04 października 2011

Szczerze? Nie umiem przypomniec sobie, jaka bylam kilka miesiecy temu. Jakas Sara, jakis Tiago (czasem wciaz sie spotykamy, 3tyg temu pomagalam kupic mu kurtyne na jesienne wieczory. Ale to nie to samo, co kiedys.). 
Ke$ha, Chin i Wanda troche umarly. Miss Fukushima jeszcze nie, Portugalska dywizja wciaz czasem tak do mnie mowi. Ale serio, nie umiem jakos wyobrazic sobie konstantnego Party Machen, spiewania na karaoke (to wciaz lubie, ale jakos sklad sie rozwalil) i wydawania 12€ na trzy piwa. 
Moja terazniejszosc to sporadyczne piwo/wino na Odeonsplacu, noclegi na Pasingu, spontaniczne i trzezwe (?) wyjazdy nad jezioro (Stanberg rowery 24,5km, Chiemsee pociag za 5€ i wielki chillout na prywatnym pomoscie, oddzielonym od calego swiata.), wszechobecna jednosc (grupowa) i instant smile na twarzy. 

Leniwie odwlekam przerobienie zdjec z jeziornego wypadu, wiec na razie wrzucam UROdzinowy filmik, ktory zrobilam dla ARTura. Pewnie nikomu nie wyda sie tak zajebisty, jak jemu (nam), ale i tak chyba bije od niego pewna slodkosc. Nawet, jesli nie zna sie scen ani chwil na nim przedstawionych (dzien, w ktorym sie poznalismy, wyjazd do Frankfurtu (Ingrid Michaelson) rok temu w maju, nasze miejsca i inne inside joke'i) to chyba widac, ze autorka wlozyla w niego serce i energie, right? Zyczenia na koniec mozecie sobie darowac bo cichuutkie i spersonalizowane. 

Jesli chodzi o ciekawostki z zycia Kaja, to zaczelam dzis kolejny - i ostatni kurs niemieckiego. Jest w wuj inny, niz wszystkie poprzednie, bo skierowany tylko i wylacznie na Test Daf; kazdego dnia robimy cos innego. Dzis - wtorek, 3h w sali komputerowej (bylo widac po mojej obecnosci na Facebooku), ze sluchawkami jak-do-skype na uszach i mowienie, tak naprawde to do samego siebie. Kazdy w tym samym czasie, nauczyciel nie slyszy. Potem to sie nagrywa, a ty sobie sluchasz, jak wypadles (straaaaszne). Jutro mamy gramatyke. W czwartek - pisanie. A w piatek (moj ulubiony dzien, tak czuje) - nadajemy na Online Chacie, prosto ze swoich domow. LUBIE TO! 

Lece na Wspolna. Caluje, pozdrawiam. 


PS. I te wszystkie przesweetasne piosenki.. What have I become, something soft and really quite dumb ('cause I've fallen.. cause I've fall.. faaaallleeeeeeeeeeeen.... lalala).


{10}

07 października 2011

Jak to mawia Olusiex - nareście piatek! I, chociaz nie lubie tego dnia tygodnia (dzieci od 15 do 00), to jednak cieszy mnie ten fakt. Bo jutro sobota. No i teraz dochodzi jeszcze jeden pozytywny aspekt piatku - Freitag ist Online-Tag. Rowno o 9 rano, z kubkiem cieplej i poslodzonej (!) kawy zasiadlam do biurka i przez godzine chatowalam ze swoja grupa + nauczycielka. Teraz teoretycznie powinnam jeszcze robic jakies cwiczenia, ale mam na nie czas do wtorku, wiec nie ma pospiechu. Moglabym sie tak uczyc codziennie. Wstawanie o 7:30 + 40min w Sbahnie VS wstawanie o 8:50 + 45min na Chacie. NO KURCZE.

Skonczyla nam sie ladna pogoda. Od dzisiaj (wlasciwie wczoraj po poludniu) jesien 100%. Wkroczylam w nia siedzac w duzym pokoju z Arturem (JANUSZ W PRACY!) i ogladajac Jaka to Melodia. I jedzac zupe. Zupy sa spoko. Artur tez w sumie jest spoko. Ogolnie, wszystko ostatnio jest spoko. 

("Jestes spoko. Ale nie tak, jak pasztet z pomidorem-malinowka, albo watrobka z cebulka, albo swieza bulka z twarogiem i miodem. Tylko bardziej. W chuj.")

