02 stycznia 2016

Problem z Sylwestrem jest taki, ze wracasz do domu o 9:30 rano, pozniej spisz do 15, a pozniej przez pol nocy nie mozesz zasnac, bo masz w sobie tyle energii. Nawet po 4 godzinnym spacerze po miescie. 

Wczoraj rano myslalam o tym, jak bardzo 2015 nie wniosl NIC do mojego zycia (patrz: poprzednia notka). Jak bardzo byl z dupy i marny. Well, nie mow hop przed zachodem slonca. 2015 zdazyl sie uratowac zaledwie w kilka godzin. 
Najpierw praca do 22 (od 17 polewalismy sobie szampana). Pozniej odwiedzili mnie Tarzan z Mary-Anne i gdzies pomiedzy piata a ósma lampka wina postanowilismy poczuc w sobie znowu moc animacji.. i zatanczylismy na srodku recepcji dwa tance z Grease. Jeden z momentow mojego zycia. (Boze jak mi tego brakuje. Sceny. Oklasków. Spontanicznosci.)

A skoro juz jestesmy przy tym, czego mi w zyciu brak.

Wczoraj, na jedna krotka chwile bylam w domu. Para znajomych oczu, i cieple slowa, i zapachy. To bylo duze zaskoczenie, bo albo nie spodziewalam sie tego wcale, juz nigdy, albo jesli nawet tak to w najgorszej wersji. Stad dziwne pierwsze pietnascie minut. A pozniej juz tylko rozmowy o wszystkim tym, co jest / bylo wazne. Wspomnienia, lzy, zasmarkane nosy, rozmazane makijaze. Dotykanie tylko jednym palcem, troche ze stachem, zeby tylko czegos nie zepsuc. Zeby banka nie pekla, zeby jutro nie nadeszlo zbyt szybko (bo przeciez jutro wszystko znowu bedzie tak samo). To uczucie pelnosci. Reszta swiata nie istnieje. Moj sen sprzed kilku tygodni, moje bezpieczne miejsce. 

I wiem, ze to wszystko nie bylo tylko w mojej glowie. 

Nie musisz powtarzac mi w kolko, ze Kaja, wszystko bedzie dobrze. Bo ja o tym wiem. Rzeczywistosc NIE jest zla. To ze ja juz nie chce nikogo innego to przeciez nie jest Twoja wina; ja to sobie postanowilam juz w 2011.
I niech sie tam kolo mnie kreca Rumuni i Pajace.. to wszystko jest fajne i z nimi tez jest magia. Ale koniec koncow to nie z nimi chce spedzic kilka chwil w zawieszonej klatce z filmu. Pusta sala, ta piosenka ktorej wciaz nie moge sobie przypomniec, znajome uczucie, ale tez jakby troche nowe.. I nawet jesli ta historia nie ma happy endu - wczorajszy wieczor byl wszystkim, czego w 2015 sobie zyczylam. 

Ja i te moje znaki. Zbiegi okolicznosci. Usmiechy losu. Ciasteczka z wrózba. Naszyjniki za 10.99€ z kwarcem rozowym. I ludzie, ktorzy wciaz potrafia byc najblizsi, nawet wtedy kiedy. Nawet jesli. 

Cieplo mi w sercu.

{0}

03 stycznia 2016

Nie wiem, czy powiedzialam to wczoraj* (*dla mnie wczoraj jest codziennie, od trzech dni) na glos, czy tylko mi sie przysnilo :

czasami mam ochote wstac i po prostu biec przed siebie, az zabraknie mi tchu. a potem krzyczec, krzyczec bez konca. mam w glowie mlyn, slysze glosy, nie pamietam kiedy ostatni raz bylam spokojna.

Spotkanie z R-R wisi w powietrzu, nareszcie napisalam do niego SMS. Nie jestem pewna, czy powinnam to zakonczyc, czy juz raczej nie czeka mnie w zyciu nic dobrego, wiec trzeba obnizyc progi, udusic marzenia, zacisnac zeby i pojsc na ugode. Razem z Mary Anne idziemy do Euros (siema 2011) i usmiechamy sie do facetow, ktorzy kupuja mi alkohol. Juz sama nie wiem, jaka powinnam byc. 
Marzy mi sie duzo slonca i bez(!)ludna wyspa.

