01 października 2013

Znowu śnił mi się Alex Karev/Justin Chambers. Zastanawiam się dlaczego, skąd akurat on pojawił się w mojej głowie. Ale całował tak samo dobrze jak 3 lata temu. I wciąż uważam, że jest dupeczką. 

Warszawka totalnie mnie pochłonęła. Najpierw ten przedzeszły i przedweselny weekend, teraz już prawie tydzień tutaj siedzę.. Piszę trzyjęzyczne CV, jaram się polskimi znakami, w ciągu dnia ćwiczę, gotuję obiady dla zapracowanej Agnieszki i ogólnie przejmuję wszystkie obowiązki typowego Przydupasa. To, co mnie dziwi to jak szybko się tutaj odnalazłam. Zwłaszcza, że jeszcze 10 dni temu, pochylona nad lampką czerwonego wina, krzyczałam do Bzu i Lu, że Warszawa to miasto hipsterów i nigdy jej nie polubię! A tu proszę. Nie potrafię sobie wyobrazić pojutrzejszego powrotu do domu.. i nie wrócenia tu w poniedziałek!
Gdzie moja praca? Jak ja mam być bezrobotna? Wiadomo, przez Teneryfą niczego nie znajdę, a po niej wypadałoby ogarnąć Monachium, dobijający się do mnie Arbeitsamt, odebrać papiery z Uni, oddać Arturowi jego rzeczy i odebrać od niego resztki moich.. wymienić garderobę z letniej na totalnie zimową i... tu pojawiają się schodeczki. Chcę wrócić do Warszawy! Tylko jak to zrobić? Czy to nie byłoby cofanie się? Czy ja sobie tutaj poradzę? Czy nie lepiej zaszaleć i posisnąć do UK, USA, czy innego anglojęzycznego kraju? A może zostać na Teneryfie? Co robić, jak żyć?
Powoli zaczynam czuć spinający moje mięśnie stres, zbliża się podjęcie decyzji. Wczoraj zauważyłam z niepokojem, że w autobusie znów, zamiast na czilałcie czytać Karpowicza, ja tępo patrzę przez okno, a dłonie zaciskam w pięści. Już dawno tak nie było (przy czym dawno to jakieś 2-3 tygodnie). No nie wiem. 
Na razie odkurzam 2 pokoje na Bemowie, ćwiczę z Jilian (dzisiaj chyba przegięłam i umarłam, ale jutro przecież też jest dzień). Swoją drogą, strasznie jaram się tym, że ludzie (nareszcie!) biorą mnie i moje hobby na poważnie. Agnieszka chce, żebym ułożyla jej 3tygodniowy plan diety+ćwiczeń. Agg pyta o moje zdanie w sprawie jakiejśtam dietetycznej książki. Ja siadam do kompa i robię research z czystą przyjemnością; rozpisuję sobie trening na przyszłe dni, gadam do telewizora, a w dni wolne od sportu oglądam filmiki Zuzki, robiąc notatki i zastanawiając się, czy w razie jakiegoś cięższego (czyt. zbyt ciężkiego) ćwiczenia, mogłabym zamienić je na inne. Jaram się tym strasznie. 

Dzisiaj urodziny Artura. Najdziwniejsze, najbardziej niezręczne i najbardziej sztywne "Wszystkiego najlepszego!" jakie było mi dane napisać. Uciekam przez rzeczywistością, znajdźcie mi klina/pracę! 

Pozdrawiam! 
Wasza Warszawska Kesha. 

{5}

06 października 2013

Niedzielny wieczor. Ja, proteiowy shake o smaku milchreis, Ingrid na repeadzie. Dawno czegos takiego nie bylo. Obiad u Babci skonczyl sie juz o 15:00 (to tez nowosc, zazwyczaj obzarstwo ciagnie sie do poznych godzin popoludniowych). Podczas wieczornego joggingu, patrzac na zachodzace, lubelskie slonce, w myslach obiecywalam sobie, ze po powrocie do domu koniecznie obejrze Dzien Swira. Zamiast tego od czterech godzin siedze i zamulam. Moja dawka hiszpanskich odcinkow Friends jest wyczerpana, baterie w mozgu tez. Za 63minuty urodziny Piekarza, za 30 dni Teneryfa, za 11 tygodni(+) Boze Narodzenie. Alez ten czas szybko leci. Mam w domu inwazje chinskich Biedronek (sa zolte, maja piegi, gryza). 

