03 października 2009

Mamy gosci. Przyjechalo dwoch doroslych i dwoch dzieciow. Podobno ze mna spokrewnieni, ale wole wierzyc, ze jednak nie. Obudzili mnie o 9 rano. Tylko po to, zeby przed poludniem byc juz na Oktoberfescie. Wypilam 1,5 Maßa i jestem przeniezywa. A za 3h musze byc na Westparku (urodziny Montze & Katki). Dzis rano widzialam STEFANA w Tv, stal i pil piwo, a jego znajomi mowili cos o Brazylijczykach w Monachium. Nice.

// Przedwczoraj, Flaszenbar. Piwo za jedno euro, wiec sie korzysta. Artur w Polsce. Nie powinnam nawet zwracac uwagi na to, gdzie jest, przeciez i tak nie jest moim chlopakiem, a ja nie jestem jego dziewczyna. Aczkolwiek. Po kilku euraczach (czyt butelkach hellesa) wlaczyla mi sie chcica i chec do rozmow. Traktor powiedziala, ze jesli mam ochote szalec, to powinnam. No i nagle przysunal sie do mnie Brat Corki Masazystow. Tez po kilku. Zaczal glaskac mnie po nodze i rozmawiac juz nawt nie wiem o czym. Nagle pocalowal mnie w policzek. Nagle jego usta odnalazly moje. Nagle calowalismy sie na kanapie obskurnego flaszenbaru i nagle, nie moglismy sie od siebie oderwac. Kiedy poszlam do WC, Traktor naskoczla na mnie CO ty robisz!? . Wytlumaczylam, ze szaleje, tak jak mi kazala. I , ze nic od Lukasza nie chce. To znaczy nic, poza jego ustami. Traktor powiedziala, ze okej. Bo Lukasz to taki typ, ze ja to inny, ze zadnych nadziei nie powinnam sobie robic i jedno wielkie zbedne blaaa blaa bla. Pozniej Lukasz znowu sie do mnie przykleil i obiecal, ze odprowadzi na ostatni Ubahn.

Pol godziny pozniej, na Ubahnie. Ja, Brat CM i Konrad (ktorego dopiero co poznalam i nie jest zbyt istotny). Lukasz buntuje sie jak 4letnie dziecko, bo nie mam ochoty u niego / z nim nocowac. Zeby zwrocic na siebie uwage, siada na poreczy ruchomych schodow, czepia sie jej ze wszystkich pijackich sil i wjezdza na gore. Ja rozmawiam z Konradem o tym, jak uda mi sie zdazyc na ostatni U (czekala mnie jeszcze przesiadka). Nagle naszych uszu dobiega cos pomiedzy "lup" a "plask". Odwracam sie i co widze? Lukasza, ktory zjebal sie z poreczy do tylu na plecy z pi razy oko trzech metrow. Lezy i sie nie rusza. Troche pluje krwia, ale po chwili okazuje sie, ze to tylko jezyk. Jest niezle. Ktos dzwoni na karetke, ktos przekonuje Brata CM, zeby sie nie podnosil. Kiedy podjezdzal OSTATNI ubahn, Konrad wyprowadzal go na powietrze. Czulam sie jak suka, ale byla 3, a ja musialam dostac sie jakos do domu.
Pol nocy nie spalam, zastanawiajac sie, co jest gorsze - to, ze sie z nim calowalam, czy to, ze moze miec powazne kuku. Kiedy wracalamd z kursu, zadzwonil do mnie. Byl u lekarza. Ma peknieta stope. STOPE. Spierdolil sie na glowe i plecy, a pekla mu stopa. Nie wiedzialam juz czy sie smiac, czy oddychac z ulga. Mysle, ze do dzis zdazyly mu juz powychodzic siniaki i tak dalej. Ale grunt, ze jest caly.