You could make my head swerve.
Used to know my every curve.
And now we meet on a street,
And I am blind. I can not find the heart I gave to you.


Mam w glowie tak bardzo duzo, ze jedyne na co mam ochote, to wydlubac sobie oczy. 

{0}

03 stycznia 2016

Nowy rok, nowy szablon. 
Mam ochote pisac i pisac, i pisac. Slowa wylewaja sie ze mnie w takich ilosciach, ze nie wiem sama, co z nimi robic.
Poczytalam troche archiwum. Otworzylam oczy. Epiphany. Juz teraz rozumiem. Wszyscy mieliscie racje.

##

Nie mam postanowien na 2016 rok. Timehop przypomnial mi o tym, jaka bylam dokladnie dzisiaj rok temu. Szok i niedowierzanie. 
W 2014 mialo byc zero samców. W 2015 mialo byc znalezenie MMZ i poczatek doroslego zycia. Jedno i drugie taki chuj.

To, co jest troche zabawne, to moje pazdziernikowe spotkanie z Natalia, na ktorym musialam jej obiecac, ze dam Rumunowi szanse. Ze do 31.12 zajme sie tylko nim, a nie szukaniem wymówek. I, ze zobaczymy jak to bedzie. 
I nagle on jakby wyczuwa cala ta sytuacje. I pomaga mi w decyzji (tak, milosc to decyzja) - na kilka dni przed koncem roku przestaje sie do mnie odzywac. I ma zupelna racje, bo tak bedzie lepiej i dla mnie, i dla niego.

Artur mowi Kaja, ale prosze Cie, Ty nie mozesz byc taka zgorzkniala*, nie zamykaj sie na ludzi! (nie pamietam, jakiego slowa uzyl, ale na pewno najbardziej trafnego.) Wczoraj Mary Anne nazwala mnie "the coldest person she ever knew", a ja odczytalam to jako komplement. Czerwona lampka. STOP. Kiedys przeciez nie bylam az taka grumpy. Kiedys kochalam swiat i ludzi. Kiedy to sie zmienilo? Staje sie moim ojcem i udaje ze mi z tym dobrze. A przeciez wiem, ze inni maja gorzej. Moze Marcin ma racje, moze powinnam poleciec na jakis wolontariat i jeszcze szerzej otworzyc oczy.

Jestes wciaz ta sama Kaja, w ktorej sie zakochalem! 
Nie jestem, bywam. Ale bede. Chyba czas otrzasnac sie z tego marazmu i nieszczescia. Jest jak jest. Praca jest kiepska, ludzie to chuje, milosc nie istnieje. To nic. Mam rece i nogi. Gratitude. 

{0}

04 stycznia 2016

Widze Strach. Widze cieplo i drzace powieki. Widze Przyszlosc. Dzielnie maszeruje do domu, bez(!) nowego laptopa (siema Szczepan, siema ja!) i walcze z przeszloscia w rytm zasad z tego artykulu. 
Ostatnie dni byly takie kreatywne, ze az sama niedowierzam. Moze jeszcze beda ze mnie ludzie.
Na wredne komentarze w pracy reaguje usmiechem (i tlumionym wkurwem, czego skutkiem jest wbicie sobie zszywacza w palec - aua). 

Jedyna ciemna chwila, ktora czeka mnie w przyszlym tygodniu, to spotkanie z R-R. Taki dobry chlopak. Taki zakochany. A ja tak bardzo wiem, ze musze to zakonczyc. Im dluzej go nie widze (10 dni! To o 9 dluzej niz normalnie; od pietnastego wrzesnia widywalismy sie codziennie!), tym bardziej jestem pewna, ze to sluszna decyzja. Szkoda i nie szkoda. 

Ale na pewno fajnie bylo przez chwile poczuc sie doceniana, chciana, zauwazana. Mimo tego, ze w 80% przypadkow kiedy bral mnie za reke czulam paraliz calego ciala i naplywajace do oczu lzy. Tak, tak bardzo boje sie otworzyc. Nie, nie chce tego zmienic. (za bardzo sie boje)

Pamietam, jak kiedys sto lat temu sluchalam Ani Dabrowskiej (w ktorej nota bene zakochal sie Szwed, kiedy puszczalam mu ja w zeszlym roku) i nucilam sobie pod nosem. Wiem, że radę sobie dam, nie potrzebny mi nikt. Nie muszę tłumaczyć się, że znów nie robię nic. Wiem, że mogę sobie żyć, jakby nie istniał świat. Wiem też, że dla Ciebie to oddałabym. Pamietam dokladnie ten moment. Bylam w tlumie ludzi, ale oni nie widzieli co sie dzieje. Zaraz pozniej Metronomy Everything goes my way. A pozniej jeszcze kilka glupotek. 

