08 października 2014

Mam taki dziwny talent, ze potrafie z latwoscia dopasowac piosenke do roku w ktorym byla hitem. Z historii zawsze bylam noga, wkuwalam daty wszystkich bitew i unii, albo pisalam sciagawki. Kiedy ktos zapyta mnie w ktorym roku Paula byla ze mna nad morzem, albo Karolqa w Monachium - zastanowie sie przez dobrych kilka minut, zanim odpowiem. Ale jesli ktos pusci mi Nelly Furtado Forca, albo Oh oh Lumidee, albo jakakolwiek piosenke Ashanti - automatycznie wzdechne, Oh! Lato 2004. Nie mam pojecia jak to dziala. Czesto lapie sie na tym, ze najpierw pomysle, a potem zaczne kwestionowac wlasna teorie czasowa. Czy to na pewno bylo wtedy? I na koniec zawsze okazuje sie, ze mialam racje. Dodajmy to tylko do listy moich dziwnosci i wypaczen. 

Jutro minie 10 miesiecy od kiedy zamieszkalam na Teneryfie. Patrze na swojego kota bez imienia, ktory sennie czysci sie za uszami (pozycja rozjebana na pol lozka, oczy zamkniete, lewa lapa w pysku, zasliniona, ciach prach i juz jestem czysty, moge spac dalej [koty to maja zycie]). Drugi dzien off w tym tygodniu, od 7 rano jestem na nogach, bo oto nareszcie nadszedl dzien mojej wizytu u lekarza. Tutaj da sie umrzec na najzwyklejsze przeziebienie. Przeciez moja historia zoladkowo-anemiczna zaczela sie ponad miesiac temu. Zdazylam dwa razy byc na pogotowiu, raz pod kroplówka.. a dopiero dzis pobrali mi krew* i mocz (tak tak, fujcia, wiem). Mam nadzieje, ze to koniec mojej przygoty z lekarzami tu. (Jesli mam wirusa eboli / HIV / downa / cokolwiek, dowiem sie o tym za 10-15 dni roboczych [tyle sie czeka na wyniki analizy, mamusiu..])

* Grupa mniej wiecej 40-50 osob, wszyscy z numerkiem na ósma rano, stoja nawet nie w kolejce, tylko wielkiej rozjebanej kupie, chuchaja sobie nawzajem w karki i twarze, a pani Krysia (albo inna Carmen, w koncu to Hiszpania) wykrzykuje kolejno nazwiska. Weszlam o 8:57. Kolejny pokoj, tym razem kolejka na 10 osob. Szybkie potwierdzenie tozsamosci, wchodze do pokoju wielkosci malej sali gimnastycznej. Tam w rzadku jakies dziesiec stolikow, przy kazdym pobierana jest krew. "Pielegniarze" bez kitli, biezacej wody, czystych rak. Raz dwa, nastepny. Wygladalo to z boku jak jakis Speed Dating

Kiedy o 11 wrócilam do domu (pozdrawiam TITSA i super wysoko rozwinieta komunikacje miejska na Teneryfie), zamiast odsypiac, rzucilam sie w wir sprzatania i przedekorowywania (co?) domu na sezon Jesienny. Juz tak bardzo nie grzeje, da sie zyc, oddychac, a pod wieczór nawet czasami troche zawieje. Dzisiaj tylko 25°C. Licze ze do grudnia uda mi sie chociaz z raz zalozyc moja nowa bluze z Myszka Miki (ktora mialam na sobie tylko dwa razy, w zeszlym miesiacu, kiedy za oknem szalal huragan i dwa tygodnie temu przez 10 min, kiedy razem z Przemkami wybralismy sie na wulkan Teide, gdzie tez zawsze jest wypizdówa i zima). 

Jesli jeszcze nie ogladaliscie Begin Again, to polecam, razem z Soundtrackiem**. Nareszcie jakis film, ktory nie byl juz od samego poczatku mega przewidywalny i oczywisty. 
** Begin Again OST : http://youtu.be/G5_9YPRJ7aw

Nie bede narzekac, ze nie wiem co zrobic z zyciem, bo przeciez juz wszycy o tym wiecie. Powiem tylko, ze od tego tygodnia do hotelu przybywaja nowi Szwedzi (turysci i animatorzy, klauny, singerzy). Nie wierze w uplyw czasu. Wczoraj pol nocy szukalam mozliwosci wyjazdu do pracy do USA i z wielkim smutkiem stwierdzam, ze jedyna realna opcja to Au Pair (o ile nie jestem za stara). Troche mi sie to nie podoba, jak ja mam podbic swiat nianczac kolejne, cudze dzieci? Musze jeszcze raz dobrze przemyslec swoj master plan.












wszystkie zdjecia (poza ostatnim): weheartit.com

Pozdrawiam, 
Wasza Kesza. 