Dzis jest dzien konca: pewnosci siebie, kozaczenia, usmiechania sie do (nie)znajomych. Wiem, ze decyzje, ktore podjelam byly (sa!) sluszne, nie zaluje zadnej z nich. Ale dzisiaj pozwalam sobie na czlowieczenstwo, na kobiecosc, na burze hormonow, ktora nade mna panuje. Kiwam sie w przod i w tyl sluchajac Army of 3, nie placze. Stracilam zdolnosc placzu. Od przyjazdu do Polski nie plakalam ani razu (Bulka za kotara milczenia, nic nie pamieta, tez byla pijana). 

I really wanna love somebody
I really wanna dance the night away
I know we're only half way there, but you take me all the way
You take me all the way
I really wanna touch somebody
I think about you every single day
I know we're only half way there, but you can take me all the way


Dlaczego zycie jest takie.. niestale? (*Bo stalosc Cie przytlacza, Kaju. Bo brzydzisz sie staloscia. Bo od dziecinstwa, jedyne co bylo w Twoim zyciu stale, to godziny posilkow. Szkoly, domy, ludzie, rodzice, przeprowadzki, wybory, przyjaznie, milostki. LUDZIE moga miec stale zycia. TY nie.)
Dzisiaj, patrzac na ten Lublin mialam go juz powoli dosyc, tesknie za Warszawa, tesknie za Odeonsplatzem, tesknie za Arturem. Tesknie za rozowoscia LifeStyle Ladies, lesbijka Gina (ktora na odchodne dala mi swoj najwazniejszy pierscionek z kciuka, cala oznake jej gejostwa, dowod na to, ze kiedys mnie kochala i na to, ze nigdy nie przestanie). Ale teraz jestem tu. Waham sie nad sensem moich mysli, planuje wszystkie ogóły (byc szczesliwa, schudnac jeszcze kilka kilo, podciac wlosy), zadnych szczegolow (praca? mieszkanie? powroty?). Jedyne co wiem, to to, ze za 31 dni o tej porze bede na MOJEJ Teneryfie, moze wreszcie zrobie sobie ten tatuaz, a do Swiat chce zostac w Lublinie. 

Tak, wciaz jestem szczesliwa. 
Tak, mam w glowie z 10 projektow, zadnego nie zaczelam, wszystkie skoncze przed koncem tego miesiaca. 
Nie, nie szukam juz Klina.
Nie, nie wiem co tu robie i dlaczego.
Tak, chce tu zostac. 
Tak, tu jest mi lepiej niz w Niemczech.
Nie, nie zostane w Polsce na zawsze.
W Niemczech tez nie.

No, to nie bylo tak trudno. Wszystko jasne? 





Notka 455. Wasza Kesza.

{1}

16 października 2013

Zalozylam nowego bloga. Do pliku .doc skopiowalam wszystkie, wazniejsze/ciekawsze notki. Ogarniam swoja przeszlosc i patrze na nia z gory, troche jakby z boku. Ach no tak, to jeszcze bylam ja, ta glupia K. Teraz jestem taka inna! Ho, ho, ho ! Szukam pracy, chudne, tak naprawde to juz troche wiem, czego chce, tylko boje sie po to siegnac, zaryzykowac. Boje sie nawet wypowiedziec to na glos, o co tak naprawde chodzi. A jest tego troche. Zdaje sie, ze jestem bipolarna. Up and down, hop i hop, mierda arriba mierda abajo.
Tene juz za 3 tygodnie! 
Dobranoc.
Na razie bez odbioru. (?) 

{2}


wiecej








Tweets by @kadinaja