"6.
Say goodbye to the times you cried and the times you were in so much pain, and give yourself a pat on the back for getting through yet another obstacle. Sooner or later, you will get to the finish line.

8.
Say goodbye to the memory you keep replaying in your head, whether good or bad, the one that is keeping you up at night wondering where it went and whether or not it will happen again. You rewinded them and paused them way too many times; now it is time to find something else to watch.

13.
Say goodbye to the times you missed someone who didn’t miss you back. Eventually you will not miss them anymore, and you will learn that other people miss you more than you know." 


Oh Internecie, czasami jestes taki madry. 

600notka!


{0}

06 stycznia 2016

Wszyscy do mnie dzwonia i pisza, bo przeczytali ostatnie notki i wyciagneli pochopne (jakie h?) wnioski. Ze niby jest motylkowo i magicznie. Nie jest! Tzn, JEST ale nie dlatego, ze cos. Po prostu postanowilam w 2016 znowu zostac szczesliwa klucha. Przestan narzekac. Dzien szósty i na razie wszystko zgodnie z planem. 

Wczoraj zwolnilam sie z pracy. Mam dosc uzerania sie z idiotami, ludzi ktorzy traktuja mnie jak gówno, czepiaja sie o wszystkie pierdoly, a potem nawet nie powiedza dziekuje. Niestety, zaraz po podpisaniu wypowiedzenia, szefowa oznajmila mi ze jest w ciazy i dlatego ostatnio jest jeszcze bardziej wredna niz zazwyczaj, ze to te hormony i ze nie chciala mnie niczym urazic. Usiadlysmy w biurze, wypilysmy kawe i podarlysmy moj kündigung na kawalki. 
Chujowo jest byc kobieta, czasami. Emocje zawsze wchodza w droge. 

Polsza juz tak bardzo niedlugo. Ciesze sie i zrywam kartki z kalendarza. 

{1}

08 stycznia 2016

WRACAM DO SIEBIE!










:)))))))))))

Milion godzin deszczowego spaceru po calym miescie w poszukiwaniu nowej silowni i/lub kursu tanca (znalazlysmy Burlesque, hmmm...), pozniej turecki take out, JOY z Jennifer Lawrence i Kasia Romejko. Dostalam propozycje pracy w socjalnym przedszkolu dla dzieci uchodzcow.. i zapalila mi sie nad glowa lampka. MOZE TO WLASNIE JEST TO?  Z cala pewnoscia byloby to wyjscie z mojego comfort zone. Ostatnio nie jest fanka turków, nawet Rumun w zartach mowil ze straszna ze mnie rasitka (wcale ze nie, tylko wkurwiaja mnie ich turbany i grozne spojrzenia). 
Ale nareszcie jakas praca z misja. Bardzo powaznie sie nad tym zastanawiam. 

Wszystko jest tak bardzo na tak. I te wszystkie piosenki Grzegorza Turnaua*. I nawet te przemoczone buty, i slodko-slony popcorn. Oby tak dalej, 2016. Oby tak dalej.

GRATIS:
moje najlepsze zdjecie


*Bajkę, którą łatwo zacząć, trudniej skończyć 
wziął pod swoje skrzydła senny Anioł Stróż.
Po somnambulicznej stronie ich połączył - i już .
Bajka ta powinna mieć dwa zakończenia,
w drugim miłość ich na jawie także trwa.
Anioł ma w tej sprawie coś do powiedzenia, nie ja.

Zanim powiesz znów "do widzenia" 
zapamiętaj miłość ze snu.
Pod rzęsami nic się nie zmienia;
zawsze spotkasz ją tam, nie tu.

