03 stycznia 2012

Nie moge powiedziec, ze Sylwester 2011/12 byl najlepszym w moim zyciu, bo prawdopodobnie bylaby to lekka przesada. Ale naprawde, naprawde byl bardzo udany. Przez pierwsza czesc nocy tylko Stodulak i ja, plus selbst-gemacht(es?) pizza (dla mnie fujcia, dla niego pyszka), spodchoinkowe Rafaello, wodka i sledzik. Pomyslicie zapewne, ze stoczylismy sie na dno, bo wodeczke zagryzamy marna rybina, zamiast popijac babelkowa cola zero.. Ale powiem Wam, ze TO akurat bylo wpisane w Menu specjalnie dla mnie. Cale zycie sluchalam o tym jak wybornie smakuje wodka pita pod sledzia. Musialam sprobowac. I potwierdzam, smakuje wysmienicie! ;)
Do 23 ogladalismy Sexmisje.. a pozniej pojechalismy do Centrum, spotkac sie z Marcinem, Bcm, Asku i Adrianem. Byl szampan, bylo wino, bylo konfetti, deszcz i fajerwerki przez chyba bite 40minut. Cudko. 



Jesli chodzi o noworoczne postanowienia, to zeszlostyczniowe w wiekszosci wszystko udalo mi sie zrealizowac (szok!): 

1. Find a decent guy
2. Chodzic na basen
3. Less face, more book
4. Less TV shows 
5. Lose weight (or at least DONT gain)
6. Nie przywiazywac sie do ludzi 
7. Za rok o tej porze byc juz aktywnym kierowca
8. USA albo Canary Islands again
9. Szlifowac jezyki! 
10. JOB!

Ad. 3. Wierzcie lub nie, ale naprawde o wiele mniej spamuje. Mozecie teraz tego nie widziec, ale niech ci, co mnie znaja przypomna sobie, jak wygladal News Feed kazdego ranka, kiedy odpalalo sie Fejsbuka? No wlasnie..
Ad. 6. Joder, Kaziaaaa. Nowe postanowienie dotyczace postanowienia? KONIEC Z EMO POSTANOWIENIAMI! 
Ad. 8. Jeszcze bedzie..

Jesli chodzi o postanowienia na 2012, to wiekszosci z nich nie bede nawet publikowac, bo sa totalnie zbedne (11. Zaczac uzywac innego szamponu niz Pantene, bo niszczy wlosy!). Podziele sie z Wami tylko tymi wazniejszymi. Chronologicznie.

1. W styczniu i poczatku lutego poswiecic naprawde duzo czasu na nauke. Tak, zeby 9 lutego wieczorem moc powiedziec sobie "Nie wazne, czy zdam, czy nie - dalam z siebie wszystko!". A tak naprawde to najlepiej byloby po prostu.. jednak ZDAC! 
2. Wiecej podrozowac. Nawet jesli mialby to byc wypad do Nürnberg do Nadezdy, czy Trier do Heleny. 
3. Byc bardziej spontaniczna i mniej srac w gacie. Wiecej organizowac, przejawiac wiecej inicjatyw!
4. Byc milsza dla ludzi. Zwlascza tych, ktorzy na to zasluguja. (= byc less gburem i grzybiarzem)
5. Byc bardziej rozrzutna. TAK, wlasnie tak. Musze przestac byc taka zyla. Jesli podoba mi sie sukienka albo but - KUPIC. Jesli mam ochote zjesc cos na miescie - ZJESC. Zycie jest tylko jedno i za krotkie na odmawianie sobie rzeczy przyjemnosci. 
6. Skoro juz poruszylam temat jedzenia.. dlugo zastanawialam sie nad tym postanowieniem. Czy powinnam sformulowac je "Jesc mniej", czy "Odzywiac sie normalniej". Na pewno, dla mojej psychiki wazne jest to, zeby nauczyc sie jesc jak czlowiek i nie czuc wstretu do siebie po kazdej zjedzonej kromce chleba, czy kostce czekolady. Ale z kolei dla mojego ciala korzystniejsze byloby dalsze liczenie kalorii i chudniecie. Teraz, z hormonami moze byc tylko lepiej... Tak wiec moje postanowienie (standardowo) brzmiec bedzie : Nie przytyc. Starac sie schudnac. Ale przede wszystkim nie przytyc. 
7. (jedno idzie za drugim) Gdy tylko zrobi sie cieplej, wrocic do biegania. A od pojutra (pojutrza?) Sport z Mama! (to nasze wspolne postanowienie. Jaram sie! Zumba, joga, pilates, fiu fiu!)
8. Dobrze zagospodarowac sobie czas pomiedzy lutym, a pazdziernikiem (rokiem akademickim, a testem DaF). Nie chce tylko siedziec na dupie w Monachium, pracowac w Bürger Kingu i pic zimnych Hellesow na Odeonsplacu. To moga byc moje ostatnie miesiace wolnosci i - jakikolwiek wynik testu/rekrutacji na studia nie bedzie - musze zrobic ze soba cos fajnego. Napredzej Acttiv again (nie zapeszajac), albo jakies inne szalone przygody. We'll see. 
9. W sprawie studiow i przyszlosci trzymac sie planu A, ale takze (w ramach niepowodzen) nie zapominac o planie B. 
10. Spedzac wiecej czasu z Rodzicami i czesciej dzwonic do Polszy

