24 stycznia 2017

Jak na razie zdecydowanie nie przepadam za 2017. Kopie mnie w dupe i to calkiem mocno, codziennie rano ze zdwojona sila. Najczesciej wplatany jest w to Miki, ale tez dosc czesto praca pracunia, albo inne rewelacje. Jest ciezko, ponuro i wieje chlodem, ale staram sie pozostac pozytywna. I mowie, i tlumacze, ze wszyscy jestesmy zmeczeni, ze dawno nie mielismy wakacji, ze zycie po prostu lubi byc ciezkie, ale ze KURWA MAC, komplikacje to jeszcze nie koniec swiata, ze jesli sie chce, to sie da. (Ok, chyba jednak to M czesciej kopie mnie w dupe, niz te inne sprawy.) 
Ale to taka troche syzyfowa praca. Wtaczam sie pod gore i wtaczam, pot mi sie leje z czola.. az tu nagle pierdolnie sniegiem, albo wiatrem, albo inna blyskawica..  i wszystko sie pierdaczy, i trzeba zaczynac od nowa. 

Z praca jest inaczej, bo praca niedlugo sie konczy. Teraz zostaly mi raptem 4 dni i zaczynam 2 tygodniowe wakacje (z M). Po nich wracam tylko na 3 tygodnie... i tyle, i kaput. Konczy sie RIU i zaczyna wolnosc. I jedna, wielka niewiadoma. 


Takze tak. Skonczyly sie motylki i zachody slonca. Zaczelo sie prawdziwe zycie, placenie rachunkow na spole. I wielka, wielka milosc. I duzo placzu. I malo cierpliwosci.

W nastepnym zyciu zostane lesbijka. 

{2}


wiecej








Tweets by @kadinaja