{5}

10 stycznia 2016

Pochmurna niedziela. O poranku (11, ale przeciez poszlam spac tuz przed 5 [siema praco do 0.20 {hasztag - nieplatne nadgodziyny}]) wybralam sie z mama na lekko kacowy spacer dokola wszystkiego. Pozniej, zmarznieta i glodna, z miska zupy zakopalam sie w lozku z kotem (nie pamietam juz jak to bylo miec obok siebie kogos innego, niz jego). Cieply krupnik i mainstreemowy ohrwurm (there's a place I go to, where no one knows me. It's not lonely, it's a necessary thing, it's a place I made up.)

Wrocilam do ogladania O mnie sie nie martw i zaczynam po troszeczku, od nowa, marzyc o swoim wlasnym Kaszubie. O dzieciach i pietrowym lozku. A potem wolam do siebie Mame i szepcze do niej - tak, zeby Janusch nie uslyszal - Mamo, boje sie zycia

Ten moment, w ktorym uzmyslawiasz sobie, ze "kiedys" jest teraz. Ze te wszystkie marzenia o domu, fortepianie, malym czerwonym samochodzie, pracy marzen i mezczyznie z krwi i kosci - to wszystko moze sie nigdy nie zdarzyc. Myslisz sobie "kiedy bede juz dorosla" i nie zwracasz uwagi na to, ze zaledwie za 4 miesiace stuknie ci dwódziestysiódmy rok zycia.

I niewykluczone ze ten twoj wielki, wyczekiwany moment, to twoje BUM - one moga nigdy nie nadejsc. 
Wszystko dzieje sie tu i teraz. Moze i kiedys bedzie lepiej. Albo moze i nie. 

Spieszmy sie kochac ludzi. I siebie. I zycie. I kazdy dzien.

Amen. 

{0}

12 stycznia 2016

Wracam od Taty. Mam straszna ochote z Toba porozmawiac, wiec dzwonie do Rumuna. Bo wiem, ze mimo wszystko Ty nie chcesz. A on chce [edit - wcale chyba jednak tez nie do konca]. 

Tuz pod domem iPod wybiera mi SDM Wrzosowisko - piosenke ktora jeden z kochankow Mamy wygrywal nam na gitarze podczas wycieczki na Hel, kiedy mialam jakies 5, 6 lat (chyba nie znasz tej hisotrii). 
Po raz pierwszy w zyciu zrozumialam podmiot liryczny. 

Z nim będziesz szczęśliwsza,  
dużo szczęśliwsza będziesz z nim. 
Ja, cóż - włóczęga, niespokojny duch. 
Ze mną można tylko 
pójść na wrzosowisko 
i zapomnieć wszystko
jaka epoka, jaki wiek 
jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień 
i jaka godzina 
kończy się 
a jaka zaczyna.
(...)

Mam 6 lat i po raz pierwszy slucham tej piosenki, granej na Slawkowej gitarze.
Mam 18 lat i slucham tej piosenki o 4 nad ranem, przewracajac sie z boku na bok na tapczanie u dziadkow, myslac o tym ze milosc mojego zycia idzie na cale zycie do wojska, a ja (moim uczuciem) niszcze mu zycie.
Mam 26 lat i nareszcie rozumiem, ze ta piosenka jest o prawdziwej milosci, a nie odrzuceniu. 

{0}

12 stycznia 2016

Z tym Rumunem to bylo tak, ze po 4 miesiacach znajomosci, wciaz nie mielismy piosenki. Pod(?)swiadomie blokowalam wszystko, wszystkie utwory, wszystkie ladne momenty, wszystko co mogloby sie zakotwiczyc i w przyszlosci kojarzyc z nim.
Raz próbowal "wgrac" mi do mozgu Coldplay Magic, puszczajac to w kolko podczas naszej jednodniowej wycieczki do Austrii na kawe. Glupi, nie wiedzial ze ta piosenka jest juz zarezerwowana.

Z dnia na dzien staje sie coraz lepszym unikaczem milosci i zaangazowania. Hasztag duma, hasztag zycie, hasztag umre sama z kotem, mowi sie trudno.

Janusz zaprosil na noc jakichs dwóch pracowników Zbyszkow, siedza w duzym pokoju i pija wódke. Z mila checia obudze ich wszystkich suszarka do wlosow o czwartej rano.

Dobranoc.

{0}

17 stycznia 2016

Ten moment, kiedy po calym dniu pracy wchodze do lozka i niecala minute pozniej, kot gramoli sie na moje nogi, zwija w klebek i zaczyna mruczec. To moja ulubiona chwila dnia.