Wydaje mi sie, ze wystarczy. Reszta to jakies pierdoly (12. Wiecej sprzatac, 13. czesciej chodzic w butach na obcsasie, 14. Co miesiac podcinac koncowki wlosow :D). Bardzo sie ciesze na ten nowy rok i chociaz jakastam emo czesc mnie naprawde liczy na Koniec Swiata (..), to ta druga jest super podekscytowana. Bo nadejda zmiany. Mam w glowie jeszcze jedno, male postanowienio - marzenie. Ale zachowam je juz tylko dla siebie. Jestem przeciekawa, gdzie bede (jaka bede, w jakim stanie bede), czytajac te notke za rok. I Wy tez. 

Dobranoc, 
Wasza Kaja. 

{6}

11 stycznia 2012

Tak sobie leze w lozku (jest dopiero po 23 a ja nie pamietam, kiedy ostatni raz bylam TAK zmeczona o TAKIEJ porze!), slucham nowej Alicji Janosz (zawsze ja lubilam, zawsze wspieralam, miialam w znajomych na naszej-klasie, pisalam wiadomosci na myspace) i czekam, az zaladuje mi sie nowy odcinek Greys'ów. 
Jestem niezywa, ale tak naprawde trudno mi powiedziec CO mnie tak zmeczylo. Mozliwe, ze Klocek, mozliwe ze kurs. Ale najmozliwsze, ze dzisiejsze megaporzadki z mama (seriously, KTO myje szuflady od srodka? Albo szafki od dolu? WTF?!)

Robie ten glupi kurs niemieckiego 3 x tygodniu (to naprawde malo, biorac pod uwage fakt, ze kazdy ostatni byl codziennie) i uwielbiam moja grupe. Nareszcie trafili mi sie fajni ludzie. Coz, najwyrazniej kolo musi sie zamknac. Zaczelam swoja niemiecka edukacje od zajebistej "klasy" (Ana Christina [+ Isabel, Ana Ukraina, Natasha], Nadezda, Liz(!)), a teraz zaskoncze z rownie fajna. Od pierwszej minuty (nie przesadzam) pokochalam Federice i Dimitriwa (:P). W sobote idziemy wszyscy, cala paczka na tanie happy hour (+ lepsze zapoznanie sie), a pozniej do Latino's. W niedziele wieczorem (juz z nauczycielka) - do teatru. Przed swietami bylismy w Pinakotece. Za 2 tygodnie mamy isc do opery. Jaram sie, ale tez jednoczesnie ciesze, ze to juz moj ostatni kurs. Do Testu DaF zostal mi niecaly miesiac (nie moge spac w nocy, mam napady zawalu serca i lomotania w czaszce). Jesli go zalicze - zajebiscie. Jesli nie - mam juz przygotowany nie tylko plan B, ale tez C i D. Czuje, ze bedzie dobrze. Musi!

No, a tak oprocz tego, to nic sie nie dzieje. Dostalam oferte pracy w biurze i/albo malej knajpce i zastanawiam sie co wybrac. Albo, czy wybrac obie. Wszakze, jak glosi staropolskie przyslowie (wygloszone dzis przez moja macierz, w trakcie porzadków): im mniej czasu masz na nauke - tym wiecej sie uczysz. True Story. 
Jutro budzik na 9 i zabieram sie za rozwiazywanie testow, robienia cwiczen ze sluchania i pisania wypracowan. A tymaczasem, dobranoc. 

 
Dobranoc. 

PS. Tak z czystej ciekawosci - czy Wy tez jesli zjecie czosnek na noc, to czujecie go w sobie nawet w rano?