{4}

15 października 2014

Czy tylko ja jestem na tyle zalosna, zeby w przerwie w pracy (po 10 godzinach) wrocic na chwile do domu, pocwiczyc, wlozyc do ust kawalek czekolady z orzechami, pozuc go przez chwile, a pozniej wypluc (kalorie i tluszcz, no przeciez)? Nastepnie wieczorem w pracy wypic z Kristel cala butelke Sangrii (1.5l!), a po powrocie do domu o polnocy rzucic sie na lodowke i zjesc wszystko, co sie do zjedzenia nadawalo? Skonczyly sie czasy chudosci i samouwielbienia. Tak naprawde to lubilam miec zapalenie zoladka. Bylam chuda chudziutka, trzy tygodnie tylko na sucharkach i wodzie, zero kawy, zero wszystkiego, o dziwo zero alkoholu tez jakos specjalnie mi nie doskwieralo. Jestem chora psychicznie, patrzylam na siebie w lustrze, twarz blada i sucha, totalna awitaminoza.. ale brzuch taki plaski, dupa taka mala. 

Siema kawa z rana i wino na noc, jestem juz zdrowa, o! malo orzechowe w promocyjnej cenie!

**

Po 8 dniach superpracy (czuje sie jakby minal przynajmniej miesiac) nareszcie mam wolne. Zabieram sie za sprzatanie mieszkania na przyjazd Mamy Ewy, a w miedzyczasie zatapiam sie w przeszlosci (today's theme: 2009), slucham jesiennej muzyki i skladam pranie. Mysli ukladaja sie w przedlugie zdania bez konca, kot mruczy gdzies w moich stopach (dzis obudzilam sie z jego pyskiem pod pacha). 

Jakos tak dziwnie sie czuje. Nawet nie self-hejt, nie smutek, nie radosc. Patrze na siebie w lustrze i krece glowa z dezaprobata. Nie chce mi sie odpisywac na wiadomosci na whatsuppie, nie ciesze sie na nic. Szukam informacji na temat paro i pracy w (...). W brzuchu mi sie kotluje, bo oto postanowilam sprawdzic, czy rzeczywiscie mam nietolerancje laktozy, czy sama ja sobie wmówilam (nie jestem pewna).

W gre wchodzi tylko Warszawa, Monachium i Stany (typowa dla mnie rozbieznosc geograficzno-pomyslowa), ew. dalsze spelnianie marzen na Teneryfie. Od przed-przed-przed wczoraj 4 miesiace left na dezycje. Jestem spokojniejsza.

O drugiej w nocy zygzakiem wspinalam sie pod góre do Petyi, bo potrzebowala przyjacielskiego poklepu po plecach. Siedzac u niej i pijac zimne kakao (alkoholowi w koncu powiedzialam nie, dziekuje, [za duzo tego jak na jeden raz], a przeciez o suchym pysku siedziec nie przystoi) myslalam sobie: No i jak mogloby mnie tutaj NIE byc? Petya jest tak samo moja przyjaciolka jak Bulka, czy Skiba. Wyobrazalam sobie te sama sytuacje w kazdym innym rownoleglym wszechswiecie: ona dzwoni, Ty podnosisz pijana dupe i biegniesz na psychiczny ratunek. A jednak mimo wszystko te przyjaznie TU sa inne. Moze dlatego ze jezyk, moze dlatego ze kultura, a moze dlatego, ze mimo wszystko jednak bardziej lub mniej nowe. 







Boli mnie ciagle bycie z daleka od wszystkiego i od wszystkich.
Kacowy belkot. 
Moglabym pisac i pisac bez konca.
.
.
Pranie sie skonczylo, kawa w sloiku juz dawno wystygla. 

{2}

25 października 2014



Bez Sensu. 




{1}

26 października 2014

Alkohol obudzil we mnie logiczne myslenie. 
Za czym tesknie? Nie za Monachium, tylko za jesienia i zima w Monachium. Za czasami, kiedy stalam na przystanku kolo biblioteki i jechalam do Klocka na pietnasta. Albo za dojczkursami. Za prawie bezrobociem. Dziwnym trafem, w mojej glowie nigdy nie pojawiaja sie czasy harówki w LifeStyle Ladies, czasy Promo, albo Team Meetingów. 
Marzenia o Lublinie? Najczesciej kawa u Kasi, albo spacery z Bulka. Rzadziej wycieczki na Bronowice, do Babci S. w celu konsumpcji schabiacza. 