*

Najbardziej na swiecie boje sie starosci. Patrze na dziadkow trzymajacych sie za rece, patrze na bezdomnych spiacych w bramach, patrze na panów w garniturach i bez obraczek. I zastanawiam sie. Od czego zalezy wszystko. Czy istnieja bledy, ktorych nie da sie naprawic. Czy mozliwa jest szczesliwa samotnosc. Czy da sie nauczyc kochac.

A pozniej Anya Marina spiewa mi do ucha So pretty, so smart, such a waste of a young heart. What a pity, what a sham..
Dostalam dzis 2.50€ napiwku. 

I'm a satellite heart lost in the dark
I'm spun out so far, you stop, I start
But I'll be true to you

Dziwne, ze tylko ja tak na to patrze.


{0}

22 stycznia 2016

Cos mi sie przysnilo i dzisiaj boje sie tak samo jak Ty.

Lublin wciaz jest piekny, chociaz za kazdym razem inny i bardziej pusty. Od trzech dni spedzam czas z babciami i dziadkiem, pijac z nimi herbaty, kawy, wina (toast na dzien babci!) i chodzac do Biedronki. Fajnie sie tu czuje. Nie mam juz sily na Monachium, na tych wszystkich uchodzców, na warki bogatych Szwabów, ktorym nie podoba sie, ze nie rozumiem niektórych wyrazów ktore do mnie wywarkuja. Chce do Polski. Albo chociaz gdziekolwiek, gdzie nie ma Niemcow i uchodzcow. 

Wszyscy pytaja po co wyjezdzalam z Teneryfy i ja juz nie mam sily tego tlumaczyc.. zwlaszcza ze sama do konca nie wiem. Argumenty typu stracilam mieszkanie; skonczyl mi sie kontrakt w pracy nikogo nie przekonuja, bo przeciez mozna bylo zostac i szukac czegos nowego. To, czego nie mowie glosno (nawet do samej siebie) to to, ze wracajac chyba liczylam na to, ze cos odzyskam. Przez chwile powydawalo mi sie, ze jesli wroce to stanie sie cud i nagle stane sie druga polowa
Chociaz nie mialam totalnie zadnych powodow, zeby tak myslec, zeby sie na to nastawiac. Cos mi w srodku mowilo - wroc, sprobuj, powalcz. Teraz minelo juz ponad osiem miesiecy.. i przeciez widze ze to nie ma sensu. Jestem w Monachium tak samo samotna, jak i w Lublinie czy na Teneryfie. Niektorym chyba po prostu nie jest pisana milosc, tylko koty.

Rene mowi do Azji  (nie o mnie, ale) no i wiesz, no i co ona ma ze soba zrobic, w sumie dziewczyna ma juz prawie trzydziesci lat.. i kogo ona sobie teraz znajdzie?.. i ja sobie mysle ja pierdole! Kupuje drugiego kota.

{1}

25 stycznia 2016

Nocne zakupy z Kasia w Tesco - zaliczone.
Wydanie mnóstwa pieniedzy - zaliczone.
Rozmowy z Bulka o wszystkim (+ planowanie slubu) - zaliczone.
Planowanie powrotu do Polski - zaliczone.
Nocny, mrozny spacer ze Skiba (+ sluchanie o jej slubie) - zaliczone.
Tlusty kotlet u dziadkow - zaliczony.
Kac (jeden!) - zaliczony.
Wysluchiwanie niezrecznych pytan o Tego Pana Co "Wedkuje" - zaliczone.
Wypicie wina z moja siostra Basia, ktora samaniewiemkiedy skonczyla 18lat (WTF!) - zaliczone.
Uczucie przesamotnosci - zaliczone.


.. A to dopiero pierwszy niecaly tydzien! 

Chujowe jest to, ze kiedy odwiedzalam Dziadka w szpitalu i bylo mi MEGA zle, dziwnie, ciezko - nie mialam nawet kogo potrzymac za reke. 

{0}

30 stycznia 2016

Jest 2013. Wychodze na balkon i odpalam mentolowego papierosa (wtedy jeszcze nie bylo jagodowych). Jestem swiezo po rozstaniu z Arturem i nie do konca wiem dokad zmierza moje zycie. Za kilka dni mam wesele w Siemiatyczach, a przed soba dobre 2 tygodnie w Warszawie (Agnieszka za chwile zapozna mnie z Mikromusic i ich Takiego Chlopaka; najlepsza piosenka mojego zycia). 