{6}

19 stycznia 2012

Odbija mi. Ciagle sie ucze, moje sny sa po niemiecku, czytam niemieckie ksiazki, pisze niemieckie wypracowania. Co gorsza, wszystko wciaz idzie jak po grudzie. Moj mozg chyba jest za stary na przyswajanie nowych informacji. Tym bardziej na odswiezanie nowych. 
Ciagle sie nie wysypiam. Klocek rosnie jak na drozszach i jest coraz bardziej ruchliwa, trzeba za nia biegac i razem z nia skakac, tanczyc, spiewac. Gada jak najeta. Milosc miliard. 
Potrzebuje nowej muzyki. W ogole przestalam ogladac seriale. Czasem wcisne w siebie odcinek Przyjaciol (ale tylko po niemiecku), albo dwa. Ale rzadko. 
Kiedy sie nie ucze, nie tancze z Klockiem albo nie zalatwiam spraw w miescie - siedze na pogotowiu od 22 do 1 w nocy, bo moja mama akurat ma atak CZEGOS, a ja musze ja sama ubrac, znalezc adres szpitala, zadzwonic do Januscha i Szefowej, i zorganizowac kogos, kto nas na to pogotowie zawiezie (podobno wezwanie karetki do NIEumierajacego kosztuje ok. 500€. Nie wiem, czy to prawda, ale nie mialam czasu sie zastanowic, miedzy zakladaniem mamie skarpetek, a sobie spodni). Lekarze - jak to lekarze - naturalnie NIE MAJA POJECIA o co chodzi, wiec trzeba mame na wozku pod kroplówka pchac od jednego skrzydla do innego, co chwila jakies nowe badania. Mama mowi, ze juz jej nie boli i ze fajna ta kroplowka. Smieje sie na widok cyfry 8, bo jest taka brzuchata
Mysle sobie, ze spoko, przynajmniej juz nie mdleje. Ale martwie sie dalej. 

W zeszlym tygodniu bylam z kursem w teatrze na sztuce o Franz Joseph Strauss'ie. Wnetrze teatru przepiekne, chyba jeszcze nigdy nie bylam w sliczniejszym miejscu. Przedstawienie ciezkie i chwilami przypominala mi Ferdydurke. Moze nie pod wzgledem historii, ale wszechobecnego absurdu. Ktos sie rozbiera, ktos je kielbase z musztarda, ktos inny pluje na scene, jakas kobieta kreci sie wokol wlasnej osi. Nie bardzo wiem, co to mialo wspolnego z polityka, ale pewnie po prostu jestem na to za glupia. 
W przyszlym miesiacu idziemy do Filharmonii na spotkanie z jakims super znanym japonskim klarnecista, czy tam skrzypkiem. Kiedystam indziej na konferencje prasowa z Albertem Ostermeierem (podobno bardzo slawnym, niemieckim pisarzem. Ja tam nie wiem, na zdjeciach przypomina mi troche polskiego robotnika, ktory kladzie dachy w Botanikum). 
Generalnie przeszlam jakas psychiczna metamorfoze - juz nie wybucham co kilka godzin placzem (naturalnie bez powodu). Teraz po prostu sie wsciekam. Wsciekam sie na wszystko. Nawet jadac z Mama do szpitala nie plakalam. Nawet, kiedy dalam dupy i napisalam najgorsze wypracowanie z klasy nie plakalam. Nawet kiedy poklocilam sie na smierc i zycie z Arturem na kilka dni nie plakalam. 

Siedzac w ciemnym pokoju, obladowana kserowkami i slownikami, slucham sobie w kolko mojego nowego Ohrwurma, licze dni do 9 lutego, czekam na panow-spisujacych-kaloryfery, podziwiam w lustrze swoj nowy haircut (jestem prawie lysa, juz nigdy nie odzyskam chyba swojego dlugiego, lsniacego wlosia) i pekam z dumy, bo blozek znalazl sie na liscie popularnych blogow wyswietlanych na stronie glownej ownlog. Chyba jestem wreszcie slawna. 


Adios. 

{6}

25 stycznia 2012

Trzy godziny lazenia po sklepach + szybki obiad u chinczyka = zakupy zycia. T-shirt, opaska do wlosow i skarpetki. Oh well, i tak idzie mi coraz lepiej. Wczesniej byly tylko skarpetki. Ewentualnie jakas tania biżu. 