kaj (29-09-2009 21:48)
a dzis odezwal sie Weasley
kaj (29-09-2009 21:48)
i napisal
kaj (29-09-2009 21:48)
id like 2 see you in dirndl i bet u look hot
kaj (29-09-2009 21:48)
and i said
kaj (29-09-2009 21:48)
ze nie
kaj (29-09-2009 21:48)
a on ze jestem too modest
kaj (29-09-2009 21:48)
a ja ze czy on ma lederhose
kaj (29-09-2009 21:48)
a on ze tak
kaj (29-09-2009 21:48)
i ze he ll show me his if i show him mine
kaj (29-09-2009 21:48)
a potem powiedzial ze i HAVE TO come over soon
kaj (29-09-2009 21:49)
a ja, ze have to? i ze jest troche bossy ;Y
kaj (29-09-2009 21:49)
a on, ze TAK i have to i ze obiecuje fun
kaj (29-09-2009 21:49)
a ja ze juz sie boje
kaj (29-09-2009 21:49)
a on czemu
kaj (29-09-2009 21:49)
a ja , ze w meskim swiecie fun to zawsze cos dziwnego np
kaj (29-09-2009 21:49)
fishing, albo watchin sport or bieganie nago po miszkaniu
czar czaruœ czarek czarodziej <3 (29-09-2009 21:49)
przesadzasz
kaj (29-09-2009 21:49)
CICHO
kaj (29-09-2009 21:49)
a on ze oooj nie bedzie nagiego biegania?
kaj (29-09-2009 21:49)
a ja ze nie lubie biegac
kaj (29-09-2009 21:50)
a on ze mozemy chodzic
czar czaruœ czarek czarodziej <3 (29-09-2009 21:50)
byleby nago
kaj (29-09-2009 21:50)
a ja, ze moze zaczniemy od fishing i zobaczymy gdzie nas to doprowadzi
kaj (29-09-2009 21:50)
a on powiedzial ze bedzie cierpliwy
kaj (29-09-2009 21:50)
a ja na to, ze tak, i guess you HAVE TO wai
kaj (29-09-2009 21:50)
nice, right?

+ dzis kilka zmeczonych smsow, o tym, ze ma kaca i lezy w lozku, ze powinnam wyjsc z OF i przyjechac do niego, join him in his bed, bo on lezy i sie regeneruje. Spytalam czy is he wearing lederhosen, a on, ze niestety tylko boxerki, a ja, ze w takim razie teraz sama nie wiem co wole - wesley w boxerkach, czy wesley w bawarskim stroju. on odpisal "we can do both" a mi sie flirtowanie znudzilo. Jestem glodna, chyba pomoge mamie w robieniu obiadu.
Za dwie godziny musze byc na urodzinach Montze i Katki (hiszpansko - czeska impreza, sounds nice). Nie mam sily oO

+ zaczelam nowy kurs. Opowiem kiedy indziej.

{0}

06 października 2009

Mam w chuj nowych zdjec, ale zero motywacji. Chwilami zastanawiam sie, czy w ogole kogokolwiek to moje szwabskie zycie interesuje. A potem Gwiazda, albo Czarek spytaja co slychac, a ja odsylam ich tutaj, zeby nie musiec meczyc sie opowiadaniem kilka razy tego samego na gadugadu. "Leniuszek z Pani!"

Brat CM ma noge i reke w gipsie. Ja dostalam (razem z rodzina) ze 3kg sliwek od Dziadkow. Dzis zesmazylysmy z Mama pierwsza polowe - beda powidla. Chcialam tez upiec ciasto z CM, ale cos czasu brak. Jutro kolejny kurs, ciekawe kto tym razem kolo mnie usiadzie. Mam nadzieje, ze nie ulomek z Tajlandii. W piatek siedzialam i patrzylam wymiennie - przez okno, albo na twarze. Niedowierzanie. Tyle kultur i jezykow. Ciekawe co chodzi po ich glowach. Jak wygladala ich codziennosc przed przyjazdem tutaj, jakie mieli dziecinstwo. Beatrice z Kenii, czarna jak smola. Tumumi z Japonii. Syla z Finlandii. Wiecej imion chyba jeszcze nie pamietam. Ale po raz pierwszy mam takie multikolory na kursie. No i oczywiscie troche Brazylii.
Wczoraj ostatni dzien Oktoberfestu. Bylo najlepiej, wszyscy przy jednym stole, wszyscy z Maßami. Boli mnie reka od trzymania tego wielkiego kufla. Na koniec, namowili mnie do wejscia na Cyber Space czy cos takiego. Wielki na 50m slup, do tego przyczepione cos na ksztalt hustawki, ktoro buja toba na boki i nagle wydaje ci sie, ze spadasz, prostopadle do ziemi, z predkoscia 100km/h (nie zmyslam, tak bylo napisane). Wiedzialam, ze nienawidze takich rzeczy, ale Isabel nalegala. Po zejsciu myslalam, ze nie zyje.