Po raz pierwszy od niepamietamjuzsamakiedy jestem sama w domu. Micha cieplej owsianki, nowa Beyonce i chyba za chwile pogram sobie na ukulele. Albo nie, jednak na mojej odnowionej przez Adriana gitarze. Kiedy weszlam z nia do sklepu, obsluge przeszly dreszcze. Nie wierzyli, ze takie starocie jeszcze istnieja. Ale struny zostaly zmienione, gryf wyczyszczony, calosc nasmarowana jakims pachnacym woskiem, czy innym specyfikiem. I moge nakurwiac. 

Dzisiaj Noah na 15, a na nocke jeszcze Klocek. Juz mialam odmowic, no ale kurcze. W sumie nalezy sie im (rodzicom) jakies wyjscie czasem. Trzeba dbac o malzenstwo, od czasu do czasu wyjsc gdzies bez placzacego pod pacha dziecka. Wiec ide. Piatkowy Pasing (tradycja) przelozylam na sobote i ide. 

Zabuchowalysmy z Mama Polske. 17grudnia - 28grudnia. 11 dni Kaja, radosc i szczescie. Juz nie moge sie doczekac tych pierogow z kapusta, suszu, mandarynek pod choinka i sluchania od prababci, ze mam grube udka
Plus pierwszy sylwester w Monachium, tym tez sie jaram. Trudno bedzie pewnie NIE BYC w Lu, nie upijac sie polska wodka i nie leczyc kaca na obiedzie u Dziadkow.. Ale mysle, ze nadszedl czas na spedzenie go tu. Chcemy wynajac domek gdzies w Alpach (przeniskie ceny!) i spac przy kominku. Zobaczymy, czy sie uda. 

+ wrzucilam kilka zdjec z ostatnich tygodni na Fejsa. Zapraszam i polecam. 







{5}

10 października 2011


Byebye, ogonie :P

Ot, taka ciekawostka z zycia Kaja. Plus jestem strasznie zmeczona. Dlaczego kazdy weekend = prawie zero snu i wieczne wycienczenie? Przyjemne, but still. 
Mam jakis EMO - wisielczy humor. 
Dodupy. 
Dobranoc. 


{9}

15 października 2011

Tak, zycie w zwiazku jest fajne. Mozna sie poprzytulac, mozna sie poklocic, mozna czasem pocalowac albo pouzalac na bolacy brzuch. Ale niestety jest tez bardzo nudne (w sensie monotonne - ciagle tylko sie spotykamy i miziamy, laaame!). Blozek umiera, bo totalnie nie mam o czym pisac. Nic szalonego sie nie dzieje. 
Wiadomka, byly ostatnio te wypady jeziorowe, urodziny, albo spotkania w Irish Pubie.. ale to wszystko nie jest godne opisywania. O Klocku i Dzieciak tez juz sie wypisalam. Kurs niemieckiego jest spoko, ale w tym tygodniu troche mi sie powagarowalo, wiec nie moge powiedziec, zebym jakos szczegolnie duzo sie nauczyla. 
Pogoda sie psuje, zaczyna byc zimno, wiec podczas biegania odmarzaja mi raczki i nozki. Nie mam czego sluchac (kompletne wyczerpanie muzyczne, poleccie jakies dobre zespoly), wiec czytam duzo ksiazek. Nudnych bo nudnych, ale chociaz po niemiecku. 

W ramach rozrywki moge zaoferowac Wam swoj (chyba juz rok temu nagrany) cover Walk Away. Artur mowi, ze ladny.