Jaram sie(!), moi mili. Wczoraj, nareszcie, po trzech latach wyszedl na swiat nowy album Ingrid, Human again. Od kilku dni sluchalam piosenek w wersji live, bo jakas uczynna dusza wrzucila prawie caly koncert na youtube. Ale od jakichs 12h jestem szczesliwa posiadaczka nowej plyty i jaram sie każdą piosenka. Wiem, ze zyjemy w czasach, kiedy nikt już nie KUPUJE muzyki.. Ja tez w sumie dosc rzadko to robie. Za rzadko. Tylko z artystami, ktorych lubie. Ostatnio (oprócz Ingrid) kupiłam Vintage Alicji Janosz, bo od zawsze ja lubilam i wspieralam. Tak, nawet kiedy kazala nazywać siebie Alex. Tak, nawet kiedy spiewala o jajecznicy. Do tego kilka razy probowalam kupic CD Allie Moss, ale jak na razie kazda dawala nam za darmo. 
Ale serioszka. Kupcie plyte Ingrid. Jest taka dobra!

Oprócz tego, trochę mi się poprawił humor, bo napisałam najlepsze wypracowanie z klasy. Tematem pracy mieliśmy być MY SAMI, więc idealnie wpasował się w moją narcystyczną nature. Dwie strony A4 opisu Kai, no któzby nie chciał tego pisać? A tak poważnie, to do dziś teksty oddałyśmy tylko ja i Ula, wiec zwrot "najlepsze wypracowanie z klasy" jest troche względny. Oh well. I tak bylo mi milo. 
W ogole uwielbiam moj kurs. Coraz rzadziej mamy zajecia, coraz czesciej robimy jakies artystyczne rzeczy. Byl, teatr, byla filharmonia, bylo jakiestam spotkanie. Ale i tak najciekawiej bedzie w pierwszym tygodniu lutego, bo (pomijajac juz moj TestDaF, ktory sni mi sie po nocach), jak juz wspominałam, bedziemy gościć jakiegoś japonskiego klarnecistę, później pojdziemy na jego występ, później bedziemy brac udzial w warsztatach teatralnych, później pojdziemy do teatru zobaczyc wystep aktorow, ktorzy będą nas uczyli.. no i to spotkanie z niby jakims slawnym niemieckim pisarzem, Ostermeierem. Ja tam nie wiem. A, i jeszcze jakas pani z gazety chce wpasc, zrobic z nami wywiad. Jako ze (jak wiadomo) mam parcie na szkło - troche sie nie moge doczekac :P. Asku Grubasku byla juz na pierwszej stronie Tageszeitung. TERA JA! 

Z tego miejsca chcialabym takze pozdrowic bardzo serdecznie Grubaske Bednarczyk, Adiego Sznadiego oraz Jewela Astronauta. Jesli ktos z Was pamieta moja dwatysiacejedenastopodsumowujaca noteczke, gdzie tez wypisywalam co milego  przytrafilo mi sie w ktorym miesiacu.. chcialabym tu i teraz napisac male sprostowanie. Zapomnialam, w swym wielkim roztargnieniu i bezmózdzeniu, wspomniec, ze w czerwcu anno domini 2011 poznalam Asie i Eweline. Od tamtej pory (jak wiadomo!) sa w moim sercu, weszly w moja codziennosc, razem z calym Pasingiem i Hellesem Augustinerem. Nie wiem, jak moglam o tym wczesniej nie wspomniec!

No. 

Do tego wszystkiego jeszcze biore udzial z badaniu Activia, dostalam dzis zapas jogurtow na 2, czy 3 tygodnie. Musialam tylko podac adres email i obiecac, ze bede codziennie wchlaniac przynajmniej jednego jogurta. Pozniej bedo do mnie pisac i pytac, czy nie mam brzucha jak balon. 

To tyle. Wrzucilabym Wam jakas sliczna piosenke Ingrid, ale wiecie. ACTA i tak dalej. Ogranicze sie tylko do zdjecia. Pozdro 600!


Wasza Kesza.

{4}

30 stycznia 2012

Chyba wroci haslo. Udalo mi sie juz bezhaslowo zyc przez ponad rok (glownie z wlasnej wygody - bo czesto go zapominalam, ale tez pychy - bo lubie sie ludzic ze codziennie wiatr przygania tu miliardy nowych czytelnikow). Niestety, czasem tak jest. I CZASEM przywiewa czytelnikow, ktorzy nie do konca sa mile widziani (pozniej dostaje jakies dziwne anonimowe wiadomosci i spamy). Internet troche mnie przeraza, wystarczy znac czyjesz imie, nazwisko, bzw. adres email.. i juz mozna sie o nim wszystkiego dowiedziec. JODER. 

Dlatego tez, bedzie haslo. 
Potrzebuje kilku dni zeby je wymyslic. 
Jak kto chce, to niech pisze. 

{15}


wiecej








Tweets by @kadinaja