Impreza u Montze (sobota) byla najlepsza chyba od maja, na ktorej bylam. Nie zabralam ze soba nikogo polskiego, co bylo motywacja do rozmow tylko po niemiecku. Nie izolowalam sie z kieliszkiem sangrii w reku, mialam bardzo dobry dzien, wieczor. Smialysmy sie z dziewczynami, razem pozujac do zdjec, jakbysmy byly starymi kumpelami. No, moze w pewnym sensie jestesmy, ale przeciez znamy sie dopiero kilka miesiecy. Ale moj niemiecki staje sie lepszy, tak ze jestem w stanie prowadzic konwersacje (a nie tylko sluchac, przytakiwac i odzywac sie raz na pol godziny). Jest dobrze, a bedzie coraz lepiej. Dobranoc.



Speszyl for you. Nie to, ze umieszczam swoje zycie w internecie z dostepnoscia dla wszystkich, nej nej. Maks 25 osob, czujcie sie wybrani, lejszcze :*

{0}

10 października 2009

Nie chce mi sie!

We wtorek na koncercie mielismy karty na szyje z napisem backstage pass chociaz nie bylo wcalej zadnego backstage'u. Poza tym zakochalam sie w Paulu, ktory jest Dj na karaoke i mozecie go podziwiac na owejze karcie. Ubostwiam go, literally. Znajomi jego i inni stali bywalcy z Karaokowych niedziel, tym razem siedzieli z nami przy zarezerwowanym vipowym stoliku; co chwila ktos do mnie zagadywal "ej, a Ty nie jestes ta dziewczyna, ktora spiewa do butelki?" i troche sie wstydzilam.

W srode wrocil Artur a ja podpisalam umowe o prace.

W czwartek na kursie, bylam w grupie z Tumumi, ktora nagle, w polowie cwiczenia zasyczala, z bolu jakby. Pytam wiec przerazona co sie dzieje, a ona trzyma sie za brzuch i mowi "popatrz". Nie tylko popatrzylam, ale tez dala mi dotknac. Pierwszy raz w zyciu czulam ruszajace sie w brzuchu dziecko. Jak ostatni debil nie umialam pows3mac wzruszenia i zaczelam plakac. Kilka glebszych wdechow, opanowalam sie, wrocilysmy do nauki. Wieczorem Karaoke. Art w nowych okularach. Kanadyjczyk opowiadal, ze owszem, przyjechal na miesiac, ale Ajrin doszla do wniosku, ze jednak nie bedzie go tyle goscic, wiec jedzie w poniedzialek. Zal. W sensie smutek. Spiewalam spotanicznie nie moja Dancin Queen (Ukraina zamowila i poszla zapalic). A na koniec, tuz przed wyjsciem Boom Boom Boom. I rock! :P Na do widzenia Paul pomachal do mnie i wyslal calusa, wiec bylby to najlepszy dzien mego zycia, ale przez glupia Ukraine, ktora musiala jeszcze skoczyc do WC uciekl mi przedostatni Sbahn i musialam 40min czekac jak debil na stacji. Genialnie.

