia rodziny. Takiej mlodszej siostry. Przyjdz do nas w niedziele, to poznasz moje dzieci, na pewno sie polubicie. 
No spoko. Sama milosc. Ale no kurde. Jak po pieciu minutach mozna komus mowic, ze nawet jesli nie bedziesz u nas tego dnia pracowac, tylko na przyklad bedziesz gdzies w miescie ze znajomymi i sie upijesz, to mozesz przyjechac do nas i spac na kanapie. Rozumiesz? 

Generalnie to oprocz tego wszystko jest ok. We wtorek bylismy ze Stodulakiem na basenie. Dzisiaj robimy brzuszki, jutro idziemy biegac. (+ na dzis kupiona hot chocolate i marshmallows, w niedziele bedziemy piec pizze. ALE CICHO!) Wszystko jest cacy. 

Pozdrawiam Was i caluje,
i kocham, i mam dobry humor.
Wasza Kesza Kejża


{3}

28 listopada 2011

Za nami szalony weekend. Kiedys wydalby sie zupelnie normalny i niczym-nie-rozniacy-sie-od-innych, ale poniewaz ostatnio kazdy dzien spedzam w cieplym lozeczku (i pelna micha zarcia), ostatnia Sobota i Niedziela byly wyczekiwane i zaznaczone w kalendarzu od kilku tygodni. 

W Sobote wybralismy sie (spontan sto pro) ze Stodulakiem na Wieze Olimpijska. Ja osobiscie bylam na niej chyba juz milion razy. A on, ktory mieszka w Monachium jeszcze dluzej - nigdy. Wjazd kosztuje tylko 4€, a przy ladnej pogodzie z góry widac nie tylko panorame calego miasta, ale tez Alpy. Spedzilismy tam chyba z poltorej godziny. Oprocz tarasu widokowego, na czubku znajduje sie tez mini - Rock Museum (zdj. znalezione w internecie, nie moje). Mozna tam zobaczyc pianino Eltona Johna, perkusje Beatlesów, spodnie Freddy'ego Merkury i inne "ciekawostki". Plus jakis miliard biletow na koncerty gwiazd, ktore wystepowaly na Stadionie Olimpijskim, zdjecia, autografy. W kacie stoi stara szafa grajaca (dwa utwory za 1€ ;D). Puscilismy sobie kilka, a pozniej siedlismy na lawce niedaleko i sluchalismy piosenek innych ludzi. Za nami zachodzace slonce nad Monachium, generalnie miodzio. 

Wieczorem wybralismy sie na Andrzejkowo-Pasingowa impreze. Duzo dziwnych ludzi, duzo dziwnego alkoholu. Wrozenie z wosku (Eduard zjadl moj rezultat :< ale jestem prawie pelna, ze wyszla mi twarz Wilkolaka!). Nie pytajcie dlaczego zjadl. Chyba w pijackim amoku wydawalo mu sie, ze to kawalek ciasta. Czy cos. 


// Poniewaz mam goraczke i wielkiego lenia, nie bede kontynuowac tych bzdur. Urwe noteczke w polowie zdania, zostawiajac Was z niedosmakiem, stekiem zdjec i filmikiem przedstawiajacym Adriana i jego reklame polskich koreczkow. Enjoy! 









(UFO!)







{10}

30 listopada 2011

Trzy sprawy. 

Po pierwsze: nowa piosenka Ingrid Michaelson. Katuje ja od rana do nocy (na zmiane z Gotya) i zdecydowanie jest moim przebojem listopada. Polecam, chociaz jest troche(?) inna niz wiekszosc jej poprzednich utworow. Ale kto sie Ingrid interesuje (czyli JA), wie ze lubi eksperymentowac z muzyka. Jaram sie anyway. 


Po drugie: gdyby komus przyszlo do glowy zerknac sobie na trzecia czesc Zmierzchu (Breaking Dawn) - zdecydowanie odradzam wycieczki do kina. Szkoda kasy. Ja nie zamierzalam ogladac w ogole, ale wczoraj umierajac na nude zobaczylam, ze leci online na j.tv i sie skusilam. Polecam scene slubu, seksu i ostatnie 5minut. Reszta to jakas pomylka. 

Po trzecie: moje Thanksgiving. 
Jak wiadomo, Swieto Dziekczynienia w USA wypada w czwarty czwartek listopada, a w Kanadzie w drugi poniedzialek pazdziernika. Poniewaz sa to dni robocze, a moi znajomi sa mieszancami - zostalo ono (to swieto) oficjalnie przelozone na 27.11 (tj. ostatnia niedziele). Dla mnie i wiekszosci zaproszonych bylo to pierwsze Swieto Dziekczynienia EVER, wiec jaralam sie tym niesamowicie, naladowalam aparatowe baterie, nie ruszylam sniadania (co by w brzuchu zrobic miejsce na indyka), wystroilam sie w czerwony leggins, chwycilam Art'a za jedna reke, Tiago za druga i razem z nimi wyruszylam do miejsca, gdzie owy Thanksgiving Dinner sie odbywal. 
Oprocz jedzenia jaralam sie tez ludzmi, ktorych tam zobaczylam. Ostatnio naprawde rzadko wychodze z domu, a juz na pewno super rzadko spotykam sie z ludzmi z ToyTown. Nacykalismy sobie zdjec, wypilismy miliard litrow wina. Bylo cacy. 


Zgodnie z zasada "Jak nie przejesc sie podczas Wigilii", nie latalam z micha co chwila, zeby sprobowac czegos nowego, tylko nalozylam wszystkiego po trochu tak, zeby zmiescilo sie na talerzu. Zaluje troche, ze zarlo nie bylo podpisane, bo wlasciwie nawet nie wiem, co jadlam. To, co pamietam to (od lewej): szpinak, indor, marchewka. Gdzies tam jeszcze jakis makaron, stuffing do turkeja i resztki cranberry sosu. Om nom nom nom nom. 


Moj czerwony leggins i chude odnóza Tiago.



"Oj nie, nie. Za ciasto dziekuje!




Plus, na deser, pionowe Tiagove Love. 


Za chwile wiekszosc zdjec z niedzieli i tak bedzie dostepna na fejsie.. Chcialam tylko pochwalic sie nimi na blozku, zanim zobaczy je caly swiat.
Tymczasem oddalam sie do kuchni smazyc cukinie i kurzecego cycka, bo chyba juz czas na obiad i Kajowy brzuszek domaga sie czegos cieplego. Dzis caly poranek przesiedzialam u Klocka, jutro ide (znowu) do Murzynow. Dzis na 21, tradycyjnie juz wpada do nas Stodulak, na MODELKI. Siadamy sobie we 3 przed telewizorem (Stodulak, mama Ewcia i jo). Zremy salate i smiejemy z Ani Balon. Good times, good times. 

Podrawiam, 
wasza Kesza. 

{4}


wiecej








Tweets by @kadinaja