Takie mam spojrzenie na realnosc, ze w ogole go nie ma. 

Wydaje mi sie, ze w Domu bylabym szczesliwsza, bo tesknie za bardzo konkretnymi momentami. 
Wpadlam w rutyne. 
Budzik na 8:30, prysznic, wlosy, kawa, sniadanie, Mini Club do 16:30, przerwa na drzemke i/albo sport, Mini Disco na 20:30, show do 23:15. I tak w kolo Macieju. Ale przeciez w kazdej pracy jest rutyna. Kazda praca sie nudzi. 

* budzik na 7:30, kawa, prysznic, sniadanie, zimowy Sbahn, treningi na zmiane z Denisem, cappuccino z bäckerei'a obok codziennie o 10:10, kilka PT, pozniej przerwa 12-15, team meeting na M-Freiheit, albo obiad w pobliskiej pizzerii z mama/dziewczynami z pracy. 
Jesli to poniedzialek albo piatek - wycieczka do domu, a po poludniu Klocek do 18. Rutyna.

* budzik na 8:00, prysznic, kawa, sniadanie, Sbahn na Gasteig, trzy godziny kursu, Artur, bezrobocie, wiosna. (marzenie)

* budzik na 9:10, prysznic, sniadanie, AquaGym w Interpalace po drugiej stronie ulicy, pijanstwo i grubosc, spanie 3h dziennie. 

A pozniej teskni sie tylko za tymi dobrymi rzeczami. Lody na patyku i spacery z Klockiem. Wyglupy z Gina i picie Aperol Spritza w godzinach pracy z Gina i Jinus. Czytanie ksiazek w drodze do i z kursu niemieckiego. Deszczowe waterpolo z Polakami w Hotasie (zdarzylo sie raz).

MAM prace marzen, mieszkam w niekonczacym sie upale, mam kota ktory w poprzednim wcieleniu (calkiem niedawno) byl czlowiekiem i kilka najwazniejszych (teraz) osob na miejscu : Tarzan, Petya, Kristel, Kalo i Mary-Anne.

Zawsze bedzie mi czegos brakowalo. Zawsze bede troche niezadowolona. Ale tu i teraz, dopijajac zimna juz kawe na balkonie i dopalajac papierosa (wrócilam po 6 miesiacach bez, tfu!) stwierdzam, ze czas sie ogarnac. 

108 dni do konca kontraktu. Codziennie zmieniam zdanie co do tego, co bedzie dalej. Czy tu, czy tam, czy siam.
Codziennie googluje nowe prace. 
Jedyna pewnosc jaka mam, to Polska w przyszlym czerwcu i lipcu, bo dwa sluby. 
A reszta.. sie ogarnie. Jak zawsze w moim zyciu. Samo sie. 

+ Wczoraj podczas szampanskiej rozmowy z Kalo, sama przed soba (w srodku w Czesiu) przyznalam sie do dwoch rzeczy. Po pierwsze, moja wielka decyzja (wciaz sluszna) o narzuconym sobie singielstwie, poznawaniu samej siebie, nierandkowaniu i skresleniu wszystkich samcow, z cala pewnoscia zrobila mi dobrze.. ale tez z wielkim wstydem stwierdzam, ze czuje sie samotna i chyba jednak duza czescia tych moich dolow i rozstrojen psychicznych jest totalny BRAK bliskiej osoby i meskiej pachy, w ktora moznaby sie wieczorami rankami wtulic.
Dwa, to - mimo tego, ze do konca roku zostalo  66 dni, to ze w 2015 juz MOGE miec chlopaka, wcale nie znaczy ze bede miala. I, ze 1.01.2015 obudze sie tak samo samotna jak i dzisiaj. Czesciowo dlatego, ze zyje w dupie swiata, a czesciowo dlatego, ze podczas tego jednoosobowego roku tak bardzo poskreslalam i poodtracalam wszystkie penisy, ze nawet jesli wystawie cycki za okno i powiesze na balkonie szyld SZUKAM MEZA - i tak nikt sie nie znajdzie.

Tak tez odpowiem sobie tutaj na wczorajsze pytanie dziewczynki z Mini Clubu, a Ty gdzie widzisz siebie za 5 lat?. 
Na tym samym balkonie, z zimna kawa, papierosem i kotem. 

{2}


wiecej








Tweets by @kadinaja