Pod koniec wrzesnia wychodze do baru z Piekarzem(?). Pi razy drzwi - otwarcie. Mnostwo znajomych i nieznajomych tez. Nagle dosiada sie do nas trzech chlopakow, jeden z nich to M. Od razu wpada mi w oko, nawiazujemy jakas taka mega pijacko-intelektualna nic porozumienia. Kilka tygodni pozniej jestem kolejno w Pi (..), Cmie i Tancereczce - tam tez spotykam M. Zawsze klei sie nam rozmowa. Nie wiem nawet jak ma ma nazwisko. 
Raz spotykam go podczas porannego, lubelskiego joggingu. Zatrzymujemy sie na chwile i dodajemy na facebooku.

*

Jest 2016. Spozniona o 2h wchodze do Trybunalskiej i 15min krece sie miedzy stolikami, szukajac Bulki i jej znajomych. Nagle, po kilku telefonach i dwóch SMSach, znajduje jej stolik. Ktos wstaje i krzyczy Heeej, Kaja!. To M. Siedzi plecy w plecy z narzeczonym Bu i totalnie cieszy sie na moj widok.

Trzydziesty stycznia. Wciaz kompletnie nie mam pojecia co zrobic ze swoim zyciem. Dziadek od dwóch tygodni jest w szpitalu, mama M. zmarla wczoraj nad ranem. Wychodze na balkon i odpalam jagodowego papierosa. Z youtube slucham Mikromusic. Od rozstania z Arturem minelo milion lat, chociaz wciaz czuje sie tak, jakby to bylo wczoraj.


Ostatnie 24h w Lublinie.
A moze by tak tutaj zostac.. ?

Aska: Oho, to pewnie zaraz wyjedzesz na Teneryfe.. ZAWSZE jak mowisz, ze planujesz powrót do Polski to pozniej wyjezdzasz na Wyspy Kanaryjskie!

{0}

31 stycznia 2016

Dzisiaj na lotnisku (podczas mega wkurwu i super pospiechu) walczylam z biletomatem. Z ramienia zwisala mi torba, laptop, walizka przewrocila sie obok mnie, a wyswietlacz informacyjny glosil odjazd mojego Sbahnu za 4 minuty. Gotówki brak. Jedna karta nieczytelna. Do drugiej nie pamietam pinu. I nagle obok mnie staje pan ktoremu placa za obsluge biletomatów. Na oko gdzies tak kolo piedzesiatki, lekko siwy, widac ze zmeczony, ale preznie rwie sie do pomocy. Wciska guziki na dotykowym ekranie za mnie, tlumaczy (jak blondynce) jak wybrac odpowiedni bilet. Mysle sobie z niecierpliwym bulwersem: JA KURWA PIERDOLE chyba mieszkam tutaj juz iks lat i obsluguje te maszyny srednio co tydzien!. Ale zaciskam zeby i staram sie nie przewracac oczami. Pan pomagacz proponuje zmiane biletomatu, bo niektore po prostu sa takie wredne. Wzdycham i przechodze do maszyny obok mnie. Pan ochoczo znowu sie wpierdala zaczyna wciskac przyciski za mnie. Sbahn odjezdza za 2 minuty. Pyk pyk pyk, zadzialalo. Mam bilet. A facet wciaz stoi kolo mnie i glosi jakies radosne tezy i pocieszajace, naduprzejme zdania. Mam ochote walnac go w ryj. Ale decyduje zmienic strategie i zwalczyc zmije w sobie. To nie jego wina ze mam zly dzien. Patrze mu prosto w oczy i szczerze (ale z jakim wysilkiem!) sie usmiecham. Dziekuje mu i zycze milego dnia.

Chyba sama zdziwilam sie tym przelamaniem typowego dla mnie odruchu.

MEGA fajne uczucie. Jednak jestesmy silniejsi niz nam sie wydaje. I zmiany na lepsze SA mozliwe.
Do teraz nie moge wyjsc z podziwu nad sama soba i czuje autodume.

A, jeszcze cos. Miedzy Unter-, a Oberschleißheimem mialam kontrole.

Witamy w Monachium! 

{1}


wiecej








Tweets by @kadinaja