Dzis rano nie bylam w stanie pojsc na kurs. Mama tlukla sie i krzyczala do mnie z przedpokoju. Mam to w dupie, nie moglam i juz. Siodma rano, piec godzin niecale snu, dajcie spokoj. Denerwuje mnie to, nagle postatnowila wlazic mi na glowe, nigdy nikt sie o mnie nie martwil, jak mialam ochote na wagary to na nie szlam, bo kazdy wiedzial, ze i tak jestem porzadna i albo nadrobie, albo dam sobie rade w inny sposob. A teraz nie dosc ze Evinha mi sie sra o byle gowno i sprawdzac chce zeszyty jak w podstawowce, czy praca domowa zrobiona, to jeszcze dzwoni do mnie jak szalona o 22 i marudzi, ze ciemno.
Na 15 poszlam do pracy, odebralam Noah z sali, w ktorej dzis akurat siedzial HOT TEACHER (na ktorego lece juz od dluzszego czasu, a i on wysyla mi przeciagle spojrzenia). Odprowadzilam go dodom (Noah, nie Hot Teachera) i zaraz wrocil Obszczymurek (czyli Tata). Po pol godzinie bylam wolna. O 17.30 spotkalam sie z Arturem, na ktorego chyba dopiero teraz zaczynam leciec, ale nadal w bardzo aseksualny sposob. On mial idealny humor, w 5min naprawil zwalony moj, wiec mimo mzawki i wszystkiego innego, bawilismy sie super. Napisal Kanadyjczyk w sprawie spontanicznej randki w teatrze, his treat, wiec i na to przystalam. Na 20.30 poszlismy do angielskiego teatru, na anglojezyczna sztuke, komedie. Trzech aktorow, malutka sala. Klimat i naprawde, naprawde mi sie podobalo. Po sztuce zabral mnie na lody. Gdyby nie to, ze ani troche na niego nie lece - bylaby to najidealniejsza randka mojego zycia :)

Jutro urodziny jakiejs kolezanki CM, ktora nie ma znajomych i zaprosila i mnie. Nie chcem, ale muszem. Razem z Art planowalismy "ej no to idziemy, czy nie?" jakbysmy byli razem, chociaz nie jestesmy i na razie nic sie nie zanosi (break). Bylo to mile.

Dobra, jestem przezmeczona. Chcac rozmawiac z Kanadyjczykiem, myslalam po niemiecku. To jednoczesnie zaskakujace, ale i dobre. Przedtem mialam na odwrot. Dobranoc.

{1}

12 października 2009























// Za dlugo rozmawialam z dziewczyna Hubiego o dziewczynie Krzyska, wiec nie mam nastroju na nic, poza koldra, lozkiem i goraca czekolada.

{4}

14 października 2009

Szablon tak zwana prowizorka. Gdzies obrasta kurzen Photoshop od Wója, ale ze przywoluje on smutne wspomnienia o panu Bulirze (ktory umie rozpinac biustonosz jedna reka), jakos nie mam ochoty ani sily zabrac sie za prace. A co tam, lay w paintcie robiony tez nie jest zly.

Zapomialam pochwalic sie kilkoma rzeczami :
1. Kupilam bilet na Ingrid Michaelson
2. Chyba niedlugo rozbierze mnie choroba
3. Jutro ma padac snieg, a ja dalej popierdalam w trampkach
4. Od trzech tygodni regularnie cwicze w Mrs Sporty
5. Zdaje sie, ze jestem z Arturem

Dobranoc.

- kAj z bolacymi migdalami.

EDIT:
Ach, no i zrobilam nowa podstrone, opisujaca kazda z waznych postaci mojego tutejszego zycia. Pobieznie, skrótowo, ale za to ze zdjeciami. Zachecam i polecam.