{15}

25 października 2011

Moi milusinscy! 
Oto powracam. Jeszcze nie do konca calkowiscie, ale przynajmniej wiekszosciowo. Tydzien przezyty bez internetu byl - nie powiem - straszny. Czlowiek nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo go potrzebuje (tego interneta). I tu juz nie chodzi tylko o Fejsa, czy Gmaila. Tylko loty do Londynu/Polski, wysylanie prac domowych dla Pani od Niemieckiego, doladowywanie komorki, sprawdzanie autobusu, a w ostatnich dniach, nawet wujka Google "co robic przy grypie zoladkowej". Masakra jakas z tym ostatnim. Cale zycie, jak przystalo na pustaka, marzylam o grypie zoladkowej, bo to przeciez nic innego, jak tylko swoista dieta oczyszczajaca! Zostawia Cie po trzech dniach z chudym i pustym brzuszkiem i minus 2kg. OTOZ NIE. Zaprawde powiadam Wam, tepa ze mnie strzala, ze tak myslalam. Nie ma chyba na swiecie nic gorszego, niz zoladkowa grypa.
 (Tak gwoli scislosci, to jest cos, co jest PRAWIE tak straszne, a mianowicie poczatki grypy zoladkowej, kiedy juz czujesz ze Cie mdli i czekasz na przystanku metra na Artura, ktory odbiera Cie ze szkoly. Masz tylko dwie mysli: Nie rzygac przy ludziach! i DO DOMU ASAP!. Nagle Twoim oczom ukazuje sie wyczekany Art, ale oto niespodzianka - ze swoja Mama. Bo trzeba jej pomoc costam znalezc w miescie, costam zalatwic. To bylo najgorsze 30min mojego zycia. Bo zarzyganie sie w miejscu publicznym, to jedno. Ale zarzyganie sie w miejscu publicznym i w obecnosci przyszlej tesciowej -to drugie. Zaciskalam zeby, oddychalam gleboko i dalam rade. Ot, taka tragikomiczna ciekawostka.)
Nawiasem mowiac, juz powoli dobrzeje, zjadlam dzis trzy szklanki wody i lyzeczke owsianki, a za chwile zaryzykuje sucharka. Szkoda tylko, bo ZNOWU NIE CHODZE NA KURS (ostatnio bylam tak troche leniem albo mialam terminy u lekarza/Arbeitsamta, wiec tez kilka razy nie poszlam..), a za tydzien tydzien ferii, wiec bede miala kolejna okazje, zeby sie byczyc. Alez to moje zycie jest bycze
2tyg temu zostawilam swoje kolorowe CV w Starbuck's, Pani usmiechnela sie szeroko, powiedziala, ze TO WLASNIE MNIE POTRZEBOWALI i, ze zadzwoni niedlugo. Nie zadzwonila. Ale ta oto wlasnie historia przypomniala mi, ze musze odpisac na @, ktos szuka babysitterki dla blizniaczek. Huhu. Aczkolwiek blizniaczki/cy zawsze mnie jakos przerazali. 

A co tam u Was, kochani czytelnicy? Jakos te 7 dni bycia odcieta od swiata strasznie mnie wytesknily i myslalam duzo o osobach, z ktorymi rzadko ostatnio rozmawiam (skutkiem czego jest (JUZ! ZNOWU!) brak pieniedzorow na telefonie = SMSy do Polszy, ze Tesknie za Toba.. (tu wpisac imie osoby). No ale, ale. Tesknota byla prawdziwa i ciesze sie bardzo, ze juz niedlugo znowu pojawie sie w tym naszym smierdzacym Lublinku. 17 grudnia, powtarzam! 



Ostatnio (miech temu?) znowu spotkalam sie z TT people i to tylko utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze tamta grupa strasznie sie zmienila. Tanie wino w kartonie juz mnie nie bawi. Okazja do spotkania byla rewizyta moich dwoch Finlandek, czyli Pauliiny i Iiny (aka HB8.5). Zaprosily mnie do Finlandzkiej krainy/muzeum Muminkow. Kto wie, kto wie. Na deser i apropo jeszcze mala lekcja Finskiego, czyli najebundowe "sinnula on pieni penis!" z Pauliina. 


Pozdrawiam, pozdrawiam. 
Wasza Kesza.

{7}

31 października 2011













Jesien! Spacery! Liscie! Suchary + owsianka. Duzo wódki w weekend, dzis Halloween (swieto szatana). Rozowe paznokcie. 

Wszystko jest dobrze, tylko jakos mnie tak ostatnio dopada uczucie marnowaniasobiezycia i w sumie wiem, ze powinno i tak dopadac mnie czesciej. Troche mi rece opadaja, wczoraj w jakims szale mysli (I know, right!) stwierdzilam, ze moze bede nauczycielka na przyklad. Artur kloci sie ze mna, ze lepiej jest miec zawod ktory daje duzo pieniedzy, niz taki ktory sie lubi ale jest malo oplacalny. Bo ja mysle inaczej. I klocilabym sie mocniej, gdybym tylko sama wiedziala CO chce robic. Mialabym przynajmniej jakis punkt oparcia. 

Ostatnio odezwala sie tez Petya, caly czas siedzi na Teneryfie, ale chce sie spotkac. Szukamy tanich lotow do Barcelony/Madrytu, chocby na 1 dzien.

{5}


wiecej








Tweets by @kadinaja