{4}

16 października 2009

Mam strasznie duzo do powiedzenia. Przede wszystkim, dziekuje wszystkim 50 osobom, ktore byly na tyle mile, zeby opisac mi warunki atmosferyczne, jakie panuja w Polsce od ostatnich 3 dni. To naprawde mile z Waszej strony :D. I WCALE NIE NUDNE :D. W drugiej kolejnosci, chcialabym podziekowac Pkrz za szpyrkowe informacje :P (wciaz czekam na zdjecie). Po trzecie - caly ten tydzien nie wychodzilam z domu (nie liczac pracy / kursu). W zwiazku z tym dzis ide zajrzec do kieliszka kufla. Nareszcie. CM zaprasza mnie do siebie do domu, a ja wciaz go (domu) unikam bo a) nie zlozylam jej mamie urodzinowych zyczen b) calowalam sie z jej bratem. No i jest za zimno, nie po drodze, etc etc.
Na kursie coraz weselej. Dzis Madeleine przyniosla nam cukierki, bo wczoraj ponad godzine rozmawialismy o slodyczach. We wtorek opowiadalismy zarty (przyniosla nam komiksy), a dzis o gotowaniu i ulubionym zarciu (na poniedzialek przyniesie szame?). Mniejsza o to, dzis wychodzac z sali na przerwe, w koncu korytarza mignelo mi cos malego, czarnego, z bialymi zebami. Nie, nie mysz, tylko Isabel <3. Narobilysmy pisku, jakbysmy nie widzialy sie miesiac, a nie tydzien. Cudownie. Jest niemozliwa, obie zaczelysmy kurs dwa tygodnie temu, z tym ze ona stala w koleczku szesciu, czy siedmiu dziewczyn wkolo i juz umawialy sie na weekend, a ja odzywam sie do ludzi tylko jesli spotkam ich przypadkiem na schodach, albo w kolejce do toalety. Ale Iss wziela mnie za reke i do swojego czarnego kregu wprowadzila. Naprawde ja uwielbiam.

Jadac do domu U-bahnem myslalam o tych dziewieciu miesiacach tutaj, o tym, jak Aga Antol przed moim wyjazdem mowila "Ja tam jestem pewna, ze wrocisz, i to szybko", zreszta Gwiazda twierdzila podobnie. A ja sie tu coraz bardziej aklimatyzuje i mowie po niemiecku (CM mnie chwalila, bo ona podobno przelamala blokade dopiero po 2 latach).

Artur pisze mi sms "Aga zaprosila nas (!) na impreze, Ajrin do weißbräuhaus, ktostam gdziestam. Gdzie idzieMY?" - czyli ze chyba dobrze. Musze sie tylko w miare czesto z nim spotykac, bo jak go nie widze, to mi wszystko przechodzi, a potem od nowa trzeba sie oswajac (no coz, ja tak mam).

Mukki Tukki strzelil focha, bo nie chcialam umowic sie z nim na randke (Art: "nie mozesz mu powiedziec, ze jestes ZAJETA?" ja: "powiedzialam.."), chociaz przedtem obiecywal ze nigdy nie bedzie mnie rwal i bedziemy tylko znajomymi. Wesley z kolei pisze do mnie z podejrzana czestotliwoscia na FB, ze "lubi lozka, sa takie wielofunkcyjne, jesli wiem co ma na mysli". Troche zal. No i Zyd, ale on to dosc pokojowo i bez przypalow, czy ero podtekstow. Kilka dni temu snil mi sie Recznikowy (ahhhh coz to byl za sen!), a dzis walka z Noah (wczoraj myslalam, ze wepchne go pod samochod, a rodzicom wcisne wal, ze to nieszczesliwy wypadek).

Generalnie, wszystko sie uklada. Tylko ze strasznie wieje. I nie chce mi sie prowadzic tego bloga. Jak dzialo sie NIC - mialam kupe czasu i pisalam codziennie. Teraz dzieje sie tyle, ze nie sposob nawet tego opisac. Zreszta, po co. Przeciez nie bede opisywac mojej nudnej (?) codziennosci zawsze. Kiedys trzeba bedzie odciac te internetowa pepowine.

// New Moon OST thx to gwiazda (nie wiedzialam nawet, ze wyszedl). Ide gotowac zupe.

{1}

23 października 2009

Jedyne o czym moge myslec, to to ile czasu juz tu siedze i ile sie we mnie / wokol mnie zmienilo. Duzo. Sporo. Czytalam dzis w autobusie swoj pamietnik (akcja zaczela sie 3.11.08 a konczy przedwczoraj), czyli caly proces depresji, rzucenia studiow, przyjazdu tutaj. Naprawde, nie zaluje. Ale tez do tej pory nie moge jakos uwierzyc w te wszystkie nastepstwa, lancuchowa reakcje, ktora brought me here.

Bylismy tacy idealni. Tacy dopasowani na zasadzie przeciwienstw. Kochalam te nasze regularne spotkania, raz na tydzien, a czasem nawet i czesciej. Raz na jakis czas wyjscia na piwo. Wasze gitary, nasze glosy. Lubilismy siebie nawzajem. Brakuje mi tego tutaj. Takiej grupy, gdzie mozna czuc sie "jak w rodzzzziiiiiniiieeeee". Pokoledujmy chociaz razem, proosze.

Apropo koledowania. Za tydzien Halloween! Przebiore sie za diabelka chyba. Tyle, ze spedze go w Baden Baden, bo stamtad mamy lot do Barcelony (mowilam juz ze lece do Barcelony na Herbstferien?). Nie moge sie doczekac plus spac w nocy ze strachu. Ta cala mitfahrcentrale, ten couchsurfing.. Obcowanie z nieznajomymi, to nie dla mnie.

Lubie Artura. Rok temu o tej porze (..). A za rok to juz w ogole. Ja pierdaczu.

{0}

28 października 2009

Wczoraj w nocy snilo mi sie, ze bylam na superstudenckiejmegawielkiej imprezie z Blair (GG), za duzo wypilam i uprawialam przygodny seks z nieznajomym (rano nie pamietalam nawet jego twarzy). Obudzilam sie w jej wielkiej willi i razem rozwazalysmy tabletke 72h. Rozwazania byly dlugie i naprawde sie nimi (przez sen!) zmeczylam.. ale ostateczna decyzja w koncu nie padla, bo zadzwonil budzik. W ciagu dnia opowiadalam ten sen mamie i Art, ale jakos nie zrobilo to na nich wrazenia.
Dzis w nocy najpierw pojecialam do Barcelony w drewnianym pudelku (jak w Madagaskarze oO), a pozniej okazalo sie, ze jestem w 2 mies ciazy i bylam na rodzinnym obiadku, co chwila uciekajac do WC zeby zwymiotowac; nie wiedzialam jak powiedziec to rodzinie. Babcia miedzy kotletem a kompotem powiedziala "Bo widzisz, Kajeczko, teraz najgorsze jest to, ze masz tyle osiemnastkowych imprez i nie bedziesz miala czasu na nauke", a ja wysapalam "Babcia, akurat TO nie jest najgorsze" i pobieglam do ubikacji.
Ciekawi mnie co powinnam dzis zrobic, zeby przysnila mi sie jeszcze czesc trzecia i czwarta snu.

// znalazlam na aparacie dziwaczne zdjecia z pracy.







{2}

31 października 2009

22:19 30.10.2009

W tym roku sezon "Love Actually" zaczelam dosc wczesnie, bo juz w Wigilie Halloween. I w ósmej minucie poczulam, ze poza alkoholem, krazy mi w zylach przyjemny wzrusz. Pamietasz, jak bylysmy na tym w kinie?

- And I'm the Lobster.
- The Lobster? In a Nativity play?
- Yea. First Lobster.
- So there was more than one Lobster present at the birth of Jesus?
- Duuh!

22:53

Nie umiem wyobrazic sobie siebie w innym miejscu niz to, ale tak bardzo bym chciala. Marze o spiewaniu z prawa dlonia polozona na lewej piersi 4 lipca podczas swieta Niepodleglosci, z gromada milych osob i barbacue. Albo lodowisku w samym centrum Londynu i wieeelkiej choince. Smieszne to, jeszcze rok temu o tej porze marzylam o Mon. i oto jestem tu, czekajac na. Byc moze niedlugo bede tam, kto wie. Teraz do spelnienia marzen mam juz blizej, niz dalej.

23:04

I love Hugh.

23:09

Portugese love theme. Bede I'm gonna really miss Ana Cristina.

23:53

"America, watch out! Here comes Collin Frissel. And he's got a big knoooooob!"

00:39

Jak zwykle cala sie splakalam. A najbardziej na totalnej koncowce - czyli strangerach witajacych / zegnajacych sie na lotnisku. Scenariusz zycia, nie Richarda Curtisa.

Ech.

{1}


wiecej








Tweets